Rola Staraka jest co najmniej zagadkowa

Z Wiesławem Kaczmarkiem, byłym ministrem skarbu, rozmawiali Eliza Snowacka i Piotr Bachurski.

Nie boi się Pan rozliczeń? Tego, że zostanie Pan pociągnięty do odpowiedzialności przez aktualną ekipę rządzącą?

Nie. Jeśli mam jakiś niesmak, to bardziej wynikający z wypowiedzi prokuratora Kaczmarka, który twierdził, że z racji tego co robiłem, powinienem się bać. Ale się nie boję. Wiem, co w życiu robiłem, więc zachowuję spokój. Wynika to z mojej wiedzy na temat przeszłości i na temat podjętych przeze mnie działań. Nie mam poczucia strachu. Mogę się bać tylko czegoś, co nazwałbym połączeniem ideologii z niekompetencją. To hybryda, która nie reaguje na racjonalne argumenty. Zawsze trzeba długo czekać, by dotrzeć do jądra prawdy, czego przykładem jest osocze.

Nie boi się Pan aresztowania?

Powód? Nie ma powodów, by się o to martwić. Sprawa osocza to medialny mit, który powoli zostaje odbrązowiona. Media same zaczynają pokazywać na czym polegał problem osocza w Polsce. Była to wtedy, może źle przygotowana, walka ministra zdrowia z monopolem i nieprzejrzystością transakcji na rynku krwi. Nieżyjący już Jacek Żochowski poszedł na wojnę z Instytutem Hematologii i chciał przełamać monopol zarządzania polską krwią i czerpania z tego korzyści. Chciał, żeby ten proces był realizowany w Polsce, by były tu produkowane leki, przetwarzana polska krew, a nie za granicą. Życie potoczyło się inaczej. A jego następcy skwapliwie poddali się chyba lobbingowi tego ośrodka, który rządził krwią w Polsce. Do tego przyłączyło się jeszcze kilku inwestorów, którzy zobaczyli parametry projektu. Jak na tamte czasy to był złoty projekt, bo rzadko się zdarza, by przy takich nakładach finansowych zwrot był w ciągu dwóch i pół roku. A trzeba było tylko pamiętać o tym, że był to projekt w pełni kontrolowany przez ministra zdrowia. Bo to on wyrażał zgodę na zakup surowca inwestorowi i to on wyrażał zgodę na dopuszczenie produktów leków na rynek.

Komu to przeszkadzało?

Przeszkadzało na pewno Instytutowi Hematologii, ale też było paru innych inwestorów, którzy chcieli robić ten biznes. Nie mogli się pogodzić dlaczego inni a nie my. Wystarczy zajrzeć do dokumentów w sprawie.

Na przykład Włodzimierz Wapiński, zaprzyjaźniony z Kwaśniewskimi?

Mam wrażenie, że Wapiński przystąpił z inwestorami amerykańskimi do spółki LFO, która była wehikułem inwestycyjnym powołanym do wybudowania fabryki. Kiedy minister Żochowski podejmował decyzję, komu przydzielić budowę fabryki, bo to minister zdrowia określał, która z firm będzie realizowała ten projekt, to wybierał spośród dwóch firm – Nedepolu i Terpolu. Nedepol należał do Nizioła, natomiast Terpol był własnością Staraka. Nie trzeba było długo czekać, by Starak się ujawnił ze swoim przedsięwzięciem, bo wystarczy zajrzeć do Dziennika Ustaw z maja 2003 r., kiedy ówczesny minister zdrowia wydał rozporządzenie – i to jest dla mnie kuriozum, bo ja takiego dokumentu nie widziałem nigdy wcześniej – polecające pracownikom resortu oraz instytutów okołorestortowych m.in. Instytutu Hematologii rozpatrzenie, zanalizowanie i przyjęcie do realizacji koncepcji rynku krwi w Polsce, przygotowanej przez firmę Spectra Services. W zarządzeniu ministra wymieniono nazwę firmy! To firma należąca do grupy Jerzego Staraka. Następnym ruchem była próba przejęcia tego interesu, chyba skutecznie zakończona z innym partnerem biznesowym Staraka, czyli firmą Baxter – właśnie od zarządzania i przetwarzania osocza.

A kto jest jej właścicielem?

To jedna z amerykańskich korporacji w branży farmaceutycznej, której razem ze Starakiem sprzedałem Polfę Lublin SA – drugą poza Terpolem firmę, która produkowała różnego rodzaju płyny infuzyjne.

Kiedy pojawili się Wapiński i Nizoł?

Na zaproszenie ministra zdrowia odpowiedziało pięć instytucji. To był rok 1994 lub 1995. Było to zamówienie ministra zdrowia na wybudowanie fabryki osocza w Polsce.

Nizioł miał jakieś doświadczenie na tym rynku?

Z tą dokumentacją zapoznałem się dopiero, gdy prokuratura w Tarnobrzegu postawiła mi zarzuty. Odnalazłem tę dokumentację w Ministerstwie Zdrowia. Wynika z niej, że firma Nedepol była realizatorem kilkunastu projektów w szpitalach klinicznych w Polsce. Od stacji krwiodawstwa, aż po różnego rodzaju zagadnienia związane z płynami infuzyjnymi.

A Wapiński?

Trudno mi powiedzieć. Ponieważ miałem okazję go poznać wiem, że nie zajmował się działalnością w obszarze medycznym. Traktował to jako inwestycję kapitałową. Natomiast firma Nedepol miała w tym zakresie doświadczenie biznesowe.

Przy osoczu pojawia się otoczenie prezydenta Kwaśniewskiego. Kto wpłynął na to, że umowę podpisał Nizioł, a nie Starak?

Na pewno nie Kwaśniewski. Aleksander Kwaśniewski nigdy ze mną na ten temat nie rozmawiał. Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, bo w ogóle nie zajmowałem się sprawą wyboru inwestora.

To czemu Pan stoi przed sądem?

To bełkot w wykonaniu dziennikarzy, polityków, uważających się za autorytety moralne w tej sprawie, jak chociażby ostatnio Julia Pitera. Powinna raczej przemilczeć tę kwestię, zwłaszcza, że jej ojciec był związany z Instytutem Hematologii, więc jej obiektywizm w tym zakresie jest wątpliwy. A spór do rozstrzygnięcia przed sądem to stwierdzenie czy miałem prawo wydać pozytywną opinię w sprawie udzielenia gwarancji skarbu państwa na budowę fabryki, czy moje postępowanie w 1997 r. było rzetelne. Zdaniem prokuratury w Tarnobrzegu pomogłem wyłudzić kredyt. Dziś, gdybym miał podejmować podobną decyzję – byłaby również pozytywna.

Może gdyby wygrał Starak, ta fabryka by była?

Nie można jednak wykluczyć, że przy takim interesie nie pojawiłby się ktoś, kto by uznał: dlaczego Starak, może ja? Mamy tu do czynienia z projektem, który jest złotą żyłą, w której płynie lek z polskiej krwi. Mówimy o milionach dolarów.

To co zrobili z tymi pieniędzmi Nizioł i Wapiński?

Rozmawiałem z syndykiem masy upadłościowej i pytałem, jak ta sprawa dzisiaj wygląda, czy w ogóle jest jeszcze do uruchomienia. Ciągle słyszę, że te pieniądze zniknęły. Ale to jeszcze jeden paradoks w tej historii. W tym samym czasie pracują dwa organy wymiaru sprawiedliwości. Prokuratura tropi w jaki sposób zdefraudowano pieniądze z tego projektu, a jednocześnie w V Wydziale Sądu Rejonowego w Tarnobrzegu jest prowadzone sądowe postępowanie układowe. Jest to forma ochrony przed wierzycielami, by spółka mogła działać, ale pod nadzorem sądowym. Sąd powinien podjąć negatywną decyzję odnośnie postępowania układowego, jeżeli stwierdziłby, że są jakieś nieprawidłowości. Sąd stwierdza, że wszystko jest w porządku i ogłasza postępowanie układowe, wyznacza nadzorcę tego postępowania. A jednocześnie, w tym samym czasie, w tym samym budynku, prokuratura twierdzi, że to jest jedno wielkie przestępstwo i defraudacja pieniędzy. Pytam, kto ma rację? Sąd Gospodarczy w Tarnobrzegu, czy Prokuratura w Tarnobrzegu? Postępowanie sądowe jest faktem.

Jaki jest majątek tej spółki, albo tego, co po niej zostało?

Nie wiem, nie zajmowałem się tym. Teraz zostałem do tego zmuszony i zajrzałem do dokumentacji. Dziś jest tam syndyk masy upadłościowej, bo projekt jest w upadłości. Przygotowując się do rozprawy miałem okazję rozmawiać z syndykiem. Okazuje się, że sprzęt stoi od pięciu lat w składzie celnym w Pruszkowie. Może panowie z prokuratury przejechaliby się do Pruszkowa i stwierdzili co naprawdę stało się z pieniędzmi. To sprzęt, który miał być zainstalowany w tej fabryce.

Mówi się przecież, że jest tylko budynek…

Prokuratura, przy pomocy kampanii medialnej, stworzyła obraz, że wszystko zostało wyniesione, skradzione i zdefraudowane. Syndyk twierdzi inaczej. Dlatego warto by ustalić, kto ma rację. Wiem, że ostatnio, chyba Polski Holding Farmaceutyczny, zwrócił się do Ministra Zdrowia, z gotowością wznowienia tej inwestycji, bo to jest inwestycja leków ratujących życie. Nie spotkało się to z zainteresowaniem.

Czyli ktoś to chciał utrącić?

Może ktoś chciał to przejąć. Jak kogoś sprowadzi się na kolana, to będzie tańszy i łatwiej go przejąć.

Komu mogło zależeć?

Można postawić hipotezę, że pierwszym kandydatem do takiej roli był ten, kto przegrał, a znał wartość projektu.

Prokuratura rozpoczęła dochodzenie jeszcze za czasów poprzedniego rządu. Czy można powiedzieć, że to prawica szuka jakiegoś haka na Pana?

Jak przyglądam się działaniu prokuratury – ostatni okres to pięć wezwań, to polowanie przybiera na intensywności. Czasami przybiega jakiś sfrustrowany kawiarniany polityk z sensacyjną wiadomością, że właśnie miałem być zatrzymany. Mam wewnętrzne przekonanie, że prokuratura jest gotowa do działań pozaprawnych, wprowadzania w błąd, używania wręcz prowokacji czy stawiania abstrakcyjnych hipotez aby cokolwiek uprawdopodobnić. Wcześniej czy później te procedery ujrzą światło dzienne.

Co z gwarancją Skarbu Państwa w związku z kredytem na LFO?

Kiedy rozmawiałem z Ministerstwem Finansów o tym, czy gwarancja została, zostanie uruchomiona przez ministra finansów, to według analizy ówczesnego ministra, to bank prowadzący finansowanie, czyli Kredyt Bank, nie spełnił kilku warunków, które były zapisane w umowie gwarancyjnej. By skorzystać z gwarancji, w przypadku, gdy kredyt nie jest spłacany, trzeba było przestrzegać pewnej procedury, która była wcześniej zapisana w uchwale Rady Ministrów. Bank tego nie czynił. To znaczy, że gwarancja nie powinna być użyta. Z rozmowy wynikało, że w tej sprawie Skarb Państwa był tą uchwała, dobrze zabezpieczony. A teraz dowiaduję się, że środki zostały uruchomione. To interesujące, czemu tak się stało.

Czy ktoś nad tym pracuje?

Minister Religa postanowił zająć się problemem osocza i wyjaśnić wszystkie niuanse. Dla mnie to jeden z typowych przykładów zmarnowania szansy, na zasadzie walki buldogów pod dywanem.

Pojawi się firma, która będzie skłonna to ratować?

Patrzyłbym na to raczej normalnie, kierując się bezpieczeństwem medycznym i bezpieczeństwem pacjentów. Ten projekt miał też ważny aspekt importowy, bo nie ma sensu, żebyśmy polską krew wysyłali za granicę. Nie ma powodu, żebyśmy w Polsce nie mieli fabryki farmaceutycznej i jednej z najwyższych technologii. Można wykonać większy skok i wejść w obszar leków syntetycznych, ale ich doskonałość jeszcze nie jest taka, jaką się uzyskuje z leków produkowanych z naturalnego surowca, jakim jest krew. Nie wiem, czy jesteśmy dziś w stanie dysponować technologiami, które wytwarzałyby immoglobuliny i wszystkie inne wskaźniki technologią syntetyczną. Raczej minie jeszcze dużo czasu zanim do tego dojdziemy i dlatego należy korzystać z surowców naturalnych. To moim zdaniem temat niezamknięty.

Pojawi się Starak i uratuje ten pomysł?

Nie wiem. Dla mnie rola tego biznesmena w tym projekcie jest co najmniej zagadkowa.