Rosyjski biznes zbrojeniowy

Obok sprzedaży ropy i gazu eksport broni jest dla Kremla drugim narzędziem budowania rosyjskich wpływów. Rosja, walcząc o rynki zbytu dla swojej broni, gotowa jest posłużyć się wszelkimi metodami.

 

Wiedzą o tym doskonale polskie firmy zbrojeniowe, które w przeszłości przegrywały walkę o kontrahentów z rosyjskimi firmami. Ostatnie transakcje zbrojeniowe rosyjskich firm z Indiami i Białorusią wskazują, że Rosjanie przystąpili do nowej ofensywy na światowych rynkach zbrojeniowych. Indie jest to jeden z najważniejszych azjatyckich rynków, który od dawna był dla Kremla strategiczny. Natomiast w przypadku sprzedaży broni Białorusi chodzi już nie tylko o utrzymanie białoruskiego państwa w rosyjskiej strefie wpływów, ale przede wszystkim o dalsze spotęgowanie napięcia pomiędzy Warszawą a Mińskiem.

 

Polityczne znaczenie rosyjskiej broni

Rosja ma nie tylko olbrzymi potencjał nuklearny, który tak jak w czasach zimnej wojny może wykorzystać w charakterze „straszaka”, ale podobnie jak w przeszłości nadal jest jednym z największych producentów broni. Jest też jednym z jej największych eksporterów. Od rosyjskiej broni i rosyjskich licencji uzależnionych jest ponad 80 krajów. W rosyjską broń wyposażone są prawie wszystkie armie byłych republik radzieckich. Nawet armie krajów Europy Środkowowschodniej oraz krajów bałtyckich, które od kilku lat są członkami NATO, nadal w przeważającej mierze dysponują uzbrojeniem produkcji rosyjskiej. I albo jest to uzbrojenie jeszcze z czasów Układu Warszawskiego, albo zostało ono wyprodukowane na bazie zmodyfikowanych przez te kraje licencji radzieckich. Krótko mówiąc, nawet armie nowych członków NATO uzależnione są od dostaw części i podzespołów produkowanych przez fabryki zbrojeniowe Federacji Rosyjskiej. Nie jest nowiną, że Putin zaraz po objęciu władzy na Kremlu, nakazał rosyjskiemu MSZ, systematyczne nagłaśnianie, rzekomo bezprawnego użytkowania przez kraje Europy Środkowej radzieckich licencji zbrojeniowych. Oczywiście idą za tym żądania Kremla ogromnych prowizji z tytułu sprzedaży broni produkowanej na tych licencjach. Tylko w przypadku Polski roszczenia Kremla dotyczą 22 umów licencyjnych, które Polska miała zawrzeć z ZSRR w latach 80. Oczywistym jest, że żaden kraj, nawet w miarę zamożny, nie jest w stanie szybko rozwiązać problemu wymiany uzbrojenia swojej armii. Na razie Rosjanie zamrozili problem licencji, jakoby bezprawnie wykorzystywanych przez polskich producentów broni. Nie znaczy to jednak, że problem ten przestał istnieć. W sytuacji pogorszenia się polsko-rosyjskich stosunków, Rosjanie ponownie „wyjmą problem z szafy” i ponownie zaczną domagać się od Polski opłat za użytkowanie radzieckich licencji.

 

Element imperialnej polityki

Polskie firmy zajmujące się sprzedażą broni, tzw. obrotem specjalnym, wielokrotnie w ostatnich latach mogły się przekonać, że rosyjska bron jest niesłychanie ważnym elementem rosyjskiej imperialnej polityki. Gdy w 2004 r. polskie firmy z grypy kapitałowej BUMARU prowadziły ze stroną indyjską negocjacje, w sprawie modernizacji systemów kierowania „Drawa” i systemów rakietowych „Newa–Peczora” oraz sprzedaży Hindusom innego uzbrojenia wojskowego, spotkały się z brutalna kontrakcją strony rosyjskiej. W jej efekcie Hindusi wycofali zaliczkę, jaką zapłacili stronie polskiej, w ramach już zawartego kontraktu. Dziwnym zbiegiem okoliczności nastąpiło to natychmiast po wizycie w Indiach prezydenta Federacji Rosyjskiej – Władimira Putina, który szantażował Hindusów właśnie wspomnianymi radzieckimi licencjami. Putin wprost zakomunikował szefowi hinduskiego MON, że: „Polacy nie mogą modernizować uzbrojenia produkcji byłego ZSRR, ponieważ nie dysponują stosownymi licencjami oraz patentami”. Rosjanie jeszcze przez wiele miesięcy prowadzili kampanię dyskredytującą polskie firmy zbrojeniowe, szeroko nagłaśniając, że nie mają one praw intelektualnych w zakresie modernizacji radzieckiej broni, jaką dysponuje hinduska armia. Ale rosyjska kampania miała nie tylko na celu wyeliminowanie polskich firm z rynku hinduskiego, ale także z rynku arabskiego. Rosyjscy dyplomaci zaktywizowali wówczas swoją działalność na wszystkich rynkach arabskich. Chodziło o to, aby potencjalni odbiorcy spośród państw arabskich, w ogóle nie rozpatrywali oferty handlowej polskich firm. W lutym 2005 r., podczas międzynarodowej wystawy broni i sprzętu wojskowego w Abu Dhabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, przedstawiciel rosyjskiego MON szantażował potencjalnymi prawnymi następstwami wszystkich zainteresowanych zakupem polskiej broni. Rosjanie jeszcze wielokrotnie, posługując się presją rzekomo bezprawnie użytkowanych licencji radzieckich, blokowali polskie firmy na rynku zbrojeniowym

 

Nowe rosyjskie transakcje

W grudniu ub.r. Rosja podpisała z Indiami kolejne umowy na sprzedaż i modernizację swojej broni. Jeden z podpisanych kontraktów dotyczył dostawy dla hinduskiej armii 42 samolotów myśliwskich Su-30MKI. Mają one być montowane w Indiach i wyposażone w hinduską elektronikę. Już wcześniej rząd w Delhi zawarł z Rosją kilka umów na dostawę łącznie 230 takich myśliwców. Po wyeliminowaniu konkurencji na indyjskim rynku, Rosja stała się nie zagrożonym monopolistą, jeśli idzie o dostawy broni do Indii. Polskie firmy, mając znacznie lepszą i tańszą ofertę w wielu dziedzinach produkcji zbrojeniowej, mogą tylko z zazdrością patrzeć, jak Rosjanie czerpią miliardowe zyski ze zmonopolizowanego rynku indyjskiego. Ale Rosjanie nie poprzestają tylko na olbrzymim rynku indyjskim. Kreml jest szczególnie zainteresowany sprzedażą broni, zwłaszcza do tych krajów, które pogorszyły swoje międzynarodowe relacje w ostatnich latach. Przykładem tego jest Białoruś. Na początku grudnia ub.r. nasz wschodni sąsiad otrzymał od Rosji nowy system obrony przeciwlotniczej Tor-M2, który ma być ulokowany w graniczącym z Polską obwodzie brzeskim. Kilkanaście dni temu Rosjanie podpisali z władzami w Mińsku nową umowę, która przewiduje dostarczenie w 2012 r. kolejnej baterii Tor-M2. Prowokacyjne wzmacnianie systemu obrony przeciwlotniczej Białorusi, tuż przy granicy z Polską, ma jeszcze jeden wymiar. Tym razem chodzi o dalsze spotęgowanie i tak napiętych polsko-białoruskich stosunków.

 

Autor jest doktorem historii, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. Wojskowych Służb Informacyjnych.

Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI