Rosyjski teatr wyborczy

Nie milkną echa wyników ostatnich wyborów parlamentarnych w Rosji. Komentując ich wyniki, wielu zagranicznych ekspertów entuzjastycznie podkreśla zachodzące w rosyjskim społeczeństwie zmiany. Zdaniem zachodnich analityków, mają one polegać na rosnącej dezaprobacie dla rządzącej partii Jedna Rosja i wzroście znaczenia rosyjskiej opozycji, nie akceptującej dotychczasowej polityki Putina.

 

Problem w tym, że tego rodzaju oceny i komentarze byłyby uzasadnione wówczas, gdyby Rosja miała demokrację, nawet bardzo ułomną, ale miała. Tymczasem Rosja nie ma i nie będzie miała w przyszłości demokracji. A wynik ostatnich wyborów do rosyjskiej Dumy był jedynie zaplanowanym teatrem wyborczym, nie mającym nic wspólnego z demokracją.

 

Komentarze zachwytu

Ostatnie wybory do rosyjskiej Dumy wygrała ponownie, rządząca od kilku lat Rosją, partia Zjednoczona Rosja, nie wiadomo dlaczego nazywana poza Rosją – „Jedną Rosją”. W nowej Dumie Zjednoczona Rosja ma prawie 50 proc. wszystkich mandatów. Obok niej do Dumy weszły jeszcze trzy inne partie: Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej z blisko 20 proc. poparciem, socjaldemokratyczna partia Sprawiedliwa Rosja z ponad 13 proc. mandatów i Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji Władimira Żyrinowskiego z prawie 13-proc. poparciem. Pozostałe ugrupowania, biorące udział w ostatnich rosyjskich wyborach, nie przekroczyły wyborczego progu. Ogólna frekwencja wyborcza miała wynieść ponad 60 proc., a więc bardzo przyzwoicie jak na warunki demokratyczne. Zresztą wyniki rosyjskich wyborów do Dumy, zmierzone zachodnimi standardami, w ogóle wyglądają przyzwoicie. W dojrzałych demokracjach bowiem rządząca partia po upływie kadencji, w kolejnych parlamentarnych wyborach albo przegrywa z kretesem i odchodzi, albo wygrywa, ale zazwyczaj ze znacznie gorszym wynikiem niż poprzednio. Taka jest reguła w starych demokracjach Zachodu. Rzadko kiedy rządzącym siłom udaje się tam podbić wyborczy wynik w następnych wyborach po upływie pierwszej kadencji, kiedy sprawowały władzę. Można by przyjąć, że właśnie w Rosji miał miejsce jeden z typowych scenariuszy, jakie zdarzają się  we współczesnych demokracjach. Wygrali znowu rządzący, ale sporo stracili, bo osiągnęli o prawie 14 proc. gorszy wynik niż miało to miejsce w 2007 r. Wtedy bowiem Zjednoczona Rosja osiągnęła w wyborach do Dumy imponujący wynik ponad 64 proc. głosów wyborczych, rzadko spotykany w zachodnich demokracjach. Stosując opisy zachodnich politologów, można by również powiedzieć, że ostatnie wybory w Rosji wskazały, że w kraju rośnie w siłę opozycja przeciw rządzącym, a społeczeństwo coraz bardziej myśli o tym, jak stworzyć w Rosji naprawdę stabilną demokrację, w której wyniki wyborów będą efektem zarówno oceny rządzących, jak i oceny wyborczej oferty programowej innych partii.

 

Brak poważnej alternatywy

Interpretacje te mają się nijak do rosyjskiej rzeczywistości. Nie należy bowiem w żadnym razie nazywać wyborami tego, co zdarzyło się w Rosji 4 grudnia 2011 r. Był to jedynie rosyjski teatr wyborczy, w którym Putin odegrał rolę głównego scenarzysty. Tradycja tego teatru jest w Rosji bardzo stara. Ma on przede wszystkim sprawić wrażenie na zewnątrz Rosji, jakoby w kraju tym naprawdę zaczęły się demokratyczne procesy, czego dowodem mają być ostatnie preferencje wyborcze rosyjskiego społeczeństwa. Jak w każdej sztuce granej w teatrze, także i w rosyjskim teatrze wyborczym przewidziano role, które w swojej ostatecznej wymowie oceniane są zarówno pozytywne jak i negatywnie. Putin już w lecie zaplanował wybory, zarówno te ostatnie do rosyjskiej Dumy, jak i te, które się jeszcze nie odbyły, czyli wybory nowego prezydenta Federacji Rosyjskiej, które zaplanowano na 4 marca 2012 r. Wyborczy spadek poparcia dla putinowskiej Zjednoczonej Rosji został dokładnie skalkulowany. Stratedzy Putina uznali, że w aktualnej sytuacji w Europie właśnie taki scenariusz bardziej się opłaca. Założono bowiem, że zwiększenie parytetu tzw. opozycji w Dumie, będzie dla Zachodu sygnałem, że już być może w następnych wyborach, rosyjska opozycja może powalczyć o wyborcze zwycięstwo i faktycznie przejąć władzę w Rosji. A jeśli tak się stanie, to co może czekać Rosję w przyszłości, skoro wiadomo od dawna, że rosyjska opozycja jest kłótliwa, niezdolna do zawarcia politycznego kompromisu oraz mająca liderów o nazbyt radykalnych wizjach, nie pasujących do realiów współczesnego układu sił w Europie i na świecie. Cóż bowiem sądzić o skrajnych nacjonalistach i ich liderze, Władimirze Żirinowskim oraz archaicznym komuniście Giennadiju Ziuganowie. Z kolei socjaldemokraci ze Sprawiedliwej Rosji, z Siergiejem Mironowem na czele, nigdy do końca nie byli zdecydowani i jak można by sądzić, kto wie co by z nimi było, gdyby mogli dzierżyć władzę w Rosji. A poza tym którakolwiek z opozycyjnych partii wygrałaby rosyjskie wybory, to na pewno byłby problem ze stworzeniem nowego rządu, zdolnego do pokierowania krajem. Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, w której liderem zwycięskiej partii w Rosji zostałby któryś z polityków: Ziuganow, Żyrinowski czy Mironow. Oczywistym byłoby, ze żaden z nich nie byłby w stanie stworzyć stabilnego, koalicyjnego rządu. I pewnie znowu byłoby tak, jak w czasach Jelcyna – chaos, chaos jeszcze większy i Rosja w obliczu wojny domowej. Taka wizja przyszłości Rosji, po zwycięstwie którejś z opozycyjnych partii narzuca się przecież sama w sobie.

 

Zachód chce mieć spokój i robić interesy

Zapewne projektując rosyjskie wybory, stratedzy podpowiedzieli Putinowi, że dobrze by było, aby właśnie teraz zmniejszyć poparcie dla tylko nominalnie rządzącej Zjednoczonej Rosji i zgodzić się na wzrost sił opozycji w rosyjskiej Dumie. Jedynowładca Rosji – Putin, akceptując taki właśnie scenariusz, chciał dać Zachodowi jednoznaczny przekaz, że tak naprawdę Rosja, pomimo wyborów, nie ma innego wyjścia i że pomimo rzekomo realnej alternatywy dla władzy, w postaci wzmocnionej rosyjskiej opozycji, taka alternatywa sama w sobie nie jest rozwiązaniem dla Putina. Bo zwycięstwo opozycji to znowu chaos w Rosji. Ale żeby jaśniej zobaczyć ten brak alternatywy dla Rosji pod rządami Putina, trzeba było właśnie wzmocnić rosyjską opozycję w Dumie, która zawsze będzie czarną postacią w rosyjskim teatrze demokracji. A więc, w ogólnym rozrachunku, w Rosji dalej ma rządzić Putin i jego atrapa w postaci zwycięskiej Zjednoczonej Rosji, bo tylko on może być gwarantem stabilności i przewidywalności rosyjskiego mocarstwa. A poza tym można z nim robić dobre biznesowe interesy. A kto wie, jak by one wyglądały, gdyby premierem Rosji został Żyrinowski czy Ziuganow. Zawsze trzeba brać też pod uwagę to, że Rosja ma ogromny rynek, chcący się rozwijać i potrzebujący zachodnich technologii oraz zachodniego wsparcia inwestycyjnego. W końcu Zachód, a zwłaszcza bogate kraje UE, chcą mieć spokój i zapewne pragmatycznie wesprą Putina i jego partię. I mimo wszystko tylko z nim będą chciały rozmawiać. Taka właśnie kalkulacja legła u podstaw przyzwolenia Putina na spadek wyborczego poparcia dla Zjednoczonej Rosji i pozorny wzrost sił opozycji.

 

Autor jest doktorem historii, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. Wojskowych Służb Informacyjnych.

Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI