Ruchome piaski – czyli założenia do budżetu 2014

Wśród założeń do budżetu na rok 2014 są parametry, które dobitnie pokazują, że minister Rostowski jest coraz bardziej pogubiony, a jego wyobrażenia o tym, co będzie działo się w gospodarce i w konsekwencji w finansach publicznych, coraz bardziej odbiegają od rzeczywistości.

Bez specjalnego rozgłosu Rada Ministrów przyjęła założenia do projektu budżetu na rok 2014 (11.06). Premier Tusk, jakby od niechcenia, poinformował o nich na konferencji prasowej.

Najwięcej czasu poświęcił na tłumaczenie, dlaczego sześciolatki mają pójść obligatoryjnie do szkoły w roku 2014, choć w tej sprawie rząd zaproponuje kolejną modyfikację – będzie to dotyczyło dzieci urodzonych w I półroczu 2008 r.

Zagubiony minister

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że z reguły to, co jest ostatecznie zawarte w budżecie, znacząco odbiega od tych założeń, więc specjalnie nikt się tymi założeniami nie emocjonuje, a przecież na nich są oparte prognozy wpływów i wydatków budżetowych w roku 2014.

Zresztą, jak się wydaje, minister Rostowski ma większy ból głowy niż założenia do budżetu na rok 2014 – czyli nowelizację budżetu na rok 2013 w związku z załamaniem się dochodów podatkowych. Wśród założeń do budżetu na rok 2014 są jednak parametry, które dobitnie pokazują, że minister Rostowski jest coraz bardziej pogubiony, a jego wyobrażenia o tym, co będzie działo się w gospodarce i w konsekwencji w finansach publicznych, coraz bardziej odbiegają od rzeczywistości.

Nie widać poprawy

Najważniejszy z tych parametrów to przewidywany poziom wzrostu gospodarczego. Ma on w roku 2014 wynieść aż 2,5 proc. PKB, co oznacza, że minister przewiduje, że w gospodarce w następnym roku będzie działo się lepiej niż w roku obecnym (przewidywany wzrost w tym roku to mniej niż 1 proc. PKB). Jak się to ma stać, nie bardzo wiadomo, skoro mamy ciągle ogromne zawirowania w strefie euro, co oznacza wyraźne spowolnienie gospodarcze w głównych krajach zachodnich, odbiorcach naszego eksportu, a u nas w kraju zakończenie wydatkowania funduszy unijnych wyraźnie zmniejszy poziom inwestycji publicznych. Nie widać także na horyzoncie żadnych impulsów, które miałyby spowodować wzrost krajowych inwestycji prywatnych.

Wreszcie spadek wpływów z VAT już kolejny rok z rzędu, oznacza zmniejszenie tempa wzrostu wydatków konsumpcyjnych także w roku następnym, a to był do tej pory najważniejszy czynnik napędzający wzrost gospodarczy w Polsce.

Pogodzeni z bezrobociem

Skoro żaden z trzech czynników wpływających na wzrost PKB w Polsce (konsumpcja, inwestycje, eksport netto) w następnym roku nie ma szans na wzrost, to pojawia się pytanie, w jaki sposób wzrost gospodarczy w roku 2014 ma być wyższy od tegorocznego? Na to pytanie premier Tusk jednak nie udzielił żadnej odpowiedzi.

Bardzo niepokojące są założenia dotyczące sytuacji na rynku pracy. Wskaźnik bezrobocia na koniec 2014 r. ma wynieść aż 13,8 proc., a więc ma być niewiele niższy niż obecnie, co oznacza, że rząd Tuska godzi się z bezrobociem znacząco przekraczającym 2 mln osób, co najmniej przez najbliższe 1,5 roku. Jak więc widać, wypychanie młodych ludzi za granicę w poszukiwaniu pracy będzie trwało nadal, choć już od paru lat wiadomo, że powoduje ono załamanie wypłacalności funduszy ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych w Polsce.

Optymizm jak powietrze

Przewidywanie tak wysokiego wskaźnika bezrobocia na koniec 2014 r. oznacza także, że minister finansów konsekwentnie będzie przejmował środki z Funduszu Pracy i przeznaczał je na finansowanie deficytu sektora finansów publicznych, wbrew celom, na jakie zgodnie z ustawą, mogą być one wykorzystane.

Sytuacja w polskiej gospodarce, na rynku pracy i w finansach publicznych po sześciu latach rządów Donalda Tuska jest tak dramatycznie zła, że minister finansów musiał wpisać jako założenia do budżetu na 2014 r. liczby, które choć na jakiś czas, będą dawały trochę optymizmu.

Ten optymizm na następny rok jest potrzebny rządzącym, jak powietrze, bo za chwilę muszą przyjść do Sejmu z projektem nowelizacji budżetu na rok 2013, a tu czekają na Polaków decyzje złe i jeszcze gorsze.

Autor jest doktorem ekonomii, posłem na Sejm RP VII kadencji, wybranym z listy Prawa i Sprawiedliwość

Avatar

Zbigniew Kuźmiuk

doktor ekonomii, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości