Rzeź na dłużnikach

Pół roku temu do Powszechnej Kasy Oddłużeniowo-Kredytowej zgłosił się pan Krzysztof z Poznania. Miał do spłacenia jeden kredyt, za to spory. Umowa została podpisana, przez pół roku Krzysztof uiszczał wpłaty do PKOK-u. Nagle dowiedział się, że na część jego pensji wszedł komornik.

A wszystko zaczęło się niewinnie. Na początku listopada ub.r. zgłosił się do nas Henryk Gawrecki, prezes Powszechnej Kasy Oddłużeniowo-Kredytowej z siedzibą w Kaliszu. Prezes Gawrecki próbował nas zainteresować działalnością swojej firmy, która jako jedyna w Polsce kredytuje i obsługuje prawnie dłużników bankowych. Dziwiło go, że banki nie są zainteresowane współpracą…

Gdy niedawno zajęliśmy się sprawą, okazało się, że PKOK zmienił już nazwę – na Powszechne Centrum Oddłużeniowo-Kredytowe (PCOK). Znając jednak sytuację polskich kredytobiorców, postanowiliśmy sprawdzić, dlaczego banki, jak twierdził pan prezes, nie są zainteresowane współpracą z PCOK-iem, a wcześniej PKOK-iem.

Co właściwie robi PCOK?

Ogólnie mówiąc, Centrum świadczy usługi oddłużania. Jak powiedział nam były pracownik firmy, samo słowo „oddłużanie” przyciąga do PCOK-u rzesze zdesperowanych klientów. Zdaniem prezesa Centrum, w ciągu ostatniego pół roku było ich ok. 2 tys. Schemat oddłużania jest prosty. Zainteresowany współpracą składa do Centrum wniosek o oddłużenie wraz z zabezpieczeniem umowy: oświadczeniem poręczyciela lub wekslem in blanco (opłata odpowiednio 30 lub 50 zł), a następnie podpisuje umowę przedwstępną. W umowie tej PCOK zobowiązuje się do zastępstwa w spłacie zobowiązań albo jednorazowego bądź częściowego odkupienia kwoty zobowiązań swojego klienta wobec wierzycieli. Klient wpłaca bezzwrotną opłatę administracyjną – od 100 do 900 zł – i opłatę za wniosek: 50-400 zł. W przypadku kwoty oddłużeniowej wyższej niż 500 tys. zł opłata administracyjna jest negocjowana. Za swoją usługę PCOK pobiera prowizję w wysokości od 12 do 25 proc. Sama spłata zobowiązań wobec Centrum rozłożona jest na raty – to reguluje umowa właściwa. Jest jeszcze dodatkowa opłata „za wzajemną asekurację prawną” w wysokości 10 zł doliczanych do każdej raty miesięcznej. Zapewnia to bezpłatną poradę i usługi prawne wobec każdego klienta PCOK-u.

Poza spłatą w zastępstwie lub odkupieniem długu PKOK może też poręczać spłaty lub prowadzić negocjacje restrukturyzacyjne. Może również pomagać w spłatach kredytu. Gdy Kowalski jest w stanie spłacać 1 tys. zł miesięcznie, Centrum dołoży mu jeszcze 500 zł, aby wcześniej uregulował zobowiązania. Pieniądze Kowalskiego nie idą jednak bezpośrednio do wierzyciela. Wpłacane są na konto PCOK-u, który dopiero dysponuje całością powiększoną o własny wkład.

PCOK, oczywiście, nie działa charytatywnie.

– Chcemy na oddłużaniu zarobić. Z tym, że najpierw przez 2-3 lata kredytujemy klienta, a dopiero przez kolejne odzyskujemy swoje należności – stwierdza prezes.

Pół roku temu do PKOK-u zgłosił się pan Krzysztof z Poz- nania. Miał do spłacenia jeden kredyt, za to spory. Po pół roku uiszczania przez pana Krzysztofa wpłat do PKOK-u na część jego pensji wszedł komornik. Sam zainteresowany dopiero niedawno interweniował w Centrum: – Miesiąc temu wpłacili pierwszą ratę do banku. Ale nie wiem, czy płacić im dalej. Może mi pan poradzi? – usłyszeliśmy.

– Przypomina to nieco system argentyński – zauważa były agent firmy. – Klienci płacili spore opłaty początkowe bez pewności, że coś zostanie w ich sprawie zrobione. PCOK mógł prowadzić korespondencję z bankami oraz firmami windykacyjnymi, jednak dla dłużnika nie miało to żadnych skutków. Jeżeli mimo to zaczął wpłacać raty, tylko niewielka ich część lub zgoła nic nie trafiało na konta banków. Odsetki rosły, a u ludzi pojawiali się komornicy.

Agent niepokorny

Pan Ryszard był agentem PKOK, a wcześniej firmy WCPG-Kompleks na terenie Poznania.

– Byłem agentem niepokornym – opowiadał „GF”. – Dlatego dość szybko straciłem pracę. Umowa ze mną została rozwiązana.

Do zadań pana Ryszarda należało zdobywanie chętnych do oddłużenia: – Na ludzi działała sama magia tego słowa. Nie trzeba było specjalnie namawiać. Zadłużone osoby mogły po przeczytaniu umowy wierzyć, że ich długi zostaną za jednym razem odkupione, a jedynym wierzycielem zostanie PKOK. Tymczasem z wpłacanych rat tylko część przechodziła dalej.

Z agentem działającym w terenie klient PKOK-u podpisywał umowę przedwstępną, bardzo zbliżoną do tej, którą dziś proponuje PCOK. Klient uiszczał opłatę administracyjną i na tym jego działanie się kończyło. Wpłat klienci dokonywali bezpośrednio na konto WCPG, a później PKOK-u. Jednak niepokorny pan

Ryszard dalej interesował się swoimi klientami. Przede wszystkim tym, kto podpisuje się pod zawieranymi umowami.

– Wówczas papiery nie były wystawiane już przez Wielkopolskie Centrum Pożyczek Gotówkowych, jak pierwotnie nazywała się firma, ale po prostu przez WCPG. Przy czym tych WCPG było sporo z różnymi dodatkami w nazwie. Różne osoby prowadziły działalności gospodarcze pod szyldem WCPG plus własne imię i nazwisko.

Pan Ryszard odkrył, że podpisy na przysyłanych mu umowach nie zgadzają się z nazwis- kami osób, które były do tego upoważnione.

– Chodziło o całkowite zaciemnienie sytuacji i szybką rotację podmiotów, które były stroną umowy – stwierdził w rozmowie z nami.

Poza tym WCPG zawsze mogło stwierdzić nieważność umowy, ponieważ była podpisana przez osobę do tego nieupoważnioną. Pan Ryszard ostrzegł swoich klientów i w rezultacie tylko jedna z osób dokonała wpłaty pierwszej raty.

Co to jest WCPG?

Gdy to pytanie zadaliśmy w Powszechnym Centrum Oddłużeniowo-Kredytowym, stwierdzono, że tych dwóch firm nic nie łączy poza adresem. Rzeczywiście, Wielkopolskie Centrum Pożyczek Gotówkowych działało przy ul. Kazimierzowskiej w Kaliszu – przynajmniej do lata ub.r., ale zarejestrowane było początkowo w Krzyżu, a następnie w Ostrowie Wielkopolskim.

Jego właścicielką była Dorota Zaczyk, obecnie pracownica PCOK-u.

Agentką Wielkopolskiego Centrum była pani Agata, działająca na terenie Łodzi: – Można powiedzieć, że byłam gwiazdą. Miałam ok. 60 klientów.
Twierdzi ona, że w krótkim czasie działalność Wielkopolskiego Centrum przejęła firma WCPG-Kompleks, przy czym firm z tym członem w nazwie było kilka. – We wszystkich jakieś kierownicze funkcje pełnił pan Gawrecki. Ta liczba podmiotów służyła temu, żeby klient nie mógł zorientować się, z którą firmą właściwie współpracuje.

Pani Agata nie zna klienta, który zostałby skutecznie oddłużony przez Wielkopolskie Centrum bądź WCPG-Kompleks. Zazwyczaj zainteresowani oddłużeniem po jakimś czasie orientowali się, że ich raty nie trafiają do pierwotnych wierzycieli. Przestawali płacić, a wówczas WCPG zrywało umowy.

Latem 2003 r. WCPG-Kompleks przekształciło się w PKOK, spółkę w organizacji. Jednak o tym, że to spółka w organizacji, nie informowało swoich klientów. Działalność PKOK-u nigdy nie została zarejestrowana przez sąd, który odrzucił wniosek w grudniu.

– Zarzucono nam, że niezgodnie z prawem bankowym używamy słowa „Kasa”. Nie było jeszcze orzeczenia sądu w tej sprawie, ale dla naszego spokoju zmieniliśmy człon nazwy na „Centrum”. Mamy swoje argumenty za tą nazwą, oponenci swoje. Zadecyduje sąd – wytłumaczył nam rzecznik firmy, Przemysław Formaniak.

– Częste zmiany nazwy spółki to działania obliczone na dezorientację klientów, ale także agentów działających w terenie – uważa pani Agata.

Bo oszukani zostali też współpracownicy. Pani Agata zaczynała swoją działalność pod szyldem Wielkopolskiego Centrum Pożyczek Gotówkowych, kontynuowała jako WCPG-Kompleks, a kończyła jako agentka Powszechnej Kasy Oddłużeniowo-Kredytowej. Zaległości z tytułu jej prowizji to 11 tys. zł.

Pani Agata wniosła do sądu sprawę przeciw Dorocie Zaczyk, ale w trakcie sprawy okazało się, że ta ostatnia nie może być stroną w sprawie, ponieważ gdy p. Agata była agentem Wielkopolskiego Centrum, Dorota Zaczyk nie prowadziła już działalności gospodarczej, o czym sama agentka nie została powiadomiona. Była agentka może procesować się w sądzie cywilnym. Ma zamiar wnieść również doniesienie do prokuratury dotyczące działalności PKOK-u.
Także poszkodowani klienci pani Anny w najbliższym czasie skierują pozew do sądu.

W PCOK-u twierdzą, że to ich byli agenci obiecywali zbyt wiele klientom bądź byli wobec nich nieuczciwi.

– Za każdym razem występujemy na drogę prawną przeciwko źle działającym agentom – podkreśla Formaniak. Agenci, do których dotarła „GF”, nie wiedzą
o żadnych krokach prawnych podjętych przeciw nim.

Nieprawdy i półprawdy

PKOK oraz PCOK działają w całej Polsce – mają ok. 100 oddziałów. Miejski Rzecznik Konsumentów w Lublinie skierował zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury. Zanim prokurator podjął działania, lubelski oddział zniknął z lubelskiego Krakowskiego Przedmieścia. Sprawę opisywał „Dziennik Wschodni”.

– To my wystąpiliśmy do prokuratury w sprawie nieuczciwego agenta – twierdzi Przemysław Formaniak.

Takiej jednak sprawy w lubelskiej prokuraturze nie znają. Prokurator Kołodziejczyk potwierdza natomiast, że prowadzi sprawę przeciw centrali w Kaliszu. Z kolei w prokuraturze kaliskiej, jak się dowiedzieliśmy, toczy się co najmniej kilka spraw, w których występuje PCOK lub jego wcześniejsze wcielenia.
PCOK twierdzi, że nie toczy się przeciwko nim żadne postępowanie prokuratorskie ani sądowe.

– Jedynym postępowaniem jest, jak już wspomniałem, postępowanie, które toczy się w związku z nazwą spółki i słowem „Kasa”. Jest ono na etapie sądu – zadeklarował Przemysław Formaniak.

Ale i w tym przypadku nie chodzi o zwykły spór leksykalny. Art. 171 ust. 2 prawa bankowego, który jest podstawą śledztwa, zabrania nieuprawnionym podmiotom świadczyć usługi zarezerwowane dla banków. O wadze tego zakazu świadczy przewidywana kara 5 mln zł grzywny i pozbawienia wolności do lat 3.

– Co nowe i udane, zawsze w oczy kole. My popełniamy błędy, bo nie mamy się na kim wzorować. O naszych klientów dbamy. Specjalnie dla nich drukujemy informatory, gazety, poradniki. Stworzyliśmy stowarzyszenie, stworzyliśmy projekt ustawy. Czy to o niczym nie świadczy? Pan pyta naszych, niestety, wrogów o nas. Co pan chciałby od nich usłyszeć…” – komentują w PCOK-u i zapewniają, że są w stanie przedstawić „dziesiątki, setki ugód z wierzycielami”, do których doprowadzili.

Problem z bankami

– Banki pytają nas: „Skąd jesteście, kto za wami stoi, jaki kapitał?”. A my jesteśmy znikąd. Z kilku osobnych działalności prowadzonych przez młodych ludzi w wieku 24 do 32 lat, które z mozołem zjednoczyły się w spółkę. Nie mamy układów ani pleców, nie dajemy nikomu zarobić, jeżeli pan rozumie, o co mi chodzi. Może to je blokuje? – twierdzi prezes Gawrecki.

Banki blokują działalność PCOK-u na różne sposoby. Po podpisaniu umowy z klientem PCOK śle do banku zawiadomienie, że przejmuje spłatę jego zadłużeń. Proponuje ewentualnie podanie warunków spłaty. Według PCOK-u jednak banki nie dość, że nie chcą rozpocząć rozmów i negocjacji, to jeszcze często podejmują działania wymierzone przeciw takim klientom. Zdarza się, że zamykają konta, wypowiadają umowy, wzmagają działania windykacyjne. Nie przyjmują też wpłat dokonywanych przez PCOK w imieniu ich klientów.
Same banki problem widzą zupełnie gdzie indziej.

– Nie ma możliwości przejęcia długu bez zgody wierzyciela, o czym mówi art. 519 p. 2 kodeksu cywilnego – mówi Anna Woźniak z Lukas Banku.
W BPH powołują się na prawo bankowe. Umów o współpracy z bankami PCOK nie ma.

– Oczywiście, próbujemy dogadać się z bankami, ale, jak wiadomo, nie z każdym bankiem można się od razu dogadać. Poza tym, jaką treść miałaby mieć ta umowa, skoro każdy klient jest indywidualnym przypadkiem? – pyta Przemysław Formaniak.

Pośrednik kredytowy Provident nie współpracował i nie zamierza współpracować z żadną z firm oferujących tzw. restrukturyzację zadłużenia, choć spotkał się z podobnymi praktykami.

– Klient, który zdecyduje się na współpracę z firmą restrukturyzującą długi, robi to na własną odpowiedzialność i ryzyko, gdyż przeniesienie zadłużenia nie ma dla Providenta żadnej mocy prawnej – twierdzi Anna Witkowska, kierownik działu windykacji w Provident Polska. – Z umowy o pożyczkę gotówkową, jaką podpisują nasi klienci, jasno wynika, że to oni są zobowiązani do spłaty pożyczki w całości.

Uważa, że tzw. firmy restrukturyzujące zadłużenie nie mają wpływu na zaprzestanie postępowania windykacyjnego wobec dłużników. Dlatego klienci bywają zaskoczeni, kiedy mimo podpisania umowy z firmą restrukturyzującą wciąż otrzymują monity i upomnienia od swoich wierzycieli.

– Nieprawdziwe jest też stwierdzenie, że firmy te dokładają własne środki do spłat klientów. Dodatkowe pieniądze firma uzyskuje poprzez maksymalne wydłużenie okresu spłaty oraz prowizji i opłat administracyjnych, które dolicza do oferowanej usługi. W rzeczywistości często dług klienta nie zmniejszy się,
a przeciwnie – wzrośnie – uważa Anna Witkowska.

Problem społeczny

Problem przeterminowanych długów lub kredytów, których dłużnicy nie są w stanie spłacać, to problem społeczny. Sprawy zaszły na tyle daleko, że zainteresowali się tym politycy. Pojawił się pierwszy, firmowany przez PiS, projekt Ustawy o upadłości konsumenckiej, który jednak do tej pory pozostaje jedynie projektem. Sam… PCOK założył i zaczął patronować Ogólnopolskiemu Stowarzyszeniu Prawa dla Dłuż-nika, które rozpoczęło zbiórkę podpisów pod obywatelskim projektem Ustawy o upadłości konsumenckiej, alternatywnego dla projektu Prawa i Sprawiedliwości.

Swój udział w ludzkich tragediach miały same banki, niechętnie rozmawiające na temat restrukturyzacji zadłużenia klientów. Łatwiej było kierować podobne sprawy na drogę postępowania windykacyjnego lub do komornika. Z drugiej strony banki skarżyły się na problemy z niesolidnymi klientami i złymi długami, których nie są w stanie odzyskać.

Trzeba zaznaczyć, że przystępując do pracy byliśmy przekonani o słuszności i zasadności działań PCOK-u, tym bardziej, że, jak twierdzono w Centrum, wiele oddziałów banków lub pośredników kredytowych – np. Provident i Lukas – chętnie z nimi współpracowało.

– Z jednymi oddziałami banku współpracuje się nam poprawnie, z innymi tego samego banku, pożal się Boże – twierdził Gawrecki. Dlaczego tak się dzieje? Na to pytanie prezes Gawrecki nigdy nie dostał odpowiedzi. – Centrale banków wielokrotnie namawiane do współpracy wszystkie od ponad roku milczą jak zaklęte.

W bankach, z którymi się kontaktowaliśmy, nikt nie słyszał o działalności PCOK-u ani o konfliktach z tą firmą. Ich pracownicy wyjaśniali nam, że pisma wysyłane przez PCOK, w których informuje się o występowaniu w imieniu dłużnika, nie mają podstaw prawnych, aby je rozpatrywać. Dlatego najczęściej trafiają do kosza.

– To jest opinia ich prawników. Nasi prawnicy uważają inaczej. Poza tym, jakie pismo nie ma podstaw prawnych? Proszę o konkrety. Banki nie ignorują naszych pism – odpowiada nam rzecznik PCOK-u Przemysław Formaniak.
W UOKiK-u usłyszeliśmy, że konflikt między firmami oddłużeniowymi a windykatorami lub bankami jest naturalny, ponieważ walczą o ten sam rynek.

Nazwiska osób, których wypowiedzi przytaczamy w tekście, zostały na ich prośby zmienione