Schetyna – reaktywacja. Jak byli ministrowie przechytrzyli Tuska

Gdy 31 grudnia były wicepremier Tomasz Siemoniak ogłaszał rezygnację z kandydowania na szefa Platformy Obywatelskiej i wzywał do wsparcia swojego rywala Grzegorza Schetyny, dla wszystkich stało się jasne, że największym przegranym tych wyborów będzie Donald Tusk i jego stronnicy.

To ich reprezentować miał 48-letni Siemoniak. Ekipa Tuska zapomniała jednak, że do wielkiej polityki Siemoniaka wprowadził właśnie Schetyna. – Ich rywalizacja o fotel szefa PO od początku była fikcją. Ale dzięki tym pozorom ekipa Tuska nie wystawiła innego kandydata np. Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, czy Hanny Gronkiewicz-Waltz – opowiada jeden z polityków PO. 53-letni Schetyna to najbardziej skuteczny polityk z liczących się w PO. Doskonale poruszający się w gąszczu rozgrywek personalnych, umiejący rozgrywać tak rywalizujących z nim polityków, jak i dziennikarzy. W ostatni poniedziałek 4 stycznia „Newsweek” ujawnił „taśmy Schetyny”, na których nowy szef PO zapowiada ostrą walkę z rządem i wyprowadzenie na ulicę nawet miliona ludzi. W PO nikt nie ma wątpliwości, że owo tajne nagranie wykonał i dostarczył dziennikarzom „Newsweeka” sam Schetyna.

Od przyjaźni do nienawiści

Od końca lat 90. Tusk i Schetyna uchodzili za bliskich przyjaciół, tak w życiu prywatnym, jak i w polityce. Obecny przewodniczący Rady Europejskiej wyjątkowo nudził się jako wicemarszałek Senatu. Z kolei Schetyna, który z listy Unii Wolności po raz pierwszy trafił do Sejmu, stracił w 1999 r. swojego najbliższego wówczas przyjaciela Pawła Piskorskiego, który zrezygnował z mandatu posła dla stanowiska prezydenta Warszawy. Tusk i Schetyna zaczęli więc spędzać wspólnie czas. Wkrótce dołączył do nich Mirosław Drzewiecki, jeden z najbogatszych polityków i został sponsorem ich wspólnych imprez. W ten sposób powstał słynny dwór Tuska, do którego należeli jeszcze Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego premiera, Paweł Graś oraz bliski Schetynie Rafał Grupiński (znają się od czasów studenckich), będący autorem przemówień Tuska.

Schetyna miał być zarządcą dworu. Tusk chciał, by pełnił on taką funkcję jaką przez lata pełnił Przemysław Gosiewski u Jarosława Kaczyńskiego: „przynieś, podaj, pozamiataj”, a także „speca od brudnej roboty” (wykańczanie przeciwników politycznych, inspirowanie tekstów w mediach, wszystko to, z czym żaden z poważnych partyjnych liderów nie chce być kojarzony).

Okazało się jednak, że ambicje polityczne Schetyny sięgają znacznie dalej i nie chce być wiecznie politykiem drugiego planu. Do wygranych wyborów w 2007 r. był bezgranicznie lojalnym przyjacielem Tuska. Bez mrugnięcia okiem likwidował i usuwał z partii kolejnych jego przeciwników, tak faktycznych, jak i wyimaginowanych: Andrzeja Olechowskiego i Macieja Płażyńskiego (założycieli PO), Zytę Gilowską, Pawła Piskorskiego i na końcu Jana Rokitę.

Zimna wojna

To fanatyczne oddanie przeszło Schetynie błyskawicznie, gdy się dowiedział, że Tusk nie chce dać mu funkcji w rządzie i widzi go tylko na mało prestiżowym stanowisku szefa klubu parlamentarnego. Kiedy Schetyna się o tym dowiedział, nie dyskutował z Tuskiem, tylko powiedział publicznie, że otrzymał i przyjął propozycję zostania wicepremierem oraz ministrem spraw wewnętrznych i administracji. Tusk mógł wówczas albo to potwierdzić, albo na początku rządów ryzykować rozłam w partii. Zaakceptował zagranie Schetyny, ale ponoć powiedział wtedy, że ten wkracza na drogę Jana Rokity i może podobnie skończyć. Ich chłodne relacje zmierzały nieuchronnie do konfliktu.

Prawdziwa zimna wojna wybuchła w maju 2008 r., gdy Schetyna nazwał słynny wyjazd Tuska do Peru za pieniądze podatników (premier nazwał to „podróżą życia”) poważnym błędem politycznym. Wtedy w otoczeniu Tuska narodził się plan, aby przerzucić na Schetynę odpowiedzialność za budowę autostrad. Schetyna był za mądry, aby na to się zgodzić, gdyż stanowisko ministra infrastruktury to typowy „gorący kartofel”. Szanse na odniesienie sukcesu są minimalne, a możliwość kompromitacji ogromna. Schetyna zaproponował wówczas Tuskowi, żeby mającymi kłopoty z zarządzaniem kancelarią Tomaszowi Arabskiemu i Sławomirowi Nowakowi pomógł solidny urzędnik, bez „parcia na szkło”. Miał nim być Tomasz Siemoniak, znajomy Schetyny jeszcze z Niezależnego Zrzeszenia Studentów i Kongresu Liberalno-Demokratycznego, wówczas sekretarz stanu w MSWiA. Tusk, choć znał Siemoniaka od lat, nie zgodził się, obawiając się, że Schetyna chce mu „wpuścić kreta”.

Niedokończona egzekucja

Podjazdowa wojna skończyła się na jesieni 2009 r. po wybuchu tzw. afery hazardowej. Schetyna był przy okazji niej wymieniany jako protektor biznesowego układu, który chciał zarobić na nowej ustawie hazardowej. Chociaż żadnych dowodów obciążających Schetynę nie było, Tusk pozbył się go z rządu. Pozostał w nim natomiast Tomasz Siemoniak zachowując fotel wiceministra MSWiA. Wiele wskazuje na to, że Schetyna pozwolił wówczas swojemu zaufanemu współpracownikowi zbliżyć się do Donalda Tuska, a nawet obiecać mu swoją lojalność. W sierpniu 2011 r. Siemoniak awansował na Ministra Obrony Narodowej w pierwszym rządzie Tuska i utrzymał to stanowisko po wyborach.

Schetyna zaś odbudował szybko swoją pozycję. Przyczyniła się do tego prezydentura Bronisława Komorowskiego, po którą sięgnął w 2010 r. Tusk nie kandydował na to stanowisko tłumacząc, że nie daje ono realnej władzy. Scharakteryzował kompetencje polskiej głowy państwa jako „strażnika żyrandola”. Zwolnione przez Komorowskiego stanowisko marszałka Sejmu przejął Schetyna. Wspólnie z Komorowskim opracowali plan odsunięcia Tuska od władzy. Zakładał on, że wynik wyborczy PO w 2011 r. będzie na tyle słaby, że do utworzenia rządu będzie musiała powstać koalicja PO-PSL i SLD. Gdy ogłaszano wyniki PO pozwalająca na utrzymanie koalicji rządowej PO-PSL nie było na wieczorze wyborczym zwycięskiej partii smutniejszego oblicza niż Schetyny (co uchwycili czujni fotografowie).

Tusk mający świadomość, jaką grę prowadził Schetyna, upokorzył go spychając go z funkcji marszałka Sejmu, formalnie drugiej osoby w państwie, na pozycję szefa sejmowej komisji spraw zagranicznych. Ale to nie był koniec planu Tuska. Dwa lata później na jesieni 2013 r. wspierany przez Tuska Jacek Protasiewicz zabrał Schetynie stanowisko szefa dolnośląskich struktur PO. Było dla wszystkich jasne, że Schetyna podzieli niedługo los swoich ofiar i będzie zmuszony do opuszczania PO, gdyż nie znajdzie się dla niego miejsce na liście.

Taśmowy powrót

Schetyna ocalał, gdyż w czerwcu 2014 r. wybuchła afera taśmowa. Niektórzy podejrzewali, że mógł on nawet maczać w niej palce, gdyż była mu ona bardzo na rękę, a oskarżany o zlecanie nagrań biznesmen Marek Falenta pochodził właśnie z Dolnego Śląska. Poszlaką przytaczaną przez publicystów miała być słabość Schetyny do zabaw z taśmami. Tuż po przegranych przez Schetynę wyborach na szefa struktur ujrzała (również w „Newsweeku”!) światło dzienne taśma z nagraniem dwóch polityków PO Norberta Wojnarowskiego i Edwarda Klimki.

Ten pierwszy został przedstawiony w „Newsweeku” jako wysłannik Protasiewicza zbierający dla niego głosy. Wydźwięk nagrania był prosty: Protasiewicz zbiera głosy, obiecuje pracę, a Schetyna jest uczciwy i nic nie daje. Wiele wskazuje jednak na to, że obaj nagrywani byli lojalnymi żołnierzami Schetyny i mieli świadomość, że ich rozmowa jest nagrywana. Wojnarowski jest zaś – jak wynika z szeregu publikacji – dobrym kolegą Falenty. Awans w sierpniu 2014 r. Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej sprawił, iż Schetyna stał się na powrót graczem. Namaszczona przez Tuska na premiera Ewa Kopacz dała mu stanowisko szefa MSZ i starała się zneutralizować. Już wówczas jednak Komorowski próbował grać na to, aby premierem został Siemoniak. Koalicja Komorowski-Schetyna wspierająca ten wariant była jednak za słaba.

Polski Francis Underwood

Schetyna jest nazywany polskim Francisem Underwoodem. Ten bohater kultowego już amerykańskiego serialu pokazuje brutalny świat amerykańskiej polityki od kuchni. Underwood to polityk, który dosłownie i w przenośni po trupach zmierza do celu – prezydentury Stanów Zjednoczonych. To porównanie Schetyna zawdzięcza właśnie skuteczności, bezkompromisowości, brakowi uprzedzeń. W 2009 r. Schetyna bez żadnych oporów nawiązał w imieniu PO współpracę z przejętą przez dawnych polityków LPR telewizją publiczną i delegował do „obsługi” kontaktu… Tomasza Siemoniaka.

Schetyna, występując publicznie, sprawia wrażenie sympatycznego, ale trochę zagubionego polityka. Ale to tylko pozory. Jako jeden z nielicznych polskich polityków Schetyna pracuje nad sobą. W rozmowach z dziennikarzami jest miły i dowcipny. Ale przeciwnicy uważają, że to tylko poza. Naprawdę „Schet” jest antypatyczny, lekceważąco odnosi się do ludzi, szczególnie posłów z drugiego szeregu, lubi podkreślać, jaką ma władzę. Ale nawet ci, którzy go nie lubią podkreślają, że jest skuteczny. – Dwór Tuska rozegrany jak dzieci. Ale Schetyna na czele PO, to niestety zatrzymanie upadku tej formacji. Szkoda – skomentowała na Twitterze Joanna Lichocka, znana dziennikarka, a obecnie posłanka PiS.

——

 

 

Jan Piński

Dziennikarz z 18-letnim stażem. Były szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, a także były redaktor naczelny "Uważam Rze". Aktualnie naczelny "Gazety Finansowej" i gf24.pl. Z zamiłowania szachista (były wicemistrz Europy juniorów). Motto: dziennikarz nie pisze co wie, ale zawsze wie co pisze.