Ścisła selekcja – bydgoska rzeka zbrodni

Rzeka zbrodni

Jarosław Jakubowski

Retro kryminały to zdecydowanie polska specjalność, a każde szanujące się polskie miasto chce mieć swojego barda. Pan Jakubowski zabiera czytelników do Bydgoszczy w czasie, gdy miasto mocą postanowień traktatu wersalskiego traci swą niemiecką nazwę i przechodzi pod polską jurysdykcję.

Nowo powołane władze i polska policja stają przed trudnym zadaniem, bowiem dochodzi do potwornej zbrodni, a ofiarami zwyrodniałego mordercy pada niemiecka rodzina. Śledztwo poszerzyć trzeba też o wątki narodowościowe, na co szczególnie naciska przedstawiciel wywiadu, przysłany z Warszawy. Głównym bohaterem jest Leon Gajewski, który posiada cechy prawdziwego psa: tak długo węszy i kręci się wokół podejrzanych, aż uda mu się trafić na właściwy trop. Gdy już nim podąża, nie zniechęci go ani obita gęba, ani niezadowolenie rodziców, ani kolizja pracy z miłością.

Autorowi udało się spleść całkiem interesujący wątek kryminalny, ale odnoszę wrażenie, że ma więcej pasji do opowiadania historii obyczajowych niż stricte kryminału. Zdarzają się też drobne wpadki, jak na przykład sytuacja, gdy Gajewski traci broń. Martwi się, że szef urwie mu głowę, a potem w kolejnej akcji nagle ma tę broń ponownie. Zakładam, że mógł pobrać nową z magazynu, ale chociaż słówko wyjaśnienia by się przydało. Nie czuję też potrzeby dowiedzieć się, co o swoim romansie z policjantem ma do powiedzenia zdolna aktorka, na pozyskanie względów której Gajewski ma chrapkę. Czytanie jej pamiętniczka uważam za żenujące i niegodne prawdziwego mężczyzny. Autor wykładając kawę na ławę stracił szansę na niezły cliffhanger następnej części, bo przecież będzie. Prawda?

——