Skorumpowana Polska

Udział szefa NIK w ustawianiu konkursów na stanowiska kierownicze w kierowanej przez niego instytucji ugruntował obraz Polski jako kraju przeżartego korupcją, w której żadne procedury nie mogą przebiegać uczciwie.

Wydawało się już, że tegoroczne wakacje miną bez afery w polskim życiu publicznym. Tak jednak się nie stało! Oto bowiem ujawniono opinii publicznej fragmenty treści rozmów jakie prowadzili pomiędzy sobą szef NIK Krzysztof Kwiatkowski i szef Klubu Parlamentarnego PSL poseł Jan Bury. Jak mogliśmy się dowiedzieć obaj panowie w ich trakcie ustalali kogo należy zatrudnić na stanowiskach szefów delegatur terenowych NIK, jak również to jak ma wyglądać konkurs na te stanowiska. Rozmowy Kwiatkowskiego z Burym mogą być modelowym przykładem łamania obowiązujących procedur konkursowych w naszym kraju. Jak zakomunikowano w sprawie tej odrębne śledztwo wszczęła Prokuratura Apelacyjna w Katowicach. Wydaje się jednak, że materiał jakim dysponuje katowicka prokuratura jest całkowicie wystarczający do tego, aby przedstawić szefowi NIK i jego rozmówcy zarzuty. Obaj zostali bowiem złapani na gorącym uczynku.

Rozmówca szefa NIK

Drugi bohater ujawnionej afery to znany wszystkim szef klubu parlamentarnego PSL poseł Jan Bury. Nie pierwszy raz Bury znajduje się w tego typu sytuacji. Zaledwie dwa miesiące temu zrobiło się o nim po raz kolejny głośno, za sprawą listu szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) Pawła Wojtunika do premier Ewy Kopacz, w którym szef Agencji skarżył się pani premier, że Bury swoimi działaniami destabilizuje pracę Agencji i usiłuje obniżyć skuteczność jej działania. List ten jednak nie spowodował żadnej reakcji pani premier. Od 2013 r. CBA prowadziła czynności związane z szeroko zakrojonym i wielowątkowym śledztwem Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach w sprawie korupcji na Podkarpaciu. W śledztwie tym Jan Bury jest jedną z najważniejszych postaci. W ubiegłym roku w ramach tego śledztwa, CBA przeszukała pomieszczenia należące do Burego, w tym również jego pokój w hotelu sejmowym. Jednak do tej pory prokuratura nie zdecydowała się przedstawić Buremu oficjalnych zarzutów. Nie jest tajemnicą, że śledztwo to od początku toczyło się pod silną polityczną presją ze strony PSL. W grę wchodziła bowiem nie tylko sama osoba Jana Burego, ale w ogóle dalsze funkcjonowanie koalicji PO – PSL. Takie konsekwencje mogłoby mieć postawienie w Sejmie wniosku o uchylenie immunitetu poselskiego rzeszowskiemu posłowi. Ale Bury nie tylko nie przejął się widmem prokuratorskich zarzutów, lecz także sam postanowił przejść do kontrataku przeciwko CBA, uruchamiając przeciwko jej funkcjonariuszom całą kampanię pomówień. O tym wszystkim mogliśmy usłyszeć i przeczytać w prasie. Ale to co się działo wokół Burego jak widać nie przeszkadzało szefowi NIK, w tym aby dalej kolegować się z politykiem PSL. Mało tego, Kwiatkowski postanowił wyjść naprzeciw oczekiwań Burego i zadbał o obsadzenie rzeszowskiej Delegatury NIK osobą przez niego wskazaną. Dla polityka PSL takie załatwienie sprawy jest już standardem. W taki sposób Bury stawał się promotorem karier wielu ludzi nie tylko w administracji, sądownictwie, policji, prokuraturze, lecz także w CBA. Materiał dowodowy jakim dysponuje prokuratura pokazuje, że politykowi PSL szczególnie zależało na tym, aby na czele Delegatury CBA w Rzeszowie stał jego człowiek. W końcu Buremu udało się osiągnąć ten cel. Na początku 2010 r. nowym szefem Delegatury CBA w Rzeszowie został dotychczasowy zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Kielcach, Jacek Kawalec. Jan Bury poznał go, gdy ten kilka lat wcześniej był Komendantem Miejskim Policji w Rzeszowie i kiedy postanowił wziąć go pod swoją „opiekę”. Jednak gdy zaczęło się śledztwo w sprawie korupcji na Podkarpaciu, szybko okazało się, ze informacje o planowanych w tej sprawie działaniach rzeszowskiej CBA natychmiast docierają do polityka PSL. W takiej sytuacji kierownictwo CBA nie miało innego wyjścia, jak odwołać Kawalca, którego zastąpił Robert Płoszaj. Dopiero wtedy rzeszowskie CBA stało się bardziej szczelne. Gdy zatem kilka dni temu okazało się, że polityk PSL zabiegał u szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego o to, aby szefem Delegatury NIK w Rzeszowie został jego człowiek nie mogło to już specjalnie dziwić.

Podkarpackie „państwo” Burego

Obraz Podkarpacia, jaki wyłania się z materiałów śledztwa Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach jest dobrym przykładem tego, jak funkcjonuje dzisiaj Polska. Otóż Jan Bury zbudował tam własne „mini państwo”, którego funkcjonowanie opiera się na zbudowanym przez niego mafijnym układzie, do której należą szefowie wszystkich służb w regionie, prokuratorzy, sędziowie, lokalni biznesmeni, szefowie podkarpackich urzędów, samorządowcy i najważniejsi ludzie we władzach województwa. To Bury wyznacza ludzi władzy w swoim rzeszowskim „mini państwie”. Kontroluje również służby, sądy, prokuraturę i policję na Podkarpaciu. Ludzie z układu Burego decydują kto ma wygrać przetarg, konkurs i kto ma otrzymać unijną dotację. O tym, że na Podkarpaciu wszyscy są w „układzie Burego”, mogliśmy się przekonać w ubiegłym roku, gdy agenci CBA w ramach śledztwa katowickiej prokuratury dokonali przeszukania gabinetu szefowej Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie, Anny Habało oraz mieszkania byłego szefa rzeszowskiej Delegatury ABW, Janusza Wilka, których miały obciążać zeznania wcześniej zatrzymanych osób w tej sprawie. W swoim podkarpackim mini państwie Jan Bury rządzi naprawdę niepodzielnie. Prokuratura, CBA pomimo niezbitych dowodów dotyczących funkcjonowania na Podkarpaciu korupcyjnego układu Jana Burego jest na razie bezsilna. Uchylenie immunitetu Janowi Buremu, niezbędne do postawienia mu przez katowicką prokuraturę zarzutów oznaczałoby po prostu upadek koalicji PO – PSL. A na to przed wyborami nikt sobie nie pozwoli.

Chore państwo

Korupcja w Polsce ma dzisiaj wiele postaci i odcieni. Ale jedna z nich jest najbardziej rozpowszechniona, będąc jednocześnie najbardziej groźną chorobą, jaką trawi polskie państwo. To problem uczciwości i czystości procedur, jakie tylko nominalnie w Polsce obowiązują. Otóż wszelkie przetargi, konkursy, aplikacje na stanowiska kierownicze i ważne urzędy są zwyczajną fikcją. Ich rozstrzygnięcie następuje zanim jeszcze procedury te zostaną formalnie uruchomione. A są one tylko po to, aby mogły legitymizować dokonany już wcześniej wybór. Zwycięzcą nie zostaje zatem najlepszy projekt, oferta czy kandydat, ale ten, który został wcześniej dyskretnie uzgodniony pomiędzy zainteresowanymi stronami. To przekreśla jakąkolwiek rywalizację najlepszych ofert, pomysłów i ludzi, które stanowią o uczciwości państwa, jego gospodarki, które winno dawać szansę najlepszym. Wybieramy zatem w Polsce nie to, co jest najlepsze, ale to, co ma szansę być przeforsowane przez tych, którzy mają władzę i wpływy. Mało tego, za tymi wszystkimi wyborami kryje się zwyczajna korupcja i to w bardzo prostackim stylu. Bo jak można ocenić treści rozmów telefonicznych pomiędzy szefem NIK a politykiem PSL, których fragmenty zostały nam ostatnio ujawnione?

Rodzi się jednak zasadnicze pytanie: co tak naprawdę jest przyczyną tego stanu rzeczy w Polsce. Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka prosta, ani łatwa! Na pewno wpływ na ten stan rzeczy ma wiele czynników. Jednym z nich jest tradycja polityczna sięgająca czasów PRL-u, w którym nie obwiązały żadne procedury przetargowe ani konkursowe, a wszystko było załatwiane w gabinetach partyjnych bonzów. W III RP nastąpiło implantowanie zasadniczego kośćca tej tradycji. Ale to nie jedyna przyczyna. Jest ich zapewne znacznie więcej! Na pewno równie ważną przyczyną tego stanu rzeczy było upartyjnienie państwa po roku 1989 na wszystkich jego poziomach i we wszystkich jego segmentach, którego istotą jest zwykłe partyjne kolesiostwo, przekreślające uczciwe przeprowadzenie formalnie istniejących procedur. Polska elita polityczna nadal nie rozumie, że przejrzystość i uczciwość obowiązujących w państwie procedur to najważniejszy, ale też nie jedyny krok w walce z korupcją, jaka istnieje w naszym państwie.

Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI