Sprzeczne z ekonomicznymi interesami

Jak wynika z kwartalnego raportu Banku Światowego, dotyczącego ośmiu nowych państw członkowskich UE, nasz kraj jest gotowy do przyjęcia w najbliższym czasie wspólnej waluty europejskiej.

– Wygląda na to, że Polska spełnia wszystkie kryteria z Maastricht dotyczące przyjęcia euro, z wyjątkiem uczestnictwa w 2-letnim obowiązkowym okresie przejściowym przewidującym, że pasmo wahań kursowych nie będzie większe niż plus/minus 15 proc. od ustalonego parytetu (ERM2). Jednak wydaje się nie być chętna do zobowiązania się co do konkretnej daty – stwierdził Thomas Laursen, główny ekonomista BŚ i autor raportu. Zgodnie z nim Słowenia będzie zdolna do przyjęcia euro w 2007 r. Natomiast podobny termin może się przesunąć dla Litwy i Estonii o rok, a dla Łotwy być może nawet o więcej. Słowacja, która planuje przyjąć europejską walutę w 2009 r., może być do tego gotowa nawet rok wcześniej. Pozostałe kraje najprawdopodobniej nie przyłączą się przed 2010 r.

Faktem jednak jest, że każde z tych państw zdecydowało się na wyznaczenie daty, która byłaby ostatecznym terminem przeprowadzenia wszystkich potrzebnych reform, podczas gdy nasz kraj – mimo spełnienia już dziś tych kryteriów – zwleka z deklaracjami. – W najbliższym czasie w Polsce zapewne pojawią się nowe presje fiskalne, związane z planowaną reformą podatkową, wyższymi świadczeniami na cele socjalne, nawarstwiającymi się długami w służbie zdrowia. Tym samym trudno będzie zarządzać budżetem. Jest potencjał do oszczędności w administracji, ale jak na razie nie zaplanowano żadnych konkretnych reform – dodał Laursen. – Wejdziemy do strefy euro tak szybko, jak będzie to możliwe, czyli kiedy będziemy na to gotowi. Gdybyśmy chcieli wejść wcześniej, byłoby to sprzeczne z naszymi interesami – odpowiadała pytana w Brukseli o konkretną datę minister Zyta Gilowska.

Dwa dni później wyjaśniła, że jako ekonomista uważa, iż realnym terminem jest 2011 r., ale jako minister finansów musi w tej kwestii zachować wstrzemięźliwość, ponieważ podanie daty będzie oznaczało zobowiązanie Polski, która na razie nie może go podjąć. Otwartym pytaniem pozostaje kwestia, czy jest to zobowiązanie, którego nie jest w stanie podjąć państwo polskie, a może kierujący nim rząd – w obawie przed narzuceniem sobie większych rygorów w kwestiach fiskalnych, co zawsze jest niepopularną decyzją.

Scenariusz, że Polska w ogóle nie wejdzie do strefy euro, jest dziś już niemożliwy, ponieważ zobowiązaliśmy się do tego w traktacie akcesyjnym. Opcje nieprzyjęcia europejskiej waluty zastrzegły sobie jedynie Wielka Brytania i Dania. Dyskusje na ten temat można zatem prowadzić tylko hipotetycznie. Polska, podobnie jak inne kraje, nie jest jednak zobligowana do podania konkretnej daty, co umożliwia odkładanie tej decyzji. W ten sposób postępuje dziś Szwecja. Wygląda też na to, że zgodnie z właśnie tym scenariuszem będzie postępował polski rząd. Jednak według analityków, nie pytanie o datę jest najważniejsze, ale to, kiedy będziemy w stanie nie tylko spełnić, ale także przestrzegać warunków wymaganych w traktacie.

 

KOMENTARZE:

Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK

Moim zdaniem nie jest korzystne, że Polska – jako jedyny kraj – nie przedstawia daty wejścia do strefy euro, pomijając już, że jak najszybsze przyjęcie wspólnej waluty byłoby najkorzystniejsze. Jest to element średniookresowej strategii gospodarczej Polski, której brak zwiększa niepewność działalności gospodarczej i inwestowania oraz niepewność na rynkach finansowych. Dodatkowo, podanie takiej daty mogłoby polepszyć koordynację polityki monetarnej z polityki fiskalną i spełnienie wszystkich kryteriów wejścia (zarówno inflacyjnych, jak i fiskalnych) jednocześnie, co byłoby korzystne dla gospodarki.

Andrzej Bratkowski, główny ekonomista Pekao SA

Mniej groźne jest to, że nie podaliśmy daty wejścia do strefy euro. Faktycznie bardziej niebezpieczne jest, że jeszcze długo nie będziemy na to gotowi. Przyjęcie euro jest konieczne, by w handlu z Unią Europejską wyeliminować ryzyko walutowe. Rząd nie czuje się na siłach, by dokonać gruntownej reformy finansów. Woli raczej rozdawać prezenty i zabiegać o doraźną popularność, niż dbać o ekonomiczne interesy kraju.

Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP

Polska zobowiązała się w traktacie akcesyjnym, że prędzej czy później przyjmie euro. Oznacza to, że nie mamy tzw. opcji out, którą ma Wielka Brytania czy Dania. Z punktu widzenia makroekonomicznego decyzja o przyjęciu wspólnej waluty będzie dla Polski korzystna, ze względu na możliwość pozyskania oszczędności, których UE ma nadwyżkę, bez ryzyka kryzysu walutowego. Oczywiście w kwestii tempa wstępowania do strefy euro dyskusja jest pożądana
i warto ją prowadzić. Z punktu widzenia gospodarki i rynków finansowych najważniejsza nie jest sama data wejścia do unii walutowej, ale realizacja reform, które nas do niej doprowadzą. Patrząc na obecną sytuację polityczną, sądzę, że byłoby trudno podać wiarygodny termin wstąpienia Polski do strefy euro. Problem polega na tym, że obecne zaplecze polityczne rządu raczej uniemożliwia przeprowadzenie dostatecznie radykalnych reform finansów publicznych, aby w krótkim czasie możliwe było spełnienie kryterium fiskalnego z Maastricht.

Jacek Bartoszek, Kancelaria Smoktunowicz i Falandysz

Zgodnie z Traktatem o Unii Europejskiej nasz kraj zobowiązał się do spełnienia kryteriów konwergencji, a nie do przyjęcia euro w określonym terminie. Oznacza to, że spełnienie tych kryteriów (odpowiednie zadłużenie i deficyt sektora finansów publicznych, inflacja i wahania kursu walutowego) otworzy dopiero drogę do przyjęcia wspólnej waluty. W związku z tym nasz kraj, nie podając konkretnej daty przyjęcia euro, z prawnego punktu widzenia nie narusza żadnego z przyjętych na siebie zobowiązań.

Artur Zawisza, poseł PiS, Sejmowa Komisja Gospodarki

Kwestia wprowadzenia euro ma trzy aspekty: prawny, ekonomiczny i polityczny. Prawny – Polska zobowiązała się do uczestnictwa w euro, co uniemożliwia nam rezygnację ze wspólnej waluty. Mamy zatem podobną sytuację jak Szwecja, która także jest zobowiązana do wprowadzenia euro, jednak – jak na razie – nie podała żadnego konkretnego terminu. Ekonomiczny – euro jest traktowane jako zwieńczenie paktu stabilizacji i rozwoju. Oznacza to, że członkiem unii walutowej można zostać po spełnieniu określonych kryteriów. Jednak nie wyklucza to takich sytuacji, w których niektóre kraje łamią te kryteria, nawet po przyjęciu wspólnej waluty. Polska, spodziewając się, że również może mieć problemy z dotrzymaniem niektórych kryteriów, woli postępować uczciwie i nie zobowiązywać się do nich. Polityczny – istnieją takie domniemania, które mogą wskazywać, że wspólna waluta może być drogą do harmonizacji podatkowej, ujednolicenia budżetu, a co za tym idzie federalizacji Unii.