Telekomunikacja dalej ponad prawem

Leonard Kwaśniak, emeryt z Tarnobrzega, dostał wezwanie do zapłaty. Nie bez trudności dodzwonił się do TP SA z wyjaśnieniem, że wszelkie należności ma uregulowanie. W odpowiedzi dostał zaproszenie do Krakowa. Nie miał ochoty jechać 400 km. Wtedy otrzymał pismo od firmy windykacyjnej z nakazem zapłaty „długu” i pogróżkami.

 Nie ugiął się i w efekcie jego telefon został wyłączony. Emeryt choruje na nadciśnienie i jest mu niezbędny kontakt np. z pogotowiem ratunkowym. Mieszka sam i bez telefonu jest odcięty od świata. Leonard Kwaśniak napisał więc pismo do operatora z żądaniem przywrócenia łączności. Domagał się też odszkodowania i zadośćuczynienia w wysokości 5 tys. zł za szkody spowodowane przez jej utratę.

Po kilku tygodniach TP podłączyła telefon, jednak o odszkodowaniu nie było mowy. Niezadowolony takim obrotem sprawy klient zaskarżył usługodawcę do sądu. Sąd przyznał skarżącemu rację oraz nakazał wypłacenie mu przez operatora… 50 zł. Okazało się, że TP pomyliła się, wysyłając mu wezwanie do zapłaty. Mimo uznania winy operatora nie był to korzystny wyrok dla pana Kwaśniaka, gdyż przyznawał mu zaledwie 1 proc. sumy, której się domagał. Faktycznie sprawę więc przegrał. Koszty sądowe, które poniósł, były znacznie większe, bo wyniosły 180 zł.

– Jak można mieć rację przed sądem, a jednocześnie być stratnym finansowo? – nie może nadziwić się Kwaśniak. – Jaki jest sens sądzenia się? Czy tylko dla moralnej satysfakcji? – zadaje sobie pytania. – Wina TP była ewidentna i polegała na bezprawnym przerwaniu świadczenia usługi – mówi sędzia Marek Nowak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu. – Zgodnie z art. 105 Prawa telekomunikacyjnego, w takim przypadku klientowi należy się odszkodowanie. Przepis ten reguluje też, jak się je oblicza. Ustalono je na 50 zł. Natomiast zadośćuczynienie zgodnie z prawem cywilnym mu się nie należy. To także regulują przepisy ustawy. Ponieważ skarżący przegrał sprawę w 99 proc. to również nie zostały mu zwrócone koszty postępowania. Pań Kwaśniak popełnił błąd, bo rażąco przeszacował swoje roszczenie. Nie wystarczy mieć rację co do zasady – wyjaśnia sędzia Nowak.

Jaki w takim razie jest sens sądzenia się z Telekomunikacją, skoro wysokość odszkodowania regulują z góry określone przepisy i jest ono dużo niższe od kosztów procesowych, natomiast zadośćuczynienie nie przysługuje w ogóle?