W Polsce NINJA na razie nie zaatakują

NINJA – No Income, No Job/Assets – tak określa się ludzi, którym w Stanach Zjednoczonych udzielano kredytów hipotecznych z kategorii subprime. Można powiedzieć, że to właśnie oni wraz z instytucjami finansowymi zbyt pochopnie przyznającymi im kredyty pogrążyli najpotężniejszą gospodarkę świata. Czy w Polsce mamy własnych NINJA? Na pewno tak, ale całe szczęście nie w segmencie kredytów hipotecznych – tak przynajmniej twierdzą najbardziej zainteresowani, czyli bankowcy. Co prawda istnieją firmy udzielające łatwych i szybkich pożyczek, ale zobowiązania te nie dotyczą finansowania zakupu nieruchomości. Jednak w przyszłości konkurencja wśród banków może sprowadzić nas w amerykańskie koleiny.


Dopiero się rozwija

– Polski sektor bankowy ze względu na swą relatywnie wczesną fazę rozwoju nie jest dotknięty problemami znanymi w USA. Natomiast chęć utrzymania przez banki wysokiej dynamiki kredytów hipotecznych w połączeniu z pogorszeniem sytuacji gospodarczej doprowadzi zapewne do wzrostu odsetka kredytów nieregularnych – twierdzi Przemysław Kwiecień z X-Trade Brokers.

Niespłacone długi

Ten sam analityk twierdzi też: – Kryzys w USA to nie tylko niespłacane kredyty, ale również straty instytucji finansowych biorących na siebie ryzyko tej niewypłacalności poprzez instrumenty pochodne. Niespłacane kredyty oznaczają przejęcia domów i ich sprzedaż, to zaś obniża ceny domów i powoduje dalsze straty na instrumentach pochodnych oraz nowe niespłacone kredyty (poprzez zmniejszone możliwości refinansowania)

Kryzys spowodował bessę

Straty spowodowane kryzysem szacowane są już na prawie 0,5 bln USD. Ma to swoje przełożenie na sytuację na rynkach finansowych w innych krajach. Widmo bankructw instytucji finansowych oraz niekorzystne otoczenie makroekonomiczne oznaczają, że ciągle grożą nam nowe wieloletnie minima. Również w Polsce zaufanie do inwestowania na giełdzie spadło i dziś obserwujemy wyraźny brak kapitału. Sektory które najmocniej odczuły trwającą od roku bessę to właśnie deweloperzy i banki. Skala spadków sugeruje, że inwestorzy nie kierowali się jedynie zastojem na polskim rynku nieruchomości, ale zwracali przede wszystkim uwagę na USA.

a.skoneczko@gazetafinansowa.pl