Wrocław latarkami stoi

Lampy i latarki produkowane przez wrocławską firmę Mactronic znajdują coraz więcej nabywców na rynkach Niemiec, Francji, Skandynawii i Hiszpanii. Na eksport trafia już 30 proc. jej produktów. Wykorzystują je strażacy, ratownicy górscy i medyczni, a także sportowcy i hobbyści.

Z Czesławem Mockiem, prezesem firmy Mactronic, rozmawiał dr Kordian Kuczma

Czy pod koniec lat 80. łatwiej było założyć w Polsce firmę niż obecnie?

– Z pewnością było inaczej, chociaż nie do końca łatwiej. Ze względu na nową rzeczywistość, w której się znaleźliśmy, niestabilną sytuację gospodarczą i społeczną potrzeba było więcej odwagi. Sam moment startu nie był trudny – podobnie jak teraz. To dla wielu ani wówczas, ani obecnie nie stanowi problemu. Najważniejszy jest pomysł, dobra organizacja i konsekwencja. Pierwsze lata prowadzenia działalności, to czas rynkowej weryfikacji.

Wykorzystanie jakich słabości konkurencji pozwoliło Państwu zdobyć obecną pozycję?

– Kiedy Mactronic startował, konkurencji jako takiej nie było. Rynek w tej branży dopiero raczkował, a nam udało się na nim zaistnieć. Mimo to sądzę, że konkurencja jest potrzebna, bo stale zmusza do rozwoju i ulepszania produktów oraz naszego podejścia do biznesu. Z czasem zaczęła się ona pojawiać, ale my zawsze staraliśmy się uważnie słuchać potrzeb naszych klientów i skutecznie na nie reagować.

Od jak dawna współpracują Państwo z Politechniką Wrocławską? Na czym konkretnie polega ta współpraca?

– Współpracę z Politechniką Wrocławską rozpoczęliśmy kilka lat temu. Zaczęło się od serii spotkań i rozmów, które zaowocowały podpisaniem umowy o kooperacji. Dla nas sporą korzyścią jest posiadanie renomowanego partnera, dzięki któremu możemy badać i testować produkty oraz korzystać z fachowej konsultacji przy wprowadzaniu nowości. Dla Politechniki cenna jest współpraca z biznesem, dzięki czemu jej pracownicy i studenci mogą weryfikować wiedzę w praktyce. Warto dodać, że jako firma związana z Wrocławiem chętnie korzystamy z zaplecza technologicznego i intelektualnego
naszego regionu.

Czy łatwo było Państwu rozpocząć produkcję w Chinach i założyć biuro w Hongkongu? Czy więcej polskich firm powinno decydować się na taki krok?

– Początki chyba nigdy nie są łatwe. Z naszego doświadczenia wynika, że bez posiadania biura czy pracowników na miejscu, trudno jest organizować produkcję i, co ważniejsze, trudno jest kontrolować jakość. Oczywiście w dzisiejszych czasach można korzystać z wirtualnych spotkań, ale nic nie zastąpi kontaktu człowieka z człowiekiem. Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że więcej polskich firm powinno się zdecydować na podobne rozwiązanie, bo to zależy od ich kalkulacji i celów. Dla nas jest to korzystne. Nam, dzięki regularnym wizytom i biuru na miejscu, łatwiej jest zarządzać procesem komunikacji oraz produkcji.

Mactronic sam odpowiada za design swoich produktów. Czy estetyka ma znaczenie dla osób kupujących latarki i związane z nimi akcesoria?

– Sukcesywnie przechodzimy z modelu OEM do ODM, czyli opartego na autorskich projektach. Z jednej strony jest to wyraz naszych ambicji, a z drugiej odpowiedź na potrzeby klienta. Każdy z nas, jeżeli decyduje się wydać pieniądze na dobrej jakości produkt, oczekuje, że będzie on unikalny. Własny design to nie tylko kwestia estetyki, lecz także dobrze określonej ergonomii i funkcjonalności. Jeżeli popatrzymy na rosnącą popularność aktywnego stylu życia, jazdy na rowerze, biegania czy uprawiania hobby na wolnym powietrzu, to widzimy, że nasze produkty muszą cechować się odpowiednią estetyką, bo przez nią użytkownicy wyrażają również siebie.

Czy od czasu powstania firmy Mactronic rozwiązania konstrukcyjne lamp i latarek uległy znacznym zmianom?

– Zdecydowanie tak. Największa rewolucja dokonała się, i wciąż trwa, w źródłach światła. Obecnie praktycznie wszystkie latarki bazują na technologii LED, która wyparła z rynku takie źródła, jak halogen czy HID, gdzie nie ma żarnika, ale światło pochodzi z łuku elektrycznego. Specyfikacja diod też się zmienia, dlatego modyfikacjom ulegają źródła zasilania oraz użyte materiały i rozwiązania konstrukcyjne. Muszą one odpowiadać wymogom technologii LED, aby zapewnić między innymi odpowiednie chłodzenie głowicy latarki.

Czy firma upatruje szans na dalszy rozwój we wprowadzaniu nowych produktów czy ekspansji na nowe rynki?

– W jednym i w drugim. Poprzez wprowadzanie nowości oraz ulepszanie istniejących produktów, możliwie najdokładniej spełniamy oczekiwania użytkowników. Obecnie staramy się o pozyskanie dotacji unijnych na rozwój naszego eksportu. Chcemy w ten sposób wykorzystać szansę na poszerzenie dotychczasowych rynków zbytu. Równolegle umacniamy pozycję na rynkach Europy Zachodniej i Skandynawii. Przykładem jest chociażby ostatni kontrakt na wyposażenie w sprzęt oświetleniowy niemieckich ambulansów.

Czy bardziej opłacalna jest produkcja pod klientów indywidualnych czy instytucjonalnych?

– Specyfika współpracy z klientami instytucjonalnymi wymaga wielu miesięcy przygotowań, konsultacji oraz prototypowania bez gwarancji finalnego sukcesu. Jeżeli jednak produkt się przyjmie, to można go też skuteczniej komunikować na rynku klientów indywidualnych. Współpraca z klientami instytucjonalnymi to swego rodzaju inwestycja, która procentuje w kilku obszarach.

Czy planują Państwo więcej kampanii CSR w rodzaju latarek z różową wstążeczką?

– Tak. W Polsce mamy coraz bardziej świadomych klientów, którzy w większości chcą wiedzieć, kto stoi za interesującym ich produktem. Rośnie również świadomość ekologiczna i wzmacniają się proobywatelskie postawy Polaków. To, co dzisiaj nazywamy CSR, dla mnie było zawsze oczywistym zachowaniem wynikającym z poczucia przyzwoitości i odpowiedzialności za firmę oraz otoczenie, w którym funkcjonujemy.

——

 

 
Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN