Wytarzać banksterów w smole i pierzu

W sumie jako komentator powinienem być przyzwyczajony do różnych draństw i nieprawości – bo wszak opisywanie takowych siłą rzeczy stanowi większość produkowanej przeze mnie masy tekstowej, ale mimo wszystko, co jakiś czas trafia się coś takiego, do czego nie jestem w stanie odnieść się bez emocji. Tym razem była to informacja, że Związek Banków Polskich postanowił wytoczyć proces Maciejowi Pawlickiemu – szefowi stowarzyszenia „Stop bankowemu bezprawiu” zrzeszającego nabitych we łże-kredyty „frankowiczów” i lobbującego za specustawą mającą przewalutować frankowe produkty finansowe na złotówki.

Żeby była jasność – Macieja Pawlickiego nie znam, nie mam również kredytu we frankach szwajcarskich. Nie jestem jednak impregnowany na rzeczywistość i widzę jakim problemem zarówno społecznym, jak i gospodarczym stała się kwestia toksycznych produktów finansowych oferowanych pod nazwą „kredytu walutowego” i jak potwornym są oszustwem. Dotyczy to zresztą nie tylko Polski – w szeregu krajów usiłuje się na różne sposoby wywikłać ludzi z tej pułapki, o czym zresztą co jakiś czas donosiłem w swych felietonach.

O co konkretnie poszło Związkowi Banków Polskich? Otóż Maciej Pawlicki jest jednocześnie publicystą portalu „wPolityce.pl” i tygodnika „wSieci”, gdzie zamieścił szereg tekstów demaskujących banksterski proceder. ZBP w związku z tym uznał, iż naruszone zostały jego dobra osobiste i zwrócił się do Sądu Okręgowego w Warszawie z wnioskiem, by ten nakazał spółce Fratria (wydawcy „wPolityce” i „wSieci”) zablokowanie dostępu w internecie do artykułów Pawlickiego, w których rzekomo miał owe „dobra” naruszać. Prócz tego Pawlicki miałby opublikować przeprosiny, w których znalazłyby się słowa: „Maciej Pawlicki przeprasza bankierów za określenie ich rakiem będącym śmiertelnym zagrożeniem dla polskiej Wspólnoty”. Ponadto sąd ma zakazać Pawlickiemu i „Fratrii” publikowania informacji, „jakoby Związek banków Polskich i zrzeszone w nim banki okradały Polaków oraz okłamywały, ogłupiały i korumpowały media”. W uzasadnieniu jest również szereg innych kuriozów – kto ciekaw, niech zajrzy na stronę www.bankowebezprawie.pl. Naprawdę warto.

Na szczęście sąd wykazał się przytomnością umysłu i wniosek oddalił, stwierdzając m.in.: „Krytyczna analiza działań podejmowanych przez banki oraz władzę publiczną leży w interesie publicznym. (…) Uwzględnienie przedmiotowego wniosku prowadziłoby do sytuacji całkowitego wyłączenia z dostępnych mediów podejmowanej we wskazanych artykułach krytyki. A tym samym doprowadziłoby do eliminacji wszelkich niekorzystnych dla wnioskodawcy ocen i opinii ze strony zobowiązanych, znacznie ograniczając przy tym ramy debaty społecznej”. Nie jest to jednak koniec sprawy, bo ZBP ani myśli odpuścić.

Cóż to oznacza? Ano, lobby bankowe najwyraźniej postanowiło przejść do kontrataku i na początek uznało, że dobrze byłoby wprowadzić drogą sądową cenzurę mediów i zakaz publikowania krytycznych opinii o swej działalności. Równocześnie, nagle okazało się, że przygotowywany w Kancelarii Prezydenta przy współudziale „frankowiczów” niemal gotowy projekt ustawy okazał się „niekonstytucyjny” (bez wskazania, co konkretnie jest sprzeczne z Konstytucją, pisałem o tym tydzień temu), co wedle Pawlickiego wiąże się z ofensywą bankowych lobbystów. Osobiście podejrzewam, że za nagłą aktywnością Związku Banków Polskich mógł stać postulat stowarzyszenia „Stop bankowemu bezprawiu”, by wydostać z Komisji Nadzoru Finansowego twarde, konkretne dane, ile każdy z banków do tej pory zarobił na walutowym przekręcie – dotąd bowiem poruszamy się w sferze przybliżonych szacunków. Przypomnijmy tylko, że wedle statystyk Biura Informacji Kredytowej (dane za listopad 2014 r.) udzielono 566 tys. kredytów frankowych, co przekłada się na 954 tys. zadłużonych. Innymi słowy – banki przechwytują znaczną część zarobków blisko miliona Polaków. Pieniądze te w dużej mierze transferowane są do zagranicznych central. Tak wygląda kolonialny drenaż.

A poza wszystkim – do opisanej tu sytuacji jak rzadko kiedy pasuje cytat z „Dobrego wojaka Szwejka” – „nachalne są te k…y i zuchwałe”. Oto bowiem banda złodziei i szulerów domaga się zakneblowania poszkodowanych, bo przeszkadza im to w kontynuowaniu lichwiarskiej działalności i psuje „imidż”. Trudno o przykład większego tupetu i bezczelności. Nie wiem, czy w dzisiejszych czasach czytuje się jeszcze „Przygody Hucka” Marka Twaina, ale przypomnę – pojawia się tam dwóch oszustów o ksywkach „Król” i „Książę”. Para tych cwaniaków na różne sposoby naciąga napotykanych ludzi zbijając na tym całkiem niezły grosz. Do czasu. W końcu, za którymś razem wpadają, a mieszkańcy miasteczka, dobrym amerykańskim zwyczajem przepędzają ich po uprzednim wytarzaniu wydrwigroszy w smole i pierzu. Może taka operacja przeprowadzona na przedstawicielach ZBP stanowiłaby dobrą nauczkę dla banksterskiej mafii i memento, że Polacy nie pozwolą się bezkarnie doić międzynarodówce hochsztaplerów? Ech, marzenia…

——