Wyzwania na najbliższe lata

Prawo i Sprawiedliwość będzie rządziło samodzielnie. Z taką sytuacją, większością parlamentarną jednej partii, mamy do czynienia po raz pierwszy od przełomu lat 80. i 90. Co rządy PiS-u będą oznaczały dla polskiej gospodarki i jej perspektyw? I jakie są największe wyzwania na najbliższy okres?

Trudno jest odpowiedzieć na pytanie o znaczenie rządów dla gospodarki, czy dla finansów publicznych, nie znając, tak naprawdę, szczegółów tego, co chce zrobić PiS. I jak chce to, co chce zrobić, sfinansować. Choć z pewnością pewne obawy są. Jeśli pieniądze mają pochodzić z zacieśnienia sytemu podatkowego, to szkopuł w tym, że każdy kolejny rząd chciał to zrobić. Mało tego: cała Unia Europejska chce to zrobić biorąc pod uwagę choćby straty z tytułu przestępstw na podatku VAT. I unikania płacenia CIT-u.
Podobnie wygląda sytuacja z tzw. efektem mnożnikowym. Czy on wystąpi, jeśli na przykład podniesie się kwotę wolną od podatku? Z pewnością wystąpi. Ale jaka część „straconego” PIT-u trafi do budżetu w formie innych podatków naprawdę trudno oszacować.

Co do wpływów z nowych podatków, czyli bankowego i od sieci handlowych, tu sytuacja nie jest tak skomplikowana. Choć wciąż stoję przy stanowisku, że, szczególnie w tym pierwszym przypadku, podatek zapłacą raczej klienci niż same instytucje zmniejszając swoje zyski. Jak będzie, zobaczymy.

Problem bezpiecznego finansowania pomysłów zwiększających wydatki można jednak załatwić stosunkowo prosto. Najpierw wprowadzamy te zmiany, które oznaczają zwiększone wpływy do budżetu, a dopiero potem, jak już wiemy, ile mamy, to, co mamy dzielimy. Ale czy tak rzeczywiście będzie? Nie wiemy. Czekamy zatem na konkrety. A czy, w tak zwanym, międzyczasie, dojdzie do załamania kursu złotego, giełdy i innych podobnych wstrząsów? Nic na to nie wskazuje. Nie stało się to w 2005 r., kiedy PiS wygrywał po raz pierwszy i nie stanie się zapewne teraz. Polskie rynki finansowe były nieco słabsze przed wyborami, więc jakąś niepewność mieliśmy w cenach. A teraz, wszyscy będą czekać na konkrety.

Jednak, moim zdaniem, te wybory i ich wynik trzeba odbierać na nieco innej płaszczyźnie. PiS będzie rządził samodzielnie i to sformułowanie dotyczy znacznie szerszego obszaru niż tylko parlament. Prezydent, jak wiemy, także wywodzi się z tej partii. W najbliższym czasie kończy się kadencja prezesa NBP, jego następcę wyznaczy właśnie prezydent. Kończy się także kadencja prawie wszystkich członków Rady Polityki Pieniężnej. Oczywiście w przypadku tych organów trudno mówić o podporządkowaniu władzy. Na szczęście zresztą. Wielokrotnie w historii okazywało się, że członkowie Rady zaostrzali swoje poglądy do niej wchodząc. Nie zmienia to jednak faktu, że o obsadzie tych stanowisk będą decydowali przedstawiciele PiS-u, podobnie jak o wyborze nowego szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Nie demonizowałby tych faktów, odpowiedzialność, którą bierze się na siebie obejmujący którąś z wymienionych funkcji jest tak duża, że z pewnością partyjne powiązania nie są kluczowe. Ale nie zmienia to faktu, że PiS będzie w znacznym stopniu odpowiadał za to, co się będzie działo w obszarze gospodarki, polityki monetarnej, czy rynków finansowych.

I tu jest, moim zdaniem, sedno sprawy. Bo najbliższe lata to będą lata kluczowe. Póki co, polska gospodarka rozwija się, w znacznej mierze, dzięki eksportowi opartemu na, bezpośrednio i pośrednio, działalności inwestorów zagranicznych oraz na żywności. Jeśli mamy się rozwijać w perspektywie następnych dziesiątków lat, musimy stworzyć własne koncepcje, technologie, musimy być, modne słowo, innowacyjni. Jeśli popatrzymy na liderów innowacji, Stany Zjednoczone, Koreę Południową, Izrael, Japonię, Tajwan, to niestety wiele działo się tam na skutek, takiej czy innej, działalności państwa. I to nie tylko na początku procesu powstawania gospodarek opartych na wiedzy. Ingerencja państwa, w postaci grantów, bezpośrednich dopłat, zwolnień podatkowych, wydatków na nowe technologie obronne lub wręcz działalności państwowych jednostek wyspecjalizowanych w zakresie rozwijania innowacji, była i jest faktem. Na PiS-ie będzie zatem ciążyć niezwykła odpowiedzialność. Nie za deficyt sektora finansów publicznych w najbliższych kilku latach, choć za to oczywiście też. Tu zresztą jestem spokojniejszy, także dlatego, że nikt nie zamierza opuszczać Unii Europejskiej, a będąc w niej musimy podporządkować się istniejącym regułom. Także w kwestii deficytu i długu publicznego. Ale główna odpowiedzialność PiS-u związana jest ze zbudowaniem fundamentu wzrostu w przyszłości. I to także tej dalekiej. Oczywiście mam świadomość, że w cztery lata nie zrobimy w Polsce Doliny Krzemowej. Ale możemy, lub nie, zbudować środowisko dla powstawania firm, które będą ciągnąć polską gospodarkę.

A zbudowanie tego środowiska wymaga wielu działań. Także w obszarze polskiej nauki. W Stanach Zjednoczonych tylko 5 proc. patentów tworzonych na uczelniach udaje się wdrożyć w realnej gospodarce. Ale zdecydowana większość patentów to współpraca nauki i biznesu bezpośrednio w firmach, czy, swego rodzaju, parkach technologicznych. A taka współpraca w Polsce nie przez wszystkich, szczególnie po stronie świata nauki, jest mile widziana. Polska nauka jest wciąż zbyt zbiurokratyzowana, oparta na systemie zbierania punktów, ze zbyt małą ilością casów i odniesienia do realiów gospodarczych. Choć mamy tu także wiele pozytywnych przykładów. Tak, czy inaczej wyzwań jest więc naprawdę wiele.

A skąd na to wszystko wziąć pieniądze? Tu akurat możliwości jest wiele. Na czele z programami BGK i PiR. Także oczywiście przy wsparciu środkami unijnymi. A jak się już coś ciekawego uda stworzyć to finansowanie dalszego rozwoju pieniędzmi prywatnymi nie będzie stanowiło żadnego problemu. I mówię to jako człowiek całe zawodowe życie związany z rynkami finansowymi. Diabeł tkwi w szczegółach, czyli w efektywności i kierunkach finansowania. Pozytywne jest jednak to, że w wielu przypadkach drzwi wyważać nie trzeba. Zostały już bowiem wcześniej otwarte przez innych na świecie. Wystarczy tylko z tych rozwiązań skorzystać.

————