Wzrost gospodarczy da pracę młodym?

Praca dla ludzi młodych to dzisiaj największe wyzwanie dla polskiej gospodarki. Bez sprostania temu zadaniu nie jesteśmy w stanie zbudować trwałej koniunktury gospodarczej.

Bezrobocie wśród ludzi młodych to jeden z największych problemów polskiego rynku pracy. Co drugi młody Polak podejmuje dzisiaj studia, będąc przekonanym, że dyplom wyższej uczelni jest jednym z warunków znalezienia pracy. Ale też niemal co trzeci absolwent uczelni wyższych jest zarejestrowany jako bezrobotny (30,7 proc.). Być może byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie emigracja zarobkowa Polaków, wśród których absolwenci wyższych uczelni od wielu lat stanowią pokaźną grupę. Tak naprawdę problem zawodowego startu tych ludzi to wynik wieloletnich zaniedbań kolejnych polskich rządów. Nigdy też nie był w Polsce przedmiotem poważnej debaty politycznej. Nie było na to nawet szansy. W ferworze bieżącej walki politycznej sprawa bezrobocia absolwentów polskich uczelni, podobnie zresztą jak wiele innych problemów, zawsze się gdzieś gubiła. Tymczasem wydawać by się mogło, że każdy, kto zdecyduje się zająć tym tematem, na pewno zyska punkty wyborcze. Ale wbrew temu przekonaniu partie polityczne i ich liderzy specjalnie się do tego nie garną! Ten stan nie zmienia się od wielu lat.

Stażem w bezrobocie

Być może właśnie owa chęć zdobycia punktów wyborczych przed zbliżającymi się nieuchronnie wyborami parlamentarnymi spowodowała, że problemem pracy dla młodych – absolwentów wyższych uczelni, postanowiła zająć się sama premier Ewa Kopacz. Kilkanaście dni temu rząd zapowiedział realizację jej obietnicy z exposé – uruchomienie programu staży studenckich w urzędach administracji publicznej. Pieniądze na ten cel mają pochodzić ze środków Funduszu Pracy oraz Europejskiego Funduszu Społecznego. Program ma pomóc młodym ludziom w zdobyciu pierwszych doświadczeń zawodowych. Jak zakomunikowano, polskie urzędy mają być gotowe do przyjęcia praktykantów już 30 kwietnia br. Na jednego urzędnika ma przypadać jeden praktykant. Wcześniej jednak Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej udostępni na swojej stronie internetowej specjalną usługę elektroniczną mającą umożliwić rejestrację zgłoszeń praktyk studenckich w Centralnej Bazie Ofert Pracy.

Dla kogo minimum doświadczenia?

Studenci uczelni wyższych będą mogli odbyć staż we wszystkich urzędach administracji rządowej, poczynając od ministerstw, poprzez urzędy wojewódzkie, po agencje rządowe. Praktykantów nie będzie tylko w polskich służbach, gdzie praca wiąże się z uzyskaniem dostępu do informacji niejawnych. Na razie nie jest jasne, kto i w jaki sposób będzie decydował o przyjęciu danego studenta na praktykę. W każdym razie ten, kto odbędzie taką praktykę, zyska pierwsze zawodowe doświadczenie, które będzie mogło znaleźć się w jego CV, gdy jako absolwent uczelni wyższej będzie poszukiwać pracy na krajowym rynku. Realizacja rządowego programu praktyk dla studentów ma być odpowiedzią na sygnały, jakie płynęły od dawna ze strony absolwentów polskich uczelni. Mówiły one przede wszystkim o tym, że pracodawcy oczekują od kandydatów do pracy przynajmniej minimalnego doświadczenia zawodowego.

Czy wdrożenie rządowego programu praktyk dla studentów rzeczywiście coś zmieni, jeśli idzie o szansę na pracę dla młodych ludzi kończących polskie uczelnie? Wydaje się to mało prawdopodobne. Powszechnie wiadomo, że praca w urzędzie dla młodych ludzi jest możliwa tylko na bazie klucza partyjnego. I może być tak też w przypadku praktyk studenckich, których konsumentami będą osoby z partyjnego kręgu rządzącej koalicji PO–PSL.

Teoretycy o szansie dla młodych

W ostatnich latach zorganizowano wiele konferencji i sympozjów, w trakcie których uczestnicy zastanawiali się, dlaczego tak niewielu młodych ludzi kończących wyższe uczelnie znajduje w Polsce pracę. Początkowo obwiniano o to urzędy pracy, kierując pod ich adresem pretensje, że są zbyt mało aktywne, jeśli idzie o wyszukiwanie miejsc pracy dla absolwentów wyższych uczelni. W efekcie tych zarzutów w maju 2014 r. na mocy nowelizacji Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy dokonano reformy funkcjonowania urzędów pracy, wzorując się przy tym na wielu zachodnich rozwiązaniach organizacyjnych. Okazało się jednak, że po wdrożeniu tej reformy, urzędy pracy działają lepiej tylko w świetle statystyk, bo efektów w postaci nowych miejsc pracy, zwłaszcza dla absolwentów uczelni wyższych, nie ma żadnych.

Potem zaczęto obwiniać istniejący w Polsce system kształcenia. Wskazywano, że wiedza i umiejętności, jakimi dysponują absolwenci polskich szkół wyższych, zupełnie nie przystają do potrzeb polskiego rynku pracy.

W czym tkwi sedno problemu?

Eksperci podkreślali, że polscy absolwenci nie tylko kończą kierunki, na które nie ma zapotrzebowania, lecz są także źle kształceni. Mówiąc o ich edukacyjnych brakach bardzo często podkreślano, że nie dysponują oni niezwykle cennymi na dzisiejszym rynku pracy tzw. umiejętnościami miękkimi, takimi jak: współpraca w grupie, elastyczność, umiejętność dostosowania się do nowej sytuacji. To wszystko prawda i nie od dziś wiadomo, że polski system kształcenia jest nadal oderwany od rzeczywistości rynku pracy, zarówno w kraju, jak i za granicą. Prawdą jest również to, że kształcimy coraz więcej młodzieży (aczkolwiek niekorzystne trendy demograficzne na pewno niebawem to zmienią), ale jednocześnie kształcimy coraz gorzej. Nie da się wreszcie ukryć, że absolwenci polskich uczelni, w przeciwieństwie do swoich kolegów w wielu krajach UE, nie mają żadnych zawodowych doświadczeń. To dobrze, że rządowy program ma przynajmniej w części to zmienić. Być może nawet w wielu przypadkach praktyka w urzędzie będzie krokiem do tego, aby niektórzy z nich w przyszłości znaleźli tam pracę. Ale wnioski, jakie wypływają z tych wszystkich akademickich dyskusji na temat szans polskich absolwentów na pracę, tak naprawdę nie dotykają sedna problemu.

Gospodarka prawdziwą szansą

Kilka miesięcy temu problem bezrobocia wśród młodych Polaków usiłował zdefiniować były minister finansów w gabinecie premiera Gyuli Horna prof. Lajos Bokros. Bokros (węgierski ekonomista) podkreślił, że polska gospodarka „nie jest w stanie wytworzyć wystarczającej liczby miejsc pracy, w szczególności dla ludzi młodych, w rezultacie czego bezrobocie w Polsce jest relatywnie wysokie”. Podstawowym celem rządzących powinno być stymulowanie wzrostu gospodarczego, ponieważ tylko on jest w stanie skutecznie rozwiązać problem polskiego bezrobocia.

Jak to zrobić? Jest oczywiście wiele sposobów. Można tego dokonać poprzez reformy zorientowane na potrzeby rynkowe lub działania na rzecz poprawy warunków funkcjonowania przedsiębiorstw i wiele innych sposobów, jakie mogą zbliżać nas do niego. Ale zdecydowanie najskuteczniejszą drogą prowadzącą do wzrostu gospodarczego są nowe inwestycje. Istnieje bowiem ścisła korelacja pomiędzy bezrobociem a brakiem nowych inwestycji. Wystarczy popatrzeć na działania rządu premiera Viktora Orbána, który należy dzisiaj do europejskiej czołówki w dziedzinie walki z bezrobociem. W ciągu ostatnich dwóch lat stopa bezrobocia na Węgrzech zmalała prawie o 3 proc. i wynosiła na koniec 2014 r. zaledwie 7,3 proc. Węgierskie bezrobocie jest dzisiaj niższe niż średnia dla całej Unii Europejskiej (9,8 proc. w styczniu 2015 r.). Tajemnica sukcesu Orbána to przede wszystkim nowe inwestycje, zwłaszcza w przemyśle motoryzacyjnym (np. fabryka silników Opla w Szentgotthárd, zakłady Mercedesa w Kecskemét, ogółem 600 różnego rodzaju firm). Nowe inwestycje to jeden z głównych priorytetów polityki rozwoju gospodarczego rządu. Może zatem mówiąc o problemie bezrobocia, warto pomyśleć o realnych inwestycjach w polskiej gospodarce!

Autor jest historykiem, przez wiele lat pracował w UOP, następnie w BBN. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI

Leszek Pietrzak

Leszek Pietrzak

historyk, przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, następnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był również członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI