Ziemia – zasób ograniczony

Rządowy pakiet rozwiązań mających na celu ograniczenie możliwości wykupu gruntów rolnych przez obcokrajowców jak na razie powstaje w legislacyjnych mękach, dodatkowo pod ostrzałem mediów, straszących „nową pańszczyzną” i „przypisaniem chłopa do ziemi”. Póki co trudno więc oceniać go całościowo, niemniej warto zwrócić uwagę na wycofanie się z pierwotnych ograniczeń dotyczących dziedziczenia (wobec osoby bliskiej dziedziczącej ziemię, a nie prowadzącej działalność rolniczą Agencja Nieruchomości Rolnych miałaby prawo odkupu) – i chyba dobrze, bo to byłaby już zbyt daleko idąca ingerencja w prawo własności.

Inne propozycje w rodzaju obowiązku osobistego prowadzenia gospodarstwa przez co najmniej 10 lat, górnego limitu powierzchni posiadanych gruntów w wys. 300 ha, czy różne ułatwienia dla ANR co do pierwokupu i wykupu ziemi – nie odbiegają zasadniczo od rozwiązań przyjętych w różnych krajach UE.

Na przykład, w Danii nabywca ziemi musi pozbyć się nieruchomości rolnych w innych krajach, osiedlić się na miejscu i – jeśli kupuje grunty powyżej 30 ha – zdać specjalne egzaminy oraz prowadzić samodzielnie gospodarstwo. We Francji z kolei, wymóg osobistego użytkowania gospodarstwa wynosi 15 lat, zaś obrót pozostaje pod nadzorem Stowarzyszenia Zagospodarowania Ziemi i Urządzania Obszarów Wiejskich dysponującego prawem pierwokupu, ponadto pierwszeństwo przy zakupie mają sąsiedzi sprzedającego. W Hiszpanii nabywca musi zamieszkiwać w tej samej bądź sąsiedniej gminie, powinien też uzyskiwać przynajmniej 50 proc. swych dochodów z działalności rolniczej… i tak dalej – jeśli spojrzymy na kraje Europy Zachodniej, to niemal w każdym z nich obowiązują regulacje zbliżone do proponowanych obecnie przez PiS i jakoś nikt nie podnosi rabanu, że to „przywiązanie do ziemi”.

————————————————

Więcej w najnowszej „Gazecie Finansowej”

E-wydanie: https://wogoole.pl/marzec/212-gazeta-finansowa-122016.html