Złapani przez Getin Bank

Niski poziom edukacji finansowej w Polsce, a co za tym idzie – praktycznie zerowa wiedza ekonomiczna Polaków, chęć szybkiego wzbogacenia się oraz krótka pamięć – to gotowa receptura na wiele osobistych dramatów, które kończą się nierzadko utratą oszczędności, dorobku całego życia oraz popadnięciem w ogromne długi.

Polakom wystarczyło kilkanaście lat, by zapomnieć o Lechu Grobelnym i jego Bezpiecznej Kasie Oszczędności, by zaufać Marcinowi P. oraz spółce Amber Gold.

Co łączy obu bohaterów? Prosta metoda wyciągnięcia kasy od naiwnych. Za pomocą reklam i handlowców oferujemy Kowalskiemu kupno konkretnego produktu finansowego (akcje, lokaty, złoto), jednocześnie obiecując ponadprzeciętne zyski i szybkie zarobki. Gdyby ci dwaj panowie nie zdefraudowali pieniędzy klientów, dalej brylowaliby na liście najbogatszych Polaków, a politycy ochoczo by się z nimi fotografowali.

Bardzo interesujący był również przypadek Leszka Czarneckiego. Sprawa nie była zbyt szeroko opisywana w mediach, bo nie skończyła się spektakularnym krachem i aresztowaniem. Było blisko, ponieważ jak wykazała kontrola ówczesnego Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego (dziś Komisja Nadzoru Finansowego), kapitalizacja banku wynosiła 700 mln zł, a kredytów udzielono na kwotę ok. 10 mld. zł. Kredytów udzielono więc po prostu na papierze, a Getin Bank (dziś Getin Noble Bank) nie miał pokrycia w swoich aktywach na tak olbrzymią sumę.

Jak zarobił Czarnecki?

W tym wypadku produktem finansowym, który posłużył za lep na naiwnych Polaków, były akcje spółki deweloperskiej LC Corp, której większościowym akcjonariuszem jest nie kto inny, tylko L. Czarnecki. Debiut na warszawskim parkiecie odbył się 29 czerwca 2007 r. Dokładnie chodziło o 57 mln nowych akcji serii J, wartość emisji to 1,06 mld zł.

Getin Bank, razem z Internetowym Domem Maklerskim (IDM SA), przekonali ludzi do zainwestowania oszczędności życia. Zyskiem Czarneckiego był tzw. lewar – czyli dźwignia finansowa w postaci kredytu, którego udzielał Getin Bank – a którego właścicielem jest również Leszek Czarnecki. Dodatkowy zarobek to przecież prowizja od udzielonego kredytu, jaki pobiera każdy bank. Należy też pamiętać o miesięcznych odsetkach.

„Kiedy już sztucznie nakręcono popyt, za pomocą ogromnych kredytów zredukowano zlecenia kupna, aż o 98,12 proc. – Oznacza to, że na każdy tysiąc zamówionych akcji można było dostać tylko 18. Drobni inwestorzy chcieli kupić ponad 50 razy więcej, niż im oferowano – za – bagatela, 11,3 mld zł. Oferowany kredyt mógł nawet 99 razy przekroczyć wkład własny kredytobiorcy. IDM i Getin Bank zarobiły na tym kilkadziesiąt milionów złotych – pisze Andrzej Stec, w artykule zatytułowanym „LC Corp – potknięcie Czarneckiego”, w „Gazecie Wyborczej” z dnia 29 czerwca 2007 r.

Debiut zaczął się od 6,5 zł i od pierwszego dzwonka na sesji zaczął regularnie spadać. „Żeby drobnym inwestorom zwróciły się koszty zaciągniętych kredytów – tj. prowizja i odsetki – kurs dewelopera musiałby wzrosnąć co najmniej o 10 proc. Na koniec sesji wyniósł 6,06 zł – prawie 7 proc. mniej niż cena emisyjna”. – wylicza Stec w artykule z czerwca 2007 r.

Pechowi inwestorzy

– Kiedy podpisywaliśmy umowę – to ważne – miałem wiedzę i świadomość, że jeden walor będzie kosztował 5 zł. Ale kiedy już podpisałem umowę kredytową, poinformowali mnie, że cena jednej akcji będzie kosztować 6,5 zł. Kiedy chciałem się w tym momencie wycofać z umowy, powiedziano mi, że nie mogę zrezygnować, ponieważ koszt kredytu to ok. 49 tys. zł prowizji – tłumaczy jeden z pechowych inwestorów Jan Jączek. – Po 1,5 roku, cena jednej akcji osiągnęła poziom 59 groszy. Zostaję wezwany do banku, żeby podpisać umowę o kredyt konsolidacyjny. Rata miesięczna wzrasta do 3 000 zł. Tak wysoką ratę tłumaczyli potrzebą dodatkowego zabezpieczenia, ponieważ wtedy wartość wszystkich akcji wynosiła około 35 tys. zł., które stanowiły zabezpieczenie pożyczki – opowiada Jączek. – W związku z tym, że nie wyraziłem zgody na podpisanie kredytu konsolidacyjnego i złożyłem zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury, na poczet pokrycia zadłużenia Getin Bank postanawia sprzedać akcje LC Corp SA. Nieoficjalnie wiem, że akcje kupowali ludzie powiązani kapitałowo z Leszkiem Czarneckim – tłumaczy pechowy inwestor. Efekt: ludzie stracili oszczędności, mają komorników na głowie oraz kredyty do spłacenia.

Kto i ile zyskał?

Łączna wartość zaciągniętych kredytów miała wynieść nawet 10 mld zł, co oznacza, że nawet 1 proc. prowizji od tej kwoty dałby 10 mln zysku, a do tego dochodzą jeszcze odsetki od kredytów.

Na główne pytanie (ile zarobił właściciel Getin Banku?) znajdujemy odpowiedź w artykule opublikowanym na portalu Finanseosobiste.pl, z 1 lipca 2007 r.: „(…) Najwięcej oczywiście udziałowcy spółki, a w szczególności główny udziałowiec – czyli sam Leszek Czarnecki. Mało kto wiedział o tym, że połowę spośród 163 mln oferowanych akcji obejmował on po 1 zł za akcję raptem kilka miesięcy przed piątkowym debiutem. Zysk Leszka Czarneckiego idzie więc w setki milionów złotych (…)” – czytamy w tym artykule.

„(…) LC Corp zebrał w ofercie publicznej 370 mln zł. Pieniądze wyda na kilka dużych projektów inwestycyjnych, w tym budowę wrocławskiego drapacza chmur. Kolejne 700 mln zł trafiło do Czarneckiego (przez jego holenderską spółkę). Zmniejszył on swoje zaangażowanie w LC Corp, ale wciąż pozostaje największym akcjonariuszem”. – czytamy w przywołanym wcześniej artykule Andrzeja Steca.

„(…) Znów kłaniają się opinie analityków, którzy jeszcze przed debiutem podchodzili do spółki z dystansem. Wszystko przez niewielkie doświadczenie spółki na rynku. LC Corp ma w dorobku raptem jeden ukończony projekt, jeden jest w trakcie realizacji, a ponadto spółka notuje straty w swojej dotychczasowej działalności. Jakim więc cudem wycenia się ją nawet na 3 mld zł? Dla porównania liderzy rynku deweloperskiego: Dom Development i J.W. Construction, mający za sobą oddanie do użytku tysięcy mieszkań, wyceniani są odpowiednio na 4,5 mld zł i 4,1 mld zł. LC Corp wydaje się więc opierać na przyszłych planach rozwoju i posiadanych w swoim portfelu projektach oraz, co chyba ważniejsze, na wierze w sukces oparty na osobie Leszka Czarneckiego. O tym, że realia bywają okrutne, pokazał piątek 29.06”. – czytamy w artykule portalu Finanseosobiste.pl, z 1 lipca 2007 r.

Takie cuda – tylko w Getin Banku

Kredyty, których udzielano inwestorom były szokująco wysokie. Przykładowo Zbigniew Morawski został do spłaty z kredytem w wysokości 800 tys. zł. Getin Bank na zakup akcji LC Corp przyznał mu kredyt w wysokości 76 mln zł. Morawski Stracił na tej inwestycji 3 mln zł oszczędności. Kolejnym inwestorem pechowcem, który dał się złapać na deal życia był cytowany już Jan Jączek ze Śląska. Zainwestował jako pełnomocnik prawny oszczędności mamy w wysokości 326 tys. zł. Został z nieuregulowanym kredytem w wysokości 60 tys. zł. Jan Jączek do dziś prowadzi batalię na drodze prawnej z bankiem o unieważnienie umowy oraz aneksów do umowy i odzyskanie kwoty 326 tys. zł. Szczegółowo historię batalii Jana Jączka przedstawimy w wywiadzie, w następnym numerze „Gazety Finansowej”.

Mimo kontroli Czarnecki ma się dobrze

Na układy nie ma rady – chciałoby się powiedzieć, bowiem transakcje Getinu skontrolował nieistniejący dziś Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego, który ujawnił, że Getin Bank nie miał pokrycia kapitałowego na sumę 10 mld zł, a więc udzielił tzw. pustych kredytów. Dodatkowo udzielano klientom kredytów, pomimo że większość z nich nie miała zdolności kredytowej. Poza raportem i wnioskami Czarnecki nie poniósł żadnych konsekwencji.

– Tak jak wspomniałem przez telefon, nie udzielamy informacji o podmiotach nadzorowanych i ewentualnych czynnościach nadzorczych wobec nich prowadzonych – napisał w e-mailu do redakcji Maciej Krzysztoszek, z Komisji Nadzoru Finansowego – instytucji, która przejęła w 2008 r. zadania Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego. – Zgodnie z art. 9 ustawy o kredycie konsumenckim kredytodawca jest zobowiązany do dokonania oceny ryzyka kredytowego konsumenta, co następuje na podstawie informacji uzyskanych od konsumenta lub na podstawie informacji zawartych w bazie danych lub zbiorze danych kredytodawcy. Przez ocenę ryzyka kredytowego rozumie się ocenę zdolności konsumenta do spłaty zaciągniętego kredytu wraz z odsetkami, w terminach określonych w umowie o kredyt konsumencki, dokonywaną przez kredytodawcę – dodaje Krzysztoszek.

Niemądry Polak po szkodzie

Historia Jana Jączka, który do dziś walczy o unieważnienie umowy i odzyskanie tylko oszczędności powinna być przestrogą i nauczką dla polskiego społeczeństwa, nie tylko w sprawach finansowych. Takich jak on – pokrzywdzonych przez istniejący w Polsce system prawny i finansowy – są tysiące. Doskonałym przykładem naiwności polskiego społeczeństwa jest zupełnie inna branża: branża turystyczna. Nic nie dają przestrogi i uczulanie Polaków na zbyt korzystne oferty. W efekcie urlop wielu rodaków zamienia się w „przygodę życia”, a zwrotów kosztów za feralne wyjazdy jak nie było, tak nie ma. Próba walki, jaką podjął Jan Jączek, w polskim systemie prawno-finansowym chyba z góry skazana jest na porażkę. Jączek informował bowiem o swojej sprawie: CBA, CBŚ, premiera, prezydenta, posłów, prokuratorów, sędziów, i jak każdy „szary obywatel” w tym kraju rozbił się o mur milczenia i ignorancji. Prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa i umorzyła sprawę. Wniosek? Czarnecki cieszy się z zarobionych milionów, Grobelny śmieje się zza grobu, Marcin P. jest na wikcie i opierunku podatników, a drobni inwestorzy – zwykli ludzie – walczą o odzyskanie oszczędności życia. Widoki na sprawiedliwość dla „maluczkich” w tym kraju – jak we wszystkich polskich aferach – raczej marne.

„Gazeta Finansowa” pyta Getin Bank:

1) Czy Getin Bank sprawdził zdolność kredytową pani Jączek zanim udzielił jej kredytu i czy miał taki obowiązek?

2) Na jakiej podstawie udzielono emerytce kredytu na kwotę 20 mln zł?

3) Czy normalną praktyką jest i czy dopuszczalne jest, żeby bank (Getin Bank) udzielał kredytu na zakup akcji Firmy (LC Corp), pomimo że właścicielem obu (Getin Bank i LC Corp) jest ta sama osoba (Leszek Czarnecki)?

4) Czy ze względu na wykreowany przez Getin Bank popyt (dostępność kredytu), cena emisji została sztucznie zawyżona i należało się spodziewać spadku ceny LC Corp po emisji?

5) Po inspekcji Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego, stwierdzono, że

Getin Bank SA na zakup akcji udzielił kredytów na sumę ok. 10 miliardów zł,

których wówczas nie posiadał, jednocześnie pobierając prowizję. Czy jest to normalna procedura bankowa w Polsce?

6) Kto odkupił akcje po 1,5 roku po

0,59 groszy? Czy prawdą jest, że były to osoby

związane ze spółkami powiązanymi kapitałowo z Leszkiem Czarneckim?

7) Dlaczego klient nie mógł sprzedać akcji w dowolnym momencie?

Wojciech Sury

rzecznik prasowy Getin Banku

W odpowiedzi na przesłane pytania informuję, iż Getin Bank, udzielając w 2007 r. kredytów na zakup akcji LC Corp SA działał w dobrej wierze, a wszelkie procedury związane z tym procesem zostały należycie dochowane. Nie jest uprawnioną także podnoszona przez Pana teza, iż prowadzona wówczas przez bank akcja kredytowa miała wpływ na cenę akcji ww. spółki po upublicznieniu jej oferty.

Z uwagi na specyfikę produktu oferowanego na sfinansowanie zakupu akcji na rynku pierwotnym i ustanowienie szczególnej formy zabezpieczenia kredytu, obowiązująca w banku procedura na dzień podejmowania decyzji kredytowej, dopuszczała ocenę zdolności kredytowej przez wyznaczenie jej w oparciu o stan portfela na rachunku inwestycyjnym Wnioskodawcy. Było to powszechną zasadą rynkową stosowaną przez banki dla tego rodzaju kredytów, dlatego błędne jest porównywanie tego typu procedury do standardowego procesu udzielania kredytu gotówkowego.

Ponadto warto zauważyć, w kontekście przesłanych przez Pana pytań, iż częstą praktyką jest to, że kredyty na zakup akcji są udzielane przez banki dla klientów ich własnych domów/biur maklerskich np. Bank Pekao SA udzielał kredytów na zakup akcji PGE oferowanych przez Centralny Dom Maklerski Pekao S.A. czy DI BRE Banku, który oferował akcje Lotosu podczas publicznej oferty akcji, a BRE Bank udzielał kredytów na zakup tych akcji. Podobnych przykładów analizując rynek kapitałowy, można znaleźć wiele.

Należy dodać, że rzeczywiste zaangażowanie kredytowe bezpośrednio po redukcji zapisów na akcje LC Corp w tym przypadku nie przekraczało wartości zablokowanych środków na rachunku inwestycyjnym, a klient w każdym momencie mógł dokonać transakcji sprzedaży akcji, przeznaczając je na spłatę kredytu bankowego.

Informuję także, że prowizje o których pisze Pan w swojej wiadomości, miały charakter rynkowy, a ich poziom procentowy nie odbiegał od stosowanych przez inne instytucje bankowe dla kredytów na zakup akcji na rynku pierwotnym. Ponadto w późniejszym czasie bank zgodnie z umową kredytową skorzystał z przysługujących mu uprawnień i jawnie sprzedał akcje będące zabezpieczeniem kredytów po cenie rynkowej zgodnie z obowiązującym wówczas kursem spółki na Giełdzie Papierów Wartościowych. To samo, jak już wspomniałem, mógł zrobić każdy z klientów, sprzedając na GPW posiadane walory.

Na koniec chciałbym podkreślić, że wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów oraz uwzględniając specyfikę rynków finansowych w tamtym czasie, bank kilkukrotnie umożliwiał kredytobiorcom dokonanie prolongaty okresu spłaty kredytu po spełnieniu wyznaczonych kryteriów (m.in. poziomu zabezpieczenia), które miały zapewnić realność ich spełnienia przez klientów przy zachowaniu bezpieczeństwa finansowego transakcji. Było to związane także z faktem zmiany poziomu zabezpieczeń przyjmowanych przez bank.