Zrobimy coś gorszego niż zabicie was – zabijemy wasze dzieci

Rozmowa z Suzanne Collins, autorką bestsellerowych „Igrzysk śmierci” o tym, czym się różni scenariusz filmowy od książki oraz o tym, czy sama przeżyłaby podczas igrzysk.

Gdy powstawały „Igrzyska śmierci” powiedziała Pani, że zamierza napisać trylogię. Czy rzeczywiście ta historia zakończyła się tak, jak Pani od początku planowała?

Generalnie tak. Choć oczywiście nie zaplanowałam dokładnie każdego szczegółu, jednak podstawowe fakty od walk gladiatorskich, przez bunt, wojnę, aż po ostateczny koniec – te elementy pozostały niezmienne przez cały proces pisania.

Brała Pani udział pisaniu pierwotnego scenariusza, na podstawie którego powstał film „Igrzyska śmierci”. Jaka jest największa różnica między pisaniem scenariusza a powieści?

Jest kilka poważnych różnic. Przede wszystkim czas. Gdy adaptuje się powieść do dwugodzinnego filmu nie można opowiedzieć wszystkiego. Historia musi zostać skondensowana, by dopasować się do nowej formy. Potem pojawia się problem, jak zmienić książkę opowiedzianą w czasie teraźniejszym w pierwszej osobie tak, by wystarczająco dramatycznie przedstawić wydarzenia. W książce nie rozstajemy się z Katniss ani na sekundę, jesteśmy wtajemniczeni w każdą jej myśl, dlatego potrzebne są środki, by inaczej przedstawić jej wewnętrzny świat oraz stworzyć miejsce dla innych bohaterów. Poza tym wielkim wyzwaniem jest przedstawienie przemocy, zwłaszcza że obowiązuje ocena PG-13 (Parents Guide 13 oznacza, że film może być oglądany przez dzieci poniżej 13 roku życia, a więc nie zawiera scen długotrwałych ani ekstremalnych scen przemocy, ani więcej niż jednego wulgarnego słowa – przyp. MM) i tylko wtedy większość grupy docelowej będzie mogła zobaczyć film. Mnóstwo rzeczy może pojawić się na kartkach książki, a nie zostanie zaakceptowanych w filmie. Ale to, jak niektóre momenty zostaną w filmie ostatecznie przedstawione, leży w rękach dyrektora produkcji.

Czy tak bardzo jest Pani zaangażowana w pracę nad „Igrzyskami”, że nie myśli Pani nad nowymi projektami?

Pewne projekty kiełkują już w mojej głowie, ale jednak nadal intensywnie pracuję nad „Igrzyskami” i musi minąć jeszcze trochę czasu zanim pozwolę tamtym pomysłom na dobre wykiełkować.

Igrzyska śmierci to doroczny program telewizyjny, w którym pary młodych ludzi z dwunastu dystryktów państwa zmuszone są do walki na śmierć i życie. Czyją uwagę chciała Pani przyciągnąć, przywołując format reality show: młodzieży czy dorosłych?

Cóż, programy typu reality show są często pomyślane podobnie do zmagań sportowych, widz czeka, kto wygra. Uczestnicy to najczęściej nieznani ludzie, którzy dzięki zwycięstwu poznają smak sławy. Czasami wśród uczestników trafiają się ludzie bardzo utalentowani. Programy tego typu epatują emocjami, więc uczestników poniża się, doprowadza ich do łez, do fizycznych cierpień – uważam to za bardzo niepokojące sygnały. To stwarza możliwość powstania znieczulicy wśród ludzi, którzy oglądają takie programy. Widzą wokół siebie prawdziwe tragedie, transmitowane w wiadomościach telewizyjnych, ale one nie robią na nich już takiego wrażenia jak powinny.

Gdyby przyszło Pani brać udział w igrzyskach śmierci, jakim szczególnym talentem by się Pani wykazała?

Umiejętnością chowania się na drzewach, jak Katniss i Rue. Ponieważ kiedyś byłam szkolona w walce mieczem, moją nadzieją byłoby uzyskanie czegoś w rodzaju rapiera, gdyby był dostępny. Ale szczerze mówiąc z treningu dostałabym co najwyżej czwórkę.

W książce splata Pani akcję, przygody, mitologię, science fiction, romans i filozofię. Co najbardziej ukształtowało powstanie tej książki?

Największy wpływ miał mit o Minotaurze. Opowieść, jak to Ateny za karę miały co roku wysyłać Krecie 7 młodzieńców i 7 dziewcząt, których rzucano do labiryntu na pożarcie Minotaurowi. Już jako dziecko czułam okrucieństwo tej historii. Kreta wysyłała bardzo czytelny sygnał: zadrzyjcie z nami, a zrobimy coś gorszego niż zabicie was – zabijemy wasze dzieci. Pozwalano na to, rodzice czuli się zbyt bezsilni, by powstrzymać ten proceder. Tezeusz, syn króla, zgłosił się na ochotnika. Wydaje mi się, że w pewien sposób Katniss to współczesny Tezeusz. Trzymając się antycznych korzeni wysłałam moich bohaterów do walki w uwspółcześnionych igrzyskach gladiatorskich, w których bezwzględne władze zmuszały do walki na śmierć i życie zapewniając rozrywkę innym. Nazwa Panem, a szczególnie Capitol mają odniesienia do starożytnego Rzymu. Panem pochodzi od łacińskiej maksymy: panem et circenses – chleba i igrzysk. Widzowie walk gladiatorów w Rzymie i widzowie reality show w telewizji mają podobne charaktery. Reagują z wielkim entuzjazmem i biorą udział w eliminacji graczy. Skakałam między programem typu reality show a relacją z prawdziwej wojny, gdy przyszła mi do głowy historia Katniss. Na jednym kanale widziałam młodych ludzi walczących o coś, chyba o pieniądze, gdy na drugim równie młodzi ludzie walczyli w prawdziwej wojnie. Różnice między nimi zaczęły się zacierać w bardzo niepokojący sposób i tak powstała historia Katniss.

Ta historia jest bardzo brutalna, jednak opowiedziana bardzo delikatnie. Czy było trudno osiągnąć tę równowagę?

Tak, sceny śmierci są zawsze trudne do opisania. Trudno jest wpasować dzieci w sceny przemocy: Gregor (bohater „The Underland Chronicles”) jest na wojnie, Katniss bierze udział w igrzyskach gladiatorskich. Bohaterowie giną. Nie jest fajne pisanie o tym, ale skoro nie umie się tego robić, to lepiej opowiadać inny rodzaj historii. Opisując to, trzeba pamiętać, dla kogo się pisze. Sama starałam się myśleć, jak opowiedziałabym poszczególne, nawet najtrudniejsze wydarzenia moim własnym dzieciom. Zwłaszcza, jakie szczegóły muszą znać, by zrozumieć sens opowieści, a co będzie balastem.

„Igrzyska śmierci” poruszają poważne tematy jak: skrajna nędza, głód, ucisk, skutki wojny. Co skłoniło Panią, by sięgnąć po takie problemy?

To prawdopodobnie wpływ mojego ojca. Był w Air Force, był specjalistą wojskowym, historykiem i doktorem nauk politycznych. Gdy byłam dzieckiem, spędził rok w Wietnamie. Było dla niego bardzo ważne, byśmy zrozumieli niektóre aspekty życia. Nie wystarczyło mu, że zobaczymy miejsce bitwy, chciał, byśmy wiedzieli dlaczego wybuchła wojna, jak się toczyła i jakie były jej konsekwencje. Na szczęście miał dar opowiadania o historii i umiał przedstawić ją jako fascynującą opowieść. Miał też wyraźną zdolność rozpoznania, ile dziecku można powiedzieć.

Co wyniosą czytelnicy z lektury Pani książki?

Liczę, że zadadzą sobie pytanie, ile elementów opisanych w „Igrzyskach śmierci” pasuje do ich życia. Oraz, jeśli te elementy są niepokojące, co mogą z nimi zrobić.

Katniss i Gale potrafią polować, zdobywać pożywienie, znają dziką naturę oraz techniki surwiwalu. Jak zdobywała Pani wiedzę o tych dziedzinach?

Część wiedzy zdobyłam od taty, który opowiadał o swoich chłopięcych latach. Dorastał w czasach wielkiego kryzysu. Dla jego rodziny polowanie nie było rozrywką, ale sposobem na zdobycie mięsa dla rodziny. Miał też sporą wiedzą o roślinach jadalnych. Chodził do lasu na grzyby, przynosił je do domu i smażył. Mama nie pozwalała nam nawet się do nich zbliżać. Ale on je zjadał i nigdy mu nie zaszkodziły, więc podejrzewam, że wiedział, które są bezpieczne, bo dzikie grzyby mogą być naprawdę szkodliwe. Oprócz tego przeczytałam wielki stos książek o surwiwalu. Oto czego się nauczyłam: musisz być naprawdę dobry, żeby przetrwać więcej niż kilka dni.

Jak wygląda Pani typowy dzień pracy? Czy pisze Pani o stałych porach?

Zjadam trochę płatków i siadam do pisania tak szybko, jak to możliwe. Im więcej rzeczy mnie rozproszy, zanim zacznę pisać, tym gorzej idzie mi praca. Potem piszę aż się wypiszę i jeśli jest to około pięciu godzin, to uważam to za produktywny dzień. Są dni, gdy tylko gapię się w ścianę. Ale to może być też produktywne, jeśli przepracuje się w ten sposób postaci albo sploty fabuły. Przez resztę dnia chodzę z historią, która wpada i wypada z moich myśli.

Otrzymuje Pani wiele e-maili od fanów. Jaki list był najbardziej zaskakujący albo co najbardziej zaskoczyło Panią w tym, co piszą czytelnicy?

Chyba najbardziej to, jak różnie ludzie postrzegają tę książkę. Część zwraca uwagę na dystopijny świat, inni czytają dla akcji, innych kusi romans. Ludzie definiują moją powieść na wiele sposobów, charakterystycznych dla nich samych.

Jakie były Pani ulubione lektury jako nastolatki?

„Tree Grows in Brooklyn” Betty Smith, „Serce to samotny myśliwy” Carson McCullers, „Rok 1984” George’a Orwella, „Anna Karenina” Lwa Tołstoja, „Rzeźnia numer 5” Kurta Vonneguta, „Fałdka czasu” Madeleine L’Engle, „Władca much” Williama Goldinga, „Boris” Jaap ter Haara, „Germinal” Emila Zoli oraz „Dandelion Wine” Raya Bradbury’ego.


Redakcja FANBOOKA dziękuje za realizację wywiadu Scholastic Inc. – amerykańskiemu wydawcy książek z serii „Hunger Games” Suzanne Collins.

——