Amber Gold skażone czasem?

Po blisko trzech latach prokuratura dumnie obwieszcza zakończenie śledztwa dotyczącego Amber Gold. Prokuratorzy po nieustannie przedłużającym się postępowaniu zmniejszyli liczbę zarzutów wobec Marcina P. i jego żony. Sukces? Nic bardziej mylnego. Z majątku po parabanku pozostało niespełna 38 mln złotych, a nie jak zakładano przez cały okres śledztwa – 110 mln złotych. Obecna wizja kilkuletniego procesu sprowadza się w istocie do jednego – Amber Gold wraz z aktem oskarżenia pójdzie w zapomnienie. Czas, jakim zostanie skażona ta sprawa, zanim zacznie zakończona, prawdopodobnie skutecznie uniemożliwi poszkodowanym odzyskanie jakiejkolwiek części utraconych przez nich pieniędzy.

Prawie trzy lata Prokuratura Okręgowa w Łodzi prowadziła śledztwo w sprawie Amber Gold. Śledczy zapewniają, że na dniach do Sądu Okręgowego w Gdańsku powinien trafić akt oskarżenia przeciwko właścicielom parabanku.

Co ustalono?

Na ławie oskarżonych zasiądą prezes spółki Marcin P. oraz jego żona Katarzyna P. Prokuratura podaje, że to oni podczas trzyletniej działalności Amber Gold oszukali blisko 19 tysięcy osób będących klientami ich spółki, która doprowadziła do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie sięgającej prawie 851 mln złotych. Te dane znane były od dawna, jednak różnią się od danych ustalonych przez syndyka. Na liście złożonej w sądzie znajduje się 12 187 osób, które od małżeństwa P. domagają się łącznie kwoty 587 mln złotych. Wiadomo na pewno, że tych roszczeń nie uda się zaspokoić. Okazuje się bowiem, że po spieniężeniu majątku spółki syndykowi udało się zabezpieczyć zaledwie 37,4 mln złotych. A roszczenia poszkodowanych to nie wszystko. Do tego dochodzą przepisy prawa, które mówią, że pierwszeństwo w realizacji roszczeń mają: Skarb Państwa, któremu mają być wypłacone koszty postępowania upadłościowego, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, z którego odprawy i odszkodowania otrzymali byli pracownicy Amber Gold, ZUS oraz podatki i inne daniny publiczne. Dopiero potem – poszkodowani.

Podczas trwania śledztwa prowadzonego wspólnie z ABW przesłuchano około 20 tysięcy osób, głównie pokrzywdzonych, ale też pracowników parabanku oraz przedstawicieli Komisji Nadzoru Finansowego, Narodowego Banku Polskiego oraz pośredników finansowych. Wszystkie akta sprawy liczą ponad 16 tysięcy tomów. Głównym dowodem w sprawie jest licząca ponad 230 stron opinia finansowo-księgowa na temat spółki Amber Gold, sporządzona na polecenie prokuratury przez Ernst&Young Audyt Polska. To właśnie ta opinia w ocenie śledczych służy ustaleniu faktów, głównie tych, mówiących o sposobie finansowego działania spółki oraz o samodzielności całego przedsięwzięcia – zdaniem śledczych nie ma bowiem żadnych dowodów na to, by spółka była finansowana z zewnątrz.

Opinia na manowce

Na to, że będzie to opinia wiodąca dla całego śledztwa, z ogromnym znaczeniem dla powodzenia w wyjaśnieniu całej afery Amber Gold zwracaliśmy już uwagę w grudniu ubiegłego roku, kiedy pisaliśmy, że według łódzkiej prokuratury z opinii wydanej przez specjalistyczną firmę, która zbadała kompleksowo analizę finansowo-ekonomiczną spółki Amber Gold, wynika, że Marcin P. nie był wspierany finansowo z zewnątrz. Ta opinia biegłych jest niezwykle istotna w dalszej części śledztwa, może bowiem zaważyć na tym, czy w ogóle afera Amber Gold zostanie kiedykolwiek wyjaśniona.

Możliwe wsparcie z zewnątrz?

W grudniu ubiegłego roku pisaliśmy również o tym, że istotne dla całej sprawy mogą być pierwsze lokaty. W każdej piramidzie finansowej kluczową rolę odgrywają właśnie one. Pierwsze – czyli te, które jako jedyne mają szansę na całościowe powodzenie i otrzymanie odsetek. Drobne lokaty zwykłych klientów nie napędzają wzrostu i rozwoju przestępczego procederu. W tym przypadku w grę mogą wchodzić lokaty na wielomilionowe kwoty od osób, które mają zazwyczaj wiedzę tajemną o danym biznesie i są pewne, że ich zysk będzie w 100 procentach wypłacony. Powoduje to tym samym wielomilionowy zastrzyk, który może nakręcić kolejnych chętnych do powierzenia takiej spółce pieniędzy do obrotu na lokatach. To wiąże się też z tym, co w 2012 r. o lokatach mówił minister konstytucyjny rządu Donalda Tuska. Zwracano też uwagę na wątek opisany przez „Gazetę Polską Codziennie”, która ujawniła informację o inwestowaniu pieniędzy ze środków operacyjnych Agencji Wywiadu w lokaty Amber Gold. Jednak rzeczniczka MSW, która nadzoruje AW, Małgorzata Woźniak zaprzeczyła w tamtym czasie tym doniesieniom. Pamiętać jednak trzeba, że owe środki operacyjne służb wykorzystywane są do ich ustawowych zadań, a te są zawsze niejawne, przez co od razu nasunąć może się myśl, że środki te tak naprawdę nie podlegają żadnej kontroli. W tej sprawie zostało wszczęte postępowanie w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie z zawiadomienia byłego już posła PiS Tomasza Kaczmarka. Śledztwo prowadzone przez warszawską prokuraturę bada okoliczność defraudacji środków z funduszu operacyjnego należącego do Agencji Wywiadu. Śledztwo jest tajne i prokuratura na jego temat nie udziela żadnych informacji, jest nawet problem z otrzymaniem informacji o dacie, od kiedy jest prowadzone. Zniknęło kilka milionów złotych. Jeśli porównać to z „tajemnymi lokatami” Amber Gold, czy nie zachodzi podejrzenie faktycznego wykorzystania pieniędzy służb do uruchomienia gdańskiego parabanku? Dla prokuratorów powinien to być jakiś sygnał, że coś w tej sprawie może być nie tak. Prokuratorzy powinni w pierwszym zakresie ustalić daty powstania tych pierwszych znaczących lokat i możliwie jak najbardziej dokładny czas, kiedy zorientowano się w Agencji Wywiadu, że być może ktoś zdefraudował tak pokaźną kwotę pieniędzy. Widać, że teza ta na pewno przez śledczych nie była badana. Śledczy mają do tego podstawę, powołując się na opinię sporządzoną na ich zamówienie przez Ernst&Young Audyt Polska, jakoby szefostwo Amber Gold samo wypracowało tak duże obroty, zaczynając – jak podawali w jednym z wywiadów – od kwoty kilkuset złotych i roznoszenia ulotek. W trzy lata zbudowali imperium lokatowe w Polsce. Trudno w to jednak uwierzyć osobom, które choć trochę mają pojęcie o rozpoczynaniu tak poważnego i ogromnego przedsięwzięcia.

Mniej zarzutów

W całej sprawie może dziwić inny fakt, że oprócz oskarżenia małżeństwa P. nikomu innemu z kierownictwa spółki nie postawiono zarzutów. A przecież w spółce działała rada nadzorcza, zatrudnieni byli dyrektorzy od poszczególnych pionów zarządzania tym całym procederem. Prokuratura jednak, co wynika z ostatnich komunikatów, nie dopatrzyła się przestępstw w Amber Gold popełnionych przez inne osoby. Mało tego, śledczy ostatecznie zdecydowali się zmniejszyć liczbę zarzutów wobec Marcina P. i Katarzyny P. Do tej pory na Marcinie P. ciążyło 25 zarzutów, a jego żona obwiniana była o 17 przestępstw.

Jak informuje prokurator Krzysztof Kopania, po ostatecznej modyfikacji i przypisaniu niektórych czynów do zarzutu oszustwa i działalności parabankowej Marcin P. odpowie w sumie za cztery, a jego żona za dziesięć przestępstw. Obojgu grozi 15 lat więzienia. Łódzki śledczy informuje również, że oboje działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili sobie z tej działalności stałe źródło dochodu. Oprócz oszustwa znacznej wartości zarzuca się im także m.in. pranie brudnych pieniędzy. Zdaniem Krzysztofa Kopani pieniądze wyłudzone od klientów parabanku podejrzani wielokrotnie przelewali na różne konta bankowe i pod różnymi tytułami, po to, by utrudnić określenie ich pochodzenia. – Pozostałe zarzuty to podrobienie dokumentów i wyłudzenie poświadczenia nieprawdy, a także naruszenie przepisów kodeksu spółek handlowych – dodaje Kopania. Marcin P. odpowie również m.in. za naruszenia ustawy o rachunkowości czy też przepisów Kodeksu spółek handlowych.

Śledztwo w rozkroku?

Prokuratura nie podaje informacji o śledztwach pobocznych, jeśli takowe w ogóle są prowadzone. Przynajmniej nic istotnego o nich nie wiadomo. I w sumie trudno też z tego powodu prokuraturze czynić zarzut. Nie wiemy jednak, czy kwestie związane na przykład z upadkiem linii lotniczych OLT Express prowadzone są w śledztwie głównym, co wydaje się mało prawdopodobne czy w oddzielnym postępowaniu. Wszystko wskazuje na to, że tego śledztwa po prostu nie ma. W przypadku pojedynczych zarzutów o mniejszym ciężarze gatunkowym stawianych Marcinowi P. dotyczących m.in. naruszenia Ustawy o rachunkowości czy też przepisów Kodeksu spółek handlowych, podjęte zostaną odrębne decyzje i śledztwo w tym zakresie prawdopodobnie zostanie umorzone. Podejrzani Marcin P. i Katarzyna P., którzy przebywają w odrębnych aresztach, zapoznali się z interesującą ich częścią akt sprawy, złożyli też wnioski dowodowe, które śledczy częściowo uwzględnili. Wcześniej przez dwa miesiące Marcin P. – jak wynikało z opinii biegłych psychiatrów – nie mógł zapoznawać się z aktami ze względu na stan zdrowia. Groziło to przedłużeniem śledztwa. Zbiegło się też z medialnymi doniesieniami, że żona Marcina P., przebywając w areszcie zaszła w ciążę W sprawie ciąży Katarzyny P. prowadzone ma być odrębne śledztwo. Małżonkowie P. pieniądze pozyskane z lokat wydawali na rozmaite cele, np. na działalność lotniczą, w tym na finansowanie linii OLT Express, w których głównym inwestorem była spółka Amber Gold. Na ten cel przeznaczono prawie 300 mln zł – ponad 214 mln zł wydano na bieżącą działalność spółki, zakup nieruchomości i pojazdów oraz reklamę. Część pieniędzy została przeznaczona na wynagrodzenia za pracę. Z opinii dotyczącej spółki przywoływanej przez prokuraturę wynika, że prezes Amber Gold i jego żona wypłacili sobie z tytułu wynagrodzenia za pracę oraz zlecenia w sumie 18,8 mln złotych „pensji”. Pieniądze były przeznaczane na zakup samochodów i nieruchomości. Śledczym udało się ustanowić hipoteki na czterech nieruchomościach o wartości kilku milionów złotych i zabezpieczyć 250 tys. złotych. Niezależnie od tego śledczy przekazali syndykowi spółki milion złotych w gotówce i 57 kg złota, wycenionego na ponad 9,3 mln złotych, które zabezpieczono w ramach śledztwa. Według prokuratury nie ma dowodów na to, że spółka transferowała pieniądze za granicę.

Tajemne strony Amber Gold

Afera Amber Gold na światło dzienne wychodziła w ogromnych bólach. Dziennikarze śledczy „Superwizjera”, flagowego programu stacji TVN, posiadając informacje o Amber Gold i specyfice lokat, jakie oferowano klientom, nie podjęli tematu. Dziennikarz śledczy Witold Gadowski – niegdyś szef telewizyjnej Jedynki napisał o tym artykuł. Wynikało z niego, że dziennikarze z pełną premedytacją zaprzestali interesowania się sprawą oszustw Marcina P. i jego firmy. Grupa poszkodowanych przez Amber Gold na podstawie informacji ujawnionych przez Gadowskiego wniosła do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z paragrafu 119 Kodeksu karnego, który mówi o naciskach i kryminalnych próbach wpływania na zachowanie innych osób. – Co się stało dalej z tym śledztwem, nie wiem, nie zostałem poinformowany w tej sprawie – mówił w grudniu 2014 r. w rozmowie z „Gazetą Finansową” Witold Gadowski. Sama prokuratura nie udziela informacji w tej sprawie. Inną istotną rzeczą, którą dziennikarze pomijają, jest to, że Marcin P. był sponsorem cyklu programów w paśmie porannym wspomnianej już stacji – pod tytułem „Wniebowzięte” przeprowadzono casting, w którym nagrodą główną było otrzymanie pracy stewardesy w OLT Express – liniach lotniczych, których głównym udziałowcem było Amber Gold. Co ciekawe, na archiwalnych stronach internetowych TVN o „Wniebowziętych” próżno szukać informacji, w jakich liniach lotniczych pracę miała dostać zwyciężczyni konkursu. Całość emisji tego programu, będącego zarazem reklamą nowych wtedy linii lotniczych, kosztowała ponad 20 mln złotych – takie informacje przekazała osoba związana ze spółką Marcina P. Do tego wszystkiego należy dodać zachowania prokuratury i urzędników. Liczne nieprawidłowości w gdańskiej prokuraturze spowodowały, że po zawiadomieniach KNF nikt z tamtejszych śledczych nie kwapił się do wszczęcia śledztwa. Od września 2012 r. prowadzi je Prokuratura Okręgowa w Łodzi wspólnie z ABW. Te dziwne zbiegi okoliczności, jak choćby brak odpowiedniego wpisania spółki Amber Gold do systemu ewidencjonowania podatkowego, opóźniały tak naprawdę wykrycie przestępstwa małżeństwa P. Takich sytuacji było w całej sprawie o wiele więcej. Jest też kwestia przyznania licencji lotniczej dla spółki OLT Express. Kiedy prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego wykrył nieprawidłowości, natychmiast został zwolniony przez ówczesnego ministra Sławomira Nowaka. Tych wątków prokuratura nie bada, a one mogłyby doprowadzić do parasola ochronnego nad parabankiem, bo to, że taki był, chyba nikt nie ma wątpliwości.

Nie ma szans na to, by uruchomić tak ogromne finansowe przedsięwzięcie bez służb, które powinny mieć wiedzę na ten temat. Czy miały? Może proces sądowy to wykaże, choć jest to bardzo wątpliwe. Poszkodowani mają przed sobą wizję kilkuletniego procesu.