Argentyna stawia na zmiany

Wydawało się, że kirchneryzm stanie się tak samo istotnym zjawiskiem dla Ameryki Południowej, jak w poprzednim stuleciu peronizm, jednak Argentyńczycy zdecydowali się odsunąć od władzy tamtejszą „pierwszą rodzinę”. Nowym prezydentem państwa został Mauricio Macri, burmistrz Buenos Aires określający się jako konserwatywny liberał. Czy nad La Platą nastaną mniej populistyczne rządy?

Kibic po przejściach

56-letni lider partii Propozycja Republikańska 23 listopada zdobył prawie 52 proc. głosów w wyborach, pozostawiając w pokonanym polu gubernatora prowincji Buenos Aires Daniela Scioliego z Frontu na Rzecz Zwycięstwa. Oficjalnie objął urząd 10 grudnia. Ten syn włoskich emigrantów ma za sobą burzliwe doświadczenia życiowe. W 1991 r., kiedy był już znaczącym w branży samochodowej, budowlanej i finansowej biznesmenem, został porwany dla okupu przez skorumpowanych policjantów. Jego ojciec Francisco, majętny deweloper, w zamian za wolność syna musiał zapłacić 6 mln USD. Od tego czasu Macri postanowił walczyć z patologiami w administracji.

Polityk zdobył duży rozgłos, sprawując w latach 1996-2008 z sukcesami funkcję prezesa sławnego klubu piłkarskiego „Boca Juniors”. Z trzech związków małżeńskich dochował się czwórki dzieci. Wbrew stereotypowi latynoamerykańskich przywódców, nie jest charyzmatycznym mówcą. Zwolenników zjednywał sobie przede wszystkim menedżerskim profesjonalizmem. Po ogłoszeniu wyników wyborów zadeklarował, że głównymi priorytetami jego prezydentury będą wzrost gospodarczy, walka z narkobiznesem i obrona demokracji.

Cienie barwnej epoki

Zwycięstwo Macriego kończy 12 lat rządów nieżyjącego już Néstora i jego żony Cristiny Fernández de Kirchner. Ci wywodzący się z peronistowskich kręgów politycy zdobyli poparcie społeczne dzięki zakrojonym na szeroką skalę programom socjalnym, które umożliwiły tysiącom Argentyńczyków łagodne wyjście z druzgocącego kryzysu gospodarczego lat 2001/02. Budowa państwa opiekuńczego nie była jednak przepisem na długotrwałą stabilizację. Obecnie amerykańska republika boryka się z dwucyfrową inflacją (prawdopodobnie rządowe dane o 11 proc. nie są wiarygodne), galopującymi cenami artykułów pierwszej potrzeby oraz wysokimi kosztami obsługi sektora publicznego. Kirchnerowie byli także awanturnikami w polityce zagranicznej. Nie tylko wspierali na arenie międzynarodowej komunizującą Wenezuelę, lecz także dążyli do konfrontacji w trwającym od wielu dekad sporze z Wielką Brytanią o archipelag Falklandów (Malwinów). Poprzednia prezydent była oskarżana o ukrywanie prawdy o samobójczym ataku bombowym na centrum żydowskie w Buenos Aires, w którym w lipcu 1994 r. zginęło 85 osób, a ponad 300 zostało rannych. Dowody przemawiają za odpowiedzialnością działającego na polecenie władz Iranu Hezbollahu. Badający tę sprawę prokurator Alberto Nisman zginął w tajemniczych okolicznościach w styczniu 2015 r.

„Różowy prąd” wysycha?

Macri zapowiada działania w sojuszu z USA oraz inne posunięcia, jakich można by spodziewać się po prawicowym polityku: przyjaźniejszą postawę w stosunku do zagranicznych inwestorów, czy odstąpienie od dotowania z budżetu znacjonalizowanych przez Kirchner linii lotniczych Aerolineas Argentinas czy koncernu paliwowego YFP. Jednocześnie deklaruje pozostawienie na dotychczasowym poziomie emerytur i innych świadczeń socjalnych. Na razie trudno powiedzieć, czy uda mu się dotrzymać wszystkich obietnic, jednak biorąc pod uwagę jego sukcesy jako zwierzchnika lokalnego rządu, można oczekiwać sprawnego zarządzania.

Wybór Macriego może mieć również międzynarodowe reperkusje, ponieważ Argentyna nie jest jedynym krajem regionu przeżywającym rozczarowanie lewicowymi rządami. W niedzielę 13 grudnia ulicami Sao Paulo wstrząsnęła wielotysięczna demonstracja niezadowolonych z prezydentury Dilmy Rousseff. W parlamencie trwa procedura jej impeachmentu, a organizatorzy protestów zapowiadają ich intensyfikację na początku 2016 r. Brazylijczycy mają dość najdotkliwszej od 25 lat recesji i skandalu w korupcyjnego w naftowej firmie Petrobras.

Także grudniowe wybory parlamentarne w Wenezueli po raz pierwszy od 16 lat wygrała opozycja. Czyżby Ameryka Południowa dostrzegła wreszcie, że „boliwarianizm” w wersji Hugo Chaveza nie jest receptą na budowę społecznej utopii?

k.kuczma@gazetafinansowa.pl

——

 

 
Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN