Azjatycki rynek poważnym wyzwaniem dla Polski

Z Radosławem Pyffelem, prezesem Centrum Studiów Polska-Azja (CSPA), rozmawiał dr Kordian Kuczma

Jak Pan ocenia niedawną decyzję o wejściu Polski do Azjatyckiego Banku Inicjatyw Infrastrukturalnych (AIIB)?

To niewątpliwie odważne posunięcie. Pokazaliśmy w ten sposób, że dostrzegamy zmiany zachodzące w ładzie międzynarodowym – coraz mocniejsze przesuwanie się środka ciężkości światowej gospodarki z Atlantyku nad Pacyfik. Można dopatrywać się tu odstępstwa od tradycyjnej linii naszej polityki zagranicznej, ponieważ wśród 57 sygnatariuszy porozumienia obok niektórych państw Unii jest Rosja, a jego zdecydowanym przeciwnikiem są broniące zbudowanego przez siebie ładu z Bretton Woods Stany Zjednoczone. Oczywiście taka reorientacja wiąże się z ryzykiem, ponieważ nasz wschodni sąsiad posiadając status państwa azjatyckiego, będzie mógł pobierać kredyty ze wspólnej kasy. Nie można więc wykluczyć, że w ten sposób znalazł sobie wygodny instrument finansowania wspólnej polityki.

Czyli nie było warto ryzykować?

Najogólniej rzecz biorąc, to dobra decyzja rządu RP, szczególnie z racji konieczności poszukiwania przez nasze firmy nowych rynków zbytu w świetle kryzysu UE i niepokojów na Ukrainie. Mimo swojego geopolitycznego znaczenia, trudno jednak uznać za sukces samo wstąpienie do banku. Aby przystąpić do tego projektu wystarczyło bowiem podjąć tę odważną decyzję i wpłacić 800 mln USD w pięciu ratach, co daje RP jeden proc. udziałów w AIIB. Jak sama nazwa wskazuje, Bank będzie chciał wykorzystać rozwój gospodarczy w Azji, który potrwa jeszcze przynajmniej kilka dekad, i realizować ambitne projekty infrastrukturalne. Szacuje się, że w samym okresie 2010-2020 pochłoną one 8 bln USD, z czego sam projekt towarowych połączeń kolejowych „Nowy Jedwabny Szlak” ma kosztować kilkadziesiąt miliardów USD, z tym, że to tylko część koncepcji rozbudowy komunikacji między kontynentami. Polska niewątpliwie jest zbyt dużym krajem, aby nie próbować wziąć udziału w podziale tego „tortu”.

Czyli opłaca się dołączyć do AIIB na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy?”

W pewnym zakresie będziemy mogli liczyć na priorytetowe traktowanie jako jedyny członek-założyciel AIIB z Europy Środkowo-Wschodniej. Najważniejsze pytanie brzmi: czy nasze firmy sprostają konkurencji z podmiotami z innych państw? Można zastanawiać się, czy kiedy skończą się unijne dotacje, polski biznes okaże się globalnie konkurencyjny. Na razie brakuje pomysłu na politykę wzmacniającą globalny potencjał poszczególnych gałęzi rodzimej gospodarki. Samo podpisywanie porozumień o strategicznej współpracy z innymi krajami nie rozwiąże tego problemu. W kontekście AIIB dużą nadzieją może być globalny polski producent chemii budowlanej Selena FM SA z Wrocławia. Dla innych podmiotów, które spróbują iść w jej ślady, będzie to poważne wyzwanie.

Plany biznesmenów są na pewno ambitne, ale czy Polacy będą potrafili nawiązać dialog z przedstawicielami zupełnie innej kultury?

– Nie obawiałbym się, że kontakty obydwu stron zakończą się takim wzajemnym rozczarowaniem, jak głośna sprawa Covecu. Można żałować, że polskie firmy rzadko zatrudniają rodzimych absolwentów coraz modniejszej sinologii, którzy pomogliby im w sprawnej komunikacji z partnerami. Co roku przybywa ich około kilkuset i najczęściej znajdują zatrudnienie w zagranicznych koncernach poza Polską. Trudno zrozumieć także dość powszechne przekonanie niektórych naszych przedsiębiorców, a szczególnie ludzi nauki, że Chińczycy czekają na nasze usługi z otwartymi rękami. Dowodzi to zupełnego niezrozumienia obecnego globalnego znaczenia tego kraju, który nie potrzebuje od nas lekcji rzeczywistego czy rzekomego sukcesu, tylko produktów, których nie jest w stanie im zaproponować nikt inny. Zapomina się także, że nie da się handlować z Azjatami wydając jedynie dyspozycje z polskiej centrali.

Jak walczyć z powielaniem takich błędów?

Na ocenę polskiego udziału w AIIB przyjdzie czas za około dwa lata, kiedy zakończy się pierwsza fala przetargów, w której będą uczestniczyć nasze firmy. Na razie potrzebna jest skuteczniejsza polityka informacyjna, ponieważ można odnieść wrażenie, że niewiele spółek jest świadomych pojawienia się dla nich takiej szansy na rozwój, a także dla całego kraju – na ucieczkę z „pułapki średniego dochodu”. Nie chcemy przecież, aby jedynym rezultatem nowej płaszczyzny kontaktów był dalszy zalew chińskiego eksportu oraz okazje dla biurokratów do spotkań. Rząd powinien wytypować globalnych czempionów, którzy będą w stanie pokonać rywali z Francji czy Niemiec w walce o kontrakty. Tylko czy jest na to szansa? Czas pokaże.

Radosław Pyffel – prezes think tanku Centrum Studiów Polska-Azja, dziennikarz, publicysta, doradca biznesowy, wykładowca akademicki (m.in. Wyższa Szkoła Biznesu w Nowym Sączu, Wyższa Szkoła Europejska im. Tischnera w Krakowie). Absolwent socjologii na Uniwersytecie Warszawskim, stypendysta Uniwersytetu Pekińskiego i Uniwersytetu Sun Yat-sena w Kantonie. Autor książek: „Chiny w roku olimpiady”, „Chińska ruletka. Olimpiada i co dalej?” oraz „Jak osiągnąć sukces w Chinach?”

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN