Bałtyk pełen okrętów. Dlaczego nie polskich?

Rezygnację przez ministra obrony narodowej z kontynuacji projektu budowy korwety wielozadaniowej typu 621 „Gawron” można krytykować z wielu względów. Tym bardziej dziwi, że przez niektóre środowiska została ona przyjęta ze zrozumieniem.

Aby uświadomić sobie negatywne implikacje tej decyzji, nie trzeba wdawać się w być może dla niektórych abstrakcyjne dywagacje na temat roli marynarki wojennej w polskiej doktrynie militarnej oraz realizacji naszych obowiązków w ramach NATO. Wystarczająco wymowne wydaje się porównanie porażki tego programu z osiągnięciami innych państw basenu Morza Bałtyckiego w unowocześnianiu ich flot.

Najpewniejsi sojusznicy
Nie myślę w tej chwili o dwóch najsilniejszych marynarkach regionu, czyli niemieckiej i rosyjskiej, m.in. dlatego, że trudno powiedzieć, na ile oszczędności w wysokości 11,3 mld dol., wprowadzone przez naszego zachodniego sąsiada w 2010 r. pod wpływem kryzysu finansowego, w dłuższym okresie czasu zaważą na kondycji tamtejszej floty. Niewykluczone, że cięcia posłużą przede wszystkim jako okazja do pozbycia się drogich w utrzymaniu starszych okrętów (Gepard FAC, łodzie podwodne typu 206A) i wprowadzenia oszczędniejszych nowoczesnych technologii. W przypadku Rosji można mówić o odwrotnej tendencji – kraj ten dużym nakładem środków stara się powstrzymać narastającą w latach 90. erozję sprzętu, pamiętającego czasy „zimnej wojny”. Wprawdzie główny nacisk w budżecie militarnym na lata 2007-15, którego 40 proc. przeznaczone jest na siły morskie, spoczywa na budowie atomowych łodzi podwodnych klasy Boriej, które zasilą Floty: Północną i Pacyfiku oraz pocisków balistycznych Buława, jednak w planach nie zapomniano także o innych typach okrętów i Flocie Bałtyckiej. Rosyjski minister obrony Siergiej Iwanow wymownie nazwał ją: „wysuniętą pięścią Rosji w Europie Środkowej”. Od kilku lat w stoczniach Sankt Petersburga, a także Kaliningradu trwa realizacja projektu budowy nowoczesnych korwet typu 20?380, fregat typu 11?356 (także na eksport do Indii) oraz łodzi podwodnych 677 Lada. Zakładany czas budowy jednej fregaty to 2,5 roku – wielokrotnie krócej niż niedokończona budowa „Gawrona”. Jeżeli założenia te zostaną zrealizowane, nowego sensu nabiorą słowa Dmitrija Rogozina z 2002 r. o rosyjskiej armii i flocie, jako dwóch najpewniejszych sojusznikach Rosji.

Visby i Gotland
Porównywanie Polski do krajów o znacznie wyższym produkcie krajowym brutto lub systemie politycznym ze swej istoty ułatwiającym militarną mobilizację, może wydawać się nieuczciwe. Jak jednak wytłumaczyć techniczną zapaść rodzimej floty na tle innych państw basenu Morza Bałtyckiego, o niższych od polskiego budżetach przeznaczonych na obronę narodową? Wydatki RP na wojskowość w 2009 r. przewyższały prawie dwukrotnie szwedzkie (ponad 10 mld dol. w porównaniu z 6,1 mld), a ponad dwukrotnie – duńskie i fińskie (odpowiednio 4,5 i 3,8 mld dol.). Tylko u nas stanowiły one około 2 proc. PKB. Tymczasem wszystkie trzy państwa skandynawskie mogą się pochwalić pokaźnymi ilościowo i jakościowo marynarkami wojennymi. Szwedzi mają do dyspozycji 11 korwet, w tym 5 nowoczesnej klasy Visby. Przy ich projektowaniu wykorzystano redukujące możliwość wykrycia przez radary techniki stealth, m.in. używając polichlorku winylu, włókna węglowego i laminatów winylu zamiast stali przy budowie kadłuba. W latach 90. do służby weszły tam trzy łodzie podwodne klasy Gotland – pierwsze na świecie nieatomowe okręty tego typu wyposażone w system napędowy AIP, umożliwiający im pozostawanie pod wodą nawet przez kilka tygodni. Jedna z nich, również nosząca nazwę Gotland, w latach 2005-07 podlegała wypożyczeniu przez flotę amerykańską. W tym czasie zdobyła znaczny rozgłos dzięki wykonaniu zdjęć lotniskowca USS Ronald Reagan podczas ćwiczeń. W ten sposób udowodniła, że jest w stanie zbliżyć się do okrętu tej klasy na odległość umożliwiającą jego zatopienie. Kraj ten posiada także dwie łodzie podwodne klasy Södermanland, 11 trałowców oraz liczne okręty pomocnicze. O jakość wyposażenia od lat dba marynarka fińska, w tej chwili pozostająca w trakcie wymiany swoich 13 trałowców na nowsze modele (klasa Katanpaa). Następnym etapem zmian ma być zastąpienie trzech minowców i połowy z ośmiu przystosowanych do szybkiego ataku okrętów rakietowych, nowymi wielozadaniowymi jednostkami. Posiadający wielowiekowe tradycje morskie (co znajduje odbicie w nazwach ich okrętów) Duńczycy, pozbywając się wodowanych w latach 70. korwet i okrętów patrolowych, hołdują zasadzie „mniej a lepiej”. W porównaniu z naszym stanem posiadania ich 6 fregat, 4 korwety i 15 patrolowców robi jednak wrażenie.

Sarmaci bez szabel
Na pewno warto byłoby zastanowić się, dlaczego architekci polityki obronnej innych państw regionu nie ulegają często wysuwanym w polskich dyskusjach argumentom o niewielkich rozmiarach i głębokości Morza Bałtyckiego oraz braku możliwych zagrożeń w tym akwenie. Tę drugą tezę próbowałem zresztą zbić w kontekście piractwa w numerze 45/2011 „Gazety Finansowej”. Nie sądzę, aby chodziło jedynie o względy reprezentacyjne albo nawiązanie do dumnej historii, co często imputuje się zwolennikom wzmocnienia polskiej floty. Można odnieść wrażenie, że mamy w Polsce do czynienia z renesansem sarmackich tez z przełomu XVII i XVIII w., według których słabość militarna jest naszym atutem, ponieważ nie prowokuje przeciwników do ataku. Hołdowanie im może za jakiś czas przynieść tak opłakane skutki, jak dwieście lat temu…

Autor jest analitykiem Instytutu Jagiellońskiego ds. obszaru postradzieckiego i polityki historycznej.

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN