Błąd w sztuce

Czy Barbara Blida rzeczywiście chciała popełnić samobójstwo? Czołowym polskim mediom mainstreamowym umyka jeden niezwykle istotny fakt: broń, z której strzelała Blida, nie była wyposażona w ostrą amunicję. Teza o samobójczych intencjach byłej minister budownictwa jest więc co najmniej niepewna.
Roman Mańka – Trop w tej sprawie mógł zdaniem prokuratorów prowadzić nawet do nielegalnego finansowania kampanii wyborczej prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. W grę wchodziły podejrzenia o korupcję na wielką skalę. Restrukturyzacja prowadzona w polskim górnictwie od początku lat 90. zrodziła zjawisko tzw. mafii węglowej. Mieli być w nią uwikłani ministrowie, politycy, biznesmeni; w sumie wiele znanych nazwisk polskiego życia publicznego. Barbarę Blidę obciążyła w zeznaniach Barbara Kmiecik, bizneswoman zajmująca się pośrednictwem w handlu węglem; swego czasu notowana wg rankingu tygodnika „Wprost” w gronie stu najbogatszych Polaków, nazywana potocznie śląską „Alexis”. Zgodnie z jej relacjami Blida rzekomo pośredniczyła w przekazaniu łapówki, opiewającej na kwotę 80 tys. zł. 25 kwietnia 2007 r. o szóstej rano w domu Blidów w Siemianowicach Śląskich pojawili się funkcjonariusze ABW, w celu aresztowania podejrzanej kobiety i doprowadzenia jej na przesłuchanie. Jednak chwilę później Blida już nie żyła, prokuratura nie zdążyła postawić jej zarzutów. Wg oficjalnej wersji skorzystała z możliwości wyjścia do toalety i właśnie wówczas śmiertelnie postrzeliła się z rewolweru Astra 680. Czy tak było naprawdę?

Bezpieczna broń
W przekazie medialnym dominuje narracja, jakoby Blida popełniła samobójstwo w wyniku represji ze strony organów ścigania karnego, których eskalacja przypadła na czas rządów PiS. W języku kolokwialnym mówi się nawet o zaszczuciu byłej prominentnej działaczki śląskiego SLD. Jednak media swoistym tabu owiały jeden niezwykle istotny fakt. Nie został on nigdy wystarczająco wyeksplikowany. Słabym punktem hipotez o samobójczej śmierci Barbary Blidy jest okoliczność, że strzelała ona do siebie z broni niewyposażonej w ostrą amunicję. W pistolecie Astra 680, z którego śmiertelnie postrzeliła się Blida, załadowane były tzw. naboje obezwładniające, zaliczane do arsenału amunicji bezpiecznej. Podobna broń jest używana często przez służby prewencyjne do neutralizowania zamieszek. Wśród części ekspertów nie cieszy się ona dobrą opinią, ze względu na niewystarczającą skuteczność. Czy ktoś planujący samobójstwo, mógł wybrać tego rodzaju narzędzie śmierci? Osoba zamierzająca z premedytacją targnąć się na swoje życie, musiałaby dokładnie znać mechanizm działania bezpiecznej amunicji. Pociski obezwładniające są zupełnie niegroźne przy wystrzale z dalszej odległości. Jednak używane z bliskiego dystansu mogą w pewnych przypadkach spowodować skutek śmiertelny. Jedną z takich sytuacji jest strzał wykonany bezpośrednio w splot słoneczny. Blida mogła o tym nie wiedzieć. Chwyciła ze rewolwer w przeświadczeniu, że ślepe naboje nie wyrządzą jej wielkiej krzywdy. Wówczas byłby to po prostu tragiczny błąd w sztuce, nieszczęśliwy wypadek, do którego doszło przy mistyfikacji samobójstwa. Takie wytłumaczenie zmniejsza prawdopodobieństwo obecności w postępowaniu Blidy autentycznych motywów samobójczych, ale ich do końca nie eliminuje. Możliwa jest bowiem sytuacja, że Blida chciała faktycznie popełnić samobójstwo, nie znając specyfiki amunicji chwyciła za bezpieczną broń, która nie powinna spowodować śmierci, jednak postrzał był na tyle niefortunny, że w ostatecznym rozrachunku samobójcze intencje w sposób dość paradoksalny ziściły się w rzeczywistości.

Poziom świadomości
Kluczem do rozwikłania tej sprawy jest stopień wiedzy, jaki Barbara Blida posiadała w zakresie działania bezpiecznej amunicji. Tego jednak już nigdy się nie dowiemy. Nie istnieje możliwość badania świadomości osoby zmarłej. Można jedynie przyjąć trzy główne hipotezy. Konstrukcja każdej z nich oparta jest na gradacji wiedzy Barbary Blidy na temat bezpiecznej amunicji.
Jeżeli Blida nie znała mechanizmu działania pocisków obezwładniających (możliwe jest nawet, że nie posiadała świadomości, iż tego typu naboje załadowane są w pistolecie należącym do jej męża) mogła faktycznie pociągnąć za spust rewolweru z zamiarem samobójstwa i paradoksalnie poprzez niefortunny postrzał doprowadzić do skutku śmiertelnego.
Jeżeli znała sposób funkcjonowania tego rodzaju broni tylko oględnie, powierzchownie, na poziomie ogólnym, nie wiedząc, że pociski obezwładniające przy użyciu z bliskiej odległości zabijają, mogła jedynie symulować samobójstwo. W tym przypadku osiągnęłaby efekt dalej idący od zamierzonego. Ludziom może się czasami wydawać, że używają bezpiecznego narzędzia, które przy zaistnieniu pewnych niefortunnych okoliczności powoduje skutek śmiertelny.
Wreszcie, jeżeli Barbara Blida posiadała wysoki poziom świadomości w zakresie działania bezpiecznej amunicji, zdawała sobie sprawę, że naboje obezwładniające wystrzelone z niewielkiego dystansu mogą zabić, wówczas trzeba przyjąć, że rzeczywiście chciała się zabić, chwyciła za broń z zamiarem samobójstwa.
Trudno ocenić prawdopodobieństwo pierwszego i drugiego wariantu. Do każdej z tych wersji należy podchodzić z dużą ostrożnością. Trzeci scenariusz nastręcza dodatkową wątpliwość. Osoba posiadająca dobre obeznanie w zakresie amunicji, o ile nie nabyła tej wiedzy rutynowo lub poprzez swego rodzaju hobby, musiała przez dłuższy czas planować samobójstwo. Ale Barbara Blida działała w sytuacji spontanicznej. W uproszczeniu pytanie sprowadza się do kwestii, czy wiedziała, że postrzał dokonany przy użyciu pocisków obezwładniających, z niewielkiej odległości, może być śmiertelny?

Czas pracuje dla podejrzanych
Wejście funkcjonariuszy ABW, policji czy innych służb do prywatnego domu o szóstej rano jest zawsze sytuacją spontaniczną. Barbara Blida znalazła się w obliczu spontanicznych okoliczności, jednak w jej postępowaniu ujawnia się pewne wyrachowanie. Najpierw zwleka z otworzeniem drzwi funkcjonariuszom ABW, następnie wykonuje telefon do swojej adwokat. Wyraźnie gra na czas. Oczywiście podejrzani mają prawo do tego typu postawy, tym bardziej gdy są nachodzeni o świcie przez służby specjalne, ale cechy tych zachowań należy również analizować pod kontem uchwycenia prawdziwych intencji działającego, który miał właśnie zostać aresztowany, zaś chwilę później popełnił samobójstwo. Są one istotne z punktu widzenia oceny racjonalności podejmowanych poczynań. W postępowaniu Barbary Blidy ujawnia się pewna sprzeczność. Wejście do toalety i chwycenie za rewolwer jest dopiero trzecim ruchem. Jest to krok niespójny w kontekście wcześniejszych działań. Osoba planująca samobójstwo, tym bardzie, jeżeli znajduje się w sytuacji spontanicznej, nie wzywałaby wcześniej adwokata. Po co komuś, kto powziął już wobec siebie ostateczne decyzje, pomoc prawna? Z perspektywy zamiarów samobójczych jest to działanie niespójne, nieracjonalne. W tym przypadku bardziej zrozumiały byłby telefon do przedstawicieli innych profesji.
W ramach debaty publicznej często deprecjonuje się w Polsce czynności polegające na aresztowaniu podejrzanych o szóstej rano. W mediach przeprowadzono potężną kampanię propagandową na rzecz obnażenia takich praktyk. Jednak z punktu widzenia pragmatyki pracy operacyjnej i dobra śledztwa tego typu działania posiadają pewien sens. Świadek prezentuje o wiele większą skłonność do zeznawania prawdy przed organami ścigania karnego w sytuacji, kiedy nie pozostawi mu się zbyt wiele czasu na myślenie. Osoba, która nie posiada starannie przygotowanej fałszywej wersji przebiegu wydarzeń, wyjawi tę, która jest prawdziwa albo po prostu będzie chaotycznie kłamać, popadając w łatwe do wychwycenia sprzeczności. Obydwa scenariusze są korzystne dla czynności śledczych. Determinacja do mówienia prawdy świadków lub podejrzanych, którzy zostali wyrwani nagle z miru domowego (wręcz z łóżka) jest o wiele większa niż w przypadku, gdy wzywa się ich na przesłuchanie z 7-dniowym wyprzedzeniem. Czas pracuje zazwyczaj na niekorzyść wymiaru sprawiedliwości, a na korzyść podejrzanych. Każda upływająca minuta to swoisty bonus dla osób mających coś do zatajenia. Podejrzani o różne przestępstwa doskonale zdają sobie sprawę z tego faktu. Widzą, że wskazówki zegara przesuwają się dla nich. Mogą wówczas wymyślać różne przekonujące wersje fałszywych zeznań, tworzyć własne opowieści, pozyskiwać alibi. To właśnie dlatego, gdy w ręce organów ścigania trafia jedna osoba uwikłana w jakieś przestępcze powiązania, pozostałe robią wszystko, aby ją jak najszybciej wydobyć na wolność.

Racjonalność substytutem prawdopodobieństwa
Zachowania Barbary Blidy w tragicznym momencie nie da się wyjaśnić w sposób empiryczny, w kategoriach procesowych. Jednak można podjąć próbę interpretacji jej postępowania poprzez stworzenie hipotetycznych modeli ewentualnych postaw i oceny ich racjonalności. Z kolei stopień racjonalności poszczególnych poczynań, przekaże nam pośrednio informację o ich poziomie prawdopodobieństwa. Co mogło być rzeczywistym celem działania Barbary Blidy? Czy faktycznie weszła do toalety z zamiarem samobójstwa?
Hipoteza o samobójstwie jest niespójna z wcześniejszym zachowaniem Blidy. Kilka chwil przed śmiercią wykonała ona telefon do swojej adwokat i poprosiła ją o przybycie na miejsce czynności ABW, czyli do domu Blidów w Siemianowicach Śląskich. W tym punkcie pojawia się sprzeczność w postępowaniu Blidy. Chęć skorzystania z pomocny prawnika traci racjonalność w kontekście samobójstwa popełnionego chwilę później oraz faktu, że postrzału dokonano z tzw. bezpiecznej amunicji. Sekwencja tych wydarzeń nie koresponduje ze sobą. Jednak brak racjonalności w zachowaniach konkretnego człowieka może czasami występować jedynie na poziomie subiektywnym, w sferze postrzegania jego poczynań przez obserwatorów, gdy dokonywana jest zła ocena celów stawianych sobie przez działającą osobę. To co jest niezrozumiałe na zewnątrz może być całkowicie logiczne z punktu widzenia wewnętrznych zamierzeń człowieka, kreującego odpowiednie poczynania. Żeby zlikwidować dysonans pomiędzy zewnętrznym wymiarem postrzegania (interpretacji zachowań) a wewnętrzną przestrzenią ludzkich działań, trzeba ustalić rzeczywiste zamiary autora postępowania.
Przyjmując, że celem Blidy nie było samobójstwo lecz próba zagrania na czas, odsunięcia w czasie momentu aresztowania, a co za tym idzie konieczności złożenia zeznań przed prokuraturą, poszczególne poczynania odzyskują sens, układają się w logiczny ciąg, są spójne.
Z punktu widzenia zyskania na czasie próba symulacji samobójstwa jest spójna z telefonem wykonanym przez Barbarę Blidę do swojej adwokat oraz odwlekaniem chwili wpuszczenia do domu funkcjonariuszy ABW. To by też doskonale tłumaczyło, dlaczego Blida strzelała do siebie z broni wyposażonej w bezpieczną amunicję.
Na podstawie określenia stopnia racjonalności poszczególnych modeli zachowań możemy ustalić ich poziom prawdopodobieństwa. Bardziej prawdopodobny jest wariant, że Blida symulowała samobójstwo w celu zyskania na czasie. Żadnej z wersji nie można jednak całkowicie wykluczyć. Jednak w tym przypadku racjonalność konkretnego zachowania jest raczej substytutem prawdopodobieństwa.

Granica pomiędzy farsą a tragedią
Potencjalnie istnieje również możliwość, że ktoś mógł zabić Barbarę Blidę jej własnymi rękoma. W tym kontekście pewne światło na śmierć Blidy rzuca tajemnicza sprawa prokuratora wojskowego, Michała Przybyła. Obydwie sytuacje ontologicznie i w sensie procesowym nie mają ze sobą nic wspólnego, jednak dostarczają pewnego materiału porównawczego. Przybył strzelił do siebie w taki sposób, że postrzał nie mógł spowodować jego śmierci. Miał tę przewagę nad Blidą, że był wojskowym, posiadał znajomość rodzajów amunicji, mechanizmu jej działania. Blida mogła tą wiedzą nie dysponować.
Gdy organy ścigania prowadzą określone śledztwa, podejrzani najczęściej spodziewają się ewentualnych aresztowań. Zatrzymanie jednej osoby wyostrza czujność pozostałych, pozostających jeszcze na wolności, a mających jakiś związek z konkretną sprawą. Wówczas konstruowane są rozmaite scenariusze obronne, nie zawsze mieszczące się w kategoriach czysto procesowych. Podejrzani niejednokrotnie wytwarzają pozaprocesowe okoliczności, pozwalające na uniknięcie odpowiedzialności karnej. Blida posiadała racjonalne przesłanki, aby spodziewać się aresztowania. Nie była osobą naiwną. Wcześniej została zatrzymana „węglowa milady” Barbara Kmiecik, nazywana również śląską „Alexis”, która obciążyła ją w zeznaniach. Przewidując w bliżej nieokreślonej przyszłości aresztowanie, Blida mogła obmyślać rozmaite warianty reakcji na taki obrót sytuacji. Nie można wykluczać, że brała również pod uwagę scenariusz mistyfikacji, polegający na symulowaniu samobójstwa.
Ktoś mógł w świadomy sposób nie poinformować Blidy, jaki jest mechanizm działania bezpiecznej amunicji. Nie wiedząc, że pociski obezwładniające używane z bliskiej odległości są w stanie zabić, Blida, chwytając za rewolwer, czuła się niezagrożona. W życiu ludzie często zapominają, że granica pomiędzy farsą, komedią a tragedią jest czasami bardzo wąska. Jednak wtedy mielibyśmy do czynienia nie z samobójstwem, lecz w gruncie rzeczy z zabójstwem dokonanym własnymi rękoma Barbary Blidy.

Szamotanina wątpliwości
Jedna z wersji zakłada, że śmierć Blidy nastąpiła przy udziale funkcjonariuszki ABW. Wcześniej organy ścigania nie dopełniły obowiązku sprawdzenia, czy ktoś z małżeństwa Blidów posiada broń. Do tragicznego w skutkach wypadku miałoby rzekomo dojść podczas szamotaniny pomiędzy Blidą a kobietą rutynowo zabezpieczającą jej wejście do toalety. W trakcie próby odebrania broni rewolwer mógł niefortunnie wystrzelić. Scenariusz taki jest prawdopodobny, a za jego poparciem przemawia kilka przesłanek: postrzał został dokonany pod wyjątkowo nienaturalnym kontem, konfiguracja trzymanego w rękach pistoletu była wyjątkowo dziwna – zdaniem niektórych ekspertów fakt ten stawia pod znakiem zapytania samowolny zamiar pozbawienia się życia; na pistolecie nie odnaleziono żadnych odcisków palców; kurtka funkcjonariuszki ABW, na której powinien pozostać proch została podmieniona.
Hipotetycznie możliwy jest również wariant, że Barbara Blida wcale nie chciała popełnić samobójstwa ani też go symulować. Funkcjonariuszka mogła po prostu nieadekwatnie do intencji Blidy zinterpretować fakt znajdującej się w jej rękach borni. Wówczas mogło dojść do szamotaniny i pistolet niefortunnie wystrzelił. W obydwu wariantach postępowanie funkcjonariuszki ABW byłoby jednak prawidłowe. Widząc, że aresztowana posiada broń, miała obowiązek temu przeciwdziałać. Jednak wszystkie te przesłanki można również interpretować w drugą stronę. Nienaturalny kont postrzału da się wykorzystać w rozumowaniu przemawiającym za symulowaniem samobójstwa. W ten sposób Blida mogła po prostu chcieć uniknąć bezpośredniego postrzału. Wiedząc, że jej wejście do toalety asekuruje funkcjonariuszka ABW, trzymała rewolwer pod szlafrokiem, w nienaturalnej dla jego użycia pozycji. Z kolei kontakt z materiałem garderoby tłumaczy, dlaczego na pistolecie nie znaleziono odcisków palców. Ślady wcale nie musiały być po zdarzeniu zacierane. Ich brak mógł wynikać z dynamiki sytuacji, spontanicznego rozwoju wydarzeń. Każdą z tych wątpliwości można interpretować na rzecz poparcia zupełnie przeciwstawnych tez. Żadna z wersji nie jest pewna.

Wersja integralna
Dlaczego Barbara Blida zginęła od postrzału z bezpiecznej amunicji? Czemu chwilę wcześniej kontaktowała się telefonicznie ze swoją adwokat i prosiła ją o przyjazd do domu Blidów w Siemianowicach Śląskich? W jaki sposób wyjaśnić nietypowy kont wejścia pocisku w klatkę piersiową? Jak to możliwe, że funkcjonariusze ABW nie słyszeli huku pistoletu? Dlaczego na broni nie pozostały ślady odcisków linii papilarnych Blidy? Co stało się z kurtką dziewczyny z ABW? Jest cała masa podobnych wątpliwości. Można je usunąć wyłącznie przez postawienie teorii integralnej, łączącej dwie zupełnie przeciwstawne wersje. To zabieg posiadający znaczenie tylko analityczne, nie przesądza o prawdzie, nie aspiruje do miana faktów, a jedynie próbuje stworzyć spójny scenariusz przebiegu wydarzeń i uporządkować wątpliwości.
Załóżmy, że Blida nie chciała się zabić, a tylko symulowała samobójstwo. Funkcjonariuszka ABW źle zinterpretowała jej zamiary: gdy zobaczyła w rękach Blidy rewolwer, zaczęła interweniować. Wywiązała się szamotanina. Przypadkowo pistolet wypalił. Postrzał był tak niefortunny, że spowodował śmierć. Funkcjonariusze ABW wpadli w naturalny dla tego typu sytuacji szok. W pierwszym odruchu zacierali ślady.
Nie wiadomo czy ta wersja jest prawdziwa, trudno ocenić jej stopień prawdopodobieństwa, jednak na pewno jest spójna i racjonalnie tłumaczy wszystkie wątpliwości. Telefon do adwokat na chwilę przed śmiercią, broń wyposażona w bezpieczną amunicję, nietypowy kont postrzału, brak śladów na pistolecie – wszystkie te dziwne fakty uzyskują racjonalny sens przy założeniu, że Blida nie chciała się zabić, symulowała samobójstwo, funkcjonariuszka ABW źle zinterpretowała jej zamiary, wówczas doszło do szamotaniny, a w jej następstwie do tragicznego wypadku.
Jednak słowo „źle” użyte w kontekście działań funkcjonariuszki, posiada jedynie znaczenie umowne. Bardziej precyzyjnym stwierdzeniem jest: „nieadekwatne odczytanie intencji Blidy”. Ale w tamtej sytuacji funkcjonariuszka ABW nie mogła zareagować inaczej. Nie znała przecież wewnętrznych motywów działania Blidy. Widząc w jej rękach broń, miała obowiązek interweniować. Tego typu zachowania raczej nie dało się odczytać inaczej. Czy tak było w rzeczywistości? Tak mogło być. Ale to ciągle wyłącznie hipoteza.

Ręce dziennikarzy są brudne
Sprawa rzekomego samobójstwa Barbary Blidy niesie z sobą niewiele faktów, dających się wykorzystać w postępowaniu procesowym, ale odkrywa prawdziwe oblicze polskiego życia medialnego. To jest w gruncie rzeczy najlepsza lekcja wypływająca z tego nieszczęśliwego dramatu. Dlaczego wydarzenie, któremu towarzyszy tak ogromna ilość rozlicznych wątpliwości, w przekazie medialnym przedstawiane jest w jednostronny sposób? Dziennikarze prezentują jedynie fakty pasujące do dominującej narracji, inne zaś całkowicie pomijają. Największe polskie media wydały już wyrok: winnymi śmierci Barbary Blidy są Jarosław Kaczyński oraz Zbigniew Ziobro. Zapomniano, że wątpliwości mogą być wykorzystywane jedynie jako element obrony a nie oskarżenia. Nie wiemy, jaka była prawda w sprawie Barbary Blidy i prawdopodobnie już nigdy jej nie poznamy. Być może było to samobójstwo, wynikające z presji organów ścigania; być może świadomość bezradności wobec mocnych argumentów prokuratury; być może symulowanie próby odebrania sobie życia, jako element swego rodzaju linii obrony, z tragicznym, precedensowym zakończeniem; być może fałszywy podszept osób trzecich; być może po prostu nieszczęśliwy wypadek. Cała linia oskarżenia oparta jest na „być może”. Jednak to zdecydowanie za mało, żeby dowieść czyjąkolwiek winę.
W sprawie Barbary Blidy brudne ręce posiadają przede wszystkim polscy dziennikarze, bo przedstawiają kulisy tego tragicznego wydarzenia w jednostronny, tendencyjny sposób. W przekazie medialny istnieje asymetria, polegająca na forsowaniu scenariusza wygodnego dla pewnych wpływowych środowisk polityczno-biznesowych, kosztem alternatywnych wersji.
W jedynym filmie, jaki powstał na temat śmierci byłej minister budownictwa: „Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy”, jego twórcy, doświadczeni dziennikarze śledczy, Sylwester Latkowski i Piotr Pytlakowski, nawet się nie zająknęli nad faktem, że Blida w chwili tragicznego wydarzenia strzelała do siebie z bezpiecznej amunicji, z broni wyposażonej w pociski obezwładniające. A przecież jest to niezmiernie istotna okoliczność procesowa z punktu widzenia hipotez o rzekomym samobójstwie. I to ma być rzetelne, dociekliwe dziennikarstwo?! Ręce polskich dziennikarzy są brudne…

Pod osłoną śmierci
W przeszłości wiele na temat rzekomych korupcyjnych powiązań Barbary Blidy napisała „Gazeta Wyborcza”. Ale gdy po jej śmierci okazało się, że wydarzenie to można wykorzystać przeciwko znienawidzonemu obozowi politycznemu, fakty niejasnych konotacji biznesowo-politycznych są zupełnie pomijane. Blida została przez środowisko „Gazety Wyborczej” wręcz beatyfikowana. Uwypukla się element nadużycia władzy przez prokuratorów, tymczasem zapomina, że działali oni na podstawie konkretnego materiału dowodowego, wskazującego na możliwość zaistnienia sytuacji korupcyjnych.
Część wtajemniczonych środowisk, znawców polskiego życia medialnego, wyraża pogląd, że tragiczne okoliczności związane ze śmiercią Barbary Blidy przedstawiane są jednostronnie z uwagi na niechęć większości ośrodków opiniotwórczych do PiS. Powierzchowna obserwacja może prowadzić do takich wniosków, ale warto zwrócić uwagę również na fakty, które mają miejsce poza głównym nurtem życia publicznego, w sferze działań zakulisowych, w wymiarze tabu. Sprawa Barbary Blidy może stanowić doskonałą osłonę patologii zachodzących w polskim górnictwie, rozmaitych działań korupcyjnych i wielomiliardowych przekrętów występujących na styku spółek węglowych, świata polityki i zorganizowanej przestępczości. Po śmierci Blidy determinacja prokuratorów do ścigania przestępstw dokonywanych w tym newralgicznym obszarze wyraźnie osłabła. Tragiczny los Barbary Blidy jest przez wiele osób wykorzystywany jako tarcza.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”, publicystą miesięcznika ekonomicznego „Home&Market” i komentatorem politycznym magazynu „Gentleman”. W plebiscycie Stowarzyszenia Eksporterów Polskich został uznany publicystą ekonomicznym roku 2011.
Dziennikarskie Archiwum X to Wydział Śledczo-Analityczny „Gazety Finansowej” zajmujący się analizą starych, nierozwikłanych i zaniechanych przez organy ścigania spraw oraz afer, a także podejmowaniem tematów nowych, bieżących, aktualnych.