Co ukrywa Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości?

Zakończyła się światowa wystawa EXPO w Mediolanie, ale nadal trwa konflikt na linii Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości – przedsiębiorcy. Czy nowa władza zwolni prezes PARP za niekompetencję urzędników?

Światowa wystawa EXPO w Mediolanie pod hasłem „Wyżywienie planety, energia dla życia” trwała 184 dni. Wzięło w niej udział 140 krajów. Polski pawilon zwiedziło ponad półtora miliona ludzi. Pod tym względem wypadliśmy bardzo dobrze na tle innych państw. Dodajmy, że wystawę odwiedziło ponad 60 głów państw i rządów, m.in. prezydenci Francois Hollande i Władimir Putin, premier David Cameron, a także Michelle Obama.

W dniu otwarcia 1 maja, papież Franciszek, życzył z Watykanu, „aby Expo przyczyniło się do globalizacji solidarności”. Słów papieża najwyraźniej nie wzięli sobie do serca urzędnicy z PARP, odpowiedzialnej za udział Polski w imprezie. Jeszcze w trakcie wystawy wywiązał się ogromny konflikt pomiędzy przedsiębiorcami a urzędnikami. Przedsiębiorcy nie szczędzą słów krytyki Agencji i podkreślają, że gdyby nie oni, polskiego pawilonu po prostu by nie było. Teraz PARP nie chce pokryć kosztów dodatkowych prac, które sam zlecał lub na które się zgadzał. W dodatku utrudnia przedsiębiorcom dostęp do dokumentacji – żeby zajrzeć np. do dziennika budowy muszą się zwracać do urzędu w trybie dostępu do informacji publicznej. Urzędnicy nie chcą odpowiadać również na pytania zadawane przez naszą redakcję.

Mógł być wstyd

Prezes PARP Bożena Lublińska-Kasprzak odtrąbiła w mediach ogromny sukces. W jej oczach Polacy zostali wreszcie zauważeni na międzynarodowych targach i to w miarę niedużym kosztem. Przypomnijmy: przetarg na realizację polskiego pawilonu w Mediolanie (23 mln zł brutto) wygrało konsorcjum złożone z firm Easylog, IT.event, IT.expert oraz Rochstar Events. O wyborze oferty zdecydowała najniższa cena. I jak zapewniają przedsiębiorcy – za takie pieniądze projekt udałoby się zrealizować. Ale nawalili urzędnicy.

PARP zdecydował, że będzie samodzielnie pełnił funkcję operatora pawilonu. Nie odpowiada jednak na pytania, ile to kosztowało. – Większość kosztów ponoszonych przez PARP w związku z zapewnieniem funkcjonowania Pawilonu Polski stanowią koszty zmienne, takie jak np. dostawy energii elektrycznej, dostawy wody pitnej, odprowadzanie ścieków, wywóz nieczystości, Internet. Ze względu na brak ostatecznych rozliczeń ze strony włoskiej, koszty nie zostały jeszcze podsumowane. Będą znane pod koniec grudnia – twierdzi rzecznik prasowy Agencji Miłosz Marczuk.

Konflikt pomiędzy Agencją a przedsiębiorcami zaczął się od prostych spraw.

– PARP wyznaczył tylko jedną osobę do wydawania przepustek, która jednocześnie pełniła ze strony PARP dwie bardzo ważne funkcje. Pracowała ona bez wsparcia do wprowadzania danych na platformie EXPO (do czego prawo miał tylko PARP). Taka beztroska po stronie PARP praktycznie sparaliżowała prace na budowie – mówi Andrzej Albera z IT Expert. – To było dużym zaniedbaniem PARP wielokrotnie zgłaszanym przez wykonawcę – bez reakcji ze strony PARP. Pomimo bardzo napiętego terminu zakończenia budowy PARP nie zapewnił zastępstwa w czasie nieobecności osoby odpowiedzialnej za wprowadzanie danych osób i pojazdów czekających na wjazd na teren budowy EXPO. W czasie urlopu pana Piotra Rafalskiego wykonawca praktycznie nie mógł prowadzić prac – nie mogły wjeżdżać pojazdy z dostawami i nowe ekipy realizacyjne na teren EXPO – dodaje.

Przedsiębiorcy musieli zmagać się z szeregiem trudności wynikających z niekompetencji urzędników. Np. z własnej kieszeni musieli zapłacić za polskie flagi czy napis „#POLAND” na budynku. Teraz nie wiedzą, czy ktoś te pieniądze im zwróci. Jak wspominają – w przeciwieństwie do innych pawilonów, Polacy nie mieli uroczystego otwarcia z przecięciem wstęgi, gdyż urzędnicy zgubili szarfę i nożyczki.

– Szarfa i nożyczki w dniu otwarcia EXPO, czyli 1 maja nie były w ogóle potrzebne. Zgodnie z sugestiami Organizatora EXPO żaden pawilon narodowy nie powinien organizować oddzielnych ceremonii otwarcia z symbolicznym przecięciem wstęgi. Organizator przewidział jedno ogólne otwarcie całej Wystawy. Zalecał pawilonom narodowym tzw. soft opening – tłumaczą się urzędnicy, ale nie zaprzeczają zgubieniu akcesoriów.

– Nie jest prawdą, że PARP nie spełniła wszystkich wymagań, które obowiązywały na terenie EXPO. Biuro EXPO nie zaakceptowało wskazanych przez Generalnego Wykonawcę osób. Opóźnienie inwestycji było spowodowane brakiem działań po stronie Generalnego Wykonawcy – dodaje Miłosz Marczuk z PARP.

Tyle że urzędnicy plączą się w zeznaniach. W pismach do przedsiębiorców zwyczajnie przyznali się do opóźnień ze swojej własnej winy. Teraz najwyraźniej zmienili zdanie, bo za opóźnienia, które wygenerowały dodatkowe koszty musi przecież ktoś zapłacić.

– Działania PARP sprowadzały się do przeciągania lub niepodejmowania decyzji w wielu istotnych kwestiach związanych z realizacją inwestycji, co powodowało duże obciążenia po stronie wykonawcy, zarówno w planowaniu, jak i w stratach finansowych. Nie potrafię podać żadnego przykładu, kiedy PARP podjął choćby jedną decyzję w wymaganym czasie. Potrafię za to podać jeszcze bardziej kuriozalne przykłady, gdzie jednego dnia dostawaliśmy decyzję w jedną stronę, a po kilku dniach zgoła odmienną – i oczywiście odpowiedzialność za zmianę decyzji i koszty z tym związane to nie jest sprawa PARP. Faktem jest, że PARP nie wywiązywał się z zadań operatora należycie, większości z nich nie realizował wcale, a ludzie których zatrudnił nie posiadali odpowiednich kwalifikacji, z czego wynikało wiele kłopotów, które PARP próbował załatwić przez przepychanie odpowiedzialności na wykonawcę pawilonu. Można by to potraktować jako próbę wyłudzenia usług bez wynagrodzenia i działanie na szkodę podmiotu prywatnego – mówi Andrzej Albera.

Coraz ostrzej

Lista zarzutów wobec działań urzędników z Agencji jest długa. Jeden z nich miał próbować wymusić na wykonawcy odbiór działki grożąc zerwaniem kontraktu i wykonaniem telefonu do ministra gospodarki. Przedstawiciel wykonawcy odmówił podpisania protokołu przejęcia, bo jak zauważył – PARP nie dopełnił licznych zobowiązań leżących po jej stronie. PARP zaprzecza i podkreśla, że to przedsiębiorcy grozili telefonem do ministra gospodarki i zerwaniem umowy. Tyle że przedsiębiorcom takie zagranie zwyczajnie by się nie opłacało.

– Od samego początku jeszcze przed złożeniem ofert PARP zapewniał wykonawców o tym, że energia elektryczna i woda znajduje się na działce N.30, na której był budowany polski pawilon. Prawdą jest również to, że wykonawca zapewnił na terenie budowy agregaty prądotwórcze, bez których budowa nie mogłaby się odbywać. PARP obiecywał, że wszelkie koszty poniesione przez wykonawcę w tym obszarze będą zwrócone i rozliczone na koniec projektu – zauważa Andrzej Albera. – PARP podpisał dokumenty, które mówią jasno, co dodatkowo wykonawca ma zrobić i za jaką cenę. Aktualnie PARP nie chce zwrócić kosztów poniesionych w tym obszarze przez wykonawcę ani żadnych innych, nawet takich, pod którymi się podpisał i zaakceptował zasadność i kwotę. To nie jedyny taki przypadek – jest ich kilkadziesiąt, kiedy PARP akceptował zakres i cenę, a teraz mówi, że zaakceptował tylko zakres. Na szczęście dokumenty mamy zarówno my, jak i PARP, bo w PARP zapewne za chwilę nie będzie można ich znaleźć – mówi i na dowód, w przeciwieństwie do urzędników, pokazuje pełną dokumentację, wyliczając jeszcze więcej towarzyszących sprawie urzędniczych absurdów.

Co na to wszystko PARP? Uważa, że wszystkie te argumenty są nieprawdziwe. Problem w tym, że z dokumentów, które pokazali nam przedsiębiorcy jasno wynika, że w wielu kwestiach PARP po prostu nie powiedział naszej redakcji prawdy.

– Zgodnie z zawartą Umową Generalnemu Wykonawcy przysługuje wynagrodzenie ryczałtowe. Ponadto w postanowieniach umowy ustalono, że Strony nie będą mogły zmienić wynagrodzenia, bez względu jeżeli zaistnieją koszty prac obejmujące roboty budowlane, dostawy i usługi, które będą musiały być wykonane przez Wykonawcę w trakcie realizacji umowy. Uwzględniając zapisy zawarte w umowie, wykonanie jakichkolwiek robót mieści się w złożonej ofercie Generalnego Wykonawcy – odpowiada nam Miłosz Marczuk z PARP zapytany o to, czy Agencja zapłaciła przedsiębiorcom za dodatkowe prace.

Poseł Jacek Świat z Prawa i Sprawiedliwości w rozmowie z naszą redakcją powiedział o PARP krótko: „Jedna z wielu agencji, które padły łupem PSL. I dziś służą raczej jako zaplecze tej partii, a nie realizacji ustawowych zadań. Misją PARP jest tworzenie optymalnych warunków dla pracy i rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw. To oznacza, że agencja ma bronić interesów sektora MSP wobec wielkich firm, a nawet własnego rządu. Jeśli tak się nie dzieje, to nie tylko problem ułomnego prawa, ale także problem moralności władzy. Jak widać, jedno i drugie wymaga radykalnej zmiany”. Czy to sygnał, że prezes PARP w najbliższym czasie straci posadę? Na temat konfliktu więcej w kolejnych numerach
Gazety Finansowej.

——