Czy PiS posprząta gospodarkę?

Podczas konwencji programowej, która odbyła się na początku lipca w stolicy Śląska, Prawo i Sprawiedliwość pokazało, że w dzisiejszej Polsce programów gospodarczych partiom nie muszą pisać zagraniczni bankierzy. Gigantów sektora finansowego po wystąpieniu Beaty Szydło obleciał strach, ale inne grupy przedsiębiorców i zwykli obywatele mogą czerpać z niego nadzieję.

Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich pokazało, że Polska nie jest skazana na dalsze rządy Platformy Obywatelskiej. Sukces kandydata na najwyższy urząd w państwie zenergetyzował resztę PiS, co było widoczne podczas konwencji zorganizowanej 20 czerwca na warszawskim Torwarze. Zdaniem profesora politologii Kazimierza Kika, tego dnia główna siła opozycji „znokautowała” zebraną w hali „Arena Ursynów” partię rządzącą. – W przypadku PO był to pokaz nieudolności, w przypadku PiS był to pokaz nowej formacji, zgodnej wewnętrznie – powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej.

Ciągiem dalszym politycznej ofensywy był kongres, który odbył się pod hasłem „Myśląc: Polska” w Katowicach w dniach 5-7 lipca. Służył on m.in. prezentacji zaplecza eksperckiego kandydatki na szefową rządu, Beaty Szydło. W jego skład wchodzi około 150 osób, z których spora część rekrutuje się z kierowanej przez profesora Piotra Glińskiego Rady Programowej PiS. Wśród gości wydarzenia znalazł się laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2007 r. Eric Maskin. Wybór miejsca konwencji nie był przypadkowy – ostry konflikt wokół przyszłości śląskiego górnictwa stanowi wszak jeden z symboli porażki programu ekipy PO.

Stawiajmy na mniejszych

Szydło nie kryła, że za przyczynę niemocy gospodarczej naszego kraju w ostatnich latach uważa uległość gabinetu Ewy Kopacz wobec reprezentantów interesów wielkich zagranicznych banków. W swoim wystąpieniu zwróciła uwagę na zgubne skutki dominacji podobnej oligarchizacji biznesu, do jakiej doszło w bankrutującej Grecji. – Polski nie stać na to, żebyśmy dalej marnotrawili energię i zapał polskich przedsiębiorców – podkreśliła. – Polskie firmy dzisiaj muszą dostać od nas ogromne wsparcie. Bo to dzięki małym i średnim przedsiębiorcom Polacy będą mieli i mają pracę, tylko tej pracy jest za mało, bo te firmy mają za trudne warunki.

Śląska sceneria sprzyjała także budzeniu świadomości znaczenia dla naszego kraju powoli zamierającego przemysłu. – Chcemy, żeby polskie kopalnie były rentowne i by wydobywano w nich węgiel, ale również, żeby wprowadzano nowe technologie węglowe. Chcemy, żeby polskie stocznie zaczęły budować statki. – Deklarowała Szydło. Wymowny wydaje się dobór ośmiu obszarów strategicznych gospodarki wyszczególnionych w katowickim programie PiS. Taką rangę nadano: infrastrukturze, budownictwu mieszkaniowemu, rolnictwu, energetyce, zapleczu badawczo-rozwojowemu (np. informatyce), gospodarce morskiej oraz sektorowi małych i średnich przedsiębiorstw.

Węgierskie inspiracje

Partia kusi potencjalnych wyborców m.in. wprowadzeniem wsparcia finansowego w wysokości 500 zł za drugie i każde kolejne dziecko, podniesieniem kwoty wolnej od podatku do ośmiu tysięcy złotych oraz ponownym obniżeniem wieku emerytalnego. Zmiany te mają kosztować budżet państwa 39 mld zł. PiS zapowiada, że to jednak dopiero początek, ponieważ zna sposób na zebranie aż 73 mld zł. Ma je dostarczyć przede wszystkim uszczelnienie systemu podatkowego, VAT i zahamowanie ucieczek do rajów podatkowych, ale również pomysły znane z rządów Viktora Orbana na Węgrzech: obarczenie specjalną daniną sklepów wielkopowierzchniowych i banków.

Te wyliczenia najbardziej zainteresowały dziennikarzy i komentatorów, w wystąpieniu Szydło pojawiło się jednak również wiele innych interesujących wątków, np. postulat obowiązku przyznawania co najmniej 40 proc. zamówień publicznych mniejszym przedsiębiorstwom oraz wprowadzania pełnego obciążenia fiskalnego firm dopiero po 24 miesiącach od ich założenia, czy też narzucenia na Bank Gospodarstwa Krajowego obowiązku realizowania biznesplanów odrzucanych przez jego komercyjne odpowiedniki. Podstawowe podatkowe reguły według PiS to: obniżenie stawki VAT do 22 procent, odliczanie całości wydatków inwestycyjnych w roku ich poniesienia i 15-procentowy CIT dla małych przedsiębiorstw.

Nadzieje i obawy

Z pewnością wystąpienie Szydło miało większy rezonans medialny dzięki wysokim notowaniom sondażowym jej partii i realnej możliwości przejęcia przez nią władzy po wyborach samorządowych. Entuzjastycznie do przedstawionych w Katowicach założeń odnosi się publicysta Krzysztof Wołodźko (Nowa Konfederacja, Pressje). Program gospodarczy PiS jest pierwszą od wielu lat próbą przedstawienia planu rozwojowego, uwzględniającego cele społeczne i rynkowe odmienne od interesów rodzimej oligarchii i międzynarodowego kapitału. – mówi. – Jest to konieczne, jeśli Polska ma być czymś więcej niż rezerwuarem taniej siły roboczej, montownią dla zagranicznych potentatów i krajem coraz bardziej podzielonym na Polskę A i B. Uwagę zwraca choćby inne niż dotychczas sformułowanie programów mieszkaniowych, dotąd korzystnych przede wszystkim dla deweloperów, zwrot w stronę taniego mieszkalnictwa na wynajem. Wreszcie zwrócono uwagę na możliwą pozytywną rolę instytucji publicznych w kształtowaniu realiów rynkowych, na podmiotową rolę państwa, które powinno być czymś więcej niż klubem do załatwiania interesów najbogatszej i najbardziej wpływowej części społeczeństwa.

Dość krytycznie plany ekipy Szydło ocenia prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club. – Kandydatka PiS na premiera sformułowała kilka dobrych celów dla polityki gospodarczej, takich jak: uniknięcie tzw. pułapki średniego tempa rozwoju, zmniejszenia emigracji  zarobkowej oraz obciążeń biurokratycznych hamujących działalność inwestycyjną i innowacyjną przedsiębiorstw, redukcji bezrobocia. – twierdzi. Ale z wyjątkiem obniżki podatku CIT dla mikroprzedsiębiorstw, w przemówieniu nie było tego, co w programie gospodarczym jest najważniejsze: programu działań umożliwiających osiągnięcie tych celów. Szczegółowe propozycje dotyczyły natomiast powrotu do niskiego wieku emerytalnego, dodatków sześć tys. zł rocznie dla około cztery mln dzieci oraz skokowego podniesienia kwoty wolnej od podatku PIT.

Ucieczka przed deficytem

Oceniamy, że efektem tych trzech działań byłoby podniesienie deficytu sektora finansów publicznych średniorocznie w latach 2016-2020 z obecnych około 50 mld zł do 96 mld zł. – dodaje Gomułka. – W przypadku tych propozycji największym, w naszej opinii bardzo dużym, ryzykiem dla finansów publicznych jest szacunek „efektu uszczelniania” poboru podatków VAT i CIT na poziomie 52 mld zł. Proponujemy, aby z racji tego ryzyka dostosować program wydatkowy do faktycznych dochodów, tak aby deficyt sektora finansów publicznych utrzymać zawsze wyraźnie poniżej trzech proc. PKB.

W podobnym duchu wypowiada się dawny szef doradców ekonomicznych premiera Kazimierza Marcinkiewicza, Marek Zuber. – Przy tworzeniu budżetu państwa trzeba postępować ostrożnie. Jeśli wprowadzam jakieś reformy, powinienem zakładać raczej pesymistyczny niż optymistyczny rozwój sytuacji. Jeśli zatem zostaną wprowadzone zmiany, które mają ograniczyć, w sposób zasadniczy, oszustwa związane z VAT, wolałbym najpierw, w pierwszym roku obowiązywania nowych przepisów, zobaczyć pozytywny efekt tych zmian, a dopiero potem, w drugim roku, wydawać dodatkowe pieniądze, które się w ten sposób pojawią.

Zaznaczając swój pesymizm w stosunku do PiS-owskich zapewnień o uszczelnieniu systemu podatkowego, Zuber mówi: – Trzymam kciuki za powodzenie w tej kwestii. Tyle tylko, że samo trzymanie kciuków i dobre chęci to za mało. Nie ulega chyba jednak wątpliwości, że lepsze takie ambitne plany, o ile formułujący je politycy potraktują je poważnie niż dalsze tkwienie w marazmie.

Autor jest doktorem nauk politycznych PAN

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN