Der Schwindel! Deutsche Bank złamał sankcje wobec Rosji

Światowe media informowały o praniu pieniędzy rosyjskich klientów przez giganta finansów już w maju 2015. Z najnowszych informacji w tej sprawie wynika, że do oszustw podatkowych dochodziło również w okresie obowiązywania wymierzonych w Kreml sankcji ekonomicznych, co może zakończyć się wysokimi karami dla frankfurckiej instytucji. Śledczy oceniają, że w latach 2011-2015 z moskiewskiej filii Deutsche Banku wypłynęło ogółem około 10 mld USD, a w nielegalne transakcje zaangażowani byli współpracownicy Władimira Putina.

Zamiatanie pod dywan

W październiku 2015 r. magazyn „Bloomberg” podał powołując się na anonimowych współpracowników banku, że pieniądze na konta w nim przelewali oligarchowie Arkadij i Boris Rotenbergowie oraz jeden z krewnych prezydenta Rosji. Rzecznik prasowy braci, do których należy koncern Strojgazmontaż, zaprzeczył ich udziałowi w aferze. Kreml odmówił komentarza. Ostatecznie śledztwo przeciwko miliarderom nie zostało wszczęte. Także Centralny Bank Rosji ograniczył się do ukarania Niemców grzywną w wysokości około 5000 USD za popełnione błędy proceduralne wierząc, że właściciele biznesu padli ofiarą zewnętrznej grupy przestępczej wykorzystującej braki w zabezpieczeniach.

Sam Deutsche Bank ogłosił podjęcie kroków dyscyplinarnych przeciw traderom zamieszanym w pranie pieniędzy oraz poważne ograniczenie zakresu operacji dokonywanych przez moskiewską filię. Od listopada podejrzana instytucja nie przyjmuje wkładów od klientów z regionów obarczonych wysokim ryzykiem inwestycyjnym oraz prowadzi przegląd systemu kontroli właścicieli kont. Takich działań można było się spodziewać, trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że przynajmniej częściowo mają one służyć ukryciu odpowiedzialności centrali za przymykanie oczu na proceder.

Ucierpią doły

Tym bardziej, że niższe szczeble zarządzania mocno odczuły uszczerbek na reputacji firmy. W październiku DB zapowiedział zwolnienie 9000 pracowników, z czego 4000 w samych Niemczech, kolejnych 6000 zatrudnionych w pionie usługowym oraz zlikwidowanie swoich placówek w dziesięciu państwach. Przestaną istnieć oddziały w większości państw Ameryki Łacińskiej i Skandynawii oraz na Malcie i w Nowej Zelandii. Drastyczna polityka oszczędnościowa jest rezultatem wymierzonej w kwietniu przez Departament Sprawiedliwości USA i brytyjską instytucję Financial Conduct Authority kary finansowej w wysokości 2,5 mld USD. Deutsche Bank musiał w ten sposób zapłacić za wyjątkowo poważną manipulację stosowaną na londyńskiej giełdzie stawką referencyjną LIBOR.

Władze we Frankfurcie liczą się z podobnie poważnymi restrykcjami za rosyjski skandal. W przypadku ujawnienia niezbitych dowodów wyprowadzania kapitału za granicę, moskiewscy kontrolerzy bankowości mogą nie ograniczyć się do wyżej wspomnianych 5000 USD. DB znajduje się też na celowniku amerykańskiego i brytyjskiego nadzoru finansowego. Prezes John Cryan na pokrycie ewentualnych kar przeznaczył ponad miliard USD z budżetu konglomeratu. Koszty ryzykownych posunięć mają ponieść przede wszystkim spółki-córki. W 2016 r. pracę straci niemal jedna piąta ich personalu, czyli około 20 tys. osób. Grzywny ma pokryć także sprzedaż udziałów w Postbanku, co może okazać się trudne, ponieważ 10 grudnia agencja Fitch obniżyła jego rating z A- do BBB+.

Fałszywe zwierciadła

Największą, bo wynoszącą około 6 mld USD, część wypranych przez moskiewski oddział pieniędzy stanowiły obroty w tzw. transakcjach zwierciadlanych. Polegały one na kupnie akcji spółek za ruble w Rosji oraz ich szybkiej sprzedaży za dolary w Londynie. Pozostaje kwestią otwartą, czy w wyprowadzaniu funduszy brali również udział pracownicy innych banków. Frankfurcka centrala zapewnia, że regularnie przekazuje swoje raporty kontrolne śledczym. O ciążącej na władzach giganta po ujawnieniu oszustw presji świadczy spadek wartości jego akcji, który w skali całego 2015 r. wyniósł 14 proc. W czerwcu z funkcji współprezesa zrezygnował Anshu Jain. Dzielący z nim to stanowisko Juergen Fitschen odejdzie z DB w maju 2016 r., pozostawiając całość władzy w rękach Cryana.

Jako jedyny liczący się na światowej arenie europejski gracz w swojej dziedzinie, Deutsche Bank cieszył się stałym zainteresowaniem rządu w Berlinie. Obawiając się przejęcia klientów przez pozaeuropejskie instytucje, w kwietniu ubiegłego roku minister finansów Wolfgang Schaeuble spotkał się z jego kierownictwem. W tym samym czasie premier Dolnej Saksonii Stephan Weil próbował przekonać je do ograniczenia liczby zwalnianych pracowników oraz niesprzedawania Postbanku. Szczegóły rozmów nie są znane, jednak najprawdopodobniej frankfurtczycy argumentowali, że najbardziej opłacalna dla nich bankowość inwestycyjna nie wymaga tak znacznych zasobów ludzkich.

Uzależnieni od ryzyka

Kolejne afery z udziałem DB na pewno wzbudziły niepokój w otoczeniu Angeli Merkel, jednak nie wiadomo czy i kiedy ta instytucja poniesie konsekwencje szargania reputacji i bez tego przeżywającej kryzys zaufania niemieckiej gospodarki. O ile wierzyć wciąż nieoficjalnym informacjom, dopiero w styczniu lokalny regulator rynku BaFin opublikuje wyniki swojego dochodzenia w sprawie manipulowania Liborem przez Deutsche Bank. Mają być w nim postawione zarzuty wprowadzania urzędników w błąd w stosunku do sześciu pracowników tej firmy. Jednocześnie inspektor BaFinu Raimund Roeseler od 2013 r. twierdzi, że nie ma dowodów na udział członków jej zarządu w defraudacjach.

Rosja nie jest pierwszym krajem objętym międzynarodowym embargiem, z którym robili interesy pracownicy DB. Na początku listopada 2015 frankfurcki bank otrzymał nakaz zapłaty 258 tys. USD na rzecz departamentu usług finansowych stanu Nowy Jork oraz amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Powód? Kontakty z podmiotami z Syrii i Iranu. Władze USA zobowiązały Deutsche Banku do zwolnienia łamiących sankcje pracowników i opracowania programu harmonizującego wewnętrzne regulaminy z normami obowiązującymi w tej kwestii światową społeczność. Niemcy tłumaczyli się, że od ostatnich podejrzanych transakcji zdążyło minąć kilka lat. BNP Paribas i Credit Agricole z tego samego powodu muszą zapłacić odpowiednio 8,9 mld i 800 mln USD.

Działania DB w ostatnich latach ilustrują jedną z największych bolączek współczesnego biznesu – wielkie koncerny dzięki nieuczciwym praktykom notują tak wysokie obroty, że płacenie kar jest dla nich bardziej opłacalne niż pozostawanie w granicach prawa. Jedynie utrata reputacji i związane z nią straty finansowe są w stanie sprowadzić je na właściwą drogę. W przypadku Deutsche Bank to możliwy scenariusz. Szkoda tylko, że prawie na pewno nie będzie to nauczką dla hołdujących nierzetelnej propagandzie niemieckich polityków…

——

 
Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN