Dżihadyści kochają Toyotę!

Wybuchające ostatnio w świecie motoryzacji skandale odzwierciedlają stereotypowe różnice między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Afera spalinowa Volkswagena z punktu widzenia konsumenta godzi przede wszystkim w ochronę środowiska naturalnego, zaś Amerykanów zaniepokoił problem natury polityczno-militarnej: popularność pojazdów Toyoty wśród islamskich ekstremistów. Czyżby japoński koncern miał takie same powody do wstydu, jak np. niemieckie firmy wspierające hitleryzm?

Porównanie nie jest pozbawione sensu, ponieważ powstała w 1933 r. firma w czasie II wojny światowej produkowała ciężarówki dla dopuszczającej się licznych bestialstw cesarskiej armii, jednak w tym wypadku należy się jeszcze wstrzymać z ferowaniem wyroków. Duża liczba produkowanych przez Toyotę pick-upów Hilux i samochodów terenowych Land Cruiser na propagandowych wideo Państwa Islamskiego (ISIS) z Iraku i Syrii zaniepokoiła Jednostkę ds. Finansowania Terroryzmu wywiadu USA. Władze koncernu zapowiedziały pomoc w prowadzonym przez nią śledztwie i zapewniły, że ściśle przestrzegają zakazu sprzedaży swoich pojazdów terrorystom i oddziałom paramilitarnym.

Również japoński eksporter samochodów na rynek arabski Sumitomo zaprzecza powiązaniom z fanatykami. Jednocześnie dyrektor ds. PR waszyngtońskiej filii Toyoty Ed Lewis przyznał, że firma nie jest w stanie kontrolować, komu jej produkty sprzedają pośrednicy oraz czy nie padły łupem złodziei. Ambasador Iraku w USA Lukman Faily uważa, że siły ISIS nie tylko przystosowały do swoich potrzeb starsze modele japońskich samochodów, lecz także w ciągu ostatnich lat kupiły setki nowych. Dwie trzecie pojazdów mechanicznych widocznych na filmie dokumentującym paradę terrorystów w syryjskim mieście Al-Raqqah to toyoty, chociaż widoczne są również mitsubishi, hyundaie oraz dwuślady
innych marek.

Nienowa sprawa

Po raz pierwszy zainteresowanie ekstremistów produktami Toyoty zaobserwowano podczas libijskiej wojny domowej w 2011 r. W jednym ze zlokalizowanych w Trypolisie instytutów technicznych powstał wtedy zakład przerabiający land cruisery i hiluxy na potrzeby rebeliantów. Raport stacji Public Radio International ujawnił, że w 2014 r. amerykański Departament Stanu sprzedał 43 samochody tej marki Syryjczykom walczącym z rządem Baszera al-Assada. Wątpliwości budzi również zgłoszenie w latach 2014-2015 zaginięcia ponad 800 toyot w Sydney. Australijscy eksperci bezpieczeństwa nie wykluczają, że kradzieży mogli dokonać terroryści.

Japończycy przyznają, że w 2013 r. udało im się sprzedać w Iraku 18 000 samochodów – trzy razy więcej niż dwa lata wcześniej. W 2014 r. statystyki ponownie spadły – do 13 000 aut. Prowadzona przez saudyjską firmę Abdul Latif Jameel oficjalna dystrybucja toyot w Syrii ustała w październiku 2012 r. Na razie szczegóły domniemanej współpracy koncernu z wywiadem dla dobra śledztwa pozostają tajemnicą. Na początku 2015 r. producent usłyszał podobne zarzuty z ust szefa Projektu Przeciw Ekstremizmowi (Counter Extremism Project), byłego ambasadora USA przy ONZ Marka Wallace’a. Jego zdaniem, toyoty są eksponowane w materiałach propagandowych ISIS nie mniej niż w autentycznych reklamach, a wytwórnia na razie robi za mało, aby uniknąć złej prasy. Oskarżenia te mogą wydawać się przesadzone, biorąc pod uwagę, że ostatnio pięć toyot zakupiła również walcząca z islamskimi fanatykami armia Nigerii.

Pułapka jakości

Dlaczego pojazdy z Japonii stały się tak ważne dla ISIS? Abstrahując od domniemanego interesu dostawców, przesądziło o tym ich dobre przystosowanie do warunków walki na Bliskim Wschodzie. Produkty Toyoty zdaniem ich użytkowników wyróżniają się niezawodnością i wytrzymałością, a pick-upy Hilux dobrze znoszą użytkowanie w nierównym terenie pełnym dróg o złej jakości. Według wypowiadającego się dla amerykańskiej edycji „Newsweeka” eksperta ds. walki z terroryzmem Davida Kilcullena, w Afganistanie wykorzystują je obydwie strony konfliktu, a zanim kanadyjskie wojsko zadbało o transport oryginalnych aut, lukratywnym biznesem była produkcja imitacji. Było to tak ważne wydarzenie dla mieszkańców Kabulu, że wywołało modę na tatuaże z flagą z klonowym liściem.

 Pierwsze Toyoty Hilux pojawiły się na rynku w 1968 r. Od tego czasu stały się samochodowym odpowiednikiem karabinu Kałasznikowa jako standardowy element wyposażenia wszelkiej maści rebeliantów. Używają go somalijscy piraci oraz paramilitarne organizacje i gangi z prawie wszystkich kontynentów – od Nikaragui przez Rwandę i Liberię po Pakistan. Już w 2000 r. „New York Times” podawał, że wszyscy dowódcy Al-Kaidy niższych szczebli jeżdżą japońskimi pick-upami. Osama Bin Laden preferował Land Cruisera, zaś mułła Omar przemieszcza się luksusowym chevroletem. Ostatnia faza toczącego się w 1987 r. konfliktu libijsko-czadyjskiego jest nawet nazywana potocznie „wojną toyot”.

Niezniszczalny wehikuł

W 2006 r. prezenterzy popularnego brytyjskiego programu telewizyjnego Top Gear kupili za 1 500 USD 18-letniego hiluxa z 304 000 km na liczniku. Uderzyli nim w drzewo, topili przez pięć godzin w morzu, zrzucili z ponad 30 metrów, miażdżyli kulą do wyburzania budynków, podpalili oraz próbowali zniszczyć na kilka innych sposobów. Wystarczyło kilka młotków, kluczy francuskich i spray wypierający wodę, aby z resztek pojazdu ponownie powstał sprawnie działający samochód. Trudno, aby takich zalet nie docenili ludzie o ograniczonych możliwościach finansowych. Z drugiej strony, wszechobecność toyot na terenach ogarniętych wojnami sprawia, że nie jest trudno znaleźć dla nich części zamienne oraz mechaników zdolnych do wykonania napraw.

Z punktu widzenia terrorystów atutem hiluxa jest oddzielenie ramy od reszty nadwozia, dzięki czemu jest mocniejszy niż wiele nowszych modeli samochodów. Nie mogło być to jednak jedyne kryterium wyboru, ponieważ takie rozwiązanie stosowały też w przeszłości inne marki. Być może w kwestii obecności japońskich pojazdów w Syrii najbliższe prawdy jest najbardziej oczywiste rozwiązanie zagadki – przechwycenie przez siły ISIS sprzętu przekazanego armii Iraku, ponieważ przetransportowanie go z powrotem za ocean wydawało się Amerykanom nieopłacalne. Taki sam los spotkał znaczną ilość wielozadaniowych pojazdów kołowych określanych skrótowo jako Humvee. Jakiekolwiek wyniki przyniesie śledztwo wywiadu USA, historia ta pokazuje, jak dramatyczne okoliczności są w stanie wypaczyć sens zapewniania odpowiedniej jakości wyrobów pierwotnie przeznaczonych dla cywilów, przez co zaciera się granica między reklamą a antyreklamą dla produktu.

Autor jest doktorem nauk politycznych PAN

——————-

 
Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN