Energetyczna Gra w Chińczyka

10 października br. na wokandę łódzkiego Sądu Okręgowego trafiła sprawa, która – bez względu na wyrok – stworzy interesujący precedens. Pod młotkiem sędziego znalazły się niuanse ustawy o zamówieniach publicznych, kontrowersje w rozumieniu przepisów i spór jednej z największych światowych spółek energetycznych z polską Krajową Izbą Odwoławczą, który – niewykluczone – będzie miał wpływ na polsko-chińskie relacje gospodarcze.Niemal dokładnie cztery lata przed rozprawą w Łodzi – 15 października 2010 r. – Polska Grupa Energetyczna ogłasza przetarg na budowę nowego bloku elektrowni w Turowie.

Mgła nad Turowem

Do wyścigu o inwestycję stają poważni gracze, z których część zostaje wykluczona w prekwalifikacjach. Jest wśród nich konsorcjum SNC-Lavalin i Warbud SA oraz chiński Shanghai Electric. Do złożenia ofert PGE dopuszcza: koreański Doosan Power Systems oraz polskie i międzynarodowe konsorcja: Alstom, Hitachi i Budimex, Rafako, Polimex-Mostostal i Mostostal Warszawa.

Po ponaddwuletnich przygotowaniach i przedbiegach, z których wypada konsorcjum Rafako (na wniosek Doosana) – w styczniu 2013 r. inwestor otrzymuje dwie oferty: Alstomu i Hitachi. Obie mają identyczne gwarantowane parametry techniczne: 450 MW mocy netto przy sprawności 42,5 proc. Różnią się tylko ceną. Alstom chce za zbudowanie bloku 4,72 mld złotych brutto, Hitachi – 4,96 mld. Budżet zamawiającego wynosi 2,46 mld złotych brutto.

Poza zbieżnością parametrów i mocno zawyżoną ceną obydwu oferentów jest jeszcze trzecia ciekawostka: pas Koreańczyków. Ku zaskoczeniu obserwatorów gry Doosan nie składa oferty. W kuluarach konkursu mówi się, że firma zagrała va banque, spodziewając się anulowania przetargu z powodu niebotycznych cen i chcąc zyskać na czasie, aby lepiej przygotować się do powtórnej rozgrywki.

Jeśli tak było, prognoza okazała się słuszna. W marcu 2013 r. PGE unieważnia przetarg „z powodu przekroczenia przez oferentów wartości zakładanego budżetu inwestycji”, a w połowie czerwca ogłasza go ponownie. Tym razem bez prekwalifikacji i negocjacji. Zaskoczeniem jest termin składania ofert – cztery miesiące (poprzednio dwa lata), przedłużony o miesiąc na skutek próśb Shanghai Electric. Eksperci są zgodni w twierdzeniu, że tak krótki czas na złożenie profesjonalnej dokumentacji przetargowej budowy bloku węglowego elektrowni praktycznie przekreśla szanse nowych oferentów, natomiast ewidentnie promuje tych, którzy ofertę mają już gotową. Dodatkową poprawę „warunków atmosferycznych” konkursu przynoszą niespodzianki: zmniejszenie zakresu kontraktu, obniżenie wymagań kwalifikacji oraz zwiększenie budżetu zamawiającego, co zostaje ujawnione 5 listopada 2013 r. w dniu otwarcia kopert.

Koperty są trzy. Pierwsza zawiera ofertę konsorcjum Hitachi – 3 997 500 000 złotych brutto, druga – jeszcze droższą propozycję koreańską (Doosan) – 4 012 298 130 złotych brutto, trzecia najtańszą (Shanghai Eletric) – 3 086 881 800 złotych brutto. Ostateczny budżet zamawiającego to 2 829 000 000 złotych brutto.

Chińska oferta – najkorzystniejsza cenowo i generująca pozytywne sygnały ze strony inwestora – przez kilka miesięcy pozostaje w dobrym świetle pozytywnych rokowań. To ciemnieje, gdy w lutym serwis „Gazety Prawnej” poświęcony energetyce zamieszcza artykuł pod znamiennym tytułem „Zła chińska energia: Rząd waha się nad kontraktem z Chińczykami. PGE unieważni przetarg?”.

Demon Covecu

Tekst przywołuje precedens Covecu i przestawia dylemat Polskiej Grupy Energetycznej zależnej od Skarbu Państwa: budować z Chińczykami, którzy mają doświadczenie i proponują najniższą cenę? Czy też ulec obawom o gwarancje kapitałowe i powtórzenie afery autostradowej na rynku energetycznym? Za pierwszym rozwiązaniem optuje Ministerstwo Gospodarki, za drugim – Skarbu. Komentatorzy nazywają rzeczy po imieniu:

BCC uważa, że w decyzji PGE powinny zaważyć kryteria biznesowe, bez polityki i zasady zbiorowej odpowiedzialności. Z kolei Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych „Tor”, nie ukrywa: – Po traumie Covec pozostał strach przed udziałem Chińczyków w inwestycjach infrastrukturalnych. To dlatego istnieje ciche przyzwolenie decydentów na to, żeby eliminować chińskie firmy z rynku. W szczególności zadra niewypłaconych gwarancji będzie rzutować na inne projekty.

PGE ma do wybory trzy scenariusze. Pierwszy: podpisać umowę z Chińczykami, odrzucając wszelkie obawy. PGE Turów stanowczo za tym optuje – w 2013 r. Grupa zamknęła trzy przestarzałe bloki elektrowni, Turów produkuje mniej energii, a ma te same koszty stałe – wynikające m.in. z płac załogi. Drugi: unieważnić przetarg. Pretekst jest: wszyscy oferenci zaproponowali cenę wyższą niż budżet zamawiającego. Tylko co będzie, jeśli w kolejnej edycji znów Chińczycy okażą się najtańsi? Wreszcie scenariusz trzeci: odrzucić ofertę Shanghai Electric z powodu znalezienia błędów formalnych, które w tak złożonych ofertach znaleźć nietrudno. Tak było w przypadku kontraktu na rozbudowę elektrowni Tauronu w Jaworznie, gdzie inwestor wyprosił chińskie CNEEC, wybierając konsorcjum Rafako i Mostostalu Warszawa.

18 marca 2014 r. sprawdza się trzecia z wymienionych opcji: oferta Shanghai Electric zostaje wykluczona z przetargu z powodu niewniesienia wadium poprzez przedstawienie wadliwej gwarancji bankowej oraz odrzucona z powodu niezgodności z SIWZ (specyfikacja istotnych warunków zamówienia). Za najkorzystniejszą uznana zostaje propozycja Hitachi, które wygrywa przetarg, oferując budowę bloku w Turowie za sumę ponad 900 milionów wyższą niż chiński konkurent.

Zła energia

Mimo argumentów PGE, bronionych postanowieniami ustawy o zamówieniach publicznych, Shanghai Electric – identycznie jak koreański Doosan (oferta również odrzucona z powodu niezgodności z SIWZ) – dziesięć dni po ogłoszeniu wyników przetargu składają odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej.

Podstawą odwołania SEC (Shanghai Electric) jest wykładnia prof. Michała Romanowskiego, który dokonuje analizy sytuacji prawnej SIWZ oraz dokumentu gwarancji bankowej, konkludując, że „spełnia ona wszelkie wymogi przewidziane powszechnie obowiązującymi przepisami prawa jak i standardami międzynarodowymi warunkującymi jej ważność (a tym samym możliwość skutecznego dochodzenia zapłaty z Gwarancji)”. 17. strona memorandum kancelarii Romanowski i Wspólnicy kończy się konkluzją: „Ponieważ nie zachodzą przesłanki nieważności Gwarancji, wskazane przez PGE wady Gwarancji wystawionej przez ICBC nie wpływają na skuteczność zabezpieczenia oferty złożonej przez SEC. W tej sytuacji nie zaistniały przeszkody uniemożliwiające PGE zaspokojenie się z Gwarancji w przypadku zaistnienia okoliczności uprawniających go do tego zgodnie z przepisami Prawa Zamówień Publicznych”.

23 maja 2014 r. KIO oddala odwołanie Shanghai Electric, uznając cytowaną opinię prawną za „prywatną”. Wniosek o powołanie niezależnego eksperta Izba odrzuca.

Chińczycy zaskarżają tę decyzję do sądu okręgowego, składając jednocześnie wniosek do prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o kontrolę doraźną postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, prowadzonego przez PGE, na budowę nowego bloku w Turowie.

Obie strony unikają wygłaszania opinii. KIO powołuje się na decyzję PGE, a ta została sformułowana oficjalnie i nie podlega komentarzom. Shanghai Electric wyjaśnia, że zdecydował się na drogę odwoławczą przede wszystkim ze względu na dobre imię.

– Jesteśmy poważną firmą, o światowej renomie, z olbrzymim potencjałem i kompetencjami – mówi Jakub Koszyczarek, menedżer sprzedaży odpowiedzialny za rynek polski. I z całą naszą powagą podeszliśmy do tego przetargu, przygotowując ofertę wręcz szytą na miarę, tak aby jak najlepiej spełnić oczekiwania zamawiającego. Stąd nasza cena najbliższa budżetowi PGE na tę inwestycję, stąd propozycja podwykonawcy robót budowlanych – SNC Lavalin, który ma w Polsce znakomite referencje w postaci bliźniaczego bloku o mocy 450 MW w Pątnowie II. Stąd propozycja turbozespołu Siemensa – lidera rynku. Odrzucenie tak dobrze przygotowanej oferty było dla Shanghai Electric zaskoczeniem.

Teoria a praktyka

Na koniec wróćmy jeszcze do tego, co w tym wszystkim najważniejsze: relacji z jedną z największych globalnych gospodarek. Pozyskiwania inwestorów z Państwa Środka oraz możliwości prowadzenia interesów przez polskiej firmy w Chinach. Okazuje się bowiem (który to już raz?), że jesteśmy krajem pięknych teorii. „(…)Chiny to kraj nieograniczonych możliwości wciąż poszukujący partnerów i planujący wejście na rynki międzynarodowe. Polska musi wyjść naprzeciw tym zamierzeniom, aby znaleźć się wśród krajów odnoszących duże korzyści ze współpracy z rynkiem chińskim”. Cytat pochodzi z oficjalnej rządowej strony: gochina.gov.pl. Dla przypomnienia Go China to inicjatywa kilku polskich ministerstw, które wraz z kilkoma rządowymi agendami zajmują się tworzeniem dobrego klimatu biznesowego pomiędzy polską a Chinami. Praktyka tych relacji, jak doskonale widać na przykładzie przetargu prowadzonego przez państwową przecież firmę PGE, to już niestety inna bajka.

Autor jest ekspertem stosunków międzynarodowych oraz gospodarczych. Jako dziennikarz pracował m.in. w PAP oraz Polskim Radiu