Eurobełkot Schulza

Obserwacja zachowania najbardziej eksponowanych unijnych urzędników w ostatnich tygodniach to modelowe ćwiczenie na temat rozdźwięku między propagandą a rzeczywistością. Rekordy bezczelności i oderwania od realiów bije przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz. Słowa jednego, nawet prominentnego lewaka można by bagatelizować, gdyby za jego groźbami nie poszły konkretne czyny wymierzone w Polskę i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które ośmielają się bronić swojej suwerenności.

Choćby siłą

Jak pamiętamy, Schulz popisał się niemiecko-socjalistycznym szowinizmem już 12 września na antenie telewizji ZDF, oświadczając: – Europa ultranacjonalistów, jeśli ona zwycięży, będzie to ich Europa, nie tylko w tej kwestii (przyjęcia imigrantów z Bliskiego Wschodu – przyp. red.), lecz także w wielu innych. Potrzebujemy ducha europejskiej wspólnoty. I w razie konieczności, to musi być siłą narzucone. Nie może być tak – i ja należę do tych ludzi, którzy tak mówią – jesteśmy w XXI wieku, jesteśmy w XXI wieku globalizacji – aby globalne problemy rozwiązywać nacjonalizmem. W pewnym momencie trzeba walczyć i trzeba powiedzieć: w razie konieczności, także walką przeciwko innym, postawimy na swoim.

Słowa te zostały w Polsce słusznie ocenione jako karygodne pogwałcenie zasady suwerenności niepodległych państw oraz ideałów, które rzekomo przyświecają Unii Europejskiej. Zapytany przez Polsat News o reakcję na swoją tyradę, Schulz próbował zrzucić winę na błąd tłumaczy i nadgorliwość naszych polityków w czasie kampanii wyborczej. Podkreślił wolę znalezienia rozwiązania zadowalającego dla wszystkich państw członkowskich, nawet gdyby RP nie zgodziła się na przyjęcie 12 tys. imigrantów, jednocześnie przyznając, że to poszczególne rządy mają w tej sprawie więcej do powiedzenia niż Bruksela.

Tylko brać

Wywiad był jednak wyłącznie taktycznym wybiegiem Schulza, który 17 listopada podczas występu w ARD ponownie obrażał Polaków. Ustosunkowując się do wypowiedzi ministra ds. europejskich Konrada Szymańskiego, który zadeklarował że po zamachach terrorystycznych we Francji „nie widzi politycznych możliwości wykonania decyzji o relokacji imigrantów”, pouczał: – Polska jest wielkim beneficjentem zasady europejskiej solidarności. Kiedy Polska czuje się zagrożona przez Rosję i domaga się więcej broni, żołnierzy i funduszów, Europa jest solidarna. Gdy Polska mówi, że jej gospodarka potrzebuje do dalszego rozwoju europejskich funduszy, to te fundusze dalej do Polski płyną. Ale w takiej sytuacji nie można nagle przyjść i powiedzieć, że uchodźcy to tylko problem Niemców i nie ma się z tym nic wspólnego.

Minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak odpowiadając w TVN24 na tę skandaliczną opinię przypomniał, że Schulz nie dostrzega manifestacji wymierzonych w politykę gabinetu Angeli Merkel w samych Niemczech, a polityk z tego państwa nie powinien krytykować Polski ze względu na historyczne krzywdy w rodzaju rzezi Woli w 1944 r. Zwrócił także uwagę, że zachodni polityk nie odważyłby się w podobny sposób zaatakować Izraela, co świadczy o naszej słabej pozycji międzynarodowej.

Nieśmieszna farsa

Jak w przypadku każdego wystąpienia czołowych działaczy PiS, nie zabrakło złośliwych komentarzy w mediach społecznościowych w stylu „Polska wstaje z kolan, żeby mogli nas wyprosić z salonu do przedpokoju”. Czy jednak Błaszczak naprawdę przesadził? W dobie wszechobecnej propagandy o „polskich obozach” każda okazja do przypomnienia o prawdzie historycznej powinna być wykorzystywana. Poza tym wypowiedź Schulza to czysta manipulacja. Jest prawdą, że trwają rozmowy na temat rozszerzenia postanowień szczytu NATO z Newport, na którym zapadła decyzja o powołaniu sił natychmiastowego reagowania nazywanych potocznie szpicą. Rozstrzygnięcia w tej kwestii zapadną jednak najpewniej dopiero na kolejnych spotkaniach przywódców paktu 8-9 lipca 2016 r. w Warszawie.

Poza tym to właśnie Niemcy najostrzej przeciwstawiają się utworzeniu stałej bazy NATO w Polsce. Powód jest ten sam, co zawsze – obawa przed drażnieniem rosyjskich partnerów handlowych. Nasi sąsiedzi wielokrotnie zawierali ze sobą lukratywne kontrakty bez oglądania się na ich rezultaty dla bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Najświeższy przykład to oczywiście gazociąg Nord Stream 2 na dnie Morza Bałtyckiego. Mimo oczywistej sprzeczności projektu z zasadą solidarności energetycznej, pod której sztandarem Donald Tusk sięgnął po fotel przewodniczącego Rady Europejskiej, koncern E.ON uparcie broni znaczenia inwestycji dla zaopatrzenia Niemiec. Zapowiadane dochodzenie Komisji Europejskiej nie przerwało przygotowań zachodnich firm do budowy. Na razie Gazprom ogłosił przetarg na budowę pięciu pierwszych odcinków Nord Streamu.

Zamykanie granic

Schulzowska wizja porządków na kontynencie powoli materializuje się w koncepcji „małego Schengen”. To holenderski pomysł na ograniczenie napływu imigrantów. W jej skład miałyby wejść jedynie kraje Beneluksu, Niemcy i Austria. Oczywiście, kontrolami na wcześniej zniesionych granicach zostaliby objęci nie tylko przybysze z Azji, lecz również obywatele innych państw unijnych. Niderlandzcy i brukselscy urzędnicy na razie zastrzegają, że projekt znajduje się we wstępnej fazie wewnętrznych konsultacji, lecz jego polityczna wymowa i zagrożenie, które stwarza dla dalszego bytu Unii nie budzi wątpliwości.

Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oskarżył propagatorów „małego Schengen” o żerowanie na tragedii paryżan, jednak 9 września popisał się z trybuny w Strasburgu sugerowaniem Polakom obłudnej postawy w stosunku do uchodźców z racji obecności dwudziestomilionowego wychodźstwa poza naszymi granicami. Oczywiście nie dodał, ilu spośród tych emigrantów splamiło się terroryzmem czy innymi ciężkimi przestępstwami. Takie ataki pokazują jedynie skalę desperacji wyalienowanych biurokratów, którzy nie mogą przeboleć walki poszczególnych państw o swoje interesy – chyba że są to te zwyczajowo najsilniejsze.

Niestety, zdominowane przez niemiecki kapitał polskojęzyczne media wciąż wmawiają nam, że negatywne opinie np. „Sueddeutsche Zeitung” zaowocują międzynarodową izolacją nowego rządu. Liczba pozytywnych komentarzy pod zagranicznymi newsami na temat polskiego oporu wobec imigracyjnego dyktatu pokazuje jednak, że zachodni politycy powinni przede wszystkim bronić się przed niezadowoleniem własnych obywateli, a jeżeli jesteśmy pewni swoich racji, zachodnie połajanki najlepiej przeczekać.

Autor jest dziennikarzem Gazety Finansowej, doktorem nauk politycznych PAN

——

 

 

 

 

 
Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN