Exposé premiera dobre, ale nie na miarę istniejących wyzwań

Zdania na temat exposé premiera są podzielone. W naturalny sposób opozycja ocenia je krytycznie, a rządzący wyrażają zachwyt. A jaka jest prawdziwa, obiektywna ocena?

Cieszyć się należy z zapowiedzi reform. Szef rządu zadeklarował wolę zmian, do których od jakiegoś czasu zachęcają ekonomiści. Reforma systemu emerytalnego jest konieczna z punktu widzenia problemów demograficznych społeczeństwa oraz potrzeby redukcji wydatków budżetowych państwa. Za bardzo odważy krok premiera należy uznać ograniczenie uprawnień tzw. grup uprzywilejowanych i wycofanie się państwa z opłacania składek emerytalnych za duchownych. Zbyt wczesne odchodzenie na emerytury policjantów czy wojskowych drogo kosztuje w sensie czysto finansowym, a poza tym – co być może jest istotniejsze – służby mundurowe tracą w ten sposób ludzi doświadczonych, z merytoryczną wiedzą, jeszcze w sile wieku, którzy mogliby jeszcze przez wiele lat kompetentnie służyć państwu. Zaś księża niech sobie sami odprowadzą składki emerytalne – wszakże łaski nie robią, potworzyli na parafiach jakieś cenniki i wierni za wszystko muszą płacić. Ślub osiemset, pogrzeb siedemset; organista bierze połowę tego co ksiądz; kościelny też za darmo świec w kościele nie przyjedzie zapalić, on również chce dostać swoją dolę. Formalnie wszystko kosztuje ile łaska, ale faktycznie wiadomo, że są ustalone twarde stawki. Dlaczego państwo ma do tego jeszcze dopłacać?! W kontekście tych zapowiedzi expose premiera Donalda Tuska należy ocenić bardzo pozytywnie. Reformy w obszarze systemu emerytalnego są krokiem w dobrym kierunku. Jednak na szczególną uwagę zasługuje przeformatowanie zasad pomocy społecznej. Według zapowiedzi premiera ma ona być realna, a więc trafiać do osób naprawdę potrzebujących wsparcia. Tylko przyklasnąć premierowi, niech się wreszcie skończy podjeżdżanie mercedesami po zasiłki. W przeszłości znałem wiele przypadków – osób, które albo nieformalnie pracowały poza granicami kraju, albo prowadziły działalność przestępczą, zaś oficjalnie ich rodziny korzystały z pomocy państwa. Budżet na tym tracił potężne kwoty. Mankamentem exposé premiera był brak nakreślenia dalekosiężnej wizji. Było to przemówienie techniczne bardzo, zręczne, może nawet efektowne, ale pozbawione głębokich treści; nie było uzbrojone w idee, zabrakło odwołania się do określonego paradygmatu aksjologicznego. W tym sensie było to słabe exposé, płytkie, powierzchowne, krótkowzroczne. Nie znalazło się w nim coś, co można by nazwać ideą tworzenia nowego ładu. Ktoś, kto mierzy w rolę męża stanu, powinien umieć wygłaszać wielkie przemówienia. Tymczasem na expose nie odciśnięto piętna męża stanu, nie było w nim przywódczej charyzmy. Franklin Roosevelt, John Kennedy czy Ronald Reagan zwróciliby się do narodu inaczej. W ich przypadku już pierwsze zdanie zostałoby uzbrojone w ogromny ciężar gatunkowy, byłaby w nich głęboka treść, zapowiedź podjęcia wielkich wyzwań, idei, przełomu. Tusk, niestety, temu nie sprostał, jest zbyt małym politykiem. Również zapowiedzi reform mogły być o wiele bardziej odważne. Polska potrzebuje nie tylko pojedynczych, fragmentarycznych, „szytych” na potrzeby budżetu, zmian, ale zainicjowania procesu prawdziwej sanacji państwa – głębokiej modernizacji w obszarze ustrojowym, administracyjnym, społecznym, kulturowym, obyczajowym. Stworzenia silnego, świeckiego państwa z przejrzystym prawem, spójnym podziałem terytorialnym, wyjątkowo sprawną i skutecznie działającą administracją, totalnie liberalną gospodarką, pluralistycznym oraz obywatelskim społeczeństwem, w którym zaistnieją autentyczne formy życia wspólnotowego. To wszystko wymaga głębokich, odważnych zmian wdrożenia w życie dalekosiężnej wizji. Niestety, tego wszystkiego w przemówieniu Donalda Tuska zabrakło. Zapowiedź reform jest krokiem w dobrym kierunku, ale nie na miarę wyzwań.

 

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”, publicystą miesięcznika ekonomicznego „Home&Market” i komentatorem politycznym magazynu „Gentleman”.