Gazyfikacja ratunkiem polskiego górnictwa

affejdhe-1

Z ekspertem górnictwa węgla kamiennego Krzysztofem Tytko rozmawiał dr Kordian Kuczma

Jakie korzyści mogłaby odnieść Polska dzięki realizacji programu gazyfikacji węgla?

Podziemna gazyfikacja węgla jest już wykorzystywana na skalę półprzemysłową w wielu krajach świata, m.in. Chinach, Rosji, Australii, USA, niektórych państwach Ameryki Południowej. Wciąż trwają intensywne prace badawcze nad doskonaleniem tej technologii. Tradycyjne metody umożliwiają wykorzystanie jedynie 10-15 proc. światowych zasobów węgla, wprowadzenie gazyfikacji na masową skalę podwyższyłoby ten wskaźnik do 80 proc. Wtedy energii dla całego świata wystarczyłoby na setki lat. Analogicznie na obecnym poziomie postępu technicznego średnia sprawność generacji energii elektrycznej z węgla wynosi 35 proc. (przy użyciu najnowszych metod – do 40-45 proc.). W przypadku tzw. syngazu uzyskanego w trakcie podziemnej gazyfikacji byłoby to nawet 65 proc. Wreszcie koszt wydobycia węgla metodami tradycyjnymi jest około od 5-10-krotnie wyższy niż koszt podziemnej gazyfikacji.

Trzeba również pamiętać, że świat od pewnego czasu walczy z nadmiarem emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Przy spalaniu syngazu wyzwala się o 60-70 proc. mniej CO2 niż przy wykorzystaniu tradycyjnego węgla. Do tej pory ani reaktory jądrowe, ani różne formy OZE nie były w stanie na masową skalę zastąpić węgla jako najtańszego dostępnego Europejczykom surowca energetycznego Dlatego jego gazyfikacja wydaje się najlepszym możliwym sposobem realizacji tego aspektu polityki ekologicznej (dekarbonizacja). Przyjęty w maju tzw. plan Junckera przewidujący utworzenie Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych z budżetem 315 mln euro poświęca sporo miejsca problemowi dekarbonizacji. Nie mówi on wprost o gazyfikacji, jednak wspomina o „czystych technologiach węglowych”, w skład których wchodzą różne metody gazowania tego surowca, ale również np. jego upłynnianie.

Za nowym podejściem do wydobycia węgla przemawiają więc potężne argumenty, nie tylko natury ekonomicznej. Z racji zaawansowania badań prowadzonych przez naukowców i inżynierów z różnych krajów, opracowanie w pełni praktycznej metody gazyfikacji jest kwestią najwyżej kilku najbliższych lat lub najwyżej jednej dekady. Pamiętajmy, że jeszcze stosunkowo niedawno loty na księżyc również pozostawały w sferze fantazji.

Dlaczego Polska może obawiać się przejęcia zysków z gazyfikacji węgla przez podmioty biznesowe z innych krajów?

Patrząc na głośną ostatnio restrukturyzację polskiego górnictwa, można odnieść wrażenie, jakby ostatnia ekipa rządząca chciała przekonać opinię publiczną, że państwowe firmy są przeżytkiem. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Wszystko zależy od woli i profesjonalizmu pracujących w nich menedżerów i pracowników, ich wiedzy ekonomicznej i technicznej. Przykładów na udaną symbiozę różnych form własności kopalń nie trzeba daleko szukać, choćby w Niemczech czy Szwecji.

Zagraniczny kapitał liczy na 20-40-letnie koncesje na wydobycie kopalin w Polsce. Po tak długim okresie pozostawania bogactw naturalnych pod kontrolą obcych kapitałów, szansa na ich powrót w nasze ręce będzie znikoma. Obecnie Unia importuje co roku około 240 mln ton węgla spoza swojego terytorium. Na terenie Polski znajduje się 90 proc. unijnych zasobów węgla kamiennego, których pełne wykorzystanie zapewniłoby całej UE kilkaset lat bezpieczeństwa energetycznego, a gazyfikacja – możliwość eksportowania w stanie ciekłym (LNG) jako konkurencji dla skroplonego gazu łupkowego, którego sprowadzanie do Europy forsuje projekt umowy o wolnym handlu TTIP. Biorąc pod uwagę, jakie skarby kryją się pod ziemią na naszym kontynencie, takie pomysły na dywersyfikację źródeł energii wydają się nie tylko mało efektywne ale sprzeczne z europejską (polską) racją stanu.

Odnoszę wrażenie, że Niemcy nigdy nie pogodziły się z postanowieniami traktatu wersalskiego, a tamtejsze elity wciąż starają się przejąć kontrolę nad dobrami znajdującymi się na dawnym terytorium Rzeszy. Dobrym przykładem tej praktyki jest budowa kopalni w Orzeszu przez spółkę HMS Bergbau. Po wejściu na giełdę KWK w Bogdance, Skarb Państwa stracił w niej kontrolny pakiet akcji. Wątpliwości budzi również rozproszony kapitał inwestujący w nominalnie polskich koncernach rozważających aktywność w branży węglowej – KGHM, Tauronie i innych. Z tego względu można się obawiać, że Nowa Kompania Węglowa, kiedy powstanie pod koniec sierpnia być może będzie zdominowana przez zagraniczny biznes, także dlatego, że część udziałów przejmą jej wierzyciele.

To dlatego twierdzi Pan, że mamy coraz mniej czasu na wprowadzenie ochrony polskiego węgla?

Sprawa jest poważna, ponieważ odnowiona Kompania Węglowa być może będzie zarządzać większą częścią polskich złóż węgla. Opozycja, media i całe społeczeństwo muszą bacznie przyglądać się rozwojowi wypadków w tej firmie, a także Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Obecnie 56 proc. akcji JSW należy do Skarbu Państwa, jednak rok temu zakup KWK „Knurów-Szczygłowice” za 1,5 mld zł pozbawił ją płynności finansowej. Z długoterminowego punktu widzenia wydaje się on wysoce opłacalny, jednak na dzień dzisiejszy jest dużym ciężarem dla budżetu Spółki, która nie jest też w stanie uporać się ze stratami spowodowanymi przez lutowy strajk w należących do niej kopalniach. Dokapitalizowanie JSW może zakończyć się utratą kontroli przez dotychczasowego większościowego akcjonariusza. Ta sama groźba dotyczy również Katowickiego Holdingu Węglowego. Można mieć wątpliwości, czy wszystkie te podmioty walczą z problemami finansowymi w tym samym czasie, skoro Jastrzębska Spółka Węglowa przed zakupem „Knurowa” pozostawała w niezłej kondycji. Jest bardzo prawdopodobne, że po wyborach parlamentarnych, nawet jeżeli rządząca ekipa ulegnie zmianie, będzie już prawdopodobnie za późno na działania naprawcze.

Dlaczego program wdrożenia nowego modelu biznesowego (naprawy górnictwa) powinien być testowany np. w Kopalni Węgla Kamiennego „Brzeszcze”?

Ze względu na bogate zasoby surowca, a także długie tradycje wykorzystywania czystych technologii węglowych w tych rejonach w przeszłości. Już przed drugą wojną światową niemieccy inżynierowie prowadzili w okolicach Oświęcimia eksperymenty ze zgazowaniem i upłynnieniem węgla metodą Tropscha-Fischera. Mamy zbyt duży potencjał, aby z czystym sumieniem przerwać tę ciągłość myśli technologicznej. Dopracowanie na skalę przemysłową Czystych Technologii Węglowych (głównie podziemnego zgazowania węgla), ich standaryzacja w pozostałych polskich kopalniach, utrzymanie pełnej kontroli przez Skarb Państwa nad polskimi zasobami naturalnym oraz dostawy skroplonego syngazu na maksymalnie możliwą skalę do UE pozwoliłoby skokowo podnieść standard życia wszystkich Polaków.

Arabia Saudyjska tylko z tytułu posiadania potężnych złóż ropy naftowej ma jeden z najwyższych poziomów życia na świecie. Polska ma znacznie więcej energii (tak potrzebnej obecnie światu) zawartej w węglu kamiennym i brunatnym zalegającym na naszym terytorium niż Arabia Saudyjska w ropie naftowej. Tylko od woli rządzących zależy, czy wykorzystamy szansę, którą obdarzyła Nas natura. Nie ma ważniejszej sprawy dla losu Polaków niż polska ziemia, polskie zasoby naturalne i polska waluta, dzięki którym możemy w ciągu 2 lub 3 dekad dołączyć do liderów Europy!

KRZYSZTOF TYTKO

jest absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie oraz podyplomowego studium Master of Business Administration MBA Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Był dyrektorem KWK „Czeczott” i Tarnogórskiej Fabryki Maszyn Górniczych „Tagor”, prezesem zarządu w Zakładach Tworzyw Sztucznych „Krywałd” SA, Zakładzie Automatyki „Polna” SA, Zakładach Wyrobów Powlekanych „Sanwil” SA oraz w polsko-chińskiej spółce „Tagao” w Chinach. Od 2003 r. prowadzi własną działalność gospodarczą o charakterze zarządzająco-doradczym. W latach 2009-2010 stał na czele Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia sp. z o.o. W 2013 roku był wiceprezesem LZMO SA, a w 2014 prezesem Baltic Ceramics SA w Lubsku.

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN