Giełda bez sentymentów

Początek br. pokazał, że inwestorzy preferują spółki duże i płynne. Co będzie miało wpływ na wycenę akcji spółek w 2005 r.?

Indeks WIG20 wzrósł od początku roku do 25 lutego o 8,05 proc., podczas gdy MIDWIG zaledwie o 1,76 proc., a WIRR o 0,75 proc. PKN, Pekao i PKO BP osiągnęły historyczne szczyty notowań, a TP S.A. jest najdroższa od 4 lat.

Przyczyną takiej aprecjacji blue chipów wydaje się być napływ kapitału do funduszy inwestujących w naszym regionie. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w Budapeszcie i Pradze.

Inwestycjom zagranicznym na naszej giełdzie sprzyja umocnienie złotówki, a jednocześnie sam napływ kapitału powoduje dalsze wzmocnienie waluty. Oczywiście, zagraniczni inwestorzy koncentrują się na największych spółkach, które są najlepiej znane i monitorowane przez analityków.

Ta sytuacja powinna utrzymać się na giełdzie jeszcze przez jakiś czas. W końcu jednak – i trzeba mieć taką świadomość – sentyment inwestorów zagranicznych do naszego kraju się odwróci. Wtedy walory spółek najliczniej reprezentowane w portfelach inwestycyjnych będą dynamicznie i masowo sprzedawane. Sygnałem zapoczątkowania takiego scenariusza może być odwrócenie trendów na rynku walutowym.

Z walutami związany jest jeszcze inny wpływ na wycenę spółek. Wyniki firm za IV kwartał ub.r. zaprezentowane dotychczas unaoczniły, że eksporterzy netto, tzn. spółki więcej eksportujące niż importujące, generalnie mają słabe wyniki. Najlepszym tego przykładem jest Dębica, która jeszcze w 2003 r. zarobiła w IV kwartale 32,1 mln zł netto, a w roku 2004 zaledwie 0,6 mln zł.

Przy obecnych kursach złotego eksporterom przestaje się opłacać sprzedaż eksportowa, o ile nie są w stanie przenieść rosnących cen na nabywców. Na przeciwnym biegunie znajdują się importerzy netto, np. LPP, CCC, oraz dystrybutorzy części samochodowych. Dla nich mocny złoty jest korzystny, ponieważ umożliwia relatywnie tańsze nabycie towarów i surowców w przeliczeniu na złotego.

Średni kurs złotego do euro w ostatnim kwartale minionego roku wynosił 4,24, a do USD 3,27. Po prawie 2 miesiącach I kwartału 2005 r. (dane na 25 lutego) średni kurs euro kształtuje się na poziomie 4,04, a USD 3,09. Oznacza to wzrost wartości złotego odpowiednio o: 5 proc. i 6 proc. Jak takie kursy będą rzutowały na wyniki przedsiębiorstw w I kwartale br. – nietrudno sobie wyobrazić. Gdyby miało dojść do zmiany trendu i osłabienia złotego, preferowane mogą być z powrotem spółki eksportujące kosztem firm importujących.

Niebagatelny wpływ na wyceny akcji spółek w br. może mieć spadek dynamiki produkcji przemysłowej. O ile nie nastąpi zahamowanie obecnych tendencji, wejdziemy w okres spowolnienia wzrostu gospodarczego. W takich warunkach powinny być preferowane spółki o małej wrażliwości na ogólną koniunkturę, czyli np. dystrybutorzy farmaceutyków, spółki produkujące na potrzeby popytu konsumpcyjnego, producenci ciepła i energii elektrycznej. Negatywnie mogą być postrzegane spółki przemysłowe. Jak jednak argumentuje wielu ekonomistów, do wyhamowania dynamiki wzrostu gospodarczego nie dojdzie, a to za sprawą wzrostu popytu inwestycyjnego. Jeśli argumentujący mają rację, najpozytywniej odczują to spółki budowlane oraz produkujące na potrzeby budownictwa.
I tak cztery główne czynniki, które powinny wpływać na wycenę spółek w br., to: płynność i wielkość mierzona np. udziałem w indeksie WIG20 lub stopniem zainteresowania zagranicznych analityków, ekspozycja na zmiany kursu walutowego, wrażliwość na koniunkturę gospodarczą oraz ewentualny udział w procesie wzrostu popytu inwestycyjnego. Spółki, które spełniają powyższe kryteria, mogą być wyceniane relatywnie wyżej (mierząc za pomocą wskaźników typu cena/zysk lub cena/wartość księgowa) od tych, które nie pasują do obrazu idealnej firmy w obecnych warunkach.

Autor jest analitykiem SEB TFI