Grozi nam powrót analfabetyzmu!

Z Juliuszem Madejem rozmawia Roman Mańka

Wiele mówi się w ostatnich czasach o gospodarce ufundowanej na wiedzy. Bardzo często na ten termin powołują się prezydenci: Wrocławia – Rafał Dudkiewicz i Krakowa – Jacek Majchrowski, a także przedstawiciele polskiej klasy politycznej. Proszę powiedzieć, czy w Polsce mamy już do czynienia z gospodarką ufundowaną na wiedzy?

Mówi się, że we współczesnej gospodarce wiedza odgrywa taką rolę jak kapitał w erze industrialnej. Nowoczesna gospodarka to taka, która ma silny „dział kreatywny”. W rankingu innowacyjności Komisji Europejskiej znajdujemy się na odległym, 23. miejscu. W 2010 r. Polska opatentowała 199 wynalazków, podczas gdy Niemcy – 17 tys. To obrazuje, jaki dystans mamy do pokonania. Niestety, obecnie jesteśmy przede wszystkim „rynkiem zbytu” dla cudzych pomysłów.

Na ile dobre kształcenie może zdynamizować wzrost gospodarczy? Jaka jest rola kształcenia w kontekście procesów gospodarczych?

Uczelnie zawsze były rozsadnikiem nowych idei – tu doświadczenie profesorów spotyka się ze świeżym spojrzeniem studentów i duch-wieczny rewolucjonista (żeby zacytować wieszcza) ma pole do popisu.

W rozwiniętych gospodarkach odnotowuje się duży stopień innowacyjności, proces ten ma miejsce przede wszystkim w państwach Azji. Co należy zrobić, aby polska gospodarka była bardziej innowacyjna?

Polacy są kreatywni. Dlaczego jednak częściej słyszymy o sukcesach rodaków na emigracji, niż w kraju? Co tę kreatywność pęta? Trzeba zdjąć biurokratyczny gorset zarówno z programów studiów, jak i biznesu. Przetoczyła się ostatnio w mediach dyskusja o odpowiedzialności uczelni za stan rynku pracy, brak dobrze przygotowanych absolwentów. Mało kto zauważył, że istnieje też bardzo silne oddziaływanie rynku pracy na uczelnie. W Polsce mamy gospodarkę opartą w znaczącym stopniu na transferze technologii z krajów wysoko rozwiniętych. To powoduje, że nasza gospodarka bardziej potrzebuje operatorów linii produkcyjnych niż inżynierów czy projektantów. Taki stan rzeczy fatalnie wpływa na szkolnictwo wyższe – po co kształcić super specjalistów skoro nie znajdą w kraju pracy w swoim zawodzie?

Czy polski rząd posiada strategię rozwoju systemu kształcenia i podnoszenia jego poziomu?

Nic nie słyszałem o kompleksowej strategii dla polskiego szkolnictwa podstawowego, średniego i wyższego.

Jakie błędy, reformując system kształcenia, popełniliśmy w ciągu ostatnich 20 lat?

Trudno nie patrzeć dziś krytycznie na reformę pana ministra Handkego. Wprowadzenie gimnazjów miało poprawić jakość kształcenia – oczekiwań tych wcale nie spełniło, za to stworzyło problemy społeczne. Podobnie z nową maturą – jej celem był system obiektywnej oceny. W praktyce stała się ona narzędziem powszechnego „równania w dół”. Skoro miażdżący odsetek maturzystów nie radzi sobie z jakimś przedmiotem, to trzeba kolejnemu rocznikowi ułatwić zadania. Taką złowrogą logikę przyjęto i płacimy za to wysoką cenę.

W którym kierunku powinna przebiegać reforma systemu kształcenia?

First things first. Przede wszystkim liczą się solidne podstawy. Obecnie szkoły podstawowe opuszczają czasem uczniowie, którzy nie potrafią przeczytać prostego tekstu ze zrozumieniem. Procent składany jawi się wielu maturzystom jako synonim matematyki wyższej. Podarowanie im laptopa i cyfrowego podręcznika nic tu nie zmieni. System edukacji potrzebuje też stabilności, modyfikacje wprowadzane ad hoc, z których potem trzeba się wycofywać, są kosztowne i niszczące. Widać to dobitnie na przykładzie obowiązkowej matury z matematyki, której brak okazał się potężnym ciosem w kształcenie na kierunkach ścisłych i technicznych. Teraz szkoły mozolnie próbują odbudować tę jakość nauczania.

Czy lepiej studiować na uczelniach publicznych czy prywatnych?

To fałszywy dylemat. Dziś kandydat powinien szukać dobrego wydziału i ciekawej specjalizacji. Pamiętajmy, że na uczelniach państwowych i prywatnych wykłada często ta sama kadra. Coraz bardziej liczy się za to, jakie możliwości nabycia doświadczenia zawodowego oferuje uczelnia, np. czy współpracuje z pracodawcami i zapewnia ciekawe staże, a także warunki studiowania i stosunek do studentów, np. elastyczne programy kształcenia. W tych obszarach Uczelnia Łazarskiego ma wiele do zaoferowania swoim studentom.

Wielu Polaków wyjeżdża, aby móc kształcić się poza granicami kraju. Czy polskie szkolnictwo pozostaje daleko w tyle? Jaki dystans dzieli nas od świata?

Mobilność wynika nie tylko z poszukiwania lepszej jakości. Młodzi ludzie są ciekawi świata i to jest pozytywne. Rozumieją, że obok wiedzy akademickiej takie studia dają bezcenne we współczesnym świecie doświadczenie międzykulturowe. Polskie uczelnie są bardzo różne, niesprawiedliwie byłoby je wrzucić do jednego worka. Pamiętajmy, że do nas też przyjeżdżają studenci zza granicy, szukając tego samego, co i polska młodzież w swoich wojażach: jakości i doświadczenia „inności”. Np. u nas, w Uczeni Łazarskiego, kształci się ponad 600 zagranicznych studentów. Odpowiadając na kolejne pytania – polskie szkolnictwo wyższe nie należy do gigantów, a miejsca naszych najlepszych uniwersytetów w czwartej setce rankingu szanghajskiego dobitnie uświadamia nam dystans, jaki dzieli nas od liderów.

Jakie są największe mankamenty polskiego systemu kształcenia?

Konformizm myślenia. Klucz do matury jest kluczem do konformizmu, do szukania bezpiecznej, oczywistej odpowiedzi. Potem na studiach trudno ten nawyk zmienić.

Statystyki pokazują, że przybywa nam ludzi dobrze wykształconych. Z jednej strony, powinniśmy się cieszyć; z drugiej jednak rodzi się pytanie – czy jest to autentyczne wykształcenie, czy młodzi ludzie (szczególnie na rozmaitych uczelniach w małych miastach) zostają dobrze przygotowani do późniejszej pracy zawodowej? Znany polski filozof, prof. Wolniewicz, powiedział kiedyś sakramentalne zdanie: „Masa ciągnie w dół”. Zatem jakie powinno być wyższe wykształcenie – masowe czy elitarne?

Wyższe wykształcenie powinno być solidne. Jeżeli potrafimy ponad 50 proc. młodzieży wyedukować tak, by mogli kształcić się na studiach europejskiego formatu – to świetnie. Natomiast jeśli zapraszamy istotną część z tych 50 proc. na uczelnie, przymykając oko na kryteria, by ukryć bezrobocie albo poprawić statystyki, to dzieje się coś bardzo złego.

Młodzi ludzi idą na wyższe uczelnie po dyplom czy po wiedzę?

Wie Pan, to straszne, że takie pytanie w ogóle sobie stawiamy.

Jakie powinny być optymalne relacje pomiędzy biznesem a nauką?

Partnerskie, gdyż biznes i nauka potrzebują się nawzajem – w Stanach Zjednoczonych naukowe programy badawcze w istotnej mierze finansowane są właśnie przez przemysł.

Czy biznes może pełnić rolę mecenatu nad nauką?

Mecenat sugeruje działalność charytatywną. Tymczasem biznes może wiele zyskać na związkach z nauką. Oczywiście, inwestycja w badania ma inny charakter niż zakup wyprodukowanych w Chinach gadżetów. Ale trafiona innowacja to zysk o skali, której inaczej nie udałoby się uzyskać.

Jakimi cechami powinien dysponować człowiek dobrze wykształcony?

Jak powiedział kiedyś Leszek Kołakowski: jak byłem młody, wiedziałem wszystko, a potem stopniowo głupiałem. Wykształcenie daje najważniejszą wiedzę o tym, czego jeszcze nie wiem. Czy nie na tym opiera się każda innowacja?

Niejednokrotnie w biednych rodzinach rodzą się dzieci, które nie są się w stanie kształcić, gdyż ich rodzice nie posiadają na to pieniędzy. Jednak są to osoby bardzo zdolne. Co z nimi?

Czy Konstytucja RP nie gwarantuje bezpłatnego kształcenia? To, że zadaje mi Pan takie pytanie, pokazuje, że coś w systemie szkolnictwa publicznego nie działa jak należy. Na bezpłatne studia dostają się dzieci zamożnych rodziców, mieszkające w dużych ośrodkach. Niezamożnej młodzieży z mniejszych ośrodków pozostają najczęściej studia płatne. Idea równości stoi na głowie.

Czy młodzież z małych miast bądź wsi posiada gorsze możliwości kształcenia niż ich rówieśnicy urodzeni w wielkich miastach?

Wyniki w zasadzie wszystkich egzaminów centralnych kończących kolejne etapy edukacji wskazują na coś bardzo niepokojącego – rosnącą przepaść pomiędzy wykształceniem w małych i dużych ośrodkach. Jeżeli nie doinwestujemy oświaty na obszarach wiejskich, to grozi nam poważne załamanie cywilizacyjne, a nawet powrót analfabetyzmu. Likwidacja szkół wiejskich na krótką metę ratuje kasę samorządu, ale w dłuższej perspektywie słono zapłacimy za zbiorcze szkoły, do których dzieci dojeżdżają czasem nawet 1,5 godziny w jedną stronę!

Czy polscy biznesmeni interesują się rozwojem nauki? Chcą być partnerami dla nauki?

Współpraca biznesu ze światem nauki to wciąż trochę terra incognita. Brak regulacji prawnych, szczególnie podatkowych, które by do tego zachęcały i pomogły zbliżyć się do siebie tym dwóm światom jest dla rozwoju polskiego szkolnictwa jedną z podstawowych barier. W Stanach Zjednoczonych biznes może wliczać w koszty uzyskania przychodu datki na edukację, a w Turcji środki przekazane uczelniom wyższym są odliczanie od podatku dochodowego. My o takich rozwiązaniach możemy tylko pomarzyć.

Co biznes może otrzymać dzięki szybszemu rozwojowi nauki?

Wiedzę, która jest nowym kapitałem. Bez innowacji nasi biznesmeni staną się sprzedawcami, pośrednikami pracującymi na cudzy zysk.

Na pewno obserwuje Pan polski establishment – elitę polityczną i biznesową. Proszę powiedzieć, czy są to ludzie wykształceni, czy spełniają kryteria osób dobrze wykształconych?

Ja bym to pytanie postawił inaczej: czy w Polsce dobre wykształcenie w istotny sposób pomaga w karierze? I odpowiem krótko – w dalszym ciągu ma zbyt małe znaczenie, ale na szczęście to się zmienia.