Irlandia rozlicza odpowiedzialnych za kryzys

„Szmaragdowa Wyspa” to jeden z krajów Europy, który najmocniej doświadczył rezultatów załamania światowej gospodarki w 2008 r. Państwo nazywane wcześniej „celtyckim tygrysem” w ciągu kolejnych trzech lat musiało zmagać się z krachem na giełdzie, wzrostem bezrobocia i redukcją pensji w wielu przedsiębiorstwach. Podobnie jak w innych częściach świata, większość winnych temu stanowi rzeczy pozostaje na wolności, często pozując na niewinne ofiary. Tym większym echem, szczególnie w północnoeuropejskich mediach, odbił się niedawny wyrok w procesie trojga byłych pracowników Anglo Irish Bank.

Synonim upadku

Do dzisiaj ta instytucja pozostaje dla wielu Irlandczyków symbolem nieodpowiedzialnej polityki kredytowej, która brutalnie obudziła wyspiarzy ze snów o potędze finansowej. Bankructwo Anglo Irish Bank kosztowało rząd republiki 30 miliardów euro, co było powodem zwrócenia się do władz Unii Europejskiej i MFW o bailout. Obecnie stanowi on własność państwa pod nazwą Irish Banking Resolution Company. Dubliński sąd rejonowy postawił trójce ekonomistów zarzuty ukrywania tajnych kont należących do ich przełożonego Seana FitzPatricka oraz związane z tym wprowadzanie w błąd służb skarbowych.

Jak na ironię, mimo że istniejący ponad pół wieku kredytodawca powinien zapłacić za rozpieszczanie giełdowych i nieruchomościowych spekulantów, badany przez wymiar sprawiedliwości skandal nie miał bezpośredniego związku z kryzysem przełomu dekad. Gdyby jednak nie audyt przeprowadzony w 2003 r. w ramach poszukiwania odpowiedzialnych za katastrofę irlandzkiej gospodarki, nieuczciwe praktyki nie wyszłyby na jaw. W trakcie śledztwa okazało się m.in., że w okresie, gdy dyrektorom banków nie było wolno handlować akcjami, FitzPatrick wykorzystywał do tego rachunek utworzony dla swojego bratanka Johna Petera O’Toole’a.

Wielki nieobecny

Mimo że sędzia w przypadku wszystkich żądał kary pięciu lat pozbawienia wolności, w piątek 31 lipca 56-letni były dyrektor operacyjny Tiarnan O’Mahoney został skazany na trzy lata więzienia, 67-letni pracownik sekretariatu Bernard Daly – na dwa lata, zaś dawna asystentka jednego z menedżerów Aoife Maguire – na półtora roku. Wszystkie wyroki mają charakter bezwzględny. Cała trójka, sprawiająca wrażenie mocno przerażonych pierwszą w życiu nocą spędzoną w areszcie, nie przyznała się do winy, a adwokaci podkreślali, że ich klienci nie odnieśli bezpośrednich korzyści z łamania prawa. Co więcej, konto Maguire znajdowało się w tak opłakanym stanie, że kwalifikowała się do budżetowego dofinansowania pomocy prawnej. Obserwatorzy słusznie zwracali uwagę, że w akcie oskarżenia brakowało nazwiska FitzPatricka, który nie pojawił się na sali rozpraw nawet jako świadek…

Obrońcy, wśród których był m.in. szanowany w kręgach irlandzkiej palestry Sean Guerin (oskarżyciel w procesie sadomasochistycznego mordercy Grahama Dwyera, tropiciel afer z udziałem byłego ministra sprawiedliwości Alana Shattera) prześcigali się w retorycznych wyrazach zawodu wynikającego z pominięcia roli eksprezesa banku w postępowaniu. Brendan Grehan porównywał go do nieuchwytnego kota przestępcy Makawitego z wiersza George Eliot, a Patrick Gageby – do kapitanów „Titanica” i „Costa Concordia”. FitzPatrick był jednak świadomy wydarzeń na sali sądowej. W czasie, w którym odbywały się rozprawy, jego pełnomocnicy starali się o przełożenie planowanego na październik wszczęcia postępowania przeciw bankierowi obawiającemu się reperkusji skazania podwładnych dla swojej i tak nadszarpniętej reputacji.

Pułapki lojalności

Proces nie udzielił definitywnej odpowiedzi na pytanie, co kierowało oszustami, którzy przez wiele lat cieszyli się nieskazitelną opinią. „Sunday Independent” spekuluje, że posłuszeństwo zwierzchnikowi nie tłumaczy wszystkiego. Zdaniem publicystki Dearbhail McDonald skazani mogli sprzeniewierzyć się etyce zawodowej w oczekiwaniu na awans w strukturach firmy. Niektórzy pracownicy odmówili udziału w machinacjach FitzPatricka, co skończyło się dla nich przenosinami służbowymi. Dużą rolę w ujawnieniu defraudacji odegrali bankowi informatycy, którzy nie zgodzili się na likwidację spekulacyjnych kont po zakończeniu ich przydatności. Ukryte przed kierownictwem posłużyły za ważny dowód w sprawie.

Mimo drugorzędnego znaczenia podsądnych w upadku Anglo Irish Banku, sędzia Patrick McCartan uznał, że działali z premedytacją i nie doszukał się w ich postępowaniu okoliczności łagodzących. Należy jednak liczyć się z możliwością apelacji, tym bardziej, że skazani mogą nie być w stanie sprostać konieczności uiszczenia kosztów postępowania. To pierwszy taki wyrok za przestępstwa gospodarcze w historii irlandzkiego wymiaru sprawiedliwości, budzący nadzieję wielu komentatorów, że inni oszuści w białych rękawiczkach nie pozostaną bezkarni. Na rozwiązanie czeka np. sprawa sprzedaży portfolio Nama (Narodowej Agencji Zarządzania Zasobami). Uzyskanych w ten sposób siedem milionów funtów trafiło na konto w raju podatkowym – prawdopodobnie za pośrednictwem negocjujących porozumienie ministrów z Demokratycznej Partii Unionistów.

Kroki ku lepszemu

Nieczyste sumienie ma także żona premiera Irlandii Północnej – Iris Robinson. W 2010 r. wdała się ona w spór ze swoim kochankiem – 19-letnim synem owdowiałej przyjaciółki. Kiedy minęło pierwsze zauroczenie, zaczęła domagać się od niego przekazanych mu wcześniej 50 tysięcy funtów pochodzących z podejrzanych transakcji na rynku nieruchomości. Afera kosztowała Paula Robinsona fotel w parlamencie, jednak nie przeszkodziła w dalszym kierowaniu rządem prowincji – nawet w połączeniu z pojawiającymi się w tym samym czasie oskarżeniami o homofobię.

Powstała w marcu tego roku w ramach secesji z ugrupowania Fine Gael partia Renua (Nowa Era) próbowała wykorzystać proces pracowników Anglo Irish Banku do nagłośnienia swojego dziesięciopunktowego planu walki z „przestępcami w białych kołnierzykach”. Zakłada on m.in. wprowadzenie sankcji za udzielanie nieodpowiedzialnych kredytów, podwyższenie maksymalnej kary za nielegalne działania biznesowe do 10 lat więzienia oraz urzędowe wsparcie dla demaskatorów podejrzanych praktyk (whistleblowerów). Na razie Renua odgrywa drugorzędną rolę w irlandzkiej polityce – jej przywódcy liczą na zdobycie około dziesięciu mandatów w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Konsekwentna walka o realizację tego typu programu może jednak przysporzyć im dodatkowych głosów. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do naszej „zielonej wyspy” przynajmniej część środowiska prawniczego byłaby gotowa poprzeć ich postulaty.

Autor jest dziennikarzem Gazety Finansowej

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN