Jestem smutnym frustratem

Dowiedziałem się wczoraj, że jestem człowiekiem sfrustrowanym i smutnym. I to od nie byle jakiego psychologa, ale od samego rzecznika rządu (z wykształcenia prawnika). Jak zwykle w przypadku spraw, które dotyczą mnie osobiście, czynię to po to, żeby wskazać na pewną ogólną zasadę, wychodząc od dobrze znanego mi przypadku. A dokładnie – dwie zasady.

Przebieg zdarzeń każdy może wyczytać na wPolityce.pl, a także spojrzeć bezpośrednio na Twittera (@pawelgras i @lkwarzecha). Streszczając sprawę – zaczęło się od zlinkowania przeze mnie wywiadu „Naszego Dziennika” z oficerem BOR w czynnej służbie. Wywiad pełen jest konkretnych faktów, nazwisk, zdarzeń, ale też trzeba pamiętać, że rozmówca „NDz” przedstawia swój punkt widzenia, czasem opierając się na tym, co wie z drugiej ręki. Niemniej pewne kwestie domagają się wyjaśnienia (choćby sprawa zakupu samochodów dla BOR w Afganistanie), inne budzą grozę (całkowite lekceważenie potrzeb oficerów BOR na misjach czy otwarte zatrudnianie w BOR protegowanych, w tym takich, którzy nie przeszliby bez protekcji podstawowych egzaminów).

Wkrótce odezwał się rzecznik Graś, stwierdzając: „[T]o są takie brednie, że nawet nie mam zamiaru tego komentować 🙂 Grzegorz tez sie zdziwi jak sie dowie ze ma wille w Kraku!” (chodziło o zupełnie marginalny wątek w wywiadzie). Moja odpowiedź (do jednego z obserwujących mnie twitterowiczów): „[…] Ja się nie dziwię, że @pawelgras ogłasza, że to bzdury, bo mowa jest o bardzo niewygodnych kwestiach”.

Wtedy pojawiła się kluczowa wypowiedź pana ministra: „ja to bardzo panu współczuje panie red @lkwarzecha. Pana tak wszystko wnerwia, wkurza, oburza, irytuje. Musi pan być bardzo nieszczęśliwy”.

Ten właśnie tweet jest bardzo charakterystyczny i godny odnotowania z dwóch powodów.

Pierwszy to sposób, w jaki rzecznik rządu, występując w swojej oficjalnej funkcji (choć nawet gdyby zastrzegał, że jest inaczej, rozdzielenie Pawła Grasia – osoby prywatnej od Pawła Grasia – rzecznika gabinetu Tuska byłoby wątpliwe), zwraca się do dziennikarza, a właściwie do kogokolwiek, bo w przypadku tak demokratycznego medium, jakim jest Internet, nie ma różnicy. Kwestia, od której wszystko się zaczęło, jest poważna i z całą pewnością wymaga poważnej odpowiedzi. Zamiast niej – lub też po prostu zamiast milczenia – dostajemy jakiś idiotyczny, personalny przytyk. To charakterystyczna dla tej władzy metoda działania i przykrywania problemów.

Druga kwestia jest jeszcze bardziej uniwersalna, ponieważ minister Graś sięgnął po starą, sprawdzoną i ograną metodę manipulacji, którą zresztą próbowali stosować wobec opozycji także spece od propagandy w Peerelu. Otóż jeśli ktoś zgłasza choćby najkonkretniejsze zastrzeżenie wobec funkcjonowania państwa, jego organów, urzędników itd., to zamiast wdawać się z nim w dyskusję i odpierać zarzuty, przedstawiamy go po prostu jako frustrata, któremu nigdy nic się nie podoba i – jak napisał Paweł Graś – jest bardzo nieszczęśliwy przez tę swoją wieczną frustrację. Mówiąc krótko – komu się takie państwo i ten rząd nie podobają, ten zakompleksiony frustrat. Na tej samej zasadzie etykietuje się ludzi jako „faszystów” lub „homofobów”, dzięki czemu nie trzeba już z nimi dyskutować.

Metoda to prymitywna i prostacka, ale czasami skuteczna. Zwłaszcza gdy gra się na swoich, czyli grupę politycznych kiboli tak uodpornionych na rzeczywistość, że tego typu chwyty przyjmują z zadowolonym rechotem.

Najlepszym podsumowaniem będzie piosenka Ryszarda Makowskiego, która idealnie ilustruje metodę działania rzecznika Grasia.

http://tv.rp.pl/video/Ryszard-Makowski-w-tv-rp-pl,Po-godzinach/Dobra-diagnoza-dobre-leczenie