Kto się boi prowizji DeGiro

Założone przez brokerów związanych wcześniej z odgrywającymi czołową rolę na holenderskim rynku funduszami Binck i HIQ DeGiro przedstawiło swoją ofertę dla Polaków w sierpniu 2014 r. Uwagę zwróciły przede wszystkim zaproponowane przez firmę bardzo niskie ceny usług maklerskich. Koszt prowizji za zakup wartych 10 000 USD akcji Google wynosi w cenniku DeGiro 0,72 USD. Dla porównania Pekao w takiej sytuacji pobiera od klienta 50 USD. Władze domu uważają, że narzucanie wysokich prowizji jest pozbawione sensu, ponieważ wszystkie dane dotyczące transakcji są dostępne w internecie, klienci oczekują więc od maklerów jedynie przeprowadzenia operacji, nie zaś doradztwa.

Cenowa konkurencyjność ma pomóc temu domowi maklerskiemu w ciągu najbliższych pięciu lat osiągnąć pozycję największego brokera internetowego w Europie. Wydaje się to ambitnym zadaniem, ponieważ do 2013 r. zajmował się on wyłącznie obsługą klientów instytucjonalnych. Obecnie oferuje swoje usługi w 18 krajach świata. Obsługują je zaledwie trzy węzły online: w Amsterdamie, Sofii i Hongkongu. Platforma internetowa Webtrader zapewnia możliwość zawierania transakcji na giełdach w Azji i Ameryce Północnej. DeGiro nie podaje dokładnej liczby swoich klientów, wiadomo jedynie, że w 2015 r. spodziewa się przychodów z kont klientów w wysokości ok. 30 mld euro. Potencjalnych odbiorców kusi brakiem opłat za depozyt i wycofywanie środków oraz miesięcznego abonamentu.

Różne standardy

W lutym br. Holendrzy znaleźli się pod lupą UOKiK. Jak podaje zasiadający w Zarządzie Izby Domów Maklerskich Paweł Sobków, IDM zwróciła się do urzędu o zbadanie, czy DeGiro działa w sposób zgodny z obowiązującymi w Polsce przepisami prawa i czy nie dopuszcza się nieuczciwej konkurencji. – Nasi członkowie zgłaszali uwagi, że na stronie internetowej firmy znajdują się ich loga i porównanie ofert cenowych – przypomina Sobków. Jedną z kości niezgody stały się niektóre zapisy umów zawieranych przez dom maklerski z klientami, w tym zachowanie prawa do odmowy wykonania usług finansowych bez podania przyczyny. Dyrektor operacyjny DeGiro na Europę Wschodnią Gert Jan Holstege tłumaczy, że ten przepis ma służyć walce z praniem brudnych pieniędzy i innymi nadużyciami.

Jako argument świadczący o uczciwości swoich posunięć, firma wymienia pozostawanie pod kontrolą znanej z restrykcyjności niderlandzkiej Komisji Nadzoru Finansowego (AFM). To ona pomogła jej znaleźć się w rejestrze zagranicznych firm inwestycyjnych KNF. Nadzór ostrożnościowy nad DeGiro sprawuje także Bank Centralny Holandii. Prowadzenie przez brokera działalności w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej jest możliwe dzięki posiadaniu paszportu europejskiego zgodnego z dyrektywą w sprawie rynków instrumentów finansowych (MiFiD). Za jeden ze swoich głównych atutów w kwestii bezpieczeństwa dom maklerski uważa przechowywanie powierzonych papierów wartościowych w osobnym podmiocie prawnym. Dzięki temu zainwestowane środki nie wchodzą w skład masy upadłościowej firmy i pozostają w wyłącznej gestii klientów.

Zmiana trendu?

Centrala DeGiro twierdzi, że o zarzutach IDM dowiedziała się dopiero w kwietniu br. z gazety „Parkiet”. Sama Izba utrzymuje, że nic nie wie o skargach swoich członków do UOKiK, które otwarcie dotykałyby kwestii niższych o 80 proc. od średniej krajowej prowizji. Regulator nie zauważył w tej praktyce nic podejrzanego, dostrzegając nawet w agresywnej polityce cenowej Holendrów pozytywne zjawisko dla naszego rynku maklerskiego. Dyrektor Holstege podkreśla jednak, że jeszcze w żadnym z 18 państw, w których funkcjonuje DeGiro, nie spotkało się ono z podobną kampanią ze strony rywali.

Na razie rozwój wypadków potwierdza diagnozę UOKiK. W lipcu br. ING Securities zdecydowało się na obniżenie prowizji na swoje usługi do 0,19 proc. za transakcję przy koszcie prowadzenia rachunku w wysokości 10 zł miesięcznie. Prowizja od posiadaczy darmowych kont również została zredukowana do 0,3 proc. Zdaniem Holstege to wciąż za mało. Widzimy, że prowizje ING na rynkach poza Polską to 70 euro za tran-


sakcje. Dla nas to nie ma sensu, jeżeli za taką samą transakcję w DeGiro pobieramy tylko 2 euro. Pytaniem jest, dlaczego konkurencja nie ma podobnych prowizji? – mówi.

Nadchodzi uspokojenie?

Dyrektor podkreśla, że wbrew obawom konkurentów niskie prowizje również mogą przekładać się na pokaźną marżę brutto, a na polskim rynku osoba zainteresowana inwestycjami wciąż ma mniejszy margines wyboru, niż np. w Niemczech. Być może nieufność rodzimych domów maklerskich wobec nowego gracza spadłaby, gdyby był członkiem warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych, nie zaś jedynie Euronext, Deutsche Börse, NASDAQ OMX oraz Borsa Italiana. Deklarująca walkę o 25 proc. nadwiślańskiego rynku firma dopiero planuje taki ruch, na razie korzystając na polskim parkiecie z pomocy innych dostawców usług.

Co oczywiste, nie wszyscy inwestorzy muszą chcieć podejmować ryzyko współpracy z podmiotem, który nie planuje rozszerzania swojej bazy w Polsce, jego działalność reguluje obce prawo, a spory z nim rozstrzyga zagraniczne sądownictwo. Brak własnego zespołu analityczno-doradczego również może wydawać się nadmierną oszczędnością. Trudno się jednak nie zgodzić z UOKiK, że pojawienie się instytucji o takiej a nie innej strategii biznesowej zwróciło uwagę na prowizyjną bolączkę polskich finansów. Być może już niedługo przekonamy się, czy jedynie ING podjęło rękawicę i czy dla innych domów maklerskich narzucona im konkurencja nie okaże się zbyt mocna.

Autor jest doktorem nauk politycznych PAN

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN