Lobbystka banksterów

Proszę wybaczyć, jeśli uznają Państwo, że staję się nieco monotematyczny, ale cóż poradzić – problematyka banksterów co jakiś czas będzie powracała w moich felietonach niczym bumerang, bowiem co rusz pojawiają się informacje, których nie sposób pominąć milczeniem.

Nie tak dawno pisałem, że rząd pracuje nad nowelizacją prawa uniemożliwiającą osobom fizycznym występowanie z pozwami zbiorowymi przeciw podmiotom stosującym tzw. klauzule abuzywne – czyli niedozwolone zapisy, uznane za sprzeczne z prawem przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Do prac przystąpiono akurat wtedy, gdy wybuchł problem kredytów frankowych skutkujący m.in. kolejnymi procesami z powództwa zbiorowego wobec banków stosujących w umowach tego typu postanowienia. Banki nie są zresztą jedyne, niemniej to właśnie one mogą zostać przez konsumentów uderzone najboleśniej, choć trzeba przyznać, że sądy starają się, jak mogą, by nie narazić drogocennych szkatuł i sejfów na straty, zniechęcając potencjalnych pieniaczy do wchodzenia na drogę procesową takimi wyrokami, jak choćby ostatnie orzeczenie warszawskiego sądu okręgowego oddalające pozew 92 kredytobiorców przeciw Getin Noble Bank. No, ale skoro po stronie Getin Noble Banku stała kancelaria samego mecenasa Romana Giertycha, to któż mógłby się oprzeć jej nieodpartej argumentacji? Z pewnością oprzeć nie mógł się niezawisły sąd, ba – byłoby to wręcz, jak podejrzewam, dla niezawisłego sądu wysoce niewskazane. Jednak to wszystko prowizorka. Lepiej wprowadzić rozwiązania systemowe, które raz na zawsze skończą z naprzykrzaniem się bankom przez wystrychniętych na dudka klientów – stąd też antykonsumencka ofensywa ustawodawcza rządu Ewy Kopacz.

Ale nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być jeszcze lepiej. Oto pani premier Kopacz postanowiła przenieść politykę udogodnień wobec wszystkich „finansistów”, którzy pod pozorem kredytu wciskają ludziom długoterminowe zakłady o kurs obcej waluty, na wyższy poziom – europejski. Okazało się, że jeszcze jesienią 2014 r. polski rząd skierował do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu list przestrzegający przed wielomiliardowymi stratami banków, na jakie naraziłoby je orzeczenie unieważniające kredyty frankowe. Czytamy w nim: „Rzeczpospolita Polska sygnalizuje, że stwierdzenie nieważności postanowień walutowych zawartych w umowach kredytów denominowanych, a w konsekwencji orzeczenie obowiązku przewalutowania takich kredytów, mogłoby spowodować daleko idące negatywne konsekwencje dla rynku finansowego.
 Przykładowo w przypadku Polski, przewalutowanie kredytów walutowych według kursu z dnia ich udzielenia mogłoby się wiązać z obniżeniem wyceny większości takich kredytów o około 30–40 proc. i mogłoby wygenerować po stronie banków straty w wysokości nawet kilkudziesięciu miliardów złotych”. Warto zauważyć, że list ten został skierowany do ETS w związku z postępowaniem zainicjowanym przez Sąd Najwyższy Węgier, który wnioskował o zakaz stosowania toksycznych produktów walutowych.

Proszę sobie porównać te dwa skrajnie odmienne stanowiska. Węgry lobbują wszelkimi możliwymi sposobami w interesie własnego społeczeństwa. Polskie państwo odwrotnie – stoi twardo po stronie instytucji finansowych, w przytłaczającej większości obcego pochodzenia, stając przeciw swoim obywatelom. Wychodzi więc na to, że premier Kopacz wraz z wicepremierem Piechocińskim stali się lobbystami banksterów, zupełnie jakby ci potrzebowali dodatkowego wsparcia. Mamy rząd nominalnie suwerennego państwa w charakterze listonoszy i chłopców na posyłki finansowego grandziarstwa – i jak tu nie mówić o bantustanie, kolonizacji i temu podobnych? Wszak podobne praktyki charakterystyczne są właśnie dla republik bananowych, których gospodarki są zdominowane (a właściwie – okupowane) przez zagraniczne koncerny.

Zwróćmy uwagę na histeryczny ton cytowanego wyżej listu – straszenie obniżką wycen kredytów oznacza tylko tyle, że banki na tych konkretnych produktach mniej zarobią, a dokładnie – zostaną pozbawione nieuprawnionego, spekulacyjnego zysku, na który liczyły. Należy też dodać, że Węgry, gdzie przewalutowano kredyty na forinty, jakoś się od tego nie zawaliły, więcej nawet – żaden z zagranicznych banków nie zrezygnował z działalności, choć problem frankowiczów był tam jeszcze bardziej nabrzmiały niż w Polsce. Można się więc domyślać, że kredyty walutowe stanowiły poważną część bankowych portfeli.

Bankowość jest oczywiście ważna dla gospodarczego krwiobiegu – i dlatego właśnie należy dokładać wszelkich starań, by nie wynaturzyła się w złośliwy nowotwór toczący organizm, wysysający z niego wszystkie siły witalne i transferujący wypracowane bogactwo nie wiadomo dokąd. Tymczasem polski rząd zachowuje się jak nałogowy palacz, uzależniony do bankowej nikotyny na tyle nieodwracalnie, że nie przyjmuje do wiadomości zdiagnozowanego właśnie guza z przerzutami.