Merkel Niszczy Europę!

Przez wiele lat niemieckie przywództwo polityczne i potęga gospodarcza wydawały się podstawą stabilności regionu. Dla Polski ład kontynentalny na takich warunkach oznaczał często samotność w politycznych konfrontacjach z Rosją i uzależnienie PKB od wymiany handlowej z silniejszym sąsiadem, jednak dla wielu obserwatorów germańska hegemonia stanowiła niezbędną gwarancję pozostania Unii Europejskiej w geopolitycznej grze. Wystarczyło jednak kilka nieprzemyślanych ruchów, aby kanclerz Angela Merkel zamiast legendy nowego „żelaznego kanclerza” pozostawiła po sobie zgliszcza.

Już w lipcu tego roku fachowy magazyn „Politico” wróżył przywódczyni partii CDU rychłą porażkę wyborczą, ponieważ nie była w stanie przekonać do swojej strategii rozwiązania finansowych problemów Greków ani innych państw Unii, ani partyjnych kolegów. Zagraniczni politycy zinterpretowali przeciąganie negocjacji jako próbę wypchnięcia Aten ze strefy euro, zaś wielu Niemców uznało, że Merkel traktuje gabinet Alexisa Tsiprasa zbyt łagodnie. Wyczuwając przesilenie nastrojów, koalicjanci z SPD podkreślali, że kanclerz nie konsultuje z nimi swoich posunięć. W związku z tym minister finansów Wolfgang Schäuble oskarżył lewicę o nielojalność.

Grecki kryzys pokazał, jaką bezwzględnością mogą wykazać się niemieccy finansiści i pozostający na ich usługach politycy, kiedy zagrożone są spłaty kredytów zaciąganych w bankach tego kraju. Z drugiej strony, zachęcając Hellenów do wejścia do strefy euro, do czego nie byli przygotowani instytucjonalnie, doprowadzono do sytuacji, w której grecka wytwórczość nie była w stanie walczyć o rynek wewnętrzny z towarami eksportowanymi z Niemiec. Już w 2010 r. tamtejsi ekonomiści radzili południowcom wyprzedaż atrakcyjnych turystycznie wysp i prywatyzację Akropolu, co wywołało zrozumiałe oburzenie. Jednocześnie do dziś nie uregulowano w sposób satysfakcjonujący dla obydwu stron kwestii odszkodowań za okupację Grecji w okresie II wojny światowej.

Współczesna wędrówka ludów

Powołanie „funduszu prywatyzacyjnego” zarządzającego najbardziej znaczącymi sektorami greckiej gospodarki stanowiło ważne memento dla mniej zamożnych państw Europy, jednak tegoroczny rekord niemieckiej arogancji wobec słabszych partnerów miał zostać dopiero pobity. Oczywiście, nie podlega dyskusji, że nawał przybyszów z Bliskiego Wschodu, najczęściej jedynie podszywających się pod uchodźców z ogarniętej wojną Syrii, to problem, którego rozwiązanie wykracza poza możliwości logistyczne jednego kraju. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Niemcy postanowiły wykorzystać kryzys demograficzny do obarczenia krajów Europy Środkowo-Wschodniej kłopotliwymi migrantami, którzy nad Renem zdążyli już uprzykrzyć życie lokalnym społecznościom.

Świadczą o tym histeryczne reakcje tamtejszych polityków na żywotny szczególnie w Czechach, Słowacji i na Węgrzech opór wobec odgórnego sterowania dystrybucją „uchodźców” przez Brukselę. Groźby obcięcia środków pomocowych, a nawet – jak w przypadku przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza – użycia siły wobec nieposłusznych przypominały retorykę czasów nazistowskich. W zgodzie z zasadą „dziel i rządź”, Berlin odniósł chwilowe zwycięstwo doprowadzając do podziałów w łonie Grupy Wyszehradzkiej, jednak podwójne wyborcze zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości może sprzyjać dalszemu rozluźnianiu się więzów między „starą” a „nową Unią”.

Kraj oszustów

Błyskawicznie pogarsza się nie tylko reputacja niemieckich polityków, lecz także słynącego zawsze z solidności tamtejszego biznesu. W ostatnich miesiącach koncern Volkswagena stał się przedmiotem prawdopodobnie największej afery w historii światowego przemysłu samochodowego. Eksperci Agencji Ochrony Środowiska (EPA) obliczyli, że na skutek wypadków spowodowanych przez fałszowanie wyników testów emisji spalin, w samych Stanach Zjednoczonych zginęły co najmniej 124 osoby. Skandal obnażył koniunkturalne podejście Berlina do ochrony środowiska. Istnieją bowiem przesłanki pozwalające twierdzić, że Komisja Europejska tuszowała istnienie nielegalnego oprogramowania, jednocześnie zmuszając inne kraje, np. Polskę, do redukcji emisji dwutlenku węgla, nawet jeżeli szkodziłoby to kondycji ich gospodarek.

Podobnym szokiem dla światowej opinii publicznej było ujawnienie przez „Der Spiegel” udziału Deutsche Banku w praniu brudnych pieniędzy przez rosyjskich klientów. Nie był to pierwszy taki przypadek w historii tej instytucji – w listopadzie 2013 r. jej filia w Dubaju została oskarżona o prowadzenie nieprzejrzystych operacji przez służby podatkowe Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tym razem pikanterii dodawał sprawie udział w procederze obywateli państwa objętego przez Zachód finansowymi sankcjami w odwecie za aneksję Krymu. W śledztwie bierze udział Departament Sprawiedliwości USA i brytyjski nadzór finansowy. Deutsche Bank utracił swój narodowy charakter, jednak głównym podejrzanym w aferze jest Niemiec – szef rosyjskiego oddziału Stephan Leithner.

Fałszywa solidarność

Można by złośliwie zażartować, że rozumiany na różne sposoby wizerunek Niemiec w przeciągu 2015 r. uległ znacznym niekorzystnym zmianom, lecz jeden kształtujący go czynnik pozostaje niezmienny – wyrachowanie w kwestiach bezpieczeństwa energetycznego. To wywodzący się z tego państwa koncern BASF jest głównym partnerem biznesowym Gazpromu przy budowie godzącego w polskie i ukraińskie interesy gazociągu Nord Stream 2 na dnie Morza Bałtyckiego. 28 października wicekanclerz Sigmar Gabriel bez ogródek oświadczył: – Niemcy będą zabiegać o to, by decyzje dotyczące prawnych regulacji projektu zapadały w Niemczech, a nie w Brukseli.

Nie trzeba długo szukać, aby znaleźć przykłady innych polityczno-gospodarczych kompromitacji Berlina. Na przykład w październiku br. zapadł wyrok nakazujący władzom Bayer AG wypłatę milionowych odszkodowań na rzecz właścicieli winnic w kilku krajach europejskich za stosowanie szkodliwych dla winorośli środków grzybobójczych „Moon Privilege” i „Luna Privilege”. Sami Szwajcarzy ponieśli z tego tytułu straty w wysokości 80 mln franków. Nie dziwi więc, że trzy tygodnie temu rząd RFN obniżył prognozę wzrostu gospodarczego na 2015 z 1,8 do 1,7 proc. Sytuacji nie poprawia spowolnienie gospodarcze w Chinach i na innych rynkach rozwijających się.

Budzą się demony

Niemcy w coraz większym stopniu muszą płacić za krótkowzroczność i egoizm swoich włodarzy. Prasa nad Renem prześcigała się ostatnio w snuciu czarnych scenariuszy triumfów nacjonalizmu w Polsce pod rządami PiS. Tymczasem gabinet Merkel boryka się z protestami środowisk określanych w politycznie poprawnym dyskursie jako populistyczne. We wrześniu i październiku przeciwko napływowi muzułmanów protestowały tysiące mieszkańców Berlina, Monachium, Hamburga oraz wielu mniejszych miast. Szczególnie we wschodnich landach rośnie popularność ruchu PEGIDA (akronim od: Europejscy Patrioci Przeciw Islamizacji Zachodu).

Angela Merkel za swoją polityczną działalność otrzymała wiele prestiżowych nagród: Karola Wielkiego (2008), imienia Indiry Gandhi (2013), prezydencki Medal Wolności USA (2011), była również wymieniana wśród kandydatów do tegorocznej Pokojowej Nagrody Nobla. Obecnie wyraźnie widać, że te zaszczyty wynikały bądź z deficytu innych silnych postaci na scenie międzynarodowej, bądź wypaczenia ideałów, które miały propagować dane wyróżnienia. Córka pastora z Rostocka swoimi działaniami przyczyniła się do zawirowań, jakich nasz kontynent nie widział od kilkudziesięciu lat, a ich negatywne rezultaty będzie na pewno odczuwać jeszcze kilka kolejnych pokoleń.

Autor jest doktorem nauk politycznych PAN

——

 

 

 
Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN