Moc będzie z nami!

Z Tomaszem Rząsą rozmawia Roman Mańka

Panie Dyrektorze historia polskiej piłki nożnej kręci się wokół liczby 2. To swoista magia liczb. Rok 1972 – złoty medal olimpijski w Monachium, rok 1982 – trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii, rok 1992 – finał Olimpiady w Barcelonie i wicemistrzostwo olimpijskie, rok 2002 – po 16 latach przerwy awans na mundial w Korei i Japonii, rok 2012… – w tym miejscu muszę postawić znak zapytania. Proszę powiedzieć, co osiągnie nasza drużyna podczas EURO 2012?

Wspomnienia z historii dotyczą innych czasów. Tamtych okresów nie da się porównać do dzisiejszej rzeczywistości. Wówczas nasz futbol był w innym miejscu. Oczywiście, jest rzeczą naturalną, że każdy ma jakieś marzenia. Jednak my staramy się twardo stąpać po ziemi. Zdajemy sobie sprawę, w jakim miejscu znajduje się obecnie polski futbol i na co nas stać. Naszym celem jest awans do ćwierćfinału. To będzie duży sukces! Stworzyliśmy fajną grupę ludzi: piłkarzy, trenerów, członków sztabu szkoleniowego. Trener Smuda umiejętnie poukładał wszystkie klocki. To zaczyna coraz lepiej funkcjonować. Piłkarze wyselekcjonowani do gry w reprezentacji zaczęli odgrywać ważne role w zespołach klubowych. Mamy kilku zawodników europejskiego formatu. Fakt ten wywiera duży wpływ na oblicze całej narodowej drużyny. Dlatego możemy poważnie myśleć o wyjściu z grupy. Istnieje na to szansa. Jesteśmy w gronie 16 najlepszych ekip Europy i sama możliwość powalczenia z potentatami europejskiej piłki nożnej, jest już dla nas dużym sukcesem. A więc, po ostatnich chudych latach, istnieje realna szansa na wyjście z grupy.Zna Pan logikę wielkiej piłki nożnej, magię futbolu, grał Pan w profesjonalnych, zagranicznych klubach. Trzeba sobie zdawać sprawę z faktu, że jeżeli Polska wyjdzie z grupy, to apetyty wzrosną, a atmosfera stanie się bardziej gorąca. Wówczas poziom oczekiwań będzie wyższy.

Z wielkich marzeń rodzą się czasami wielkie czyny. Wybieganie myślami poza ćwierćfinał jest wchodzeniem w sferę marzeń. Jednak najpierw musimy wyjść z grupy. Naszym celem sportowym jest awans do ćwierćfinału. Zrobimy wszystko, aby to osiągnąć! Taki wynik będzie dużym sukcesem. Wówczas zapanuje ogromna euforia. Ale nie możemy zapominać, na jak klasowych przeciwników trafimy po ewentualnym awansie do ćwierćfinału. Przyjdzie nam zmierzyć się z kimś z grupy B. Grają tam: Niemcy, Holandia, Portugalia i Dania. Każda z tych drużyn reprezentuje światowy poziom. Pokonanie ich byłoby niewątpliwie jednym z największych sukcesów polskiej piłki w ostatnich latach.

Czy możemy powiedzieć, że grono 23 zawodników wyselekcjonowanych przez trenera Franciszka Smudę, to optymalna drużyna na jaką nas obecnie stać?

Sami dziennikarze oraz eksperci podkreślają, że największym atutem naszej drużyn jest kolektyw. W tym elemencie upatrujemy naszą największą siłę. Jest to optymalna drużyna, na jaką nas obecnie stać. Wyselekcjonowany zespół skupia najlepszych, na ten moment, polskich piłkarzy. Jednak nie cechy indywidualne odgrywają najważniejszą rolę, lecz zsumowanie umiejętności wszystkich zawodników w jedną drużynę. To jest już monolit! Kluczem do sukcesu polskiej reprezentacji podczas rozpoczynających się właśnie Mistrzostw Europy będą nie walory indywidualne, ale kolektyw i gra zespołowa. Później, na kanwie drużynowego sukcesu, kreują się gwiazdy i indywidualności.

Jaka jest atmosfera w drużynie? W jaki sposób kształtują się relacje pomiędzy zawodnikami? Czy udało się osiągnąć nastrój, który może budować morale i motywację do wielkiej gry?

Ten zespół formował się nie tylko w wymiarze sportowym, ale również mentalnym. Drużyna była umiejętnie prowadzona, zarówno pod kątem przygotowania czysto piłkarskiego, jak i psychologicznego i mentalnego. Mamy za sobą lata pracy. Piłkarze dojrzeli. Oni mają świadomość, że tworząc wspólnotę, nie tylko na boisku, ale również poza nim, mogą o wiele więcej osiągnąć. Zawodnicy pracują nad tym elementem. Sami piłkarze, na czele z kapitanem zespołu, starają się tworzyć pozytywną atmosferę, budują jedność w drużynie. Muszę powiedzieć, że bardzo dobrze im to wychodzi. Nie pamiętam, aby wcześniej reprezentacja była tak silnie zjednoczona. Myślę nawet, że zespoły klubowe ustępują nam pod tym względem.

Brał Pan udział w ważnych zgrupowaniach kadry za czasów trenerów Engela i Janasa. Czym różniły się tamte przygotowania od obecnych, prowadzonych przez Franciszka Smudę?

Pod kątem sportowym, inny był model przygotowań. Jednak trzeba również uwypuklić aspekt logistyczny, a więc takie czynniki, jak: miejsce zgrupowań, ich charakter, czas organizacji. W tym zakresie można wymieniać wiele elementów. Na przykład, zupełną nowością dla polskiego futbolu był wyjazd piłkarzy wraz z rodzinami do Turcji. Zaplanowaliśmy go już po zakończeniu sezonu, aby osiągnąć kilka ważnych efektów. Był to odpoczynek połączony z trenowaniem i budowaniem pozytywnej atmosfery. W tym przypadku skorzystaliśmy z dobrych wzorów naszych zachodnich sąsiadów. Trener Smuda przenosi wiele metod przygotowawczych z niemieckiego futbolu. Jeżeli czerpać jakieś przykłady, to właśnie od najlepszych. Już teraz możemy powiedzieć, że wyjazd do Turcji był doskonałym posunięciem. Spędzając czas wspólnie z rodzinami, uczyniliśmy ważny krok w kierunku budowania jedności w narodowym zespole. Atmosfera była wspaniała! Przed następnymi turniejami, trenerom, będzie można na pewno podobny wyjazd również polecać, aby drużyna mogła się silnie asymilować.

Wspomniał Pan, że pod kątem sportowym zastosowano inny wariant przygotowań, niż w poprzednich latach. Na czym to polegało?

W sporcie podobnie, jak i w gospodarce czy technice wszystko się rozwija. Świat nieustannie idzie do przodu. Od mundialu w Korei i Japonii, w którym miałem przyjemność brać udział, minęło już dziesięć lat. Tymczasem, futbol również ewoluuje. Kiedyś inne były sposoby prowadzenia treningów oraz odmienne metody przygotowań. Obecnie poszliśmy w kierunku koncepcji, którą przed mistrzostwami w 2006 i 2010 r. stosowali Niemcy. Ich zespół był na tych imprezach naprawdę świetnie przygotowany, co najlepiej potwierdzają uzyskane rezultaty. A więc, po zakończonym sezonie rozgrywek ligowych nie ograniczyliśmy się jedynie do przygotowania kondycyjnego, w postaci dużej liczby treningów biegowych czy gier, lecz postawiliśmy na budowanie dynamiki, siły, a także szybkości. Liczymy, że zastosowany wariant przygotowań przyniesie oczekiwane rezultaty.

Czy już w najbliższym meczu z Grecją zobaczymy tę szybkość i dynamikę?

Filozofia przygotowań została zaprojektowana w taki sposób, aby szczyt formy polskiej reprezentacji przypadł dokładnie na Mistrzostwa. To zostało precyzyjnie obliczone. Bardzo ważnym elementem obecnego zgrupowania jest zindywidualizowanie treningów. W odmienny sposób analizowaliśmy sytuację każdego z zawodników. Braliśmy pod uwagę różnego rodzaju osobliwości. Wykonaliśmy wiele rozmaitych badań – począwszy od rutynowych, w rodzaju morfologii, poprzez testy szybkościowe czy wydolnościowe, a skończywszy na mierzeniu siły statycznej i dynamicznej. Te wszystkie badania zostały zrealizowane. Zawodnicy zostali precyzyjnie i pod różnym kątem „zmierzeni”. Właśnie dzięki tym badaniom, mogliśmy każdemu piłkarzowi zaaplikować odpowiednią dawkę zajęć, zindywidualizować treningi pod kątem potrzeb odpowiedniego zawodnika. Trzeba pamiętać, że reprezentację tworzą różni piłkarze: jedni grali więcej, inni mniej, część z nich przeszła poważne kontuzje. W procesie przygotowawczym należało wszystkie te różnice wyrównać. Zaaplikować określonym zawodnikom adekwatne do ich sytuacji fizjologicznej obciążenia, ale jednocześnie na tyle duże, aby wszyscy byli optymalnie przygotowani. Nie jest to zadanie proste. Zdecydowana większość naszych reprezentantów gra w zagranicznych klubach. Tymczasem sezony w poszczególnych krajach kończą się o różnych porach. Jedni mogli przyjechać wcześniej, inni później. Trzeba było umiejętnie żonglować procesem przygotowawczym, aby wszystkie osobliwości wkomponować w jedną całość. Jednak praca na pewno została wykonana.

Jak będą wyglądały ostatnie przygotowania przed meczem z Grecją?

Przede wszystkim skoncentrujemy się na zajęciach, przygotowujących warianty gry z przeciwnikiem. Wiele czasu poświęcimy treningom taktycznym. Oprócz tego będziemy szlifować szybkość, dynamikę, a także strać się zbudować świeżość piłkarzy. Zalecimy im sporo sprintów, przyspieszeń, jednak kluczowym elementem przygotowań do meczu z Grecją jest przyswojenie założeń taktycznych, które opracowaliśmy na naszego pierwszego, grupowego rywala.

Mówił Pan o testach, które przechodzili wszyscy zawodnicy. Jaki one dały obraz? W jakim miejscu obecnie jesteśmy?

Cały szkopuł tkwi w tym, że reprezentacja nie trenuje w cyklu ciągłym. Piłkarze przyjeżdżają z klubów, w których na co dzień rozgrywają mecze. A więc najważniejsza część pracy odbywa się w zespołach klubowych.

W takim razie zapytam inaczej: jak w punkcie wyjścia wyglądał materiał ludzki, tworzący reprezentację, a jak jest teraz, po trzech tygodniach wspólnych treningów?

W większości zawodnicy są bardzo dobrze przygotowani. Kluczowym czynnikiem jest fakt, że wielu z nich gra w markowych klubach europejskich. Oczywiście w poszczególnych zespołach klubowych stosowane są różne metody przygotowawcze. Jednak generalnie piłkarze, przyjeżdżający na zgrupowanie reprezentacji, prezentowali wysoką dyspozycję fizyczną.

Czyli o kondycję i problemy z wydolnością nie musimy się martwić podczas meczów EURO 2012?

Absolutnie nie powinniśmy się o to bać. Zastosowaliśmy taki wariant przygotowań, który powinien przynieść oczekiwane rezultaty podczas EURO 2012. Jednak nie do końca musi to być korzystne z punktu widzenia klubów, w perspektywie całego sezonu. Działacze klubowi martwią się, aby piłkarze podczas wielkich imprez z udziałem reprezentacji narodowych nie zostali poobijani i nie wracali później do klubów mocno przemęczeni lub z kontuzjami. Taki jest sport. Przygotowywaliśmy zawodników przede wszystkim pod kątem gry w reprezentacji, podczas najważniejszego dla nas turnieju w tym roku, jakim są Mistrzostwa Europy rozgrywane na naszych boiskach. Po tej imprezie piłkarze na pewno będą potrzebowali dużo odpoczynku, tymczasem czasu na zregenerowanie sił nie przewidziano dla nich wiele. Otrzymają kilkanaście dni wolnego, a później ruszą przygotowania do nowego sezonu ligowego. Filozofia naszego procesu przygotowawczego wyglądała w taki sposób, aby szczyt formy zawodników polskiej reprezentacji przypadł na EURO 2012. Zastaliśmy ich w określonym miejscu pod względem rozmaitych predyspozycji, zaś teraz znajdują się oni w o wiele lepszej dyspozycji, jeżeli chodzi na przykład o dynamikę, szybkość czy koordynację ruchów.

Mamy jednak w składzie piłkarzy, którzy w ostatnich miesiącach niewiele grali, na przykład Sebastian Boenisch.

Po powrocie ze zgrupowania w Turcji, Sebastian zagrał dwa mecze ligowe w swoim klubie, jednak brakowało mu koordynacji ruchowej. Jest to normalne u zawodników, którzy przeszli poważne kontuzje. Wówczas widać słabszą sprawność ruchową. Elastyczność poruszania się nie jest taka sama, jak wcześniej. Ale od momentu, kiedy przyjechał na nasz obóz regeneracyjny, nastąpiła ogromna poprawa. Zrobił wielki postęp w zakresie przygotowania atletycznego oraz sprawnościowego. Pomijam umiejętności czysto piłkarskie, gdyż ten piłkarz gra bardzo dobrze, jednak w sferze ruchowej było co nadrabiać. W tym przypadku została wykonana potężna praca. Podobną progresję widać u większości reprezentantów. Oczywiście są tacy piłkarze, jak choćby nasza trójka z Dortmundu, którzy nie potrzebowali aż tak wielu treningów polepszających koordynację ruchów. Oni byli w rytmie meczowym i prezentowali wysoki poziom przygotowania. Dlatego aplikowaliśmy im luźniejsze treningi, ale również z akcentem na siłę i dynamikę. Błaszczykowskiego, Lewandowskiego czy Piszczka należało prowadzić treningowo w taki sposób, by byli najbardziej eksplozywni w trakcie turnieju. To są bardzo skomplikowane sprawy, ale zindywidualizowany trening jest w stanie dać oczekiwane rezultaty. Wszystkie ogniwa muszą zostać tak wyregulowane, aby zadziałał mechanizm – czyli zgrany, stanowiący monolit zespół.

Wspomniał Pan o czerpaniu z przykładów niemieckich. Trzeba przyznać, że to najlepsze wzorce do naśladowania, jakie można sobie wyobrazić. Nasi zachodni sąsiedzi są mistrzami przygotowania zawodników do wielkich imprez. Czy nasza „diaspora” w reprezentacji Niemiec, mam na myśli Łukasza Podolskiego i Mirosława Klose, również Wam coś podpowiada?

Mamy bardzo dobre relacje z Łukaszem, znamy go od wielu lat. Z nim jest lepszy kontakt niż z Mirkiem. Jednak są to jedynie ustosunkowania towarzyskie. Nie występują sytuacje, aby któryś z tych zawodników wpływał na naszą reprezentację.

Czy przyszłością narodowych reprezentacji jest ewoluowanie w stronę drużyn multikulturowych, pluralistycznych etnicznie?

Akurat polski zespół jest najbardziej tradycyjny. Jeżeli chodzi o poziom wielonarodowości jesteśmy daleko za czołowymi ekipami piłkarskimi Europy Zachodniej. W reprezentacjach Francji, Anglii czy Niemiec grają zawodnicy, o których pochodzeniu etnicznym można by było długo dyskutować.

Kogo sztab biało-czerwonych postrzega jako najgroźniejszego rywala w naszej grupie?

Zdecydowanym faworytem jest Rosja. Spośród wszystkich czterech zespołów oni mają najbardziej doświadczonych zawodników. Grają w praktycznie niezmienionym składzie od poprzednich Mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii, na których osiągnęli wielki sukces. Rosyjscy piłkarze występują w świetnych klubach europejskich, a także w dwóch drużynach ligi rosyjskiej: CSKA Moskwa i Zenicie Sankt Petersburg. Są to zawodnicy grający razem i rozumiejący się bez słów. Mają znakomitego holenderskiego trenera, który prowadził wiele różnych reprezentacji, uczestnicząc w największych imprezach piłkarskich. Dick Advocaat posiada ogromne doświadczenie w zakresie cyklu startowego, przygotowania zespołu, prowadzenia go podczas turnieju, czy reagowania na sytuacje kryzysowe. To wszystko są rzeczy składające się na sukces zespołu. Ostatnią przesłanką przemawiającą na korzyść Rosji, stanowią wyniki osiągane bezpośrednie przed rozpoczęciem Mistrzostw Europy, jak choćby zwycięstwo 3-0 z Włochami.

Ale wcześniej z Urugwajem zremisowali 1-1…

Nie zapominajmy, że Urugwaj jest czwartą drużyną na świecie i mistrzem Ameryki Południowej, gdzie gra Brazylia i Argentyna. Dlatego remis z Urugwajem, to bardzo dobry rezultat. Wyniki meczów kontrolnych przesądzają, że Rosjanie są najsilniejszym zespołem naszej grupy i będą jej zdecydowanym faworytem, może nawet– jak twierdzi ich trener, Dick Advocaat – czarnym koniem całego turnieju. Oni po prostu celują w medale.

Są w zasięgu naszej reprezentacji?

Na pewno wszyscy nasi piłkarze zagrają na sto procent swoich możliwości, a jeżeli będzie im to wychodziło tak, jak zakłada sztab szkoleniowy, wejdą dobrze w mecz i gra ułoży po myśli naszego zespołu, to jesteśmy w stanie z Rosjanami powalczyć. Wówczas bez wątpienia wynik będzie sprawą otwartą.

Może zdarzy się drugi „Cud nad Wisłą”? W tym przypadku pytanie jest dosłowne, bo Stadion Narodowy sąsiaduje z Wisłą.

To się okaże. Bardzo liczymy na kibiców. Oni mogą być naszym dwunastym zawodnikiem i powinni nam pomóc w doprowadzeniu do tego „cudu”.

Jak Pan ocenia polskich kibiców? Czy drużyna narodowa czuje wsparcie ze strony społeczeństwa?

Coraz bardziej widzimy przychylność i entuzjazm wobec naszej reprezentacji. Przed mistrzostwami z premedytacją wybraliśmy spokojne miejsce treningowe w Austrii, we wschodnim Tyrolu. Mieliśmy tam możliwość spokojnej, aczkolwiek ciężkiej pracy, z dala od zgiełku EURO 2012 i to nam bardzo dobrze zrobiło. Nie wspomnę już o korzystnych warunkach klimatycznych, które panowały podczas zgrupowania w Austrii, a teraz powinny zaprocentować. Dzięki temu zawodnicy fajnie wyglądają pod względem samopoczucia fizycznego. Wracając teraz do Polski, na kilka dni przed rozpoczęciem Mistrzostw Europy, naprawdę poczuliśmy klimat tej wielkiej piłkarskiej imprezy. Zostaliśmy gorąco, entuzjastycznie przywitani przez kibiców. Na każdym kroku napotykamy przejawy wsparcia: samochody jeżdżące po Warszawie z biało-czerwonymi flagami, czy ludzi zgromadzonych przy ulicach, którymi się poruszamy i życzących nam sukcesu. Tak więc, coraz mocniej zaczynamy odczuwać klimat EURO 2012 i cieszy nas fakt, że społeczeństwo żyje już tym turniejem.

Pan ma duże doświadczenie w grze w reprezentacji. Wsparcie kibiców naprawdę pomaga? Publiczność jest rzeczywiście tym przysłowiowym dwunastym zawodnikiem?

Mogę mówić jedynie za siebie, bo każdy piłkarz pewne rzeczy odbiera inaczej. Ale uważam, że doping kibiców jest bardzo pomocny. Gdy wychodzi się na murawę i czuje wsparcie publiczności, organizm wyzwala czasami nieprawdopodobne siły. To pomaga nie tyle w dobrych chwilach, lecz wówczas kiedy zespołowi nie idzie, gdy gra się nie układa, w momentach kryzysowych. W dobrych fazach meczu zawodnicy sami są sobie w stanie poradzić, jednak w trudnych okresach, które podczas każdego turnieju w sposób nieunikniony nadchodzą, wsparcie kibiców jest niezwykle ważne.

Grał Pan na zachodzie Europy, w Feyenoordzie Rotterdam, później również na południu Starego Kontynentu, w Partizanie Belgrad, poznał Pan kibiców w różnych krajach. Proszę powiedzieć, czy w polskich kibicach jest coś szczególnego, co ich charakteryzuje oraz wyróżnia na tle innych, a przede wszystkim pomaga zawodnikom wznieść się na wyżyny swoich możliwości?

Trudno powiedzieć. Każdy kraj ma swoją specyfikę.

Podczas Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 r., polscy kibice zostali uznania za najlepszą publiczność.

Bardzo się z tego cieszymy. Ten entuzjazm jest potrzebny. Mogę się odnieść do okresu, kiedy sam grałem w reprezentacji. Wówczas rzeczywiście kibice mocno nas wspierali. Stąd chcielibyśmy, aby teraz było podobnie. Na pewno takie zachowanie publiczności bardzo nam pomoże. Natomiast trudno mi ocenić, na ile kibice w innych krajach pomagają swoim zespołom. Musiałbym grać w tamtych drużynach narodowych, aby to bezpośrednio odczuć. Dlatego ciężko jest dokonywać porównań.

Często Mistrzostwa Świata czy Europy kreują nowych bohaterów, tzn. gwiazdami zostają tacy zawodnicy, na których nikt nie liczył, którzy wcześniej byli nieznani szerszemu audytorium. Czy w naszej reprezentacji są obecnie piłkarze posiadający potencjał, aby podczas EURO 2012 wyrosnąć na gwiazdy tego formatu, co choćby Robert Lewandowski?

Sam Lewandowski, jeżeli strzeli kilka bramek na turnieju, może stać się gwiazdą jeszcze większego formatu niż jest obecnie. Wtedy mówiłby o nim cały świat. Jednak rzeczywiście specyfika turniejów, takich jak Mistrzostwa Świata czy Europy, powoduje, że naprawdę wystarczy jeden dobry mecz, aby w kilka dni zawodnik znany jedynie na podwórku krajowym, został błyskawicznie gwiazdą europejską. Polski zespół, obok niemieckiego, jest jedną z najmłodszych drużyn. W gronie 16 ekip, które będą rywalizowały podczas EURO 2012, legitymujemy się najniższą średnią wieku, ale w związku z tym również najmniejszym doświadczeniem. Przez ostatnie dwa i pół roku nie graliśmy meczów o tzw. stawkę, czyli nie walczyliśmy o punkty w eliminacjach Mistrzostw Europy. Tymczasem mecze towarzyskie, nawet tak prestiżowe jak z Niemcami czy Portugalią, to nie to samo. One mają zupełnie inny ciężar gatunkowy i wywołują mniejszy rezonans medialny. Stąd w większości nasi zawodnicy nie są dobrze znani na świecie. Natomiast, jeżeli upatrywać piłkarzy, którzy mogą dzięki turniejowi stać się gwiazdami europejskiego formatu, to są to młodzi chłopcy stanowiący albo już podstawowy skład, albo zaplecze naszej reprezentacji. Na EURO 2012 kilku takich utalentowanych zawodników zabraliśmy.

Macie już przygotowane warianty gry na mecz z Grecją, czy jeszcze dopracowujecie poszczególne rozwiązania taktyczne?

W sztabie szkoleniowym praktycznie od stycznia o niczym innym się nie mówi, tylko o przygotowaniu koncepcjach taktycznych na konkretne mecze. Stąd naturalną koleją rzeczy warianty gry przeciwko poszczególnym zespołom, znajdującym się w naszej grupie, są już gotowe. Mamy dobrze rozpracowanych rywali. Na przestrzeni ostatniego pół roku, dwa razy podczas każdego tygodnia spotykaliśmy się w Warszawie i rozmawialiśmy na temat wariantów taktycznych, które zastosujemy podczas trzech pierwszych spotkań w grupie, koncentrując się przede wszystkim na pierwszym meczu z drużyną Grecji. A więc, oczywiście, przygotowaliśmy konkretne rozwiązania taktyczne.

Czyli, jak to się mówi, znacie naszych grupowych rywali, jak zły szeląg. Czy w związku z tym Grecy niczym nie mogą nas zaskoczyć?

Zawsze należy brać pod uwagę scenariusz, że bezpośrednio przed samym meczem trener Greków może zmienić coś w ustawieniu zawodników na boisku, wstawić do składu określonego zawodnika, czy też zaskoczyć nas czymś innym. Ale to będą niuanse. One nie będą miały znaczącego wpływu na sposób gry greckiej drużyny. My ich koncepcję rozgrywania meczu mamy rozpracowaną. Podobnie oni, pewnie bardzo wiele wiedzą o naszym zespole i też nie będziemy w stanie ich czymś wielkim zaskoczyć.

Trener Smuda dokona jeszcze jakichś korekt w ustawieniu, czy to będzie już dokładnie taki sam skład, jaki wychodził na boisko podczas ostatnich dwóch meczów ze Słowacją i Andorą?

Proszę zapytać trenera Smudę, co myśli i jakie rozważa koncepcje personalne. Na pewno mamy już szkielet zespołu. Źle by było, gdyby w czasie przygotowań do EURO 2012, na przestrzeni dwóch ostatnich lat, kręgosłup zespołu narodowego się nie wykrystalizował. Ale bez wątpienia trener boryka się jeszcze z określonymi znakami zapytania i rozważa alternatywne warianty personalne na jednej czy dwóch pozycjach. Jednak generalnie trzon składu na Grecję jest już ustabilizowany.

Jaki futbol zademonstruje nam polska reprezentacja podczas Mistrzostw Europy? Czy to będzie tzw. „piłka na tak”, o której marzył kiedyś trener Jerzy Engel, a więc radosny, pełen polotu styl gry, czy też nawiążemy do wzorów niemieckich i skoncentrujemy się jedynie na skuteczności oraz stalowej dyscyplinie taktycznej?

Wiem, że obserwował Pan ostatnie mecze, a więc proszę odpowiedzieć sobie, jak one wyglądały. Wówczas łatwiej nam będzie opisać styl gry, który pokaże nam polska reprezentacja.

Momentami widziałem przebłyski geniuszu, ale jednocześnie nie mogłem oprzeć się intuicji, że najlepsze „numery” zostawiliście na EURO i że ekonomicznie gospodarowaliście siłami, oszczędzając się na mecze o punkty.

Mówi Pan o ostatnich meczach. Natomiast mi chodziło o dłuższą perspektywę – o spotkania z Niemcami, Portugalią.

W takim razie odpowiem Panu anegdotą, która będzie jednocześnie pytaniem. Niedawno, późną nocą odwoził mnie do domu taksówkarz. Zazwyczaj nie wracam taksówkami do domu, ale wówczas spieszyłem się akurat na retransmisję meczu z Łotwą. Zacząłem rozmawiać z kierowcą o szansach naszej drużyny na Mistrzostwach Europy. Powiedział mi, że jeżeli zagramy w taki sposób, jak we wrześniu ub.r. w meczu z Niemcami w Gdańsku, nie ma w Europie drużyny, której nie bylibyśmy w stanie pokonać…

Proszę pamiętać, że jesteśmy młodym zespołem, nie posiadającym praktycznie żadnego doświadczenia, jeżeli chodzi o wielkie imprezy piłkarskie. Mamy jedynie trzech zawodników, uczestniczących w poprzednich turniejach. Forma, którą tworzyliśmy, przygotowywana przez ostatnie dni na EURO 2012 na pewno rośnie, ale nie wiadomo do końca, jak to wszystko się ułoży, w jaki sposób piłkarze zareagują. Jednak liczymy na pozytywną atmosferę w zespole, nasi zawodnicy powinni sobie pomagać i wspierać się nawzajem w trudnych chwilach. Ta drużyna musi być monolitem, musi trzymać się razem! Ale z drugiej strony jest to nowe doświadczenie dla prawie wszystkich zawodników i do końca nie wiadomo, jak ta młoda ekipa będzie się zachowywać, a także reagować, zwłaszcza na sytuacje kryzysowe. Liczymy, że wszystko ułoży się dobrze. Będziemy chcieli pokazać dużo solidnej piłki, ale i trochę tego przebłysku geniuszu, o którym Pan wcześniej powiedział. Mimo że stawiamy na futbol zespołowy, to jednak mamy kilka indywidualności, grających w silnych drużynach klubowych, które zdołały się wykreować w okresie przygotowań naszej reprezentacji. Tacy piłkarze mogą w kluczowych momentach zadecydować o wyniku.

Wielu ekspertów uważa, że w meczach kontrolnych nie pokazaliście wszystkiego. Prawdziwą siłę polskiej reprezentacji zweryfikuje dopiero najbliższy mecz z Grecją. Zapewne sztab szkoleniowy przygotował schematy taktyczne, które zobaczymy dopiero podczas Mistrzostw Europy.

Wszystkich kart się od razu nie odkrywa. Inna jest taktyka na sprawdziany kontrolne, a inna na mecze o wszystko. Coś trzeba sobie zostawić na najważniejsze chwile.
Nigdy wcześniej z kadrą nie pracowało tak dużo ludzi reprezentujących naukę. Na zgrupowaniu są obecni amerykańscy specjaliści od przygotowania fizycznego oraz psychologowie.

Na ile wiedza tych osób może przełożyć się na ostateczną dyspozycję reprezentacji?

Zrobiliśmy praktycznie wszystko co mogliśmy. Przyświecało nam hasło: „Wszystkie ręce na pokład”. Między innymi dlatego zaangażowaliśmy tylu dobrych fachowców. W tym kontekście należy podkreślić pozytywną rolę naszej federacji, która nie oszczędzała środków finansowych. Polski Związek Piłki Nożnej służył nam cały czas pomocą. Wszystko co chcieliśmy, zostało zagwarantowane. Każde życzenie, w zakresie przygotowania zespołu narodowego, natychmiast spełniano. Trudno zarzucić, że coś można było zrobić więcej albo lepiej. Reprezentacja Polski jest optymalnie przygotowana do rozegrania turnieju. Ale pamiętajmy, że to jest tylko sport i wszystko może się wydarzyć. Na pewno praca została wykonana profesjonalnie, a teraz będziemy czekać na efekty.

Jakiś czas temu napisałem w jednym z felietonów, oczywiście używając pewnej metafory, że najważniejszym ministrem obecnego polskiego rządu jest Franciszek Smuda. Wie Pan, że ewentualny sukces narodowej reprezentacji może się przełożyć na wiele innych dziedzin, np. na optymizm społeczny czy sferę życia obywatelskiego. Niektórzy socjologowie twierdzą nawet, trochę żartobliwie, że dobra gra naszego zespołu rozwiąże polskie problemy demograficzne – bo gdy w społeczeństwie istnieje pozytywny nastrój, ludzie przejawiają tendencję do wyższego poziomu prokreacji. Przy okazji, na Waszym sukcesie może również skorzystać wielu nieudaczników. Wówczas zapewne zadziała znana dewiza: „Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą”.

Na razie nie myślimy o innych dziedzinach, jednak generalnie zgadzam się z diagnozą, którą Pan przedstawił. Jako sportowcy chcielibyśmy dać radość polskiemu społeczeństwu. Na grę piłkarzy składa się wiele motywów. Oczywiście ważny jest osobisty sukces sportowy. Każdy normalny zawodnik pragnie go osiągnąć. Ale gra się również dla własnego kraju, dla zaspokojenia poczucia narodowej dumy, dla zapewnienia kibicom satysfakcji i niezapomnianych wzruszeń. Chcemy dać Polakom radość, wiele przyjemności oraz dużo pozytywnych emocji. Bezpośrednio przede wszystkim to podczas EURO 2012 będziemy się starali ludziom w Polsce zagwarantować. Zaś o wpływie naszego ewentualnego sukcesu na inne dziedziny na razie nie myślimy. Ale na pewno coś, w tym co Pan powiedział, jest. Istnieje jakaś nieprawdopodobna korelacja pomiędzy sukcesami sportowymi, a atmosferą społeczną w kraju.

Znakomity polski judoka, Paweł Nastula, kiedy odbierał doroczne wyróżnienie „Przeglądu Sportowego” podczas „Balu Mistrzów Sportu”, powiedział coś takiego: „Na sukces składają się dwie rzeczy – porażki i marzenia”. Nasza reprezentacja narodowa ma jedno i drugie. Porażek w przeszłości doświadczyliśmy sporo, marzenia też mamy. Mamy więc dwie rzeczy, które w wymiarze mentalnym potrzebne są do sukcesu.

I z tym zostańmy! Te dwie rzeczy rzeczywiście mamy. Zaś w okresie przygotowawczym zrobiliśmy wszystko, żeby z jednej strony – wyciągnąć wnioski z porażek, a z drugiej – spełnić nasze marzenia. Jesteśmy gotowi, by podjąć to wyzwanie.

Skoro mówimy o wyzwaniach, odwołam się do słynnego filmu George’a Lucasa, pt. „Gwiezdne wojny”. Otóż, kiedy Luke Skywalker, Obi-Wan Kenobi, Yoda i inni bohaterowie kosmicznych podbojów mieli zmierzyć się z jakimś wielkim wyzwaniem czy wykonać trudną, życiową misję, wypowiadali charakterystyczne dla siebie pozdrowienie: „Oby moc była z Wami”. Proszę przekazać te słowa zawodnikom naszej narodowej reprezentacji od całego zespołu redakcyjnego oraz wszystkich czytelników „Gazety Finansowej”. Po prostu: Niech moc będzie z Wami!

I z Wami! Obyście tę pozytywną energię, którą potraficie wytworzyć jako kibice, przekazywali nam. Przez ostatnie dni, podczas otwartych treningów, odczuwaliśmy ogromne wsparcie ze strony społeczeństwa. Chcielibyśmy, aby ten entuzjazm przechodził z kibiców na piłkarzy, a także na nas, ludzi ze sztabu szkoleniowego. Oby ta moc rzeczywiście była z nami i dawała nam wszystkim radość zwyciężania. Czujemy, że kibice entuzjastycznie wspierają nasz zespół. Duża część społeczeństwa pozytywnie odbiera to, co się dzieje w reprezentacji. Wiemy, że ludzie w Polsce staną murem za nami i będą bardzo mocno nas dopingować. Dla narodowej drużyny jest to bardzo ważne. Ten czynnik odgrywa niebagatelną rolę. Nie musimy apelować o wsparcie, nie musimy specjalnie zachęcać do przychodzenia z biało-czerwonymi flagami na stadiony, bo widzimy co się dzieje. Wiemy, że polscy kibice będą naszym dwunastym zawodnikiem i że dadzą nam większą moc, niż tę, którą znamy z filmu „Gwiezdne wojny”.

Tomasz Rząsa – polski piłkarz, 36-krotny reprezentant kraju, zdobywca Pucharu UEFA z Feyenoordem Rotterdam, obecnie menedżer reprezentacji Polski, dyrektor ds. kontaktów z mediami, czołowa postać sztabu szkoleniowego kierowanego przez  Franciszka Smudę. Jest wychowankiem MKS Cracovii Kraków. Występował w klubach polskich i zagranicznych, w tym w renomowanych drużynach Starego Kontynentu, takich jak choćby: Feyenoord Rotterdam, Partizan Belgrad, czy SC Heerenveen. W reprezentacji narodowej zadebiutował w 1994 r. w wieku 21 lat, za kadencji selekcjonera Henryka Apostela, w meczu z Arabią Saudyjską. W 36 występach w narodowym zespole strzelił jedną bramkę. Był uczestnikiem Mistrzostw Świata w Korei i Japonii w 2002 r. oraz podstawowych zawodnikiem wielu ważnych meczów o punkty w eliminacjach do światowego, a także europejskiego championatu. W sezonie 2001/2002 triumfował z Feyenoordem Rotterdam w rozgrywkach Pucharu UEFA, a dwa lata wcześniej zdobył Superpuchar Holandii. Na swoim koncie ma 50 występów w Champions League i Pucharze UEFA.