Monopol medialnego reżimu

Dzięki rozwojowi internetu zmieniają się nasze możliwości poznawcze. Media tradycyjne: prasa, radio, telewizja niekiedy walczą o widzów. Nowe inicjatywy medialne, mimo inwestycji rzędu kilku milionów zł i obecności w sieciach kablowych, czasami są w stanie przyciągnąć średnio tylko 352 telewidzów w skali kraju.

Los taki spotkał we wrześniu ub.r. telewizyjną edycję PR4, próbującą technologią broadcastingu zawojować rynek, działający już w oparciu o narrowcasting. Nawet na intensywnie promowane imprezy plenerowe Polskiego Radia, organizowane dla młodych ludzi, przychodziło mniej osób niż na byle większą imprezę muzyczną, w niszowym, alternatywnym warszawskim klubie. Intensywnie promowane w telewizji profile społecznościowe programów telewizyjnych stacji prywatnych, okazują się budzić znikome zainteresowanie ledwie kilkudziesięciu użytkowników sieci Facebook etc.

Zamknięte, hermetyczne środowiska
Całkowitemu przeorientowaniu uległa polska sieć internet. Media społecznościowe przyciągnęły aktywnie społecznie jednostki, które z kolei pociągnęły za sobą swoich fanów. Twitter stał się domeną świata intelektualistów, polityki i ekspertów. Facebook przyciągnął polskich muzyków, a także artystów sceny niezależnej. Wciąż, w środowiskach młodych osób, rozpowszechnienie tego serwisu jest bardzo niskie: w znanych mi mikrogrupach, np. młodych sportowców, jedynie ok. co druga osoba używa sieci społecznościowych, głównie bojąc się o swoją prywatność. Dawne media tracą, bo stanowią dość zamknięte, hermetyczne środowiska. Odcinają kupony od swojej dawnej, historycznej pozycji rynkowej, nie dostrzegając zmian na rynku – owej burzy na niebie rozciągającym się ponad nimi. Straciły całkowicie rzesze czytelników, którzy uciekli do mediów bardziej spersonalizowanych, proponujących ofertę zgodną z ich wymaganiami i gustami. W dodatku są w drażliwej sytuacji gospodarczej. Warto może przytoczyć pogłoski o „podróży na stratach” w „Gazecie Wyborczej” podczas niedawnego spowolnienia gospodarczego. Wielu właścicieli mediów pompuje bilanse lub generuje fikcyjne faktury dla firm faktoringowych, by zdobyć kolejne transze kredytów w sytuacji kryzysowej.

Standardy gorsze niż w republikach bananowych
Co więcej, dotarcie tradycyjnymi technologiami do współczesnych widzów, może być coraz trudniejsze: w Polsce ok. 0,7 mln gospodarstw domowych żyje bez telewizorów i ten trend wzrasta (badania TGI przeprowadzane przez MillwardBrown SMG/KRC). Wokół braku telewizora wykształciły się całe światopoglądy czy nawet subkultury, skupiające wielkomiejską bohemę kulturalną. To także wielkomiejskiej bohemie swój sukces zawdzięcza portal Facebook. To ona, pierwsza zasiedliła tę sieć. Znani działacze społeczni mogą się poszczycić 4-5 tysiącami fanów. Facebook umożliwia wypromowanie się nowych twarzy, artystów, publicystów, dziennikarzy, podczas gdy „stare polskie media”, także dzięki ich technicznym ograniczeniom, nigdy nie były w stanie tych potrzeb zaspokoić. Jednakże, Polska wciąż spowita jest, typowym dla reżimów trzeciego świata, monopolem lub duopolem w sieciach transmisji naziemnej, które stanowią jedyne źródła sygnału dla 30 proc. gospodarstw domowych. Ewenementem współczesnego, cywilizowanego świata jest przyznanie tylko jednej koncesji na prywatną telewizję ogólnopolską, druga pod względem zasięgu sieć TVN pokrywa jedynie fragmenty kraju i wraz z jedyną prywatną stacją ogólnopolską tworzy duopol na rynku nadawców naziemnych. Nawet w krajach trzeciego świata takich licencji przyznano od kilku do kilkunastu razy więcej (Wenezuela, Brazylia) i tak drastyczne przypadki ewidentnej korupcji (poprzez blokowanie konkurentom wejścia na rynek) nie wystąpiły. W Europie istnieją kraje z ponad 100 kanałami dystrybuowanymi naziemnie (ok. 60 proc. powierzchni Wielkiej Brytanii).

Polityczno-medialne sieci klientelistyczne
Znawcy tematu mówią wręcz o partiach stworzonych przez poszczególne sieci telewizji naziemnej, do obrony lukratywnego duopolu. Z zysków na rynku zmonopolizowanym (sieci naziemne) czerpią środki finansowe na dumpingową walkę z konkurentami na innych rynkach (sieci kablowe, telewizje tematyczne czy płatne etc). W Polsce bez swoich mediów pozostają mniejszości wyznaniowe, niekatolicy, mniejszości etniczne oraz narodowe. Dopiero sektor prywatny umożliwił powstanie telewizji kaszubskiej czy śląskiej. Rozmaite grupy chcące prowadzić media, zwykle ponoszą koszty ich działalności – w przypadku czasopisma jest to np. od 50 do 100 tys. zł rocznie. Wykonanie poprawnej strony www to również znaczne koszty – wraz z kosztami opracowania treści to od kilku do kilkunastu tysięcy zł. Koszty te ponoszą grupy i osoby, chcące się wypromować, odnieść dzięki temu korzyści osobiste, zyskać dodatkowych fanów. Ponoszą je również, słabo w Polsce zorganizowane, grupy nacisku społecznego. Dopiero działające wiele lat na rynku organizacje społeczne, są w stanie zdobyć środki zewnętrzne na swoją działalność wydawniczą – czasem w wyjątkowo przedziwny sposób (np. monetaryzując swoje poparcie wyborcze, oferując je partiom płacącym subwencje na dane ruchy czy wydawnictwa).

Niemiecki lobbing think-tankowy
W dzisiejszych warunkach wszelkie niszowe oraz ambitne formy wydawnicze są po prostu nieopłacalne i wymagają dopłat. Zagraniczne fundacje polityczne, głównie fundacje niemieckie, finansują w Polsce szereg wydawnictw think-tankowych a także ideowych, w sposób dość wybiórczy. Nie wiadomo na jakich zasadach finansują jedne środowiska, a innych już nie. Procedury rozdysponowywania środków, w wielomilionowej wysokości, są owiane tajemnicą, nie mają charakteru konkursów, nawet jeśli wybór oparty jest o kwestie ideowości danych grup, co przecież można wpisać do wymogów specyfikacji konkursowej. Otwarcie świata think-tanków na dopływ nowych idei chyba odmłodziłoby polską politykę.

Dramatycznie niskie czytelnictwo
Jako osoba z relatywnie nowoczesnej mniejszości nie korzystam z polskiej telewizji, prasy czy radia. Nie posiadam takich urządzeń (są, ale niepodłączone). Treści audiowizualne odbieram przez sieć internet. Wiadomości czerpię z sieci społecznościowych, skupiających osoby z mojej grupy wyznaniowej czy osoby, których opinie i komentarze zasubskrybowałem. Wiedzę fachową czerpię z podręczników oraz książek rozmaitych autorytetów epistemicznych, właściwych dla mojego środowiska czy zainteresowań naukowych. Transmisje sportowe, jeśli są interesujące, oglądam wspólnie z przyjaciółmi. Jednocześnie, jeśli jako wciąż młody ekonomista próbuję dotrzeć do odbiorców, to nie zwracam już nawet uwagi na media tradycyjne, ale pomijając pośredników, buduję środowisko w sieci społecznościowej czy tworzę portale internetowe. Dopiero wykonanie takich działań, notabene kosztownych, umożliwia większą rozpoznawalność. Jednocześnie Polska wciąż, w mojej opinii, jest krajem pozbawionym sprawnych i dobrych jakościowo mediów. Można przytoczyć dane na temat sprzedaży prasy codziennej w RFN, pokazujące dramatycznie niskie czytelnictwo prasy codziennej w Polsce. Fenomen sieci Facebook w Polsce może dopiero uświadomić twórcom mediów, jak wielki potencjał drzemie w tych, którzy dopiero teraz zyskali możliwość dotarcia ze swoją twórczością do szerszych mas społecznych.

Autor jest wolnorynkowym ekonomistą szkoły ordoliberalnej, specjalistą z zakresu ekonomiki transportu. Działa w Instytucie Liberalnym.