Norma fasadowych demokracji

Polskie autostrady pękają, wiadukty zapadają się, jeszcze przed oficjalnym oddaniem do użytku, a wraz z nimi zapada się powoli cały system polityczny, zbudowany na prywatnych interesach, nepotyzmie i korupcyjnych powiązaniach. Polityka bez dalekosiężnej wizji, bez idei, pozbawiona przejrzystego porządku aksjologicznego nie jest w stanie wytrzymać próby czasu. To po prostu musi pęknąć!

Rozmowa byłego szefa ARR z prezesem Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych ujawniła nam skalę patologii w polskiej polityce. Liczy się tylko kasa, partyjne układy i ciepłe posady dla kolesiów lub członków rodziny. Instytucje związane z rolnictwem są traktowane jako partyjny łup PSL. W Elewarrze zatrudnienie znaleźli pociotkowie prominentnych polityków tej partii, obdarowani intratnymi apanażami finansowymi.

Lepiej późno niż wcale
Nawiasem mówiąc, „Gazeta Finansowa” jako pierwsza napisała o większości nieprawidłowości, o których Łukasik opowiedział Serafinowi, . 18 maja br. opublikowaliśmy artykuł pod znamiennym tytułem „Sami swoi – PSL uprawia nepotyzm i obrzydliwe partyjniactwo”. Nie ustawiamy się jednak w kolejce po laury, nie przypisujemy sobie sukcesu, nie o to w dziennikarskim fachu chodzi. Dobrze, że „Puls Biznesu” pociągnął ten temat, bo być może dzięki temu kilku politycznych degeneratów i zdeprawowanych urzędników utraci swoją pozycję. Pisałem o tym wielokrotnie, powtórzę to jeszcze raz: obowiązkiem dziennikarza jest służyć społeczeństwu i państwu, zaś najważniejszą funkcję, jaką powinny wypełniać media, stanowi kontrola społeczna. Jeżeli ten warunek nie jest spełniony, nie ma co mówić o demokracji. Jednak w tym przypadku na szczęście kontrola społeczna, choć z opóźnieniem i połowicznie, zadziałała.

Prawda jest za kulisami
Z rozmowy Łukasika z Serafinem wyłania się wiele patologicznych wątków. Część polityków, związanych zwłaszcza z obecną koalicją rządową, usiłuje dezawuować zarejestrowane treści, twierdząc, że padły one w nieoficjalnej, prywatnej rozmowie dwóch sfrustrowanych panów. Jednak cały szkopuł tkwi w tym, że w systemach cechujących się wypaczeniem standardów demokratycznego państwa prawdę najłatwiej ustalić za kulisami jawnego życia publicznego. Kamera ustawiona w studiu tym różni się od kamery ukrytej w zakamarkach biura, że pierwsza rejestruje nierealny, wykreowany przez speców od marketingu obraz, zaś druga utrwala fakty rzeczywiste. To, co Łukasik powiedział Serafinowi jest prawdą, podobnie jak prawdą było to, co swego czasu Józef Oleksy opowiadał po pijanemu Aleksandrowi Gudzowatemu czy Adam Lipiński Renacie Beger w zaciszu jej poselskiego biura.
Dlaczego prawdy o polskim życiu publicznym dowiadujemy się z nagranych potajemnie taśm, a nie oficjalnych dokumentów organów ścigania karnego? Taka jest, niestety, norma fasadowych demokracji, przeżartych przez klientelizm oraz rozmaite transfery korupcyjne. Instytucje państwa, takie jak policja, prokuratura czy sądownictwo, po prostu nie działają. Korupcja, niczym rak toczący organizm człowieka, powoduje, że struktury państwowe nie mogą realizować swoich funkcji w sposób optymalny.

Sawicki przyćmił Platiniego
Problem funkcjonowania polskiego państwa nie sprowadza się jedynie do zatrudniania po znajomości różnej maści pociotków, ale polega przede wszystkim na korupcji. Za pomocą rozmaitych trików z budżetów poszczególnych instytucji wyprowadzane są ogromne pieniądze. Kasa po prostu się leje! Mówi o tym dobitnie Łukasik w rozmowie z Serefinem – temu drugiemu na wieść o pewnych przekrętach włosy stanęły dęba. Wśród wielu wątków tej rozmowy media uwypukliły tylko te bardziej spektakularne, przypisane do nazwisk, jednak najbardziej interesujące sprawy zostały pominięte. A Łukasik opowiada między innymi, jak jakaś grupa ludzi, działająca w ARR lub w jej otoczeniu, chciała wydrukować na EURO 2012 milion ulotek (przewodników po Polsce). Tymczasem na Mistrzostwa Europy przyjechało do Polski tylko pół miliona turystów. Tak się składa, że dobrze znam analogiczny numer. Kiedyś miasto Konin zleciło przygotowanie gigantycznej liczby materiałów promocyjnych. Później okazało się, że miała je wykonać firma związana z wiceprezydentem. Być może w sytuacji przedstawionej przez Łukasika leży klucz do zrozumienia marketingowego paradoksu, że najczęściej pokazywaną reklamą podczas trwania EURO 2012 była ta z ministrem Sawickim w roli głównej. Zagraniczni goście nie mogli się nadziwić, dlaczego podczas ważnej imprezy sportowej, na każdym kroku towarzyszy im szef resortu rolnictwa. Pod tym względem Sawicki usunął w cień nawet samego prezydenta UEFA Michaela Platiniego i minister sportu Joannę Muchę. Na miejscu organów ścigania, prokuratury, policji, CBA zamiast ścigać Bogu ducha winnych przedsiębiorców, przyjrzałbym się wydatkom na marketing i reklamę w ministerstwach, agencjach państwowych oraz samorządach, a także przeanalizował całą gospodarkę finansową tych instytucji. Tam może być ogromne pole do korupcji.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”.