O co chodzi w sprawie Olewnika?

Dokładnie po 11 latach od uprowadzenia Krzysztofa Olewnika prokuratura przeprowadziła eksperyment w jego domu, mający za zadanie zweryfikować zeznania świadków oraz zrekonstruować możliwy przebieg wydarzeń. Rezultaty są dla wielu osób zaskakujące.

Według pierwotnej wersji, w nocy z 26 na 27 października 2001 r. Wojciech Franiewski (szef bandy), Robert Pazik i Sławomir Kościuk włamali się do domu Olewnika w Świerczynku, na przedmieściach Drobina, a następnie pobili i uprowadzili młodego biznesmena.

Wcześniej w domu Olewnika odbywała się zakrapiana alkoholem impreza z udziałem funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji w Płocku. W toku późniejszego śledztwa Franiewski zeznał, że wdrapał się do domu Olewnika przez balkon, po czym od wewnątrz otworzył drzwi Pazikowi i Kościukowi, ukrywającym się w kukurydzy.

Dziś już wiemy, że wersja ta jest mało prawdopodobna. Osiem przeprowadzonych przez prokuraturę eksperymentów zweryfikowało ją negatywnie. Rekonstrukcja wydarzeń miała odpowiedzieć na pytanie, czy możliwe było, aby Franiewski mógł wdrapać się do domu Olewnika przez balkon, a jego współtowarzysze mogli wejść tam bezpośrednio z przyległego pola nie pozostawiając śladów ziemi na podłodze? Przeprowadzony eksperyment pokazał, że wersja taka nie jest możliwa.

Policyjny pozorant, symulujący zachowanie Franiewskiego, nie tylko nie mógł wdrapać się przez balkon, lecz także nawet go nie sięgnął. Inni pozoranci, wchodząc do domu Olewnika, pozostawili na podłodze ślady ziemi.

Wszystko wskazuje na to, że Franiewski i inne osoby uznane za porywaczy Krzysztofa Olewnika podczas zeznań złożonych w śledztwie kłamały. Dlaczego? Prawdopodobnie kryły udział w sprawie jeszcze jakiejś dodatkowej osoby czy grupy, albo nie chciały zdradzić mistyfikacji dokonanej przez samego Olewnika. Przecieki z obecnie prowadzonego śledztwa pokazują, że gdańscy prokuratorzy powrócili do wersji, zakładanej bezpośrednio po porwaniu, czyli samouprowadzenia. Poszlaką, mającą uprawdopodabniać taki scenariusz, jest zapis rozmowy Olewnika z bandytami, który miał ich instruować jak prowadzić negocjacje z rodziną w momencie, kiedy już uważano, że jest uprowadzony. Z nagrania wynika rzekomo, iż Olewnik rozmawiał z porywaczami na ulicach Warszawy, w czasie gdy miał być przez nich więziony. Przeprowadzony ostatnio eksperyment wzmacnia przesłanki na rzecz tej wersji.

Jakie hipotetyczne scenariusze śledcze można postawić na podstawie eksperymentu oraz wiedzy, którą obecnie posiadamy?

Po pierwsze, uprowadzenie Olewnika było jedną wielką mistyfikacją, reżyserowaną przez niego samego, w celu np. wyciągnięcia od ojca pieniędzy. Wiadomo, że młody Olewnik miał wówczas kłopoty finansowe. To by wyjaśniało, dlaczego Franiewski nie musiał wspinać się przez balkon, a Pazik i Kościuk nie zostawili na podłodze śladów ziemi. Po prostu mogli zostać wpuszczeni do domu przez samego Olewnika. Ale możliwa jest również inna podwersja, że Franiewski, Pazik i Kościuk wcale nie pojawili się u Olewnika. Młody biznesmen mógł upozorować swoje porwanie sam, celowo rozmieścić ślady krwi w pokoju, a następnie najprościej w świecie opuścić dom, utrzymując jakiś rodzaj kontaktu z domniemanymi porywaczami.

Po drugie, porywacze mogli działać w porozumieniu z kimś z policjantów znajdujących się na imprezie u Olewnika. Wtedy ktoś otworzyłby im drzwi od wewnątrz. To by wyjaśniało dlaczego Franiewski nie mówił prawdy w zeznaniach. Po prostu krył kogoś ważnego.

Po trzecie, Olewnika uprowadziły inne osoby niż dotychczas przypuszczano. Franiewski, Pazik i Kościuk przejęli go dopiero w pewnym momencie i później się nim opiekowali. W sprawę zaangażowana była jakaś potężna, wpływowa osoba.

Oczywiście są to jedynie przypuszczenia i hipotetyczne wersje, ale nie pozbawione sensu. Jest jedna rzecz, która w sprawie Olewnika daje wiele do myślenia: jeżeli przyjmiemy dominujący dotychczas w ramach opinii publicznej scenariusz, że Olewnika uprowadzili Franiewski, Pazik i Kościuk, to wiele faktów wydaje się nielogicznych, zeznania złożone w trakcie śledztwa nie korespondują z szerszym kontekstem sytuacji, albo stają się po prostu niewiarygodne, a cała wersja posiada wiele luk i jest niespójna. Przyjęcie scenariusza samouprowadzenia bądź udziału w sprawie jeszcze jakiegoś innego czynnika, pozwala racjonalnie wyjaśnić niespójności.

Były prokurator Janusz Kaczmarek (który akurat dla mnie nie jest autorytetem, ale w kontekście wydarzeń związanych z porwaniem i zabójstwem Krzysztofa Olewnika można mu wierzyć) przebadał przypadki wielu różnych porwań i nałożył je na sprawę Olewnika. Jego zdaniem w sprawie oprócz chęci wymuszenia okupu musiało chodzić jeszcze o inny motyw. Porywacze zażądali okupu dopiero po upływie 48 godzin, a zgłosili się po niego dopiero po prawie dwóch latach. W kontekście innych uprowadzeń jest to sytuacja nietypowa. Zazwyczaj przestępcy wysuwają żądania okupu w przeciągu kilku godzin od momentu porwania, a zgłaszają się po jego odebranie po kilku tygodniach, najdalej miesiącach. Rzadko się również zdarza, aby ofiara porywana była bezpośrednio z domu.

Jak więc wytłumaczyć przypadek Olewnika? Odpowiedzi należy poszukiwać w jego przeszłości, interesach które prowadził oraz wąskim gronie najbliższego otoczenia.

Autor jest dziennikarzem śledczym, zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”