Ostatnie tygodnie polskiego górnictwa?

Banki, handel i resztki przemysłu w Polsce pozostają od dawna przeważnie w obcych rękach. Trwają zakusy na jedne z nielicznych aktywów, którymi jeszcze dysponujemy – ziemię, lasy i wciąż arcyważne wbrew ekopropagandzie zasoby surowca energetycznego, jakim jest węgiel kamienny. Doświadczony menedżer tej branży Krzysztof Tytko w opublikowanym w poprzednim numerze wywiadzie dla „Gazety Finansowej” ostrzegał, że już niedługo mogą one znaleźć się całkowicie w niemieckich rękach. Od czasu przeprowadzenia tej rozmowy rzekomi ratownicy polskiego górnictwa zdążyli pobić kolejne rekordy nieudolności.

Oficjalnie jest źle

Katowicki oddział Agencji Rozwoju Przemysłu 4 sierpnia ogłosił wyniki finansowe wydobycia węgla kamiennego w Polsce w pierwszym półroczu bieżącego roku. Wynika z nich, że ten dział gospodarki poniósł straty netto w wysokości 1,445 mld zł. Nie pomógł nawet lekki wzrost sprzedaży w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku (o 35,6 mln ton, czyli 8,9 proc.). Do końca czerwca 2015 r. wydobyto więcej węgla koksowego niż rok wcześniej (6,4 mln ton), całkowity spadek wydobycia surowca o 0,85 mln ton (do wartości 34,3 mln ton) wynikał więc głównie z mniejszej intensywności pozyskiwania węgla energetycznego.

Mimo wzrostu eksportu z 4,4 do 4,8 mln ton, wciąż aż 86,6 proc.węgla trafiło na krajowy rynek. Podczas prezentacji raportu dyrektor katowickiego oddziału ARP Henryk Paszcza podkreślał, że sprzedaż zapasów węgla energetycznego Kompanii Węglowej po niskiej cenie przekładała się na słabe wyniki finansowe branży. Średnia cena tony „czarnego złota” w podsumowywanym okresie wynosiła 262,24 zł – 5,9 proc. mniej niż rok temu. Całkowite przychody górnictwa węgla kamiennego w pierwszym półroczu 2015 r. wyniosły 12,2 mld zł, co przy uwzględnieniu kosztów wydobycia oznacza średnią stratę 39,81 zł przy sprzedaży jednej tony. Rezerwy w tym czasie nieznacznie spadły – z 6,6 do 6,4 mln ton.

Kopalnia za złotówkę

Rządowy projekt naprawy polskiego górnictwa przewidywał wykupienie udziałów w Nowej Kompanii Węglowej, która ma powstać do końca września br. (w lipcu wiceminister skarbu Wojciech Kowalczyk mówił o sierpniu), przez polskie spółki energetyczne. Abstrahując od faktu, że ze względu na coraz większą rolę niepolskiego kapitału rozproszonego w ich akcjonariacie, nie kwapią się one do inwestycji w tę gałąź gospodarki. Ministerstwo Skarbu chce dofinansować firmę, która ma skupić jedenaście kopalń, poprzez 1,5 mld zł (docelowo – 6,5 mld) z Funduszu Inwestycji Polskich Przedsiębiorstw. Tworzą go Bank Gospodarstwa Krajowego i Polskie Inwestycje Rozwojowe.

Według nieoficjalnych informacji, resort prowadzi także rozmowy z KGHM, Grupą Azoty, PGNiG, Tauronem, PGE, Orlenem i Energą. Na razie Kompania otrzymała jednak realne wsparcie jedynie od Węglokoksu. Przekazał on jej zaliczkę w wysokości 500 mln zł na zakup czterech kopalni Rybnickiego Okręgu Węglowego. Na rangę symbolu zasługuje fakt, że Tauron zaoferował odkupienie części aktywów KWK „Brzeszcze”, obecnie będącej w posiadaniu Spółki Restrukturyzacji Kopalń, za…złotówkę! Dodatkowo spółka zażądała redukcji etatów do 828 (plus dodatkowych 715 zatrudnionych w ramach outsourcingu) oraz ustalenie podstawowej pensji górnika na poziomie ok. 5 tys. zł miesięcznie. Ta propozycja wywołała zrozumiałą burzę. Przewodniczący Rady Nadzorczej Tauronu Antoni Tajduś podał się do dymisji, został odwołany jej członek Marek Ściążko.

A Niemcom się opłaca!

Jeszcze bardziej ryzyka związanego z zaangażowaniem w ratowanie górnictwa obawia się Polska Grupa Energetyczna. Poinformowała ona 4 sierpnia o wdrożeniu procedury „testów na utratę wartości aktywów”. Inaczej mówiąc, sprawdza czy nabycie akcji kopalń nie zaowocuje gorszą wyceną innych, ważniejszych ze strategicznego punktu widzenia, składników majątku, np. elektrowni. Rodzimi potentaci nalegają na sprzedaż kopalni w trybie przetargu publicznego, obawiając się konieczności zwrócenia niedozwolonej według Komisji Europejskiej pomocy publicznej. W Brukseli nadal trwa postępowanie wyjaśniające, czy polski rząd nie przekroczył w tej kwestii unijnych przepisów.

Tymczasem koncesje na wydobycie węgla kamiennego w Polsce cieszą się dużą popularnością wśród niemieckich inwestorów. Dobrym przykładem jest kopalnia, którą reprezentowane przez firmę Silesian Coal HMS Bergbau AG chce zbudować koło Orzesza. Koszt inwestycji ma wynieść 150 mln euro. Eksploatacja 60 mln ton surowca z tego złoża może potrwać prawie 90 lat. Niemiecki biznes interesował się także wznowieniem pracy zakładu w Trzebini-Sierszy. Koresponduje to z wciąż dużym znaczeniem tego działu energetyki za naszą zachodnią granicą. W ciągu ostatniej dekady tamtejsze kopalnie otrzymały prawie 1,6 miliarda euro państwowych subwencji. W 2013 r. jedna czwarta wytwarzanej za Odrą elektryczności powstawała w elektrowniach węglowych.

Gazyfikacja jak tabu

Taka sytuacja nie dziwi Tytki, który ocenia, że „czarne złoto” jest nie do zastąpienia jako surowiec energetyczny, ponieważ wprowadzenie na skalę przemysłową metod jego gazyfikacji zwiększyłoby poziom wykorzystania eksploatowanych obecnie zasobów z 10-15 do 80 proc., zaś sprawność generacji prądu elektrycznego – z 35 do 40-45 proc. Nie jest to całkowicie nowa technologia – już przed wojną była wykorzystywana w większości miejskich gazowni. We wrześniu 2014 r. w polskiej kopalni „Wieczorek” doszło do pierwszej w historii udanej podziemnej próby zamiany węgla w gaz. Kontynuacja tych eksperymentów, prowadzonych również na innych kontynentach (od Australii przez Chiny po USA), nie tylko przyniosłaby efekty ekonomiczne, lecz także pomogłaby w osiągnięciu postulowanej przez UE redukcji emisji dwutlenku węgla do atmosfery.

Temat ten jednak jest skrzętnie pomijany na rzecz narracji o niewydolności państwowego kierownictwa w górnictwie, czemu przeczy choćby wielostronna działalność (także w Niemczech) szwedzkiego koncernu Vattenfall. Być może rządowi partyjni decydenci czują się usprawiedliwieni ze swojej inercji wiedząc, że tzw. czyste technologie węglowe wciąż nie są gotowe do wykorzystywania w codziennej pracy kopalń. Czekanie z założonymi rękami oznacza jednak, że polskie know-how i zasoby surowcowe zostaną przejęte – najprawdopodobniej na zawsze – przez zagraniczne, najpewniej niemieckie, koncerny. Jak napisał Tytko w liście do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, „sprzedane banki, firmy i sieci handlowe można odtworzyć – sprzedanych zasobów węgla jako dobra narodowego wszystkich Polaków, a nie tylko rządu, już nie – BO SĄ NIEODNAWIALNE i BEZCENNE!”

Autor jest dziennikarzem Gazety Finansowej

Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN