Państwo prawa nie może cofać się przed chuliganami!

Chuligańskie ekscesy, które miały miejsce w Warszawie podczas obchodów Święta Niepodległości po raz kolejny wystawiły na szwank autorytet państwa. I, niestety, instytucje odpowiedzialne za gwarantowanie prawa ponownie nie zdały egzaminu. Jedyna korzyść, jaka z tego wypływa, to zaalarmowanie świadomości społecznej, że na nieco ponad pół roku przed EURO 2012 w zakresie bezpieczeństwa absolutnie nie jesteśmy do tej imprezy przygotowani.

Wina leży po obydwu stronach toczonego w Polsce sporu. W debacie publicznej razi brak umiaru. Argumenty emocjonalne dominują nad merytorycznymi. Decydujący głos mają ekstrema nawzajem oskarżające się o faszyzm albo anarchizm. Przez media przebija przekaz środowisk skrajnych. To zły obraz polskiego życia publicznego. Ani tego typu prawica, ani lewica nie jest nam potrzebna. Język radykałów jest nie do przyjęcia.

Nie można blokować legalnego zgromadzenia

Wbrew temu, co sądzą prawnicy i przedstawiciele stołecznego samorządu, którzy najwyraźniej mają poważny problem z racjonalnym rozumieniem przepisów poszczególnych ustaw – z punktu widzenia prawa sytuacja jest jednoznaczna. Kiedy przyjmiemy, że w Polsce istnieje wolność zgromadzeń, która stanowi jedną z podstawowych reguł życia demokratycznego, to blokowanie legalnie zarejestrowanej demonstracji albo zgłoszenie zamiaru zorganizowania drugiej przeciwstawnej, mającej w domniemaniu zakłócić przebieg pierwszej, jest działaniem bezprawnym, naruszającym zasadę wolności zgromadzeń. Jeżeli ktoś, w sensie formalnym, prawidłowo złożył wniosek o przeprowadzenie demonstracji, spełnił wszystkie wymogi ustawowe, to nikt nie może pozbawić go tego prawa. W tym przypadku wyrażenie zgody na manifestację organizowaną pod hasłem „Kolorowa Niepodległa” (abstrahując od pięknej idei tego hasła) było od początku obarczone wadliwością prawną. Z założenia bowiem – specjalnie zresztą nieukrywanego – inicjatywa środowisk lewicowych skupionych w Porozumieniu 11 Listopada była zorientowana na zablokowanie wcześniej zgłoszonego i zarejestrowanego zgodnie z prawem „Marszu Niepodległości”. Cechy organizacji manifestacji środowisk lewicowych zostały określone w taki sposób, że naruszały prawo do wolności zgromadzeń przysługujące innym środowiskom.

Wolność przeciw wolności

Można się oczywiście zastanawiać, czy zakaz przeprowadzenia demonstracji osób zaliczających się do lewicy nie byłby pogwałceniem ich prawa do wolności zgromadzeń. W normalnej sytuacji byłby. Jednak w przypadku, kiedy ta inicjatywa miała na celu nie dopuszczenie do innego (powtarzam – legalnie zgłoszonego) zgromadzenia, istniały niepodważalne przesłanki do nie wyrażenia zgody na manifestację lewicy. Prawo do wolności zgromadzeń nie może bowiem ograniczać tego samego prawa przysługującego innym ludziom. Jako pierwszy został zgłoszony „Marsz Niepodległości”, a zatem wszelkie działania obliczone na zablokowanie możliwości przeprowadzenia tego przedsięwzięcia, były niezgodne z prawem i naruszały fundamentalną demokratyczną regułę – wolności zgromadzeń. W tym przypadku środowiska lewicowe zaplątały się we własne rozumowanie – chcąc wystąpić w obronie demokracji, jednocześnie ją pogwałciły. Jeżeli sami dla siebie żądamy tolerancji, musimy być konsekwentni i zapewnić ją również innym ludziom.

Pożądany jest pragmatyzm prawny

W tle całej dyskusji pojawia się konieczność upomnienia o prawniczy pragmatyzm. Otóż polscy prawnicy najczęściej podchodzą do prawa z nastawieniem formalnym, rozumieją je czysto literalnie, tymczasem konkretne przepisy należy interpretować zawsze w kontekście danych sytuacji. Pragmatyzm prawny oznacza praktyczne, racjonalne podejście do prawa. Zatem, gdy pojawi się uprawdopodobnione domniemanie, że dwie przeciwstawne demonstracje mogą przyczynić się do naruszenia podstawowych norm bezpieczeństwa, zagrożenia zdrowia oraz życia ludzi, powstania strat w mieniu, pogwałcenia wolności i praw osób trzecich (nie uczestniczących w tych przedsięwzięciach) w pełni uprawnione jest wydanie zakazu na ich przeprowadzenie. Teoretycznie można wyobrazić sobie sytuację, że w Warszawie zamiar zorganizowania manifestacji wyrazi dziesięć wrogo do siebie nastawionych podmiotów. Czy zagwarantowanie im wszystkim prawa do wolności zgromadzeń będzie rzeczywiście służył temu prawu? Co z prawami, wolnościami i bezpieczeństwem innych, niezdeklarowanych po żadnej ze stron, ludzi? Prawo do wolności musi być stosowane w taki sposób, aby nie ograniczało praw i wolności innych osób.

Brak zdecydowania i profesjonalizmu

W tym kontekście stołecznym prawnikom, a przede wszystkim władzom warszawskiego magistratu, można wytchnąć kolejny błąd. Otóż analizując przebieg wydarzeń, „Marsz Niepodległości” powinien być rozwiązany zaraz po jego rozpoczęciu, już na Placu Konstytucji. Przez wiele lat pracowałem w instytucjach samorządowych, kierowałem między innymi organizacją imprez masowych, wielotysięcznych festynów i gdybym znalazł się na miejscu warszawskich urzędników, natychmiast podjąłbym decyzję o zdelegalizowaniu manifestacji środowisk prawicowych. Przedstawiciele lokalnych organów administracji mają obowiązek antycypować prawdopodobne zachowania uczestników poszczególnych zgromadzeń. Jeżeli w tłumie pojawiają się osoby z zamaskowanymi twarzami, wyposażone w tępe narzędzia, rzucające kamieniami, demolujące żelazne bramki, to ich zamiary są łatwe do przewidzenia. W takiej sytuacji istnieje oczywisty argument do rozwiązania demonstracji. Obraz przebiegu wydarzeń był jednoznaczny. Mieliśmy do czynienia z typową chuliganerią, z bandytami zagrażającymi bezpieczeństwu innych ludzi, a do takich osób przemówi jedynie argument siły. I mimo że wniosek o organizację „Marszu Niepodległości” został pod względem prawnym złożony poprawnie, to jednak faktyczny rozwój wydarzeń uprawniał już do jego rozwiązania. Dlaczego więc tego nie uczyniono? Bo zabrakło zdecydowania oraz profesjonalizmu. Tymczasem przy organizowaniu zgromadzeń czy imprez masowych stanowcze postępowanie służb porządkowych, zdecydowanie ludzi odpowiadających za zabezpieczenie poszczególnych wydarzeń, szybkość decyzji osób dowodzących konkretnymi działaniami jest cnotą. W przeciwnym razie nikt nie zapanuje nad sytuacją. Niebezpieczeństwa należy gasić w zarodku. Jeżeli podczas EURO 2012 polskie siły porządkowe będą zachowywały się w podobny sposób jak 11 listopada, to po zakończeniu tego pięknego piłkarskiego święta pozostanie jedno wielkie pobojowisko.

Z chuliganami trzeba postępować twardo!

Polskie państwo po raz kolejny pokazało swoją indolencję, organiczną słabość brak profesjonalizmu w działaniach. Widok policjantów cofających się przed rozwydrzonymi chuliganami jest z profilaktycznego punktu widzenia gorszący dla obywateli, zaś dla osób brutalnie łamiących prawo zachęcający. W takich sytuacjach należy postępować zdecydowanie, twardo, bezkompromisowo. Kto atakuje funkcjonariusza policji bądź urzędnika pracującego przy zabezpieczeniu konkretnej imprezy, ten atakuje państwo. Wobec tego typu osób nie może być litości! Z chuliganami zagrażającymi bezpieczeństwu ludzi i jeszcze na dodatek profanującymi w ten sposób narodowe barwy, wykorzystującymi patriotyczne symbole dla bezczelnej racjonalizacji swoich bandyckich wyczynów należy potraktować bezpardonowo. Wszelkie formy faszyzmu, nacjonalizmu czy lewackiego ekstremizmu muszą być zwalczane w zarodku, a przede wszystkim wyraźnie spenalizowane w Kodeksie karnym. Tak samo powinny zostać potraktowane rozwydrzone, chuligańskie hardy, podszywające się jedynie pod rozmaite ideologie (których w praktyce nawet dobrze nie rozumieją), tylko po to, aby uzyskać uzasadnienie dla swoich przestępczych czynów. Patriotyzm nie może polegać na wszczynaniu bandyckich ekscesów, manifestowaniu niechęci wobec środowisk inaczej myślących, posiadających inną narodowość czy inną orientację wyznaniową bądź indyferentnych religijnie. Taka forma patriotyzmu jest nie do przyjęcia! Nie chcę mieć nic wspólnego z takimi patriotami! Z drugiej strony nie można się zgodzić na sytuację, aby w walce z niepożądaną faszystowską ideologią dopuszczalna była przemoc. Na prawicowy szowinizm nie można odpowiadać lewicowym szowinizmem. Ci, którzy zaprosili do Polski niemiecką, anarchistyczną bojówkę, zafundowali Warszawiakom najgorsze z możliwych skojarzenia i świadomie sprowadzili na nich niebezpieczeństwo. To jest działanie kryminogenne! To jest podżeganie do przestępstwa! To jest reagowanie przemocą na przemoc! To nie ma nic wspólnego z pluralizmem, wolnością oraz tolerancją! Uważam, że uczestnicy poszczególnych ekscesów powinni zostać surowo ukarani, zaś organizatorzy obydwu manifestacji pociągnięci do odpowiedzialności karnej za nie dopełnienie obowiązków przy organizacji zgromadzeń i świadome sprowadzenie niebezpieczeństwa.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”, publicystą czasopisma „Home&Market” i komentatorem magazynu „Gentleman”.