Państwo w państwie

Kiedy w 1926 r. John Maynard Keynes ogłosił w The end of Laissez-Faire zakończenie ograniczonej roli państwa jako „nocnego stróża” strzegącego jedynie fundamentalnych zasad wolności gospodarowania i prywatnej własności, nie mógł przewidzieć, że ziarno nowej idei, które zasiał, trafi na tak podatny grunt.

Poziom stawek podatkowych jest dzisiaj w większości krajów rozwiniętych na jednym z najwyższych poziomów w historii, uwzględniając obniżki — zwłaszcza w odniesieniu do dochodów osób prawnych — dokonane w ostatnich latach.

Niespełna 120 lat temu sytuacja przedstawiała się odmiennie. Rozważając optymalny poziom obciążeń podatkowych, francuski ekonomista Paul Leroy-Beaulieu wnioskował w 1888 r., że poziom dochodów podatkowych na poziomie 5-6 proc. PKB należy uważać za umiarkowany i powściągliwy, podczas gdy poziom 8-10 proc. PKB to stan normalny, a dochody podatkowe państwa w wysokości powyżej 12 proc. PKB świadczą o zbyt dużym fiskalizmie stwarzającym realne niebezpieczeństwo dla rozwojowych perspektyw państwa.

Z tego punktu widzenia obecny zakres obciążeń podatkowych w większości krajów wydaje się być ekstremalnie szeroki, a poziom dzisiejszych stawek podatkowych wychodzi daleko poza najśmielsze projekcje osób współczesnych Beaulieu. W wieku XIX w większości z dzisiejszych krajów rozwiniętych poziom obciążeń podatkowych oraz wydatków publicznych kształtował się w okolicach 12 proc. PKB. W 1870 r. we Francji i Włoszech wydatki publiczne i związane z tym obciążenia podatkowe osiągnęły poziom 13 proc. PKB, a w USA — 7,3 proc. PKB. Wpływ państwa na gospodarkę był wówczas ściśle ograniczony. Państwo skoncentrowane było na podstawowych funkcjach: obronie narodowej, ochronie własności prywatnej, administracji, wymiarze sprawiedliwości i pracach publicznych — tak szeroko opisanych przez Adama Smitha w O bogactwie narodów.

Począwszy od roku 1870, którą to datę umownie przyjęło się uważać za początek działań zmierzających w kierunku globalizacji, na świecie daje się zauważyć znaczny wzrost poziomu obciążeń fiskalnych i wydatków publicznych.

O prawdziwej jednak zmianie nastawienia publicznego do roli państwa w gospodarce świadczą wydarzenia, które nastąpiły o 50 lat później. W 1926 r. John Maynard Keynes w swym dziele The end of Laissez-Faire ogłosił zakończenie ograniczonej roli państwa jako nocnego stróża strzegącego do tej pory jedynie fundamentalnych zasad wolności gospodarowania oraz prywatnej własności i zaproponował znaczne poszerzenie roli państwa.

Kilka lat później, w 1932 r., w artykule opublikowanym w L’Encyklopedie Italienne późniejszy dyktator faszystowskich Włoch, Benito Mussolini, przewidywał, że wiek XX będzie „stuleciem państwa”. Być może w większej roli państwa upatrywał on szansy na uzyskanie przewagi politycznej, jednak nie zmienia to faktu, że z ekonomicznego punktu widzenia jego przewidywania okazały się w pełni uzasadnione, co pokazują wydarzenia późniejsze.

W czasach, gdy Keynes i Mussolini, pierwszy jako ekonomista, drugi jako dyktator, wyłuszczali swoje poglądy, zaczęły się pojawiać naciski na zwiększenie udziału państwa w gospodarce. Państwa, które w owym okresie zaadoptowały do swojego ustroju idee faszyzmu, komunizmu lub socjalizmu, zaakceptowały tym samym pogląd, że państwo nie może ograniczać się do podstawowych funkcji, lecz powinno przejąć rolę przewodniego gracza w procesach gospodarczych.

Nawet Nowy Układ zaproponowany przez Prezydenta USA Franklina Roosevelta odzwierciedlał ten pogląd.

Wspomniane naciski oraz skutki Rewolucji Październikowej w Rosji, I i II wojny światowej, pojawienia się ustrojów totalitarnych i wielkiego kryzysu z 1929 r. ostatecznie przyczyniły się do wystąpienia nagłego rozrostu instrumentarium środków wykorzystywanych przez państwo w celach regulacyjnych. Tym samym zapoczątkowany został trend nagłego wzrostu wydatków publicznych, który utrzymał się do końca XX w.

Tempo tego wzrostu nie było równomierne. Od 1930 r. do początku lat 60. XX w. poziom wydatków publicznych przyrastał w tempie umiarkowanym. Gwałtowne przyspieszenie wydatków nastąpiło w następnym dwudziestoleciu, kiedy to w wielu krajach, w szczególności w Europie, powołano do życia systemy zabezpieczeń emerytalnych dla osób w wieku poprodukcyjnym. W tym okresie w krajach takich jak Austria, Belgia, Dania, Francja, Niemcy, Irlandia, Włochy, Holandia oraz Szwecja poziom wydatków publicznych osiągnął lub przekroczył 50 proc. PKB.

Do tego „zacnego grona” dołączyła także Polska, w której państwo było odpowiedzialne za wydatki na poziomie pomiędzy 51,2 proc. PKB w 1996 r. a 47,7 proc. PKB w 2004 r., cały czas oscylujące wokół wspomnianego poziomu.

Tak wysoki poziom wydatków publicznych oraz wynikający z tego rozbudowany system obciążeń fiskalnych służący ich finansowaniu jeszcze na początku XX w. zostałby oceniony jako abstrakcyjny.

Najbardziej skrajnym przykładem rozbudowanej roli państwa jako aktywnego uczestnika w procesach gospodarczych jest tzw. europejski styl życia, oznaczający nie tylko wysokie zarobki, ale również instytucje społeczne, które dla Europejczyków — zwłaszcza na Zachodzie, ale do pewnego stopnia także w Polsce — są oczywistą częścią życia. Amerykanie często nie mają do nich dostępu, a Chińczycy nawet o nich nie myślą. Europejski styl życia to także płatne urlopy macierzyńskie i długie urlopy wypoczynkowe, gwarantowane przez państwo emerytury, korzystne zasiłki dla bezrobotnych i samotnych matek, powszechna opieka zdrowotna oraz bezpłatne (albo prawie bezpłatne, bo w znacznej mierze dotowane przez państwo) szkoły średnie i wyższe. Wszystko to kosztuje krocie i zwiększa — poza wydatkową częścią budżetu — koszty pracy należące w Europie do najwyższych na świecie. Należy tu jednak podkreślić, że w ramach samej Unii występują znaczne różnice w tej materii. Różnice tak duże, że większość państw przyjętych do UE 1 maja 2004 r., w tym również Polska, otwarcie krytykowana jest za stosowanie dumpingu podatkowego i socjalnego.

Na Zachodzie coraz powszechniejsze są opinie, że kraje „starej” Unii nadspodziewanie skorzystały na jej rozszerzeniu. Nowi członkowie UE zmusili starych, by pomyśleli o reformach. Poprawiła się też sytuacja na rynku pracy, co zaczynają przyznawać nawet Niemcy. Zmiana ta jednak przychodzi trudno.

Promotorzy państwa opiekuńczego — kraje takie jak Francja oraz Niemcy — zamiast obniżyć własne podatki i zatrzymać u siebie przedsiębiorców, woleliby nadal zmusić nowych członków Unii Europejskiej do podwyższenia danin.

Nieprzypadkowo kraje te, jedne z najwyżej opodatkowanych i najwolniej rozwijających się gospodarek Europy, popierają ideę tzw. harmonizacji podatkowej, czyli uśrednienia stawek podatkowych w Unii. Koncepcja ta ma jednak pewną wadę — chodzi o uśrednienie w górę.

Stanowcze nie większości nowych państw członkowskich, które już teraz odczuwają korzyści wynikające z liberalnego podejścia do gospodarki — przejawiającego się m. in. w znacznej redukcji obciążeń podatkowych oraz uproszczeniu i ujednoliceniu przepisów dotyczących działalności gospodarczej — wymusi w najbliższych latach konieczne reformy w „starych” gospodarkach europejskich. W przeciwnym razie „…bez reform Stary Kontynent stałby przed perspektywą dekady stagnacji, wzrostu rzędu 1 proc. PKB rocznie” — jak tłumaczy Delia Meth-Cohn, współautorka opublikowanego 10 maja br.
raportu instytutu badawczego The Economist Intelligence Unit. Zaakcentowany w tym raporcie zwrot w kierunku sektora prywatnego jako dostarczyciela większej liczby usług i tym samym ograniczenie zakresu usług finansowanych ze środków publicznych stanowią dowód, że nadszedł ostatni moment, aby dokonać rewaluacji pojęcia i znaczenia roli państwa w gospodarce.

Autor jest doktorantem w Kolegium Gospodarki Światowej Szkoły Głównej Handlowej