Polskie wina na łasce celników

W kwietniu bieżącego roku „Gazeta Finansowa” przyjrzała się sytuacji produkującej paliwa spółki Bioetanol AEG z Chełmży, której groziło zamknięcie, ponieważ funkcjonariusze Izby Celnej z Torunia oskarżyli ją o omijanie przepisów akcyzowych poprzez błędne klasyfikowanie oferowanych wyrobów. Kilkumiesięczny spór, który otarł się o władze wojewódzkie i centralne, zakończył się w lipcu umorzeniem sprawy i wznowieniem pracy fabryki. Wygląda na to, że Ministerstwo Finansów obecnie próbuje w podobny sposób wymóc zapłatę rzekomo zaległych podatków na polskich producentach win owocowych. Jeżeli przyjęta niedawno interpretacja prawa pozostanie w mocy, skutki dla rodzimej branży spożywczej będą katastrofalne.

Przynajmniej w teorii ministerstwo ma czyste ręce. Nie ma mowy o formalnej podwyżce akcyzy dla winiarzy, a o wysokości podatku dla poszczególnych firm decyduje oficjalnie niezależna placówka – Wydział Wiążącej Informacji Akcyzowej (WIA) przy Izbie Celnej we Wrocławiu. Zasady wydawania wiążących informacji precyzuje art. 7e ust. 1 ustawy z dnia 6 grudnia 2008 r. o podatku akcyzowym. Na początku tego roku przedstawiciel zachodnich koncernów wystosował do Wrocławia prośbę o wydanie opinii na temat czterech rodzajów napojów. Zwracanie się o podwyższenie dotychczas należnych opłat o 400 proc. może wydawać się absurdalne, jednak staje się uzasadnione, jeśli w niewielkim stopniu dotyka wnioskodawcę, produkującego napoje na bazie winogron, a ma na celu przede wszystkim uzyskanie interpretacji wiążącej dla innych graczy rynkowych, opierających produkcję na rodzimych owocach. Taka interpretacja faworyzuje te zachodnie koncerny, dla których trzon działalności stanowi produkcja i import produktów opartych o winogrona.

Cel wnioskodawcy został osiągnięty – trzy zgłaszane wina zostały zakwalifikowane jako wyroby spirytusowe, czwarte – gronowe – jako niewymagające wyższej akcyzy. Oznacza to całkowitą zmianę rozumienia Dyrektyw Rady 92/83/EWG i 92/84/EWG z 19 października 1994 r. Co więcej, wytwórcom 95 proc. win owocowych i cydrów dostępnych na polskim rynku oprócz większego opodatkowania w przyszłości grozi konieczność zapłaty zaległej akcyzy z ostatnich pięciu lat, co może zakończyć się dwukrotnym wzrostem cen trunków. Jako podstawę do innego odczytania przepisów funkcjonariusze służby celnej podają wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 7 maja 2009 r. (sygn. akt C-150/08), na podstawie którego napój Irish Cream holenderskiej marki Siebrand zawierający 2,5 proc. alkoholu z fermentacji i 12 proc. dodatku spirytusu został uznany za spirytusowy. Nie brakuje opinii prawników (np. Ady Marciniak z PriceWaterhouseCooper) twierdzących, że ten casus nie przystaje do polskich realiów, gdzie wytwarzanie większości win opiera się na fermentacji.

Ucierpią tysiące ludzi

Stawką konfliktu jest utrzymanie około 10 000 miejsc pracy w samej branży winiarskiej, jak i we współpracujących z nią zakładach produkcji opakowań, materiałów itp. Prezes rodzinnej firmy z Dobronia w województwie łódzkim Jacek Jantoń ocenia, że polscy winiarze zapewniali rynek zbytu dla około 100 000 ton krajowych owoców, przede wszystkim jabłek. – Działania Ministerstwa Finansów stoją w sprzeczności z wcześniejszymi zapewnieniami o poszukiwaniu nowych sposobów wykorzystania owoców, które nie mogły zostać wyeksportowane na Wschód w związku z rosyjskim embargiem – dodaje wiceprezes Jantonia Jakub Nowak. – W innych europejskich państwach, gdzie warunki klimatyczne nie są przyjazne dla winogron, np. w Wielkiej Brytanii i Irlandii, ustawodawstwo chroni lokalnych wytwórców win owocowych.

Przed zmianą interpretacji roczne przychody polskiego przemysłu winiarskiego wynosiły około 3 mld zł, a średnia rentowność przedsiębiorstw utrzymywała się na poziomie 5 proc.

Ministerstwo przeciw ministerstwu

Winiarze mówią, że oprócz nagłaśniania sprawy w mediach, ostatnią deską ratunku pozostaje wstawiennictwo Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. To szef tego resortu Marek Sawicki jest głównym autorem ustawy o wyrobie i rozlewie wyrobów winiarskich z 12 maja 2011 r., uważanej przez ekspertów za najbardziej precyzyjny z obecnie obowiązujących polskich aktów prawnych dotyczących alkoholu, oraz przepisów wykonawczych do niej. – Na spotkaniu w sierpniu pan minister Sawicki okazał zdziwienie podejściem Ministerstwa Finansów do klasyfikacji napojów alkoholowych oraz obiecał zająć się tą sprawą, wystosowując na początek odpowiednie pismo do MF – mówi Grzegorz Bartol, wiceprezes zarządu Bartex Bartol. – Bardzo liczymy na pomoc Pana Ministra, który zawsze stał na straży interesów polskiego rolnictwa oraz przemysłu.

W trakcie sierpniowego spotkania Sawicki odbył rozmowę telefoniczną z Ministerstwem Finansów, które było zaskoczone sytuacją i obiecało rozpatrzeć sprawę. Jednocześnie zapewniło o respektowaniu Ustawy Winiarskiej. Obietnica ta nie została spełniona, dlatego Polska Rada Winiarstwa dostarczyła obydwu resortom dokumenty przedstawiające jej stanowisko w sprawie. Na początku września z przedsiębiorcami spotkał się odpowiadający za sprawy akcyzowe wiceminister finansów Jarosław Neneman. Zapewnił, że dokładnie przyjrzy się problemowi, jednak na tym jak na razie interwencje czynników urzędowych w obronie polskiego biznesu się skończyły.

Nerwowe czekanie

Podobnie jak w przypadku etanolu z Chełmży, przedsiębiorcy uzyskali korzystne dla nich ekspertyzy przeprowadzone w aż pięciu laboratoriach nie należących do służby celnej, jednak wrocławscy urzędnicy nie uznali ich za wiążące, nawet w przypadku artykułów spożywczych o zerowej zawartości spirytusu. Ostateczna decyzja w kwestii kwalifikacji win miała zapaść 30 września, lecz służbom Ministerstwa Finansów nie udało się dotrzymać tego terminu. Nazwa firmy wnioskującej o wzrost opodatkowania pozostaje tajemnicą, jednak można zastanawiać się, czy tak dyskryminacyjne traktowanie rodzimych biznesmenów w porównaniu z importerami trunków z winogron jest wyłącznie przejawem nadgorliwości kilku urzędników.

Mimo z pozoru oczywistego charakteru dochodzenia, nauczeni doświadczeniem winiarze spodziewają się negatywnego rozpatrzenia ich ostatniego wniosku. – Jeżeli nasze produkty zostaną uznane za spirytusowe, pozostanie nam przestawienie się na sprowadzanie surowców do pracy z zagranicy. Jest to możliwe, jednak całkowicie pozbawione sensu z ekonomicznego punktu widzenia, dlatego skorzystamy z procesu odwoławczego – twierdzi Nowak. Pozostaje mieć nadzieję, że w ostatecznym rozrachunku zdrowy rozsądek wygra z formalizmem i (prawdopodobnie) stronniczością decydentów. Tym bardziej, że dowolność interpretacji przepisów akcyzowych coraz częściej godzi także w polskich piwowarów, ich ujednolicenie wydaje się palącą kwestią.

—————–

 
Kordian Kuczma

Kordian Kuczma

doktor nauk politycznych PAN