Przebudowa państwa

Po przeszło 20. latach transformacji Polska potrzebuje głębokiej przebudowy ustrojowej. System polityczny, w którym obecnie funkcjonuje nasze państwo, nie zdaje egzaminu. Pokazują to kolejne afery oraz ponura rzeczywistość dnia codziennego. Konieczna jest zdecydowana, liberalna reforma uzupełniona o moralną odnowę.


Daleki jestem od malkontenctwa i krytykowania wszystkiego co się rusza. Uważam, że po 1989 r. zrobiono relatywnie dużo. Nigdy nie powiem, że III Rzeczpospolita nie jest moim państwem i trzeba ją zamienić na VI. Jednak potencjał rozwojowy jakim dysponowała Polska został wykorzystany zaledwie w 50 proc. W najbliższych latach może być jeszcze gorzej. Dlatego trzeba przebudować III Rzeczpospolitą, poddać ją daleko idącej modernizacji.

Zmienić Konstytucję
Największym błędem, jaki popełniono w okresie transformacji, było uchwalenie Konstytucji RP z 1997 r. Ten dokument po prostu psuje państwo. W jego treść wpisano strukturalny konflikt. Uczyniono to świadomie, ponieważ nadmiernie zaufano zasadzie współdziałania. W obawie przed dyktaturą zapewniono równowagę różnego rodzaju ośrodków władzy, postulując o ich współpracę. Ten system być może by się sprawdził, gdyby w Polsce istniała wysoka kultura życia publicznego. Niestety, realna praktyka polityczna jest brutalna. Zamiast współdziałania Ustawa Zasadnicza tworzy zażarte, polityczne konflikty i powoduje impas. Powstał system głęboko inercyjny.
Zawsze należy tworzyć modele spójne, proste i przejrzyste. Tymczasem polski ustrój nie jest spójny. Konstytucja doprowadziła do dysonansu – mamy prezydenta wybieranego w powszechnych wyborach, dysponującego silnym źródłem legitymizacji władzy, ale obdarzonego symbolicznymi prerogatywami; a z drugiej strony premiera wyłanianego pośrednio, a więc obdarzonego słabszym mandatem społecznego zaufania, ale wyposażonego w silne kompetencje. Przy czym w przypadku premiera sprawa nie jest wcale oczywista. Jego realna siła zależy od wielu czynników pozakonstytucyjnych – łączenia funkcji szefa rządu z przywództwem w partii, wielkości zaplecza parlamentarnego, układu sił w koalicji, medialnego wsparcia, społecznej popularności, pozycji w sondażach opinii publicznej itd. W obecnym systemie prawnym można sobie wyobrazić również sytuację ze słabym premierem. To znaczy, że aktualna Konstytucja nie jest stabilizatorem ustroju i nie rozstrzyga orientacji ustrojowej państwa.

Wprowadzić system prezydencki
Nie ma się co zastanawiać, trzeba iść tropem sprawdzonego w Stanach Zjednoczonych systemu prezydenckiego. Doświadczenia historyczne pokazują, że Polacy opowiadają się za personifikacją władzy. Wybory prezydenckie obdarzone są o wiele większym zainteresowaniem niż parlamentarne. Frekwencja notowana przy okazji wyborów prezydenckich bije na głowę udział wyborców w trakcie elekcji do Sejmu czy Senatu. Polacy chcą, aby władza wykonawcza była skupiona w ramach jednego ośrodka.
Oczywiście nie można deprecjonować roli parlamentu, jednak należy przypisać mu prerogatywy czysto ustawodawcze i silne uprawnienia kontrolne. W formule modelu prezydenckiego funkcja premiera przestaje być potrzebna – na czele rządu stoi prezydent, wspiera i zastępuje go wiceprezydent, władzę prezydencką kontroluje parlament, prokurator generalny oraz sąd najwyższy. Ostatecznie o ewentualnym odwołaniu prezydenta decydowałby i tak ogół społeczeństwa w drodze referendum.
Nowa konstytucja powinna przede wszystkim zwiększyć wpływ społeczeństwa na bieg spraw publicznych i procesy kształtowania władzy. Należy rozszerzyć zakres funkcji oraz stanowisk legitymizowanych w oparciu o powszechne wybory. Prokurator generalny mógłby być wybierany przez ogół społeczeństwa, tak samo prokuratorzy okręgowi i powiatowi przez społeczności lokalne, sędziowie sądu najwyższego, np. przez ogólne zgromadzenie sędziów itd.
Nie jestem w stanie w tak krótkim felietonie przedstawić Państwu szczegółowo wszystkich założeń postulowanej konstytucji, uczynię to niebawem enumeratywnie w obszernej publikacji, a w dalszej przyszłości być może również w książce.

Naprawić struktury
Z największym psuciem państwa mieliśmy do czynienia pod koniec lat 90. XX w. Wówczas popełniono całą listę błędów, rozwalających podstawowe fundamenty instytucjonalne kraju. Do roku 1999 Polska funkcjonowała w miarę poprawnie, później było już coraz gorzej. Każda z reform rządu Jerzego Buzka zakończyła się katastrofą. Były to bardziej cztery nowe plagi egipskie niż racjonalne projekty modernizacyjne, zorientowane na rozwój państwa. Przejawy takiego stanu rzeczy widzimy w bez mała każdej ze zreformowanych dziedzin: w służbie zdrowia, szkolnictwie, ubezpieczeniach i systemie emerytalnym.
Jednak najbardziej dotkliwą szkodę uczyniła reforma administracji państwa. Województwa i powiaty w zaproponowanej przez rząd Buzka formule nie mają żadnego sensu. W ten sposób rozbito struktury państwa i poważnie naruszono, tworzący się po roku 1989, kręgosłup społeczeństwa obywatelskiego. Przy całej swojej niechęci do komunizmu z przykrością muszę skonstatować, że stary system administracji z 49 województwami był lepszy od obecnego z 16 jednostkami wojewódzkimi i 379 powiatowymi.
Likwidując stare województwa zaostrzono polaryzację pomiędzy Polską metropolitarną a lokalną. Osłabiono miasta średniej wielkości, które po odebraniu im statusu województw wytraciły tempo rozwoju. W ten sposób zredukowano potencjał rozwojowy Kalisza, Sieradza, Konina, Wałbrzycha, Bydgoszczy. Z kolei, wprowadzając mnogość powiatów, w efekcie osłabiono rolę gminy jako podstawowego ogniwa samorządu terytorialnego.
Pomiędzy nowymi województwami a powiatami istnieje zbyt wielka luka, w strukturze administracyjnej państwa wykształcił się za duży dystans, brakuje jednostek pośrednich.
Aby naprawić sytuację należy (z pewnymi wyjątkami) przesunąć powiaty na poziom starych województw, ich łączna liczba nie powinna być mniejsza niż 60, a większa niż 100. W strukturze województw racjonalne wydaje się pozostawienie jedynie 8, najwyżej 10 ośrodków-regionów. Z drugiej strony, trzeba iść w kierunku wzmocnienia kompetencji gmin. Warto zastanowić się na rozproszeniem struktur wojewódzkich i powiatowych po gminach tak, aby znalazły się jak najbliżej ludzi.

Liberalizm głupcy!
Nowy model gospodarczy Polski może być jedynie liberalny. Państwo z olbrzymią determinacją powinno usuwać wszelkie bariery rozwoju gospodarczego – likwidować obciążenia fiskalne i przeszkody prawne. Wprowadzenie przejrzystego prawa podatkowego oraz elastycznego kodeksu pracy pozwoli w krótkim czasie na stworzenie setek tysięcy nowych miejsc pracy. Abolicja dla przestępstw gospodarczych spowoduje, że ludzie przeniosą zyski z szarej strefy do legalnego, rejestrowanego obrotu gospodarczego. Konfiskata, mienia pochodzącego z działalności przestępczej, osłabi motywację do podejmowania tego typu patologicznych przedsięwzięć i zapewni dodatkowe wpływy do budżetu. W efekcie daleko posuniętej liberalizacji gospodarki, dochody państwa zwiększą się o dziesiątki miliardów, a nie, jak twierdzą etatyści, zmaleją. Ograniczenie i racjonalizacja pomocy socjalnej spowoduje, że stanie się ona realna i trafi do ludzi najbardziej potrzebujących, a nie osób podjeżdżających po zasiłki mercedesami. Realizując wszystkie te przedsięwzięcia trzeba odwoływać się do metabiznesu nie w sensie wielkości struktur, lecz idei – ekonomię należy uzupełnić o aksjologię.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”.