PSL stosuje nepotyzm i obrzydliwe partyjniactwo

„Porozumienie Służy Ludziom” – pod takim hasłem w poprzednich latach szedł do wyborów PSL. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Adam Kalinowski, brat byłego prezesa PSL, a obecnie europosła Jarosława Kalinowskiego, został zatrudniony w Zamojskich Zakładach Zbożowych i Towarowych, pensja około 10 tys. zł; Andrzej Kłopotek, brat prominentnego posła ludowców Eugeniusza Kłopotka, znalazł zatrudnienie w oddziale spółki Elewarr w Wąbrzeźnie, wynagrodzenie ponad 7,5 tys. zł; Dariusz Żelichowski, syn byłego szefa klubu parlamentarnego PSL, Stanisława Żelichowskiego, pracuje na stanowisku doradcy w centrali Elewarr Sp. z o.o. w Warszawie, odbiera pobory w wysokości 2,8 średniej krajowej.

Nepotyzm i partyjniactwo PSL przekracza wszelkie dopuszczalne granice. W szeroko rozumianym sektorze rolnym zatrudnienie znajdują działacze tej partii oraz rodziny jej prominentnych polityków. Struktury Agencji Rynku Rolnego, Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz Agencji Rezerw Materiałowych są obsadzane przez ludzi z PSL. Premier Donald Tusk, mimo zapowiadanej polityki wysokich standardów, nie podejmuje żadnych kroków, w pełni tolerując taką sytuację.

Woda na młyn
Jedną z najciekawszych osób działających w orbicie PSL jest Zbigniew Komorowski. Jest on nazywany Gudzowatym branży spożywczej, z uwagi na wpływy, jakimi dysponuje na rynku produktów spożywczych. To dobry znajomy obecnego wicepremiera Waldemara Pawlaka. W roku 2002 był głównym udziałowcem Warszawskiej Giełdy Towarowej, w czasach, kiedy funkcję prezesa tej instytucji sprawował właśnie Pawlak. Z majątkiem szacowanym na 1100 mln zł, zajął w 2011 r. 23. miejsce na liście najbogatszych Polaków w rankingu tygodnika „Wprost”. Komorowski na początku procesu transformacji założył wraz z Edwardem Mazurem znaną firmę „Bakoma”, kupił również sieć zakładów zbożowych w Brzegu, Bydgoszczy, Szymanowie i Kielcach, tworząc grupę Polskie Młyny S.A. Dzięki temu stał się głównym rozgrywającym na polskim rynku zbożowym. Jest on ściśle powiązany z PSL, w latach 2001-2005 pełnił mandat posła IV kadencji z ramienia ludowców. Obecnie skupił się na działalności typowo biznesowej. Jakiś czas temu krążyły pogłoski, że Komorowski chce zakupić młyny spółki Elewarr, kontrolowanej przez Agencję Rynku Rolnego. To potentat na rynku zbożowym, zajmujący się skupem i przechowywaniem ziarna dla Agencji Rezerw Materiałowych. Komorowski zaś jest właścicielem sieci zakładów zbożowych, skupionych w ramach grupy Polskie Młyny S.A. Z ekonomicznego punktu widzenia ewentualna transakcja byłaby więc dla niego niesłychanie opłacalna, wzmacniając pozycję na rynku polskich zbóż. W tym przypadku sprzedaż Elewarru zadziałałaby jak woda na młyn Komorowskiego. Kiedy w 2007 r. PSL doszedł do władzy, prezesem spółki Elewarr został inny polityk związany z ludowcami, Andrzej Śmietanko. Nominacja Śmietanko, przeprowadzona bez wymaganego postępowania konkursowego, była jedną z pierwszych decyzji ministra rolnictwa Marka Sawickiego. To wyjątkowy przejaw partyjniactwa. Dopiero po interwencji ówczesnego ministra skarbu państwa, Aleksandra Grada Agencja Rynku Rolnego ogłosiła konkurs na funkcję prezesa Elewarru. Jak łatwo się domyśleć wygrał go Śmietanko. Wyłoniony w tak kontrowersyjnych okolicznościach prezes szybko zabrał się za monopolizowanie polskiego rynku zbożowego. Jedną z jego pierwszych decyzji było wprowadzenie obowiązku sprzedawania rezerw zbóż na Warszawskiej Giełdzie Towarowej, gdzie rolę głównego akcjonariusza odgrywał inny ludowiec, właściciel grupy Polskie Młyny S.A, Zbigniew Komorowski. Śmietanko interesów PSL w Elewarze pilnuje do dziś. Obecnie pełni tam funkcję dyrektora generalnego, zasiada również w radzie nadzorczej spółki jako prokurent. Jest także członkiem kilku innych rad nadzorczych różnych podmiotów gospodarczych rozsianych po całym kraju, spośród których najbardziej znane to: Polimex – Cekop S.A., Fundacja Rozwoju – Polska-Białoruska Izba Handlowo-Przemysłowa, czy Towarowy Dom Maklerski „Arrtrans”, który jest jednocześnie spółką córką Elewarru.

W rodzinie nic nie ginie
Działacze związani z PSL kontrolują rynek polskiego obrotu zbożowego. Karty w tym istotnym dla bezpieczeństwa żywnościowego państwa obszarze rozdają osoby blisko powiązane z ruchem ludowym: Zbigniew Komorowski, Andrzej Śmietanko i Przemysław Litwiniuk. To szlagierowe nazwiska, dobrze znane w polskim życiu publicznym. Spółka Elewarr, nadzorowana przez Agencję Rynku Rolnego, stanowi modelowy przykład partyjnego łupu. W radzie nadzorczej tego ważnego dla polityki zbożowej państwa, podmiotu aż roi się od polityków PSL. W jej skład wchodzą: Andrzej Śmietanko, były prezes Elewarru, aktualnie dyrektor generalny spółki; Lucjan Zwolak, obecny wiceprezes Agencji Rynku Rolnego; Władysław Łukasik, były prezes ARR, Józef Kulza zatrudniony w ARR na stanowisku dyrektora Biura Zarządzania Bezpieczeństwem. Część z tych osób, m.in. Śmietanko, Litwiniuk, Łukasik, Kulza, Zwolak zasiada w radach nadzorczych wielu innych podmiotów gospodarczych, nastręczając poważnych wątpliwości co do zgodności takiego zachowania z prawem, nie wspominając już o aspekcie moralnym.
Polityka kadrowa prowadzona w spółce Elewarr nosi znamiona wyjątkowo obrzydliwego partyjnego nepotyzmu. Nie chodzi już tylko o obsadzanie kluczowych, intratnych stanowisk działaczami PSL, ale o gorszący dla norm życia publicznego fakt zatrudniania członków rodzin prominentnych polityków ruchu ludowego. Przykłady tego typu praktyk można znaleźć w wielu miejscach. Jest to działalność grubymi nićmi szyta. Jedną ze spółek córek Elewarru stanowią Zamojskie Zakłady Zbożowe. Na stanowisku głównego specjalisty ds. rozwoju zatrudniono tam niejakiego Adama Kalinowskiego, brata byłego prezesa PSL, niegdysiejszego wicepremiera i ministra rolnictwa, a obecnie europosła, Jarosława Kalinowskiego. Pociotek Kalinowskiego został przyjęty w ramach konkursu, poprzedzonego zmianami organizacyjnymi. Wtajemniczeni twierdzą, jakoby funkcję dla brata prominentnego polityka PSL stworzono na polecenie z Warszawy. Jego pensja to równowartość trzech średnich krajowych, a więc ok. 10 tys. zł.
Elewarr posiada wiele oddziałów terenowych rozmieszczonych na obszarze całej Polski. Można tam z łatwością upychać lokalnych działaczy partyjnych, niezauważalnych dla dziennikarzy czołowych mediów. W jednym z takich ośrodków znalazł pracę Andrzej Kłopotek, brat innego prominentnego polityka PSL, Eugeniusza Kłopotka. Pełni on funkcję specjalisty ds. kontraktacji w magazynie grupy Elewarr w Wąbrzeźnie. O jego zatrudnieniu bez wątpienia zadecydowały kryteria merytoryczne, posiada podstawowe wykształcenie. Zarabia 7 600 zł. Z kolei w centrali Elewarru w Warszawie na stanowisku doradcy pracuje Dariusz Żelichowski. Nie jest to przypadkowa zbieżność nazwisk – jest on synem byłego ministra ochrony środowiska, szefa klubu PSL w Sejmie VI kadencji, Stanisława Żelichowskiego. Pensja doradcy w spółce Elewarr wynosi 2,8 średniej krajowej, chociaż maksymalne wynagrodzenie zasadnicze może sięgnąć nawet jej pięciokrotności. Im niżej spojrzymy w struktury Elewarru, tym robi się coraz bardziej zielono. W marcu 2008 r. Zgromadzenie Wspólników Zamojskich Zakładów Zbożowych przeprowadziło postępowanie konkursowe w celu wyłonienia członków rady nadzorczej. Wyniki konkursu były do przewidzenia. Wybrano dwóch kandydatów związanych z PSL: Lucjana Orgasińskiego i Mariusza Sucheckiego. Pierwszy to czołowy działacz Stronnictwa na Lubelszczyźnie; drugi jest najbliższym współpracownikiem europosła Jarosława Kalinowskiego i był jego doradcą w czasach, gdy ten pełnił funkcję wicemarszałka sejmu.

Partyjny nabór
W agencjach odpowiedzialnych za obsługę rolnictwa, w tym zwłaszcza na rynku zbożowym i rezerw materiałowych, panuje prawdziwa karuzela stanowisk. PSL zatrudnia kogo chce i kiedy chce. Po dojściu ludowców do władzy, funkcję prezesa Agencji Rynku Rolnego objął Bogdan Twarowski. Po jego nominacji szybko wyszły na powierzchnię różnego rodzaju brudy. Pracownicy ARR zarzucili Twarowskiemu niegospodarność w postaci zakupu sprzętu wykraczającego rzekomo ponad przeciętny standard: chodziło m.in. o nabycie telefonu „PARADA” o wartości 5 tys. zł oraz 32-calowego monitora komputerowego za 4,1 tys. zł. W liście do premiera Tuska pracownicy podnieśli okoliczności awansowania na intratne funkcje znajomych prezesa, a także ustalania dla nich maksymalnych wynagrodzeń. Zwrócono uwagę na wyjątkowo kontrowersyjną politykę kadrową – sprawa dotyczyła zwolnienia ze stanowisk 15 spośród łącznej liczby 16 dyrektorów ARR. Sygnatariusze listu zarzucili również Twarowskiemu, że pełniąc funkcję prezesa Agencji, jednocześnie zasiadał bezprawnie w trzech radach nadzorczych powiązanych z grupą Elewarr: spółkach córkach Elewarru – Zamojskich Zakładach Zbożowych, Towarowym Domu Maklerskim „Arrtrans” oraz samym Elewarze. Twarowski długo nie nacieszył się funkcją prezesa ARR. Jednak na dzień przed jego odwołaniem wręczył nominacje trzem nowym dyrektorom placówek terytorialnych Agencji. Szefem oddziału w Rzeszowie został Mariusz Kawa, były burmistrz w gminie Strzyżów; w Lublinie stanowisko dyrektora objął ówczesny radny wojewódzki PSL Andrzej Romańczuk, zaś w Gorzowie Wielkopolskim zasłużony działacz ZSL, a później PSL – Ryszard Kołodziej. Dwaj pierwsi, mimo niezwykle kontrowersyjnych okoliczności mianowania (na dzień przed dymisją Twarowskiego), nadal pełnią swoje funkcje.
W roku 2008 Twarowskiego na stanowisku prezesa ARR zastąpił inny powiązany z PSL działacz, Władysław Łukasik. Z dokumentów, do których dotarła „Gazeta Finansowa”, wynika, że w czasie, kiedy sprawował funkcję prezesa, zasiadał w ośmiu radach nadzorczych różnych podmiotów, m.in. w Lubelsko-Małopolskiej Spółce Cukrowej, Fundacji Banku Ochrony Środowiska, Brau Union Polska czy Podkarpackim Centrum Hurtowym „Agrohurt”. Do dziś zasiada w radzie nadzorczej Elewarru i wraz z innymi działaczami ludowców pilnuje tam PSL-owskich interesów.
Zarówno Twarowskiemu, jak i Łukasikowi prokuratura postawiła zarzuty zatrudniania oraz zwalniania osób wbrew zasadom określonym w ustawie o Agencji Rynku Rolnego i organizacji rynków rolnych, która stanowi, że nabór kandydatów do zatrudnienia na wolne stanowiska pracy jest otwarty i konkurencyjny. W chwili obecnej toczy się wobec oskarżonych postępowanie sądowe. W tej samej sprawie, aczkolwiek wyłączonej do odrębnego postępowania, zapadł już wyrok pierwszoinstancyjny wobec byłego dyrektora białostockiego oddziału ARR, Andrzeja S. W grudniu 2011 r. Sąd Rejonowy w Białymstoku warunkowo umorzył wobec niego postępowanie na okres próby obejmujący dwa lata (co jest środkiem karnym) i nakazał wpłacić 500 zł na rzecz jednej z miejscowych placówek wychowawczych. Obecnie trwa proces apelacyjny. S. twierdzi, że byli prezesi ARR, Twarowski i Łukasik, wywierali na niego presję w celu zatrudniania określonych osób. Andrzej S. stał się słynny w całej Polsce, gdy jego zachowania obnażyła prowokacja dziennikarzy programu „Teraz My” telewizji TVN, którzy jesienią 2008 r. udowodnili, że w bydgoskim i białostockim oddziale ARR można załatwić pracę przez telefon. Wystarczyło powołać się jedynie na znajomości w Ministerstwie Rolnictwa oraz wykazać konotacje z PSL.
Degrengolada w Agencji Rynku Rolnego trwa do dziś. Formalnie nie ma tam prezesa. Pełniącym obowiązki jest od 29 grudnia 2011 r. Andrzej Łuszczewski. To człowiek raczej z rozdania Platformy Obywatelskiej, niezwykle barwna politycznie postać, w przeszłości organizował BBWR, był członkiem PSL-Porozumienia Ludowego, RS AWS oraz SKL.

Nietransparentny obraz
Na początku rządów koalicji PO-PSL wiele kontrowersji wzbudziła decyzja wicepremiera Waldemara Pawlaka o uchyleniu decyzji w sprawie bezprecedensowej kary, w wysokości prawie 0,5 mld zł, nałożonej przez poprzednie kierownictwo Agencji Rezerw Materiałowych na spółkę J&S Energy, z tytułu utrzymywania zbyt małych rezerw paliwowych. W grudniu 2007 r. Pawlak „darował” J&S Energy olbrzymią karę finansową, wykazując w decyzji o jej przyznaniu jedynie błędy formalne a nie merytoryczne. O rozstrzygnięciu sprawy zadecydował banalny błąd, sprowadzający się do brzmienia jednego słowa: poprzedni prezes ARM, Józef Aleszczyk, zamiast wyrazu „wymierza” napisał w decyzji o przyznaniu kary – „wymierzam”. To spowodowało, że powstał błąd rzeczowy, bowiem karę powinna nałożyć Agencja, a nie jej prezes.
W tego rodzaju sytuacjach, jeżeli istnieją merytoryczne podstawy, po unieważnieniu wadliwej formalnie decyzji, wydaję się kolejną, tym razem już prawidłową. Jednak wicepremier Pawlak nie zachował się w tym przypadku rutynowo, nie złożył wniosku o ponowne ukaranie spółki J&S Energy. Decyzja o umorzeniu kary zbiegła się w czasie z powołaniem na stanowisko prezesa ARM Jacka Bąkowskiego. We wtajemniczonych kręgach posiada on opinię zaufanego człowieka Waldemara Pawlaka. Wcześniej pracował w Agencji Rynku Rolnego, pełniąc funkcję wicedyrektora a następnie dyrektora biura analiz i programowania. Po otrzymaniu posady szefa ARM przez pewien czas zasiadał jednocześnie w radzie nadzorczej spółki Elewarr, co wywołuje wątpliwości natury prawnej. Mogło dojść do konfliktu interesów, gdyż właścicielem Elewarru jest ARR, która współpracuje z ARM w zakresie zamówień publicznych, m.in. na zakup zboża. Ale kontrowersji w działaniach Agencji Rezerw Materiałowych jest o wiele więcej. Swego czasu współpracowała ona z Tarchomińskimi Zakładami Farmaceutycznymi „POLFA” S.A w przedmiocie dostaw leków. Tymczasem przewodniczącym rady nadzorczej tej spółki był dyrektor biura prawnego ARM, Zbigniew Dębski. Wszystkie te fakty tworzą bardzo nietransparentny obraz sytuacji. Bąkowski urzędowanie w ARM rozpoczął od porządków kadrowych. Zaczął zwalniać dotychczasowych pracowników i sprowadzać swoich ludzi. Między innymi, w wyniku konkursu na stanowisko dyrektora Oddziału Terenowego ARM we Wrocławiu został zatrudniony działacz PSL Marek Maciejak. Niewątpliwie zadecydowały jedynie przesłanki merytoryczne. Wcześniej ten sam Maciejak „wyleciał z hukiem” ze „stołka” dyrektora generalnego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Odwołał go osobiście sam premier Donald Tusk. Czy człowiek zdymisjonowany przez premiera, z którego pracy nie był zadowolony wojewoda, może być dobrym szefem terytorialnej placówki ARM?
W sprawie uchylenia decyzji o przyznaniu kary dla J&S Energy niektórzy informatorzy mgliście wskazują na wątek znanego warszawskiego adwokata Jacka Dubois. To ikona polskiej adwokatury; w przeszłości bronił gangsterów z Pruszkowa. Prokuratura zarzucała mu nawet przekroczenie granic obrony, ale ostatecznie został uniewinniony przez sąd. Dubois jest rzekomo powiązany z założycielami spółki J&S Energy: Sławomirem Smołokowskim i Grzegorzem Jankilewiczem. Jako adwokat występował w najważniejszych procesach polityków Platformy Obywatelskiej. Latem 2010 r. reprezentował ówczesnego kandydata na prezydenta, Bronisława Komorowskiego, w procesie wytoczonym Jarosławowi Kaczyńskiemu, w tzw. trybie wyborczym, za wypowiedzi na temat prywatyzacji służby zdrowia – obecnie zaś broni oskarżoną o korupcję, byłą posłankę Platformy, Beatę Sawicką. Nie ma jednak żadnych mocnych przesłanek, które wskazywałyby ma jakąkolwiek rolę, jaką Dubois mógłby odegrać w sprawie uchylenia przez wicepremiera Pawlaka decyzji o karze nałożonej na J&S Energy.

Akcjonariat partyjny
Wszystkie drogi biznesowe, którymi wędrują prominentni politycy PSL, prowadzą do spółki Elewarr. To łakomy kąsek, dający z jednej strony okazję do zatrudniania lojalnych partyjnych działaczy, w skrajnych przypadkach nawet członków własnych rodzin, zaś z drugiej – stwarzający możliwość kontrolowania polskiego rynku zbożowego i zarabiania na określonych transakcjach niemałych pieniędzy. Przez najważniejsze organy tego ważnego dla państwa podmiotu gospodarczego przewinęła się cała plejada ludowych działaczy. Znakomita większość rady nadzorczej spółki do dziś pozostaje pod kontrolą członków PSL. W zakulisowych kręgach wiele mówi się o tym, jakoby przygotowywano prywatyzację Elewarru i rzekomo zamierzano sprzedać część jego zakładów potentatowi w dziedzinie zbóż, właścicielowi grupy Polskie Młyny S.A, Zbigniewowi Komorowskiemu. Jedna z domniemanych wersji prywatyzacji miałaby zakładać zastosowanie reguł przypominających akcjonariat pracowniczy. To ma tłumaczyć transfer członków PSL do struktur Elewarru.
Spółka może magazynować 700 tys. ton zboża, a jej roczne zyski wynoszą ok. 5-6 mln zł. Wartość Elewarru szacuje się na prawie 250 mln zł. Rozległe zaplecze magazynowe powoduje, że właściciel może kupić zboże tanio zaraz po żniwach i sprzedać, kiedy ceny pójdą w górę. Jest więc o co się bić.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Gazety Finansowej”, publicystą miesięcznika ekonomicznego „Home&Market” i komentatorem politycznym magazynu „Gentleman”. W plebiscycie Stowarzyszenia Eksporterów Polskich został uznany publicystą ekonomicznym roku 2011.

Dziennikarskie Archiwum X to Wydział Śledczo-Analityczny Gazety Finansowej zajmujący się analizą starych, nierozwikłanych i zaniechanych przez organy ścigania spraw oraz afer, a także podejmowaniem tematów nowych, bieżących, aktualnych.