PZPN to ostatni bastion ortodoksyjnej komuny!

Z posłem Janem Tomaszewskim rozmawia Roman Mańka.

Zbliża się Euro 2012. Ile nasza reprezentacja piłkarska rozegra spotkań podczas tej imprezy?

Mnie ta reprezentacja w ogóle nie interesuje, to nie jest moja drużyna, to jest drużyna Laty i Smudy. Moim zdaniem, ona nie ma niczego wspólnego z reprezentacją. Nie wypowiadam tych słów jako poseł na Sejm, tylko jako członek Klubu Wybitnego Reprezentanta, elitarnego grona byłych polskich piłkarzy. Należę do tego ekskluzywnego środowiska, ale nie utożsamiam się z obecną reprezentacją Polski. Trzy mecze rozegramy na pewno. To wynika z regulaminu UEFA. Podczas losowania mieliśmy szczęście od Boga i jeżeli nie daj Boże nie wyszlibyśmy z grupy, to ci dwaj „gentlemani” – Lato i Smuda – powinni się zachować jak carscy oficerowie rosyjscy. Znaleźliśmy się w najsłabszej grupie Mistrzostw Europy i uważam, że cztery mecze powinniśmy zagrać. Przypominam, że będziemy grali u siebie, przy wsparciu dwunastego zawodnika, którym jest publiczność

Czy nie nazbyt surowo ocenia Pan trenera Franciszka Smudę?

Dla mnie on nie jest trenerem, ponieważ aby być trenerem, trzeba mieć maturę. Ten człowiek nie ma matury, a więc nie wiem, na jakiej zasadzie zdobył dyplom trenerski. Złożyłem w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury, która ten problem wyjaśnia. Żeby być trenerem, trzeba najpierw zdać egzamin maturalny. Tymczasem Smuda tego kryterium nie spełnia.

Jest Pan bardzo krytyczny wobec władz PZPN i kierownictwa polskiej reprezentacji.

Ci wszyscy ludzie już dawno powinni odejść z polskiej piłki. Dla mnie to są „grabarze” polskiej piłki, którzy doprowadzili do sytuacji, że jesteśmy pośmiewiskiem całej futbolowej Europy. Różne afery, seksskandale, rozmaite patologie alkoholowe, mnożące się jak grzyby po deszczu, świadczą o tym, że pan prezes i pan trener już dawno powinni odejść z polskiej piłki. Już półtora roku temu mówiłem, żeby wy… dyscyplinarnie Smudę ze stanowiska selekcjonera, bo on nie panuje nad narodowym zespołem. Wtedy wszyscy powiedzieli: „A po co?”, „A dlaczego?”. A teraz wszyscy kibice muszą się wstydzić i za Grzegorza Latę i za Franciszka Smudę. Jeżeli afery podsłuchowe, taśmowe, kopertowe są zamiatane pod dywan… Teraz mówią, że nie wzięli koperty. Na przecież to jest śmieszne tłumaczenie.

A Pana zdaniem prezes Grzegorz Lato wziął kopertę z pieniędzmi pod stołem?

Już samo takie podejrzenie powoduje, że do akcji natychmiast powinna wkroczyć prokuratura. Nawet w dzikim kraju, ci ludzie natychmiast byliby zatrzymani do wyjaśnienia.

Ale nie żyjemy w dzikim kraju. W państwie prawa muszą obowiązywać pewne demokratyczne standardy. Nie można zatrzymywać ludzi bez uprawdopodobnienia podejrzeń, tylko na zasadzie widzimisię jednego czy drugiego prokuratora.

Powinni zostać zatrzymani do wyjaśnienia, gdyż sprawy o które są podejrzewani mają zbyt poważny charakter. Proszę zwrócić uwagę, co piszą światowe agencje.
Pana zdaniem prezes Grzegorz Lato nie zarabia zbyt wiele? Według niektórych źródeł wszystkie jego dochody, związane z kierowaniem polską piłką, wynoszą rzekomo 170 tys. zł miesięcznie. Jednak machnąć na to ręką… Trzymajmy się faktów. Przed sejmową komisją sportu powiedział z ironią: „Zarabiam tylko 50 tys”.. Ale nawet gdyby przyjąć jego twierdzenia za wiarygodne – przecież jest to i tak oszołamiająca kwota.

Nie. Ja nie mówię niczego o zarobkach. Niech zarabiają, ile chcą. Ale za coś.

Ale właśnie wyników nie ma, a zarobki są gigantyczne…

To jest jedna klika, która się dobrała. To jest ostatni bastion ortodoksyjnej komuny, który tworzy państwo w państwie. Tam agent siedzi na kapusiu i jeszcze jakimś tajnym współpracownikiem pogania. Oni wiedzą, w jaki sposób rozmiękczać różne sprawy i stworzyli państwo w państwie. Jest ich ok. 60. w 117. osobowym parlamencie futbolowym, mam na myśli Walne Zgromadzenie PZPN, i oni grają na nosie 40-milionowemu narodowi, robią, co chcą, stworzyli państwo w państwie. Jednak ja ich za to wszystko nie winię, bo ktoś im na to pozwala. Mam pretensje do polskiego rządu, do premiera Donalda Tuska, do ministrów.

Do minister sportu Joanny Muchy?

Broń Boże! Jej akurat nie winię, bo czemu ona jest winna. Tak samo, co jest winien minister zdrowia, Bartosz Arłukowicz, za ustawę refundacyjną, którą przejął po swoje poprzedniczce, Ewie Kopacz. Podobnie, co jest winien minister infrastruktury, Sławomir Nowak za, przepraszam, spieprzone przez Grabarczyka autostrady, które w tej chwili pękają. Przecież to Grabarczyk robił, a nie Nowak. Zaś Nowak musi teraz świecić oczami. Można tak długo kontynuować. Co jest winna minister Mucha ze błędy ludzi, którzy podpisywali tajne umowy z Narodowym Centrum Sportu, z Rafałem Kaplerem?!

Czy minister Mucha dobrze zrobiła, wstrzymując wypłatę premii byłemu szefowi NCS, Rafałowi Kaplerowi?

Słyszałem, że Kapler złożył pozew do sądu o bezprawne wstrzymanie mu wypłacenia nagrody. I ma rację! I wygra! Tu się powinien sprawą prokurator zając. Ale jeżeli ludzie z rządu mają na sumieniu przepłacone stadiony… Mam umowę, którą minister Drzewiecki podpisał z Kaplerem na zasadzie tajne przez poufne. W czwartym punkcie tego dokumentu możemy przeczytać, że ponieważ umowa nie została nazwana, to Drzewiecki i Kapler mogą sobie ustalać dowolne wynagrodzenie za pracę. Tam są nieprawdopodobne przeliczniki: 19 średnich pensji itp. Stąd wzięły się te nagrody. Zaś w piątym punkcie dokonano następującego zapisu: umowa jest tajna ze szczególnym uwzględnieniem spraw finansowych. Proszę mi do jasnej cholery powiedzieć, czy Pan Drzewiecki dysponował pieniędzmi swoimi czy Pana i moimi?!

Pana i moimi.

To w jaki sposób było możliwe zawarcie umowy na zasadzie tajne przez poufne?! Tego typu stosunki prawne może sobie zawierać Zygmunt Solorz ze Śląskiem Wrocław czy Mariusz Walter z Legią Warszawa.

Tym bardziej, że finanse publiczne są z mocy ustawy jawne…

No więc jeszcze raz podkreślam: w tym przypadku natychmiast powinna wejść prokuratura. Jak mogą być finanse publiczne gospodarowane na zasadzie tajne przez poufne. Zapytałem się minister Muchy, w trakcie obrad sejmowej komisji ds. sportu, czy umowa zawarta z Kaplerem jest autorstwa ministra Drzewieckiego i czy miał on prawo do zawarcia jej w takiej formie, czy konsultował ją z wicepremierem Grzegorzem Schetyną, który był wówczas odpowiedzialny za sport, z premierem Donaldem Tuskiem, z radą ministrów, czy z ministrem finansów, Jackiem Rostowskim? Przecież chodziło o milionowe nagrody. To są milionowe przekręty. Na to pytanie minister Mucha mi nie odpowiedziała. Ale skąd ona może wiedzieć?! Jej wtedy nie było w rządzie.

Pan kwestionuje ceny stadionów, kosztorysy wykonawcze?

To był skok na kasę.

Kto skoczył na kasę?

Zaraz odpowiem. Zlecenie na wybudowanie stadionów otrzymało Ministerstwo Sportu.

Czyli w tamtym czasie Drzewiecki.

Tak, Drzewiecki. On wziął sobie tak zwanego inwestora zastępczego, którym było Narodowe Centrum Sportu.

Czyli Kaplera.

Czyli Kaplera. W tym momencie, Kapler otrzymał 2 mld zł na wybudowanie Stadionu Narodowego, a więc w przeliczeniu na walutę europejską – 500 mln euro. Drzewiecki pokazywał umowę i mówił: jeżeli nastąpi choćby jeden dzień spóźnienia z oddaniem inwestycji, to wówczas wykonawca będzie płacił milion złotych kary. Stadion miał być oddany najpierw w czerwcu, później we wrześniu na mecz z Niemcami, a w dalszym ciągu nie został otwarty. Przecież to jest jeden wielki przekręt. Jednak nikt kary nie płaci.

Pytałem, kto skoczył na kasę?

Rząd zrobił skok na kasę! Przecież rząd miał inwestora zastępczego, ten z kolei wykonawców inwestycji, ci zaś podwykonawców. Pomijam już fakt, że podczas budowy Stadionu Narodowego miały miejsce wypadki śmiertelne, o których się nie mówi.
Były śledztwa w sprawie tych wypadków.

No i co?

Jeżeli miały miejsce wypadki śmiertelne, prokuratura powinna wszcząć śledztwo.
To co powinno być, niech Pan sobie zostawi. Niech się Pan zapyta.

Pytam Pana jako posła. Być może jako członek sejmowej komisji sportu wie Pan o wynikach śledztw prokuratury.

Jak Boga najszczerzej kocham – nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia. Ale to ja Pana pytam, to wy, dziennikarze, niczego nie wiecie? To Pan nie wie? To ja mam wiedzieć? To ja Panu powiem, co powiedziała prokuratura.

Z tego, co wiem, złożył Pan zawiadomienie do prokuratury w sprawie budowy stadionów?

W zawiadomieniu skierowanym do prokuratury sformułowałem pytanie, dlaczego budowa Stadionu Narodowego kosztowała 500 mln euro? Dla porównania kosztów przywołałem również dwa przykłady. Stadion w Charkowie, podkreślam – sam stadion, bez infrastruktury, bez dróg dojazdowych, kosztował Ukrainę 50 mln euro. Podobny stadion w Hoffenheim (niewielka miejscowość w Niemczech, w której znajduje się klub pierwszej Bundesligi – TSG 1899 Hoffenheim, przyp. red.) kosztował 60 mln euro. Czyli drożej niż w Charkowie, ale w Niemczech jest droższa siła robocza, a więc różnica w cenie jest zrozumiała. To, w jaki sposób wytłumaczyć, dlaczego poznański bubel, na którym będą rozgrywane mecze grupowe Euro 2012, a który jest taki sam, jak stadion w Charkowie, kosztował podatników 200 mln euro? W jaki sposób to wytłumaczyć?

Ja jeszcze inaczej bym zapytał. Przecież stadion przy ul. Bułgarskiej nie był budowany od podstaw.

Tak, ale już nawet pomińmy tę okoliczność.

Dlaczego nazywa Pan poznański stadion, który cieszy się wśród kibiców bardzo dużą popularnością, „bublem”?

Ktoś zaprojektował ten obiekt w tak niefortunny sposób, że już siódmy czy ósmy raz w ciągu ostatniego roku murawa była zmieniana. Boisko po prostu gnije. Nie ma odpowiedniej cyrkulacji powietrza. Jednorazowa zmiana murawy kosztuje 100 tys. euro, a wymiany dokonywano już osiem razy. Ale pal licho murawę, co to jest 100 tys. euro przy 200 mln. Jednak dlaczego stadion w Poznaniu kosztował 200 mln euro? Druga sprawa to nasz narodowy przekręt. Nie mylić ze stadionem, bo dla mnie jest to narodowy przekręt. Stadion w Doniecku o porównywalnej pojemności 52518 tys. kosztował Ukraińców 80 mln euro. A nasz narodowy przekręt ile kosztował? 500 mln euro. Ja chciałem tę sprawę wyjaśnić i zadałem w tym zakresie pytania premierowi Tuskowi. Może już opinia publiczna nie pamięta, jak premier Tusk był zbulwersowany faktem przyznania na dzień dobry przez ministra Drzewieckiego prezesom spółek Euro 2012 Pl nagród w wysokości 100 tys. zł. Tusk się wtedy zirytował i powiedział: nie, to nie jest fair, powinniście oddać. Zapytałem premiera, czy pieniądze są w kasie. Dostałem od premiera polskiego rządu odpowiedź tak enigmatyczną, że to się w głowie nie mieści i od razu 12 stycznia skierowałem moje pytania wraz z odpowiedzią premiera do prokuratury Warszawa Śródmieście-Północ, z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa polegającego na niegospodarności. 12 stycznia zasygnalizowałem te fakty prokuraturze; celowo podkreślam jeszcze raz datę, bo ona jest bardzo ważna.

I jaka była reakcja prokuratury na Pana pismo?

Otóż 30 stycznia br. otrzymałem z prokuratury odpowiedź podpisaną przez młodszego referenta prokuratury (na marginesie dziękuję prokuraturze za poważne potraktowanie mnie jako posła), w której stwierdzono, że nie widzą w działaniu osób odpowiedzialnych za przygotowania do Euro 2012 czynu zabronionego. Fajnie… Od decyzji prokuratury nie złożyłem zażalenia.

Dlaczego?

Na złożenie zażalenie miałem siedem dni, ale niebawem wybuchła afera z premią dla szefa Narodowego Centrum Sportu, Rafała Kaplera i innych. I nagle się premier Tusk oraz minister Mucha zbulwersowali, mówiąc, że oddają sprawę do prokuratury.

I Pan już nie musiał tego robić.

Nie. Przepraszam, ja w tym momencie powiedziałem: poczekam, czy prokuratura podejmie temat. Skoro wcześnie odpowiedziała mi, że nie widzi w działaniach osób odpowiedzialnych za przygotowania Euro 2012 czynu zabronionego, to nie ma prawa podjąć tematu. Jeżeli nie wszczęła śledztwa na moje zawiadomienie jako posła, to dlaczego miałaby cokolwiek innego zrobić na wniosek premiera Tuska czy minister Muchy. Prokuratura powinna dbać o nasze pieniądze.

Pan zna stadiony na świecie. Grał Pan na nich jako zawodnik. Proszę powiedzieć, jak wygląda standard Stadionu Narodowego w Warszawie w porównaniu do innych aren piłkarskich w Europie? Mówi się, że jest to jeden z najlepszych obiektów na Starym Kontynencie.

Jest najpiękniejszy w Europie… Co jeszcze Panu powiedzieć? Jest najefektywniejszy w Europie, z „papierowym” dachem, który jest tylko przeciwsłoneczny. Czy naprawę są z nas tacy idioci, żeby w to uwierzyć?! Dach przy temperaturze powyżej minus 5 C nie funkcjonuje. To po co był montowany. Proszę zadzwonić do Gelsenkirchen i zapytać, przy jakich temperaturach zasłaniają Veltins Arenę, gdy mecze rozgrywa miejscowy klub Schalke. Wszystko, co się mówi na temat Stadionu Narodowego w Warszawie, to jest jedna wielka ściema. Mówią, że to jest najlepszy stadion, najpiękniejszy stadion; że to jest w ogóle cud techniki. Tyle tylko, że on nie jest jeszcze formalnie oddany.

Jeżeli rzeczywiście nie jest oddany, to jakim prawem były na nim rozgrywane mecze? To też jest temat dla prokuratury. Organizowanie imprez na nieskończonych obiektach można traktować, zgodnie z Kodeksem karnym, jako celowe sprowadzenie niebezpieczeństwa.

To jest jedna wielka ściema! Podczas meczu reprezentacji Polski z Portugalią trzy wyjścia na Stadionie Narodowym były zamknięte. Ale ponieważ jesteśmy współgospodarzem Euro 2012 to nikt o tym głośno nie mówi. W trakcie ostatniej komisji sportu zapytałem się przedstawicieli miasta stołecznego Warszawy oraz osób z nowego kierownictwa Narodowego Centrum Sportu, nie o rezultat meczu Polska-Portugalia lecz o rezultat meczu Polska-UEFA.

Nie rozumiem.

Każdy stadion musi być przed Euro 2012 dwa razy przetestowany. W związku z tym, zapytałem podczas komisji sportu, jaki jest wynik meczu Polska-UEFA. Proszę teraz wygodnie usiąść, żeby Pan z krzesła nie spadł: żaden polski stadion nie jest odebrany przez europejską federację piłkarską.

Tymczasem mamy do Euro dwa miesiące… (wywiad przeprowadzono12 kwietnia, przyp. red)

One będę odebrane warunkowo. No bo w tym momencie już nie pozbawią nas Euro 2012, ale żaden stadion nie spełnia wymogów. Proszę sobie przypomnieć moment, kiedy minister Drzewiecki pokazywał takie dwie mapki. Na jednej zaznaczona była Polska na zielono, zaś na drugiej Ukraina na czerwono i czarno. Wynikało z tego zestawienia, że wyprzedzamy Ukraińców o lata świetlne. Jednak dzisiaj oni mają odebrane wszystkie cztery areny Euro 2012, a my żadnej. Dlatego zapytałem, jaki jest rezultat meczu UEFA-Polska. Celowo blefowałem, gdyż tak naprawdę doskonale wiem, jak wygląda sytuacja. Odpowiedzieli, że wszystko jest w porządku. Każdy obiekt musi być dwa razy przetestowany. Stadiony w Gdański i we Wrocławiu były dwa razy testowane, ale nie są dopuszczone. W dalszym ciągu istnieją niedoróbki. We Wrocławiu systemy elektryczne wysiadły, zaś w Poznaniu gnije trwa.

Był Pan na meczu z Portugalią?

Na żadnym polskim stadionie, na tych czterech przekrętach, moja noga nie postanie. Jako członek Klubu Wybitnego Reprezentanta mógłbym wybrać się na mecz, ale jako poseł nie będę legalizował przekrętów, które moim zdaniem mają tam miejsce. I dopóki nie zostaną wyjaśnione wszystkie kwestie związane z budową polskich stadionów, moja naga na nich nie postanie, żeby nie legitymizować przekrętów. Dlatego nie oglądałem spotkania z Portugalią, bo w ogóle nie oglądam meczów drużyny Laty i Smudy. Od pół roku nie oglądam polskiej reprezentacji, nie interesuje mnie ona. Podczas Euro 2012 będę obserwował mecze innych drużyn. Bo trudno, żebym ja w trakcie wielkiego piłkarskiego święta nie oglądał pojedynków Anglików, Hiszpanów, Włochów, czy Niemców.

To w takim razie pospekulujmy: co nas czeka podczas Euro 2012? Jak wypadnie ta wielka piłkarska impreza?

Czeka nas jedna wielka kompromitacja.

Dlaczego?

Skupmy się na stadionach. Zobaczy Pan, jak drużyny rozgrywające w Polsce mecze będą narzekały na te obiekty: na poznański, wrocławski, itd. Organizatorem wszystkich meczów nie jest UEFA lecz Polski Związek Piłki Nożnej. Można sobie wyobrazić, jak ci „fachowcy” z PZPN będą zabierali się za organizowanie poszczególnych spotkań. Ale to jest już ich sprawa. Nie mój cyrk, nie moje małpy. To będzie jedna wielka kompromitacja! Na Mistrzostwach Europy czy Świata najważniejsze są mecze nocne. Istotne jest, co będzie się działo po zakończeniu spotkań piłkarskich. Kibice nie przyjadą na jeden dzień, tylko na całe trzy tygodnie. Oni będą się bawili w ogródkach, w salach hotelowych. Powstaną specjalne strefy kibiców i o to się obawiam. Jak przegrają, zaczną pić i jak wygrają, też będą pić. Tak jest na całym świecie. Ja grałem na największych imprezach, stąd wiem, jak tego typu wydarzenia wyglądają. I o to się najbardziej martwię. Jednak mam nadzieję, że staniemy na wysokości zadania i zagwarantujemy dobrą organizację. Bo to jest jedyna szansa żeby pokazać polskie serce i naszą gościnność. To nie są mistrzostwa Komorowskiego, Tuska czy parlamentu, ale wszystkich ludzi, którzy kochają piłkę nożną.

Ale w jaki sposób mamy pokazać coś pozytywnego skoro przed chwilą sam Pan powiedział, że stadiony źle funkcjonują, zaś tak zwani „fachowcy” z PZPN nie potrafią czegokolwiek profesjonalnie zorganizować?

Powinniśmy pokazać polskie serce żeby kibice odczuli, że Polacy gościnnie ich przyjęli. Nie możemy dolewać oliwy do ognia, bo jako Naród będziemy za organizację Euro 2012 oceniani. W sensie technicznym perspektywa przyjęcia kibiców wygląda fatalnie. Przecież oni będą musieli się po czymś przemieszczać. Tymczasem po czym będą się przemieszczać?! Po jakich drogach?! Po prostu krew ich zaleje.

Można na ten problem spojrzeć z innej strony. Wie Pan, co powiedział ekspert ds. infrastruktury mec. Eryk Kłossowski z Instytutu Jagiellońskiego? Że kibice, którzy przyjadą do Polski, w najlepszym przypadku, pomyślą, że przeżywają przygodę swojego życia…

Teraz tego typu trudne przygody są w modzie. Na przykład wiele osób jeździ do dżungli na tzw. obozy przetrwania.

Uważa Pan, że Euro 2012 będzie obozem przetrwania?

Tak, na 200 proc. Kibice zagranicznych drużyn nie wyobrażają sobie, w jaki sposób można jechać 300 km, z Warszawy do Wrocławia, w 10 albo 12 godzin. Dlatego apelują do Polaków: to są nasze mistrzostwa, będziemy za ich organizację oceniani, a więc zróbmy wszystko aby zagranicznym kibicom umilić ten zmarnowany czas. Druga sprawa sprowadza się do finansów. Pod względem sportowym podczas losowania grup Euro 2012 zaświeciło dla nas słońce, ale w sensie ekonomicznym obraz nie jest już taki różowy. Czesi wszystkie swoje mecze grupowe rozgrywają we Wrocławiu, czyli ich kibice będą przyjeżdżali na poszczególne spotkania z marszu; przekroczą granicę i z powrotem będą wracać. Z kolei Grecy borykają się z głębokim kryzysem. Na kibicach tych drużyn za wiele nie zarobimy. Gdybyśmy wylosowali Niemców, Francuzów czy Włochów, to oni przyjechaliby do Polski na całe trzy tygodnie.

Byłbym ostrożny z przesądzaniem, że pod względem sportowym podczas losowania zaświeciło dla nas słońce, a grupa w której znalazła się Polska jest najłatwiejsza. Czesi to byli mistrzowie Europy jako Czechosłowacja i byli wicemistrzowie Starego Kontynentu już jako Czechy; Rosjanie pierwsi w historii podnieśli do góry puchar Henri’ego Delaunaya w 1960 r., podczas pierwszego Euro we Francji; Grecja tryumfowała 8 lat temu w Portugalii. Nie lekceważmy naszych przeciwników. Z zespołów grających w naszej grupie, tylko my nie zdobyliśmy tytułu mistrza Europy.

Ale umówmy się; chciałby Pan wpaść do grupy, w której gra Ukraina?

Ja uważam, że Ukraina wyjdzie z tej grupy.

Niech Pan się nie wygłupia! Tam gra Anglia, Francja i Szwecja. Ze wszystkich grup rozlosowanych na Euro 2012 nasza jest najsłabsza. I jeżeli z niej nie wyjdziemy, to Panowie z PZPN powinni się powiesić albo strzelić sobie w łeb.

Lepiej, abyśmy wylosowali silną grupę, bo wówczas weryfikuje się klasa drużyny, a piłkarze posiadają silniejszą motywację. W czasach, w których Pan grał w reprezentacji, po losowaniach nikt nam nie dawał szans, byliśmy uważani za absolutnego outsidera, dostarczyciela łatwych punktów, tymczasem ogrywaliśmy światowe potęgi: Argentyńczyków, Włochów czy w eliminacjach Anglików.

Proszę nie zapominać, że trenerem polskiej reprezentacji był wówczas Kazimierz Górski, który moim zdaniem, i ja go tak traktuję, był papieżem polskiej piłki. U nas nie było „zmiłuj się”. Kiedy Adam Musiał spóźnił się pół godziny do hotelu po wygranym meczu z Włochami, to Kazimierz Górski wyrzucił go ze składu na następny mecz ze Szwecją. Pan sobie to wyobraża?!
Nie tylko sobie wyobrażam, ale uważam, że tak powinno być. Bycie reprezentantem kraju zobowiązuje.

Tymczasem teraz reprezentanci sięgają po alkohol. Piją wódkę w samolocie. Kto im na to pozwala?! Czy trener Franciszek Smuda przebywał na pokładzie samolotu, kiedy pili?! Przecież leciał razem z nimi. Czy był w Krakowie na zgrupowaniu, kiedy spożywali alkohol?! Seksafery się dzieją i co?!

To może wreszcie rząd powinien zrobić to, o czym Pan mówi od dawna, czyli po zakończeniu Euro 2012 powiedzieć: trudno, niech nas FIFA i UEFA wyrzucą na jakiś czas z międzynarodowych rozgrywek, ale my w imię państwa prawa robimy z tym całym towarzystwem (z tymi wszystkimi „fryzjerami”) porządek i na czystych zasadach zaczynamy od nowa budować polską piłkę.
Naturalnie tak! Ja proponowałem jeszcze lepsze rozwiązanie. W tym momencie już nam nie zabiorą Mistrzostw Europy, sprawy zaszły za daleko, a więc w maju rząd powinien złożyć wniosek do sądu o wprowadzenie kuratora do PZPN. Na posiedzeniu sejmowej komisji sportu złożyłem dezyderat aby minister Mucha rozpoczęła procedurę wprowadzania kuratora do PZPN. Sama minister nie może arbitralnie tego zrobić, ale dysponuje prawem zwrócenia się z tą sprawą do sądu. Za moim wnioskiem głosował PiS, zaś cała koalicja rządowa przeciw. A więc proszę się teraz zwracać do przedstawicieli większości rządowej z tym problemem, ale nie do mnie. Rozmawiałem w tej sprawie z minister Joanną Muchą i powiedziałem jej: jeżeli teraz Pani nie wprowadzi kuratora, to już nigdy nie da się tego zrobić. Gdyby sąd wprowadził kuratora w maju, to mielibyśmy kilka miesięcy (maj, czerwiec, lipiec) na uporządkowanie sytuacji przed rozpoczęciem meczów eliminacyjnych do mistrzostw świata w Brazylii. A jeżeli kuratorem zostałby Zbigniew Boniek, to ustaliłby nowe warunki gry, rozliczył działaczy PZPN i nie dopuścił aby mieli jakikolwiek wpływ na przebieg Euro 2012.

Uważa Pan, że Zbigniew Boniek to dobry kandydat?

W tej chwili jedyny. Ważne, aby był to ktoś z zewnątrz. Oczywiście można rozpatrywać też innych kandydatów, na przykład Jacka Gmocha. Najważniejsze jest jednak, aby był to ktoś z zewnątrz PZPN. Ja postawiłbym na Bońka.

Boniek różni się od Laty? Pan ich doskonale zna, z obydwoma grał Pan w reprezentacji. Ale nie pytam o walory piłkarskie tylko osobowe, intelektualne czy moralne.

Różnica jest taka, jak pomiędzy spłuczką klozetową a wodospadem Niagara. Nie może Pan mnie posądzać o sympatię do Zbyszka Bońka, my posiadamy własne zdania, często się sprzeczamy, prowadziliśmy nawet spór w sądzie, ale uważam, że w tej chwili on mógłby określić profesjonalne warunki gry dla polskiej piłki, wyeliminować i rozliczyć „grabarzy”, którzy przyczynili się do obecnej sytuacji i w ciągu najbliższych trzech miesięcy doprowadzić do demokratycznych wyborów. Poza tym, jest jeszcze jedna ważna rzecz: w czerwcu, podczas Euro 2012, Polskę reprezentowałby Zbigniew Boniek a nie Grzegorz Lato. Grzesiek jest moim przyjacielem z boiska, na nim Kazimierz Górski opierał grę całej drużyny, osobiście każdemu kto powie coś na niego jako piłkarza oczy wydrapię, ale na prezesa PZPN się nie nadaje.

Jak Pan, jako kolega Grzegorza Laty z boiska, czuje się, kiedy słyszy w radiu, w telewizji rozmaite „taśmy” z rozmów prowadzonych pomiędzy działaczami PZPN, na których słychać jak się mówi o bańkach, najlepszych układach, domach kupowanych po to aby zalegalizować pieniądze pochodzące z korupcji?

Proszę o następne pytanie.

Chciałbym jednak, aby Pan odpowiedział.

To jest po prostu kompromitacja. Jednak w momencie, kiedy Grzegorz Lato został wybrany na stanowisko prezesa PZPN komentowałem na żywo w TVN-24 zjazd związku. Można to sprawdzić wchodząc naYouTube czy przeglądając materiały archiwalne. Powiedziałem wówczas publicznie, że wybór Grzegorza Laty na stanowisko prezesa PZPN, będzie największą kompromitacją w historii polskiej piłki. Wtedy wszyscy dziennikarze się na mnie rzucili: co on mówi na swojego przyjaciela z boiska. Ludzie… Ja nie mówiłem o Grzegorzu, jako o piłkarzu, tylko o człowieku, który ma być etykietką Narodu. Nie boję się tego powiedzieć: on ma być nie tylko etykietką polskiej piłki nożnej, ale całego Narodu. Efekt jest taki, że w tej chwili wszyscy Polacy się wstydzą za to co Grzegorz Lato mówi. Nie chcę tego komentować. W tym przypadku powinna już dawno wejść do akcji prokuratura, podobnie jak to miało miejsce w Grecji czy Turcji.

Wie Pan, co się dzieje w Brazylii? Tam jest w pewnym sensie podobna sytuacja jak w Polsce, Brazylijczycy za dwa lata będą gospodarzami mundialu, a jednak nowa prezydent Dilma Rousseff czyści struktury brazylijskiej piłki, walczy z korupcją i klientelizmem działaczy.

Dobrych przykładów można poszukać bliżej. Proszę zobaczyć, co zrobił Władymir Putin w Rosji. 8 lat temu nie szło im podczas mistrzostw Europy. Rozgonił całą federację na cztery wiatry. A tam nie było tak tragicznej sytuacji jak u nas. Jednak wziął i rozgonił to towarzystwo. Mnie jest się dzisiaj wstyd przyznać. Ja nie wiem, gdzie jest Machaczkała. Ja nie wiem, gdzie jest Kazań. Jak Boga kocham, ja nie wiem, gdzie są te miejscowości. Tymczasem kluby z tych miast – Anży Machaczkała i Rubin Kazań – grają z najlepszymi drużynami świata. Tam oczyszczono środowisko piłkarskie i teraz biznesmeni chętnie inwestują pieniądze w rosyjską piłkę.

W przypadku polskiej piłki mówimy o wierzchołku góry lodowej. Osobiście znam sytuację w klubach niższych kategorii rozgrywek: lig okręgowych, A klasy, B klasy. Na niskich poziomach jest tak samo, mecze są ustawiane, a sędziwie biorą pieniądze.

Oni sobie stworzyli państwo w państwie. Robią krzywdę całemu polskiemu sportowi. Ja już pomijam, co się dzieje w niższych kategoriach rozgrywek, ale porządek trzeba najpierw zrobić na górze. Gdyby PZPN został oczyszczony, działacze na dole by powiedzieli: Skoro taką potężną centralę ruszyli, to i za nas się niedługo zabiorą. „Grabarzy” polskiej piłki trzeba wyrzucić w pierwszej kolejności. Nie twierdzę żeby rozwiązywać PZPN, związek musi istnieć, tylko ludzi należy zmienić, bo przecież oni nas reprezentują – Pana i mnie.

Ale to trwa już 30 lat i nic się nie zmienia. Właściwie nikt, oprócz Pana, o tym dosadnie nie mówi, nie nazywa rzeczy po imieniu. Mamy wierzyć, że nagle teraz coś się zmieni?

Wszedłem do parlamentu między innymi po to, aby zadawać pytania dotyczące stanu polskiej piłki. Ja w sejmie nie występuję jako były reprezentant Polski czy członek Klubu Wybitnego Reprezentanta, tylko jako poseł. I oni muszą mi odpowiadać na pytania.

Zaraz po wyborach pojawiły się informacje, że pod koniec lat 80. współpracował Pan z tajnymi służbami PRL.

W ten sposób zrobiono mi przyjemność. Wyciągnięto kwity, że byłem jakimś konsultantem w latach 1986-1989. Tymczasem ja jestem czysty. Mało tego, to na mnie pisano donosy i mógłbym wystąpić do IPN-u o statut pokrzywdzonego. Ale dziękuję ludziom, którzy publicznie mnie oskarżyli. Od 20 lat działam w PZPN, gdzie siedzi kapuś na kapusiu i gdyby na mnie rzeczywiście mieli jakieś kwity, to w tzw. tabloidach pisano by o tym od dawna. Oni po prostu niczego na nie mają i są bezradni.

Twierdzi Pan, że PZPN jest strukturą postkomunistyczną, sterowaną przez dawne służby specjalne?

To jest ostatni bastion ortodoksyjnej komuny, który uchował się w PZPN. Winę za taki stan rzeczy ponoszą wszystkie poprzednie rządy: „Solidarności”, Platformy Obywatelskiej, powiem nawet, że Prawa i Sprawiedliwość. Nie doprowadzono do dekomunizacji w sporcie. Tymczasem sport jest nośnikiem narodowego prestiżu. Sport to nasza wizytówka ma arenie międzynarodowej.

Amerykanie budują przez sport swoją potęgę i tożsamość narodową.

Wszyscy tak postępują. Weźmy przykład Portugalii: czy ktoś wiedziałby gdzie jest Porto, gdyby nie klub piłkarski z tego miasta. W Polsce nie zrobiono dekomunizacji sportu i teraz to zaniechanie się mści. PZPN jest ostatnim bastionem ortodoksyjnej komuny. Tam po prostu jeden na drugiego ma haka i się nawzajem nimi szachują. Zaś prokuratura im w tym pomaga.

Jakieś kroki są jednak podejmowane. Wprawdzie minister Mucha najpierw uważała, że trzeba Rafałowi Kaplerowi wypłacić premię za nieskończenie budowy Stadionu Narodowego na czas (bo według zdrowej logiki tak to należy nazwać), ale później zleciła ekspertyzy prawne i zablokowała procedurę wypłacenia pieniędzy z tytułu nagrody.

Mogą Kaplera w d… pocałować! Jeżeli podpisali z nim umowę na określonych zasadach, to pieniądze muszą wypłacić i koniec. Nie ma siły, tę sprawę minister sportu przegra. Zapytałem minister Muchy: skoro Kapler był taki dobry, to dlaczego Stadion Narodowy miał być oddany w czerwcu, a jeszcze do tej pory w całości nie został oddany. Po drugie, rozumiem, że kiedy Kapler zrezygnował, to jako menedżer powinien zostawić grafik imprez na dwa lata. Tymczasem on zaplanował jedynie na sierpień tego roku koncert Madonny. To wydarzenie przyciągnie ok. 70 tys. ludzi, zaś żeby utrzymać tego typu obiekt, potrzeba 4 mln widzów rocznie. Tyle osób musi się przez Stadion Narodowy przewinąć, aby jego istnienie było opłacalne. Czyli potrzeba więcej niż 40 koncertów Madonny, a więc porównywalnych z nią megagwiazd światowego show-biznesu, takich jak: Rolling Stones itp. Dlatego zapytałem minister Muchy, czy posiada, z wyprzedzeniem na dwa lata, grafik imprez. Przecież wykonawcy tego formatu mają już zapełnione kalendarze do 2015 r. Odpowiedziała mi, że nie posiada takiego dokumentu. Kapler zaplanował tylko jeden koncert Madonny, a potrzeba 40 takich imprez. Poza tym, jak to jest możliwe, że stadion jest już zbudowany, menedżer sprawował swoją funkcję, zaś 40 tys. m2 powierzchni komercyjnej jest niezaadaptowane? W jaki sposób ten fakt można wytłumaczyć? Przecież tam powinny powstawać sklepy, restauracje, kawiarnie, sale konferencyjne do wynajęcia itp. Gdyby był dobry menedżer, to kolejki po tego rodzaju inwestycje powinny się ustawiać, żeby na tym stadionie być. Powtarzam jeszcze raz: 40 tys. m2 powierzchni komercyjnej jest niezagospodarowane, na 60 tys. m2 zaplanowanych na ten cel w ogóle. W jaki sposób wytłumaczyć fakt, że na Stadionie Narodowym nie będzie się znajdowała siedziba PZPN? To jest po prostu sabotaż.

Stąd moje pytanie: czy Stadion Narodowy nie podzieli kiedyś losu Stadionu X-lecia. Miejsce jest to samo, tylko czasy inne…

Już podzielił.
To w takim razie co będziemy robili po zakończeniu Euro 2012? Na mistrzostwa przyjadą drużyny, zagrają mecze, ale w jaki sposób utrzymać stadiony później?

Ja mam pomysł na zagospodarowanie tych obiektów. Na Stadionie Narodowym musi grać reprezentacja Polski, ale prawdziwa reprezentacja, nie ta Laty i Smudy. Trzeba wprowadzić system podobny do tego, który obowiązuje na stadionie Wembley w Londynie. Bez względu na to, czy będziemy grali z Anglią, czy z Albanią, czy z Armenią, poszczególne mecze powinny być rozgrywane na Stadionie Narodowym, zaś bilety należy sprzedawać w postaci karnetów na cały okres eliminacji. I gwarantuję, że w ramach internetowej sprzedaży na 56 tys. miejsc będzie dziesięć razy więcej chętnych. Tymczasem kiedy bilety zostaną sprzedane wcześniej w postaci karnetów, to nawet gdyby teoretycznie później ktoś nie przyszedł na mecz, stadion i tak zarobi pieniądze. Podobnie sprawa przedstawia się w przypadku spotkań ligowych. W czasach, kiedy byłem zawodnikiem Herculesa Alicante, w lidze hiszpańskiej rozgrywaliśmy mecze między innymi na estadio Camp Nou z FC Barceloną i wtedy przychodziło tam po 100 tys. kibiców na 111 tys. miejsc, które stanowiły komplet publiczności. 11 tys. nie przyszło, ale bilety tym kibicom zostały wcześniej sprzedane w ramach karnetów wykupowanych na cały sezon. Tak samo, gdyby na Stadionie Narodowym mieściła się siedziba PZPN, ludzie by tam przychodzili, inwestowali, zakładali sklepy, bo obecność w takim miejscu nobilituje.

Sądzi Pan, że dystrybucja karnetów będzie uczciwa?

Niech Pan nie zadaje retorycznych pytań! Na przykład oficjalnie szacuje się, że frekwencja na meczu ligowym wyniosła 8 tys., a kołowrotki stadionowe zamieszczone przy wejściach pokazują liczbę 3 344. W jaki sposób tę rozbieżność wytłumaczyć? Ale ryba psuje się od głowy. Powinny być wprowadzone restrykcje podobne do tych, które obowiązują w klubach zachodnich. Gdy na przykład stwierdzono nieuczciwe sytuacje finansowe w Glasgow Rangers, od razu odjęto im 10 punktów. A w Polsce? Ostatnio był na meczu Polonii Warszawa delegat PZPN i zainteresował się jedynie transparentem z napisem „Precz z komuną”. Nakazał go zdjąć pod rygorem przerwania meczu. To jego interesują tylko transparenty? A dlaczego napis „Precz z komuną” nie mógł się znajdować na stadionie? Niech Pan przeanalizuje życiorysy tych kolesi z PZPN. Oni tylko takie rzeczy zwalczają, a nie wielkie patologie w polskiej piłce.

Czyli popularny film sprzed prawie 30 lat, „Piłkarski poker” Janusza Zaorskiego, był wielkim proroctwem.

Nie. „Piłkarski poker” jest dobry dla dzieci z przedszkola. Rozmawiałem z Januszem Zaorskim: te rzeczy nadają się do przedszkola. W jego filmie chodzi o pieniądze, o kupowanie meczów. Tymczasem w przypadku PZPN mamy do czynienia z łamaniem prawa, z lekceważeniem statutu związku. Oni po prostu robią, co chcą. Są państwem w państwie.

Porównał Pan niedawno Jarosława Kaczyńskiego do Kazimierza Górskiego. Nie wiem, czy Kazimierz Górski (a dla mnie był on wielkim człowiekiem) by się z takiego zestawienia ucieszył. Uważa Pan, że to adekwatne porównanie?

Uważam, że tak.

Ale jakie cech wspólne Pan tu widzi?

Jarosław Kaczyńskie jest dla mnie politykiem z najwyższej światowej półki. Podobnie jak Kazimierz Górski, posiada walory niesamowitego człowieka i niesamowitego psychologa. Kiedy Kaczyński gdzieś występuje, jest perfekcyjnie przygotowany do każdego tematu, ale to można wcześniej wypracować, napisać czy wyreżyserować. Jednak mi najbardziej zaimponował, kiedy występował przed sejmowymi komisjami śledczymi, a wiadomo, że te gremia nie były dla niego przyjazne. Premier Kaczyński po prostu ośmieszał swoich adwersarzy politycznych, porażał ich. Dla mnie ten człowiek jest Kazimierzem Górskim polskiej polityki. Do każdego wystąpienia można się przygotować, ale aby prowadzić błyskotliwą konwersację na żywo, trzeba być naprawdę politykiem wybitnym. Żaden z polskich polityków podobnych cech nie ma. Kaczyński to jest najwyższa klasa. Oczywiście mamy kilku innych, zdolnych ludzi. Osobiście bardzo cenię ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina czy jego poprzednika na tym stanowisku, Krzysztofa Kwiatkowskiego. Cenię ich, chociaż są moimi politycznymi przeciwnikami. Tych osób nie można zaskoczyć. Oni posiadają porażającą wiedzę oraz inteligencję.

Czyli mówiąc językiem piłkarskim: boisko weryfikuje ich pozytywnie, a trawa nie przeszkadza w grze…

Tak. Kaczyński, Gowin czy Kwiatkowski – oprócz tego, że posiadają ogromną wiedzę – znają jeszcze swój timing, po prostu wiedzą, kiedy i gdzie uderzyć. Jeszcze raz powtarzam: Kaczyński jest dla mnie politykiem z najwyższej, światowej półki.

To dlaczego tak wielu wyborców wyraża wobec niego brak zaufania?

Błędem było wejście w koalicję z LPR i Samoobroną. Ale błędów nie popełniają jedynie ludzie, którzy niczego nie robią. Wówczas nie istniała inna alternatywa zbudowania większości rządowej. Teoretycznie mógł być tylko tzw. POPiS albo koalicja z LPR i Samoobroną. Jednak w praktyce POPiS nie wchodził w grę, gdyż Platforma się na taki układ nie zgodziła. Osobiście byłem i cały czas jestem zwolennikiem POPiS-u. Uważam, że gdyby powstała koalicja POPiS, to można by zmienić Konstytucję i przeprowadzić wiele innych pożytecznych rzeczy. To naprawdę byłoby coś wspaniałego.

Jan Tomaszewski – człowiek, który zatrzymał Anglię; wybitny polski piłkarz, bramkarz złotej jedenastki Kazimierza Górskiego, w latach 70. jeden z najlepszych golkiperów na świecie. Stał się żywą legendą po słynnym występie na stadionie Wembley w Londynie, kiedy 16 października 1973 r., w meczu eliminacji mistrzostw świata z Anglikami, stanowił zaporę nie do przebycia. Rok później zdobył wraz z reprezentacją Polski trzecie miejsce na mistrzostwa świata w RFN. Jako pierwszy bramkarz w historii obronił wówczas dwa rzuty karne (w meczach ze Szwecją i RFN) podczas jednej imprezy. W roku 1976 wywalczył srebrny medal Igrzysk Olimpijskich w Montrealu.  Podczas kariery piłkarskiej grał między innymi w Śląsku Wrocław, Legii Warszawa, ŁKS Łódź i Herculesie Alicante. Jest znany z ostrego, niewyparzonego języka, co sprawiło, że często jego wypowiedzi kończyły się procesami sądowymi. Zagorzały krytyk PZPN.
W latach 80. wstąpił do Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego i wspierał wprowadzenie stanu wojennego. W roku 2010 poparł kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Rok później uzyskał mandat posła z ramienia PiS.