Ropa niezastąpiona

Znajomy kierowca rajdowy opowiadał mi kiedyś, jak prowadził samochód w Brazylii, jedynym dużym kraju, który na bardzo szeroką skalę wprowadził biopaliwa. Na górkę (taką jak ul. Książęca w Warszawie) wjeżdżał na jedynce, a przyspieszenie samochód miał tak słabe, że niebezpiecznie było wyprzedzać. Na koniec samochód zatrzymał się i na tym się skończyła jazda na biopaliwie…

Niewiarygodnie wysokie ceny ropy oraz ciągle rosnące ceny paliw na stacjach zachęcają producentów alternatywnych źródeł napędu do wejścia na rynek i konkurowania z benzyną i olejem napędowym — klasycznymi paliwami pochodzącymi z przerobu ropy naftowej. Droga ropa jest idealnym gruntem dla rozwoju badań nad „czymś”, co zastąpiłoby klasyczne, stosowane od ponad 100 lat paliwa petropochodne. Jeśliby jednak przyjrzeć się bliżej efektom tych prób, widać wyraźnie, że rezultaty są bardzo mizerne. Unia Europejska wzywa, zachęca, wyznacza limity krajom członkowskim, a paliw alternatywnych jak nie przybywało, tak nie przybywa. W USA — kraju najbardziej zaawansowanym w alternatywnych technologiach — z surowców odnawialnych pochodzi tylko 2,5 proc. benzyn. Dlaczego tak się dzieje?

Podstawowym czynnikiem jest efektywność. Setki milionów samochodów na świecie napędzanych jest silnikami, które zostały dostosowane do tego właśnie rodzaju paliwa. Jest to więc przeszkoda dla wejścia nowych nośników. Aby zastąpić klasyczne paliwa — ich następcy muszą spełniać bardzo podobne parametry, żeby silniki wykrzesały z siebie tę moc, którą wbudowali w nie konstruktorzy. To pierwsza słabość alternatywnych nośników. A przecież powstają nowe konstrukcje, które już nie muszą liczyć się ze starymi ograniczeniami — choćby samochody na energię słoneczną czy elektryczną.
Mimo to, choć eksperymenty trwają od wielu lat, żaden z tych pomysłów nie wyszedł poza fazę prototypów. Przyczyn nie trzeba daleko szukać; klasyczna benzyna i diesel są po prostu najbardziej wydajnymi nośnikami energii dla samochodu. Jeśli porównać z nimi jakikolwiek inny nośnik, w baku samochodu (zakładając, że nie chcemy wozić ze sobą olbrzymiego lub bardzo ciężkiego zbiornika) zmieścimy największą ilość energii umożliwiającą przejechanie największej liczby kilometrów. Biodisel to tylko 90 proc. energii zawartej w dieslu, gaz ziemny kompresowany — 25 proc., a gaz ziemny w stanie ciekłym — 66 proc. Trochę lepsze wyniki mają etanol i gaz płynny, ale wciąż jest to dużo mniejsza wydajność niż w przypadku benzyny.

Wiemy już więc, co jest najwydajniejszym nośnikiem energii. Kłopot z alternatywnymi paliwami polega także na tym, że ropa jest paliwem najtańszym. Wszystkie alternatywne biopaliwa, do których zachęcają Unia Europejska i polski Sejm (ustawa o biopaliwach), nie wymagają wprowadzenia ulg podatkowych. Są one tańsze od benzyny i diesla, ale tylko dlatego, że nie ma na nie nałożonych tak drakońskich podatków, jakie nakładane są na paliwa pochodzące z ropy. Jeśli w cenie benzyny jest prawie 60 proc. podatków, to w oczywisty sposób będzie ona droższa od biodiesla, któremu państwo przyznało ulgi podatkowe.

Ogromną przewagę mają też klasyczne paliwa z punktu widzenia komfortu jazdy i zachowań samochodu. Znajomy kierowca rajdowy opowiadał mi kiedyś, jak przydarzyło mu się prowadzić samochód w Brazylii, jedynym dużym kraju na świecie, który na bardzo szeroką skalę wprowadził biopaliwa. Na górkę (taką jak ul. Książęca w Warszawie) wjeżdżał na jedynce, a przyspieszenie samochód miał tak słabe, że niebezpiecznie było wyprzedzać. Na sam koniec samochód z Polski, który został tam przywieziony na rajd, zatrzymał się i na tym się skończyła jazda na biopaliwie.

Dlatego gdy czytam pieśni pochwalne o alternatywnych paliwach zachęcające do zastąpienia nimi „tej złej ropy”, zdaje mi się to podejściem jednostronnym, umotywowanym bardziej niechęcią do „wielkich i złych” koncernów naftowych niż realistycznym podejściem do rzeczy. Jeśli bowiem paliwa pochodzące z ropy mają takie atuty, to należy rozważyć, czy nie przetestować alternatywnych nośników energii. Dopiero wówczas można zmuszać kierowców do jazdy na paliwie, które „jest niewiele gorsze”.

Za biopaliwami kryją się naciski rozmaitych lobby i wpływowych grup, które te szlachetne dążenia, by mniej zatruwać środowisko, chcą przekuć na przywileje dla siebie. Czymże jest bowiem, jak nie przywilejem dla rolników i wybranej (poprzez koncesje) grupy producentów, nieudana ustawa o biopaliwach, która umożliwiała dopłacanie przez państwo (czyli podatników) do paliw produkowanych przez tę grupę. Nie pierwszy raz za szczytnymi hasłami kryje się marna rzeczywistość.

Natura wykonała za nas pewną pracę. Przetworzyła organiczne szczątki na surowiec, którego przeróbka nie wymaga już takich nakładów, jak powtórzenie tego procesu przez człowieka. Nie mamy szans wykonać jej taniej niż przez tysiące lat pracy sił natury. Jestem jednak głęboko przekonany, że postęp technologii i odkrycia nowych źródeł energii zmienią krajobraz energetyczny. Dzisiejsze próby wciąż wydają się być mało przekonujące.

Autor jest analitykiem rynku paliw